Felieton

Białe krzesła

Partia TINA, there is no alternative, szeroko rozkłada skrzydła – od Kamińskiego do Danuty Hübner. Licząc, że zagarnie pod nie wszystkich i wszystko?

Donald Tusk ma dobre serce, zapomniał i wybaczył więc Michałowi Kamińskiemu wszystkie złe rzeczy, które ten o nim mówił. Każdy ma prawo wybaczyć we własnym imieniu swoje krzywdy. A zresztą żadne to krzywdy, tylko powszechne zwyczaje polityczne. Przy okazji zapomniał jednak o wielu innych kwestiach. Takich jak aktywność Kamińskiego w NOP. Hołdownicze peregrynacje do Augusto Pinocheta z ryngrafem w podarunku. W razie czego, jak rozumiemy, wyśle się go z ryngrafem do Putina. Cóż za różnica? Przyzwoity konserwatysta, religijny, brzydzący się gejami.  Umie sięgnąć po bezprawną przemoc. Gospodarczy liberał, w którym horrendalne fortuny jednych i ubóstwo innych nie budzą sprzeciwu. Pewno w tej chwili Kamiński nie widzi tych podobieństw, ale jeśli tylko mu się to opłaci – zobaczy.

Zapomniane zostały też jego homofobiczne wypowiedzi, mimo składanych przez PO obietnic dotyczących związków partnerskich. I wszystkie antykobiece głosowania, mimo gładkich gadek Tuska o zrozumieniu dla kwestii równouprawnienia.

Partia TINA, there is no alternative, szeroko rozkłada skrzydła – od Kamińskiego do Danuty Hübner. Licząc, że zagarnie pod nie wszystkich i wszystko? Czy jedynie, że nie poniesie dotkliwej porażki?

W zasadzie, to nie mój cyrk i nie moje małpy, przecież nie jestem elektoratem PO. Nawet jako mniejszego zła.

I mogę jedynie współczuć Cezaremu Michalskiemu, który chce zrobić wszystko, by PiS nie doszedł do władzy, oraz wszystko dla wszystkich na lewo od PO. Podobnie jak zainteresowani, czyli PO i SLD, które już podobno układają się w sprawie przyszłego rządu, spodziewam się takiej koalicji powyborczej, a nie Kaczyńskiego u władzy. Ale kto wie, jak będzie wyglądała sytuacja w chwili wyborów. I wtedy konflikt wewnętrzny zapewne znacznie ożywi duszne rozterki mojego ulubionego felietonisty. 

Coraz częściej myślę, że właściwie najchętniej nie byłabym już niczyim elektoratem, podobnie jak większość Polaków, którzy chcieliby mieć na karcie wyborczej możliwość wyboru opcji: nikt z zaproponowanych.

To już byłoby coś, jakiś sposób, żeby dać do zrozumienia, co myślimy o całej klasie politycznej. Chociaż oni i tak to wiedzą i im to powiewa, ważne, żeby dostać się na kolejną kadencję, a później emerytura w Europarlamencie.

Jest jednak na to sposób. Szczegóły zna Agnieszka Ziółkowska i obiecała podzielić się z nami tą wiedzą w DO. Na razie więc tylko ogólna idea. Otóż głosy przeciwko wszystkim należy proporcjonalnie odjąć od liczby uzyskiwanych przez partie mandatów. Krótko mówiąc, jeśli 60 procent głosujących odmówi poparcia wszystkim kandydatom, w Sejmie pozostanie 60 procent pustych foteli. W Katalonii, gdzie takie rozwiązanie proponują dwie partie, nazywane są one białymi krzesłami.

Jeśli to zadziała i znając przekorę Polaków, mogłoby się to skończyć na tym, że głosów pozytywnych, wskazujących kandydatów, byłoby 460+100. Tyle, ile jest osobiście zainteresowanych posłów i senatorów. Przy sporej frekwencji odpowiadających, że na nikogo nie chcą głosować, nie wiem, czy starczyłoby to na stworzenie prezydium sejmu. I same białe krzesła.

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.