Galopujący Major

Jak ukryć rządową odpowiedzialność za kolejne zgony

Po opowieści o tym, że inni mają gorzej, zaczęto mówić, że nic się nie dało z koronawirusem zrobić. I tak oto Polska stanęła w jednym rzędzie z innymi, dotychczas tak wyśmiewanymi, państwami w międzynarodówce imposybilizmu. Ale przyszedł czas na kolejne narracje…

W obliczu zapaści systemu ochrony zdrowia spodziewanej przez każdego, kto miał z nią styczność – poza elitarnie leczonymi VIP-ami z rządu i okolic – jest oczywiste, że władza musi wreszcie jakoś zadziałać. W końcu od dobrych paru lat nie żyjemy już w kraju postpolitycznym. Zawsze jednak lepiej, łatwiej i taniej jest zorganizować rządową propagandę niż leczenie ludzi w czasie pandemii. To pierwsze rządzący mają bowiem od lat dość dobrze opanowane, to drugie wymaga z kolei nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim politycznej woli podjęcia niepopularnych decyzji, na przykład podwyżki składki zdrowotnej.

Dlatego właśnie od kilku tygodni główny wysiłek rządzących nie skupia się na poprawie warunków walki z COVID-em, lecz na generowaniu kolejnych narracji propagandowych, które pozwolą wymigać się od odpowiedzialności za katastrofę, do której coraz szybciej zmierzamy.

Inni mają o wiele gorzej

Inni mają o wiele gorzej – tak brzmiała pierwsza i podstawowa strategia narracyjna. Milcząco zakładała, że warunki walki z wirusem są wszędzie takie same i skoro tylko Polska jest wśród nich na plus, to jest to oczywista zasługa rządu. W swym zapale propagandowym premier Mateusz Morawiecki posunął się nawet do opowieści, jak to świat wręcz zazdrości Polsce jej skuteczności, choć przecież fakt, że podobnie przy pierwszej fali radziła sobie cała Europa Środkowo-Wschodnia, sugerował coś innego. Problem (rządu) w tym, że ta strategia właśnie się posypała, albowiem liczba zakażeń zaczyna być w Polsce rekordowa także na tle zachodniej Europy. Mało tego, dotychczasowe straszenie Zachodem, wspólne dla wszystkich prawicowych populistów ze Wschodu lub Południa, właśnie teraz zaczyna zbierać owoce. Bo przecież skoro mityczną Lombardię spotkała apokalipsa, a lada moment to my będziemy drugą Lombardią, to znaczy, że i u nas będzie tak samo strasznie, nieprawdaż?

Moi przyjaciele z Bergamo

czytaj także

Moi przyjaciele z Bergamo

Marta Abramowicz

Nic się nie da zrobić

Dlatego teraz grana jest narracja przeciwna, a mianowicie, że nic się nie da zrobić. W tym układzie Polska nie jest już najlepsza pośród wspaniałych, lecz staje się niepozorną małą myszką, która nic nie potrafi i niczego nie może. Z niejaką dumą staje więc Polska w jednym rzędzie z innymi, dotychczas tak wyśmiewanymi, państwami w międzynarodówce imposybilizmu. Niebezpieczeństwem tej narracji jest jednak mimowolne przyznanie, że rząd nie panuje nad sytuacją, że jest bezradny i zwyczajnie rozkłada ręce. A to z kolei znaczy, że rząd sam odbiera sobie mandat do rządzenia. Skoro bowiem potwierdza, że nic nie może zrobić, to może pora dać spróbować komuś, kto mówi, że da radę, prawda?

Wina wewnętrzna

Dlatego właśnie o wiele lepszą strategią, acz również niepozbawioną wad, jest narracja o winie wewnętrznej. Nie patrzmy na innych – mówią rządzący – lecz patrzmy na siebie. Przy czym owe „siebie” nie oznacza oczywiście rządu, odpowiedzialnego za zarządzanie kryzysem, lecz lekarzy, antymaseczkowców, wreszcie całe społeczeństwo. To ono jest winne nieprzestrzegania obostrzeń, to ono nie chce nosić maseczek.

W tej opowieści rząd staje się nie tyle sprawcą, ile niemal ofiarą społeczeństwa, które nie chce podporządkować się jego wytycznym. A skoro rząd jest ofiarą, to nie można mu przypisać winy. Ta strategia może i by zadziałała, lecz warunkiem tego byłoby przestrzeganie obostrzeń przez samych ludzi obozu władzy. Można by wtedy budować manichejski obraz dobrej, zdyscyplinowanej i ostrożnej władzy naprzeciw nieostrożnego społeczeństwa – jako całość bądź jego poszczególnych grup. Problem w tym, że członkowie rządu ostentacyjnie wręcz lekceważyli obostrzenia, a premier Morawiecki zapewniał, że wszystko jest pod kontrolą. Stąd każdy przytyk w stronę winnego czy nieodpowiedzialnego społeczeństwa zderza się z cytatami i zachowaniem członków rządu, którzy stojąc w pierwszym szeregu, za nic mieli maseczki i dystans.

Pomóżcie nam, bądźmy razem

Stąd wynikła wreszcie narracja – jak dotąd – ostateczna, czyli: pomóżcie nam, bądźmy razem. Nie przypadkiem wielu obserwatorów uważa ją za desperacką. Oto rząd bowiem nie tylko przyznaje, że jest fatalnie, ale jeszcze grzmi o potrzebie pomocy – jemu samemu, tak bardzo sobie nie radzi. Owych zaprosin nie wysyła oczywiście z dobrego serca i prawdziwej chęci współpracy. Chodzi raczej o zrzucenie ciężaru odpowiedzialności, uwikłanie w pozornie tylko wspólną walkę i obezwładnienie krytyki. Jeśli bowiem opozycja weźmie współodpowiedzialność, to nie będzie mogła już krytykować, a jeśli nie pomoże, to znaczy, że za nic ma wspólnotę i tylko przeszkadza. Typowa sytuacja win-win.

Wszystkie te narracyjne chwyty są, rzecz jasna, bardziej lub mniej czytelne dla kogoś, kto chociaż trochę interesuje się polityką. Ale dla bardzo wielu osób, które szczęśliwie nią na co dzień nie żyją, mogą się okazać skutecznym parawanem, za którym władza schowa własną winę. Pytanie, jak dalece w tej sytuacji swoją kontrnarrację potrafi zbudować opozycja, bo okrzyki, że teraz to już na pewno PiS musi odejść, nie pomogą.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Galopujący Major
Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Zamknij