Świat

Pocztówki z Iranu II: Wrestling z jaszczurką

Nigdy w życiu nie naoglądałem się tyle wrestlingu co w irańskich domach.

To by było na tyle. Póki co. Przyzwoitość nakazuje w ostatnim odcinku zaprezentowanie syntezy dotychczasowych obserwacji cząstkowych w formie porządnej analizy socjologiczno-politologicznej. W ten sposób można łatwiej udawać iranistę.

***

Nigdy w życiu nie naoglądałem się tyle wrestlingu co w irańskich domach. Jest on w Iranie tak popularny, że nadająca go GEM TV (prywatna perskojęzyczna telewizja z Dubaju) może pokazywać show wraz z całym anturażem, a więc także z kibickami lub sędzinami prezentującymi odkryte bezwstydnie włosy (na głowie) – choć przecież to właśnie włosy są jedną z głównych przyczyn, dla których zachodnie filmy nie są pokazywane w irańskich kinach. To znaczy oficjalnie nie może, bowiem wrestling jest zakazany wraz z całą telewizją satelitarną – od 1994 roku posiadanie „talerza” jest nielegalne. Ale oczywiście kompletnie nikt tym się nie przejmuje i zwłaszcza na wsiach jest on powszechnie spotykanym wyposażeniem domu. Z zakazu wynika tyle dobrego, że dzięki niemu talerze nie szpecą ulic, tylko leżą sobie gdzieś w kąciku podwórka.

Obejrzałem też parę razy oficjalny irański Dziennik TV na państwowym kanale Seda we Sima-je Dżamchuri-je Eslami-je Iran (na Zachodzie znanym pod angielskim skrótem IRIB). Program ma prostą nazwę 20:30 (czy raczej ۲۰:۳۰), od godziny nadawania, i równie prostą wizję świata, której lwią część stanowi wpajanie szyickiego szariatu.

Dzięki temu miałem okazję przyjrzeć się najwyższemu przywódcy. Wyglądał źle, sztucznie, jak schyłkowy Breżniew. Podobieństwo było wręcz uderzające, gdy z mechanicznym uśmiechem pozdrawiał pielgrzymów z różnych miast (był w tym czasie chyba w Meszchedzie). Ma teraz 77 lat i według zachodnich wywiadów miał, lub nadal ma, raka prostaty.

Po jego śmierci wiele może się zmienić. Jeżeli do władzy dojdzie reformator, zmiany mogą potoczyć się zgodnie z Wałęsowską zasadą „łamania śrubokręta przy odkręcaniu śruby”. Jeśli konserwatysta – opór społeczny przeciw ewentualnemu zaostrzeniu kursu może być równie silny i doprowadzić do powtórki z 2009 roku.

Tymczasem zaś dostałem od wciąż żywego najwyższego przywódcy osobiste przesłanie! Zdarzyło się to przy okazji wizyty w Mauzoleum Króla Światła (Szach-e Czera’q) w Szirazie, mieszczącym groby dwóch synów siódmego imama. List, napisany po angielsku, nosi tytuł Przesłanie do młodych Europy Zachodniej. Wręczającemu list klerykowi niespecjalnie przeszkadzały moje siwe włosy ani to, że jestem z Europy Wschodniej.

Spodziewałem się znaleźć w przesłaniu detaliczne opisy mąk piekielnych, które spotkają mnie, jeśli nie przejdę na szyizm, ale ostatecznie okazało się to zaskakująco sensownym potępieniem islamskiego terroryzmu na kanwie ostatnich zamachów we Francji i Belgii.

Oczywiście czytać się tego i tak nie da, bo najwyższy może czynić cuda, ale zmieszczenie się w zadanym limicie znaków zdecydowanie przekracza jego moce mentalne.

Wybrałem się też do kina. Tym razem padło na komedię Jaszczurka (Marmołlak) Kemala Tabriziego. Film leciał bez żadnych obcojęzycznych napisów, więc były pewne trudności z uchwyceniem fabuły, ale ogólnie sprowadza się to do ucieczki drobnego złodziejaszka o tytułowej ksywie. Przebiera się on za mułłę i zaszywa się w przygranicznej wiosce, gdzie mimo tego, że wygaduje jakieś piramidalne bzdury, ludzie i tak traktują go z nabożną czcią, bo przecież ma strój mułły. Swoją drogą, mimo ideologicznie słusznego zakończenia, to zaskakująco odważny film jak na oficjalną dystrybucję (produkt odwilży czasów Hatamiego, ale na DVD wciąż legalnie dostępny).

***

W pewnym momencie miałem już tak dość IRIB i wrestlingu, że odszukałem na satelicie (w tej górskiej wiosce!) TVP Info. Z nadzieją włączyłem polską państwową telewizję, bo przecież mimo wszystkich naszych narzekań na telewizyjne efekty „dobrej zmiany” byłem pewien, że znajdę tam chociaż coś, co zachowuje szeroko pojętą świeckość.

No powiedzmy.

Pierwsze, na co się natknąłem, to transmisja obrad Konferencji Episkopatu Polski.

PS: Policja miała jednak pewien powód do zatrzymania i spisania nas pod Esfachanem, o czym wspominałem w drugim odcinku. Dowiedziałem, się, że tamten obiekt to był zakład wzbogacania uranu. W takiej sytuacji brak przejrzenia karty pamięci mojego aparatu należy uznać za okoliczność wybitnie pomyślną.

Czytaj też inne Pocztówki z Iranu:
Lotniskowe rewolucje
Pustynne kontrrewolucje
Sam jesteś wioska, czyli gazele w małym mieście
Persja robi czary
Najlepszy prezydent
Polak, Pers dwa bratanki
U grobu poety

**Dziennik Opinii nr 137/2016 (1287)

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.