Świat

Miasta kobiet: municypalizm a feminizacja polityki

Ada Colau

Strategia, którą nazywamy municypalizmem, jest potężna z wielu różnych powodów. Przede wszystkim dlatego, że dzięki realnym zwycięstwom jesteśmy w stanie pokazać, że złamanie statusu quo jest możliwe (i przez to możemy wygrywać też na innych poziomach). Jest jeszcze przynajmniej jeden argument za municypalizmem: możliwość feminizacji polityki, która jest znacznie ograniczona w działaniu politycznym na poziomie państwowym i ponadpaństwowym. Aby zwycięstwa były nie tylko możliwe, ale i trwałe, municypalizm powinien być podstawą jakiejkolwiek wielopoziomowej strategii.

W ciągu ostatnich lat municypalizm spotyka się z coraz większym zainteresowaniem jako skuteczna strategia, która odpowiadałaby na żądania większej demokracji i budowała realną alternatywę dla obecnego systemu polityczno-ekonomicznego. Platformy złożone z aktywistek i „zwykłych” obywateli rządzące w większych miastach w Hiszpanii, przykłady takie jak choćby Ciudad Futura w Argentynie, Indy Towns w Wielkiej Brytanii czy demokratyczny konfederacjonizm Kurdów, mimo wszelkich swoich mankamentów i ograniczeń, pokazały transformacyjny potencjał lokalnego działania. Międzynarodowy kongres municypalizmu „Fearless Cities”, który odbył się w Barcelonie 9-11 czerwca był zarówno demonstracją sił, jak i zwiastunem dalszego rozwoju sieci międzynarodowej współpracy przeciwko „politykom strachu” – neoliberalizmowi i skrajnej prawicy.

Co wyróżnia municypalizm?

Municypalizm, o którym mowa, spośród tradycyjnych polityk wyróżnia kilka kwestii. Po pierwsze, stworzenie wyraźnie odróżniającej się organizacji politycznej, która odzwierciedla różnorodność lokalnego krajobrazu politycznego, zakorzeniona jest w lokalnych warunkach i odpowiada na lokalne potrzeby. Po drugie, otwarte, oddolne i partycypacyjne procesy podejmowania decyzji, które uruchamiają mechanizmy inteligencji kolektywnej wspólnoty. Po trzecie, relatywnie horyzontalna (na przykład, bazująca na zgromadzeniach sąsiedzkich) struktura organizacyjna, która wyznacza tory polityk realizowanych przez wybranych reprezentantów. Po czwarte, stworzenie kreatywnego napięcia pomiędzy tymi na zewnątrz i wewnątrz lokalnych instytucji: municypalistki i municypaliści wierzą, że możliwości instytucji zależą od silnych i zorganizowanych ruchów społecznych na ulicach, które wywierają presję na reprezentantów. Dlatego też platformy municypalistyczne, które wygrały wybory, popierają zarówno tę „zewnętrzną” presję, jak i tworzą demokratyczne mechanizmy podejmowania decyzji w obrębie instytucji. Wreszcie, municypalizm kładzie nacisk na inną rolę rządów lokalnych niż ta sprowadzające je do bycia ostatnim szczeblem administracji państwowej: widzi je jako mechanizm samorządności. W ten sposób rozumiany municypalizm nie jest zatem zjawiskiem dotyczącym jedynie wielkich miast, ale ruchem, który może odgrywać istotną rolę w niewielkich miasteczkach, dzielnicach i na wsiach.

„My, miasta Europy”. Prezydenci miast deklarują, że przyjmą uchodźców

Municypalizm jest potężną strategią dla lewicy z rozmaitych powodów. Przede wszystkim dlatego, że dzięki realnym zwycięstwom jesteśmy w stanie pokazać, że złamanie statusu quo jest możliwe. Poza tym, większość negatywnych skutków neoliberalizmu dotyka nas przede wszystkim na poziomie lokalnym, właśnie w miastach (na przykład spekulacja na rynku nieruchomości, prywatyzacja dóbr wspólnych czy korupcja polityczna). Instytucje lokalne to rządy najbliższe ludziom, i z tego powodu są najlepszym narzędziem do tworzenia demokracji uczestniczącej, która znacznie wykracza poza możliwość oddania głosu w wyborach raz na cztery lata. Jest jednak jeszcze jeden argument za municypalizmem: możliwość feminizacji polityki, która jest znacznie ograniczona w działaniu politycznym na poziomie państwowym i ponadpaństwowym.

Transformacyjny potencjał tego „jak” działamy

Dla municypalistek feminizacja polityki to coś więcej niż zwiększenie obecności kobiet w instytucjach i wdrażanie rozwiązań polityki społecznej, które działałyby na rzecz równości płci. Feminizacja polityki to, oprócz tego, zmiana w sposobie politycznego działania. Celem tego trzeciego jej wymiaru jest przełamanie dominacji męskiej logiki, która premiuje zachowania, jakie w o wiele mniejszym stopniu rozprzestrzenione są wśród kobiet, takie jak: rywalizacja, pośpiech, jednogłośność czy hierarchia. Polityka sfeminizowana podkreśla wagę kwestii codziennych i związanych z relacjami międzyludzkimi poddając w wątpliwość sztuczny podział na sferę prywatną i publiczną. W ten sposób zmieniamy dynamikę, którą podszyty jest obecny system, i tworzymy otwierającą emancypacyjne możliwości alternatywę.

Bendyk: To wybory samorządowe pokażą, czy udało się zagospodarować energię lipcowych protestów

Bynajmniej nie chodzi nam jednak o przypisywanie stałych ról kobietom i mężczyznom (esencjalizację), wiemy w końcu, że same role płciowe związane są z patriarchatem. Raczej dostrzegamy potrzebę wartości kojarzonych z tym, co „kobiece”, dlatego że dominacja „męskich” wzorców wypycha kobiety, które nie były wychowywane w ich duchu, poza sferę polityki. Tego rodzaju zmiana w sposobie politycznego działania atakuje patriarchat u jego korzeni: skupiając się na samych praktykach, które reprodukują role płciowe. Co więcej, jeśli naszym celem jest pogłębienie demokracji i wzmocnienie obywatelskości, promocja „feministycznych” sposobów działania: współpracy, dialogu, horyzontalności, ułatwi włączenie wszystkich dyskryminowanych i marginalizowanych grup, i w związku z tym powinna być priorytetem niezależnie nawet od kwestii nierówności płci.

Gdy przyglądamy się współczesnym ruchom municypalistycznym, które najbardziej podziwiamy, zauważamy, że wszystkie one reprezentują wyraźnie odmienne podejście do polityki: łączą postulaty radykalnej zmiany z działaniem nastawionym na konkret. Odrzucają one zarówno walkę o władzę za wszelką cenę, jak i popadanie w paraliżujący puryzm ideologiczny, dwie „męskie” tendencje, tak powszechne wśród tradycyjnej lewicy. Nowe, „feministyczne” ruchy oddolnej lewicy charakteryzują się nieustannym uczeniem się w działaniu poprzez metodę prób i błędów i wyciąganie wniosków z obranych dotychczasowo metod działań o kwestie takie jak organizacja transportu czy powszechny dostęp do podstawowych dóbr: mieszkania, wody i prądu. Są to bowiem kwestie, które wymagają natychmiastowych działań zamiast abstrakcyjnych debat, które tak często dominują progresywne organizacje.

Kobiecy desant na patriarchalną agorę

Różnorodność i niezgoda: feministyczny proces tworzenia

Jednym z ograniczeń polityk narodowych jest ich fobia przeciwko wewnętrznej niezgodzie, ich chęć odgórnej kontroli narracji. „Męska” dynamika, chęć przewodniczenia spójnemu projektowi i centralizacja, stoją w sprzeczności z różnorodnością potrzeb mieszkańców jakiejkolwiek większej przestrzeni geograficznej. Projekty tego typu mają ograniczoną możliwość zebrania szerszego poparcia, dlatego że „jedna spójna narracja” po prostu nie może być optymalna na poziomie całego kraju, co jest zresztą przyczyną częstych podziałów wewnątrz lewicy na poziomie ogólnonarodowym w wielu krajach.

„Jedna spójna narracja” po prostu nie może być optymalna na poziomie całego kraju, co jest zresztą przyczyną częstych podziałów wewnątrz lewicy.

Dlatego municypalizm obraca różnorodność na swoją korzyść, pozwala na artykulację politycznych różnic w obrębie lewicy w danym lokalnym kontekście. Tak w Hiszpanii, platformy municypalistyczne w poszczególnych miastach stworzone zostały z różnych sojuszy politycznych (nie narzuconych przez żadną centralną władzę), a nawet miały inne nazwy i hasła przewodnie. Każda z nich miała także różne priorytety polityczne, na przykład w Barcelonie była to obrona prawa do dachu nad głową i związana z tym walka z turystycznym lobby. Organizacja różnorodności politycznych na lokalnym poziomie, tam, gdzie ludzie znają się osobiście i podzielają wspólne cele, otwiera potężne możliwości, które często przeoczane są przez strach przed „kłopotliwością” takiego organizowania się.

Horyzontalność i przywództwo: feministyczna organizacja

Feminizacja polityki oznacza wprowadzenie horyzontalnych procesów podejmowania decyzji i nowych form przywództwa. Ale, o ile niektóre państwowe i regionalne organizacje także usiłują włączyć w procesy decyzyjne „bazę społeczną”, sama skala nie pozwala na efektywność i autentyczność tych procesów tak, jak ma to miejsce na poziomie miasta. Na przykład zgromadzenia sąsiedzkie, na których spotykają się osoby do tej pory nie zaangażowane w działanie polityczne oraz aktywiści, to jeden z mechanizmów demokracji uczestniczącej, który pozwala, aby podejmowane na nich decyzje czy wypracowane głosy, miały bezpośrednie przełożenie na politykę municypalistycznych platform i wybranych reprezentantek. Dostrzec można to w rządzącej w stolicy Katalonii Barcelona en Comú, w którą dzięki takiej formie organizacji zaangażowało się ponad 1700 aktywistek działających relatywnie autonomicznie w poszczególnych dzielnicach, grupach roboczych i komisjach. I choć wydawać się może, że przepływ informacji pomiędzy aktywistami, przewodniczenie takiej strukturze i instytucjom, jest nie lada wyzwaniem, w rzeczywistości przy sprawnej organizacji jest to wykonalne, a możliwość pracy w oparciu o bezpośrednie relacje okazuje się niezastąpiona, jeśli chodzi o efektywność, zaangażowanie i uruchamianie procesów inteligencji kolektywnej.

Również jeśli chodzi o przywództwo w awangardzie nowych standardów stoją ruchy municypalistyczne, które promują modele kolektywne. Kurdowie, na przykład, wszystkie stanowiska wyższego szczebla mają podwójne, a na ich czele stoją zawsze równocześnie kobieta i mężczyzna. Zapobiegać ma to nie tylko koncentracji władzy wykonawczej w rękach mężczyzn, ale i zmieniać sposób, w jaki ta władza jest sprawowana. O ile w Hiszpanii mechanizm ten (jeszcze) nie zawitał w instytucjach, na poziomie organizacji przełamano model przywództwa tradycyjnych partii, tak, na przykład, w Barcelona en Comú władza wykonawcza znajduje się w rękach ośmiu osób, a grupa koordynacyjna w rękach czterdziestu. W obu ciałach zasiada minimum pięćdziesiąt procent kobiet.

„My” lokalne i dobro wspólne: feministyczna narracja

Każdy projekt polityczny, aby ludzie mogli się z nim identyfikować, musi odwoływać się do jakiegoś wspólnego „my”. Na poziomie ogólnopaństwowym tym „my” zazwyczaj staje się – jakkolwiek definiowany by nie był – naród. Co samo w sobie staje się problematyczne ze względu na patriarchalne, kolonialne i kapitalistyczne korzenie tego konstruktu, które powinniśmy podważać, a nie umacniać. Kolektywne tożsamości państwa narodowego w najgorszym wypadku kończą jako seksistowskie, ksenofobiczne i klasistowskie, a w najlepszym pozostają tak puste znaczeniowo, że nie reprezentują nikogo. W rzeczywistości, w której obserwujemy umacnianie się autorytarnej prawicy, aby stawić jej czoło, budować musimy alternatywne tożsamości: silne, inkluzywne, takie, które zapewniają poczucie bezpieczeństwa w czasach niepewności. Municypalizm jest w stanie takich tożsamości dostarczać poprzez budowę lokalnego „my”, opartego o kryterium zamieszkania wspólnego terytorium i współdzielenia podobnych problemów, a nie na prawnie potwierdzanym obywatelstwie czy kryterium etnicznym.

Społeczeństwo polityczne zastępuje społeczeństwo obywatelskie

Oprócz tego, że ruchy municypalistyczne chcą przełamać patriarchalne tożsamości, budowana przez nie narracja stara się być mniej agresywna i konfrontacyjna niż ta partii ogólnopaństwowych. Tak w Hiszpanii, podczas gdy Podemos atakuje kastę czy spisek (polityczne i ekonomiczne elity), platformy municypalistyczne bardziej koncentrują się na promocji „wspólnych dóbr”. Oprócz tego, ich narracje i kampanie skupiają się na konkretnych celach i problemach do rozwiązania, unikając teoretycznych abstrakcji. Podczas gdy narodowe partie posługują się pojęciem „hegemonii” Gramsciego, platformy municypalistyczne mówią o zanieczyszczeniu powietrza, użyciu przestrzeni publicznej czy cenach wynajmu, podkreślając jak te kwestie wpływają na codzienne życie ludzi.

Poza municypalizmem

Municypalizm, rzecz jasna, nie jest ostatecznym celem samym w sobie, lecz strategią dla skutecznego wprowadzenia równości płci, zabezpieczenia pluralizmu i demokratyzacji organizacji, a przede wszystkim do zatrzymania skrajnej prawicy i neoliberalizmu. Municypalizm nie podważa konieczności pracy na poziomie narodowym czy transnarodowym w osiągnięciu tego celu. Wręcz przeciwnie, lewicowe miasta wywierają nacisk na rząd centralny w kwestii przyjęcia uchodźców czy poszerzania lokalnej autonomii, aby możliwa była remunicypalizacja podstawowych usług publicznych. Współpraca w obrębie sieci miast, która zakorzeniona jest w lokalnych ruchach społecznych i nowych sposobach działania, jest jednak najlepszym sposobem, aby zacząć działać na innych poziomach. Uważamy za niezwykle ważne dla zabezpieczenia demokracji i społecznej spójności, aby jakikolwiek nowy projekt polityczny na poziomie państwowym czy europejskim zbudowany został na solidnych fundamentach zanurzonych w lokalnych organizacjach. Tylko w oparciu o oddolne i terenowe działanie jesteśmy w stanie, poprzez zmianę sposobu codziennego działania, sfeminizować politykę. I choćby z tego powodu municypalizm powinien być podstawą jakiejkolwiek wielopoziomowej strategii. Ktokolwiek kto zechce budować dom zaczynając od dachu, skończy bez domu, bez sąsiedztwa, bez ludzi. Bez nich zaś rewolucyjna zmiana nie jest możliwa.

***

Laura Roth i Kate Shea Baird są członkiniami komisji międzynarodowej w Barcelona en Comú. Przekład Angelina Kussy.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne