Historia

Sutowski: Podziemie antykomunistyczne zastąpiło powstańców warszawskich

Marsz pamięci żołnierzy wyklętych, Kraków 2014

W poranku Tok FM Michał Sutowski mówił o Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

We wtorek 28 lutego gościem poranka TOK FM był Michał Sutowski. Jednym z tematów rozmowy publicystów był obchodzony 1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Święto to, przypomnijmy, zostało ustanowione w roku 2011 jeszcze na wniosek prezydenta Bronisława Komorowskiego. Dziś obchody wspierają nie tylko władze państwowe, ale też np. bank PKO BP.

Zabij Żyda, wygraj tablet!

– To nie jest przypadek, że podziemie antykomunistyczne zastąpiło powstanie warszawskie jako centrum pamięci zbiorowej. I działa dokładnie na korzyść obecnej władzy – mówił w audycji Michał Sutowski. Są trzy powody, dlaczego tak się stało.

AK była inteligencka

– Armia Krajowa była w dużej mierze inteligencka w swoim micie, a zatem mniej odpowiadała aspiracjom czy odczuciom zwłaszcza młodszego elektoratu prawicy.

AK była inkluzywna

– Z drugiej strony – mówił Sutowski – AK była inkluzywna politycznie. Pamiętajmy, że w powstaniu warszawskim walczyły również oddziały Armii Ludowej, czy po prostu komuniści, ale także oddziały wojskowe PPS. Spektrum sił politycznych, jakie mieściło się w Polskim Państwie Podziemnym, było bardzo szerokie: od konserwatystów i umiarkowanych narodowców po niepodległościowy socjalizm. To jest zdecydowanie szersza tradycja niż ta, do której przyznaje się Prawo i Sprawiedliwość.

Pamięcią o AK można dowolnie manipulować

– Trzecim powodem, dla którego pamięć o podziemiu antykomunistycznym jest dla obecnej władzy tak ważna, jest skala i okres działania. Tradycją i pamięcią podziemia antykomunistycznego, właśnie z racji jego realnie niewielkiej skali można było niemalże dowolnie manipulować – mówił publicysta Krytyki Politycznej.

– PiS nie może oprzeć swojej polityki historycznej np. na micie wielkiej Solidarności, bo zdecydowana większość żyjących jeszcze członków elity tego ruchu jest przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. Natomiast mit „żołnierzy wyklętych” czy „żołnierzy niezłomnych” pozwala promować taki antykomunizm werbalny, który jest całkowicie odklejony od rzeczywistych ludzkich biografii. Bo przecież bardzo niewielu Polaków było naprawdę „żołnierzami wyklętymi”. Dużo więcej było, jeśli nie wprost ich ofiarami, to przynajmniej tymi, którzy się stykali z „wyklętymi” w niekoniecznie sympatycznych okolicznościach. Jak partyzantka działa w warunkach wojny domowej, to ona np. rekwiruje żywność we wsiach. Doświadczenie ludności cywilnej było zdecydowanie nieprzyjemne i było to doświadczenie zdecydowanie szerszej grupy Polaków niż gloryfikowani przez PiS bohaterowie. Opisał to chociażby prof. Marcin Zaremba w Wielkiej trwodze. Ale właśnie dlatego, że była to niewielka i marginalna grupa, bardzo łatwo jest zbudować dowolnie użyteczną narrację, która jest tyleż radykalna, co oderwana od realiów historycznych.

Michał Sutowski wspomniał w audycji słowa jednego z twórców Muzeum Powstania Warszawskiego, który powiedział mu, gdy stali przed budynkiem muzeum, że „to już nie jest patriotyzm, o który chodzi tej władzy”.

Źródło: Tok Fm

Zaremba: Wyblakłe powstanie i chłopaki z lasu

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

To nie prawda że AK była formacją inteligencką .Najwięcej jej członków i bojowników było na wsi.Inteligenckie były struktury dowódcze a później legenda powstania warszawskiego.Szara masa nie dopominała się o legendę .

Marcin "Marlow" Basińki

Panie Sutowski, to wasza, lewicowa (również M.Zaremby, i tak czytałem Wielką Trwogę) narracja, jest oderwana od realiów historycznych. Kiedy zamiast kolejnej porcji post prawdy, z podniesioną przyłbicą przyjmiecie do wiadomości, że np większość walczących w oddziałach "wyklętych" stanowili polscy chłopi, którzy z własnej i nie przymuszonej woli do tych oddziałów wstępowali.
I jeszcze jedno, jeszcze jedna bajka: udział komunistów w PW. Bez żartów proszę. Owszem,"pojedyncze" osoby to i owszem, czy nawet dwa trzy plutony ale to wszystko. AL było raczej kulą u nogi.
Udziału PPS nie kwestionuję. Ramię w ramię, nawet z NSZ-towcami, dzielnie stawali czoła wiadomemu przeznaczeniu.

Błagam, nie deprecjonuj AL. Dowódca AK w meldunku z 25 maja 1944 r. podał do Londynu: „Siłę AL w Warszawie oceniam na 2000 ludzi zorganizowanych”. Wraz z oddziałami Polskiej Armii Ludowej i Korpusu Bezpieczeństwa połączone siły zbrojne lewicy sięgały ponad 3 tys. żołnierzy, co stanowiło ok. 12-15% walczących powstańców. Poczytaj. Wklep w internet - masz podane źródła historyczne. Przestań bredzić. 3 tysiące ludzi to nie jest "mało".