Kraj

Trzaskowski to kandydat nie na te czasy

Rafał Trzaskowski

Nowoczesna postawiona została przed faktem dokonanym. Może albo poprzeć Trzaskowskiego albo dalej stawiać na Pawła Rabieja, co sprowadzi oskarżenia, że dzieli „głos opozycji”.

Rafał Trzaskowski – to on powalczy o fotel prezydenta stolicy z ramienia PO. Jego nazwisko od dawno krążyło na medialnej giełdzie. Wybór więc nie zaskakuje. Zwłaszcza, że Trzaskowski od początku był faworytem niechętnych PiS mediów.

Młody, wykształcony, obyty w świecie, faktycznie sympatyczny – w opinii wielu komentatorów nadawał się idealnie nie tylko na następcę Hanny Gronkiewicz-Waltz, ale także na nową twarz liberalnego centrum. A być może na przyszłego lidera strony demokratycznej, zdolnego poprowadzić ją do zwycięstwa nad Kaczyńskim.

Schetyna do Sierakowskiego: Celem PO jest odsunięcie PiS od władzy

Cztery lata temu z takim zestawem zalet Trzaskowski byłby niekwestionowanym faworytem w wyścigu o warszawski ratusz. Dziś może mieć pod górkę. Wszystko przez obciążającą PO kwestię reprywatyzacji, ale nie tylko. Przeciw kandydatowi PO gra ciągle utrzymująca się potęga PiS, ogólna słabość opozycji, możliwy podział centrum w wypadku startu kogoś z Nowoczesnej, ciągle silny nastrój populistycznego gniewu na elity, a także względna siła lewicy i ruchów miejskich w Warszawie. Dla tych dwóch ostatnich grup Trzaskowski to kandydat trudny do zaakceptowania w drugiej turze, a w zasadzie niemożliwy w pierwszej.

Reprywatyzacyjna kula u nogi

Kampanię Trzaskowskiemu utrudniać będzie to, że PiS i bliskie mu media będą robić wszystko, by w ciągu najbliższego roku temat reprywatyzacji warszawskiej nie schodził z czołówek. Polityka PO w tym obszarze faktycznie nie daje się bronić.

Trzaskowski w dodatku kierował w przeszłości kampanią HGW, w internecie można znaleźć pełno jego zdjęć z panią prezydent. PiS, lewica i ruchy miejskie już ruszyły z akcją: „Trzaskowski to czwarta kadencja HGW” (#4kadencjaHGW). „PO obiecywała oczyścić reprywatyzacyjny układ, wystawia jednak kandydata, który jest gwarancją tego, że w ratuszu wszystko będzie tak, jak było” – będzie szedł dalej ten przekaz.

Nie słuchaliście Ikonowicza w 1995, to posłuchacie Jakiego w 2017

Czy PO mogła się zabezpieczyć przed takimi atakami wysuwając kogoś mniej kojarzonego z kończącą swoją kadencję prezydent, niż Trzaskowski? Też nie do końca. Każdy kandydat tej partii w boju o stołeczny ratusz będzie płacił rachunek za patologie stołecznej reprywatyzacji, nawet jeśli osobiście nie miał z nimi nic wspólnego. Każdy przystąpi do wyścigu z założoną kulą u nogi. Nie wiadomo, czy z punku widzenia parlamentarnej opozycji, nie byłoby lepiej, gdyby w ramach porozumienia o współpracy w samorządach PO oddało stolicę kandydatowi Nowoczesnej.

Ten scenariusz jest już jednak w zasadzie niemożliwy. Nowoczesna postawiona została przed faktem dokonanym. Może albo poprzeć Trzaskowskiego albo dalej stawiać na Pawła Rabieja, co sprowadzi oskarżenia, że dzieli „głos opozycji”. Nie wiadomo jak Petru i jego ludzie zachowają się w takiej niewygodnej dla nich sytuacji.

Dlaczego PO zdecydowało się wysunąć Trzaskowskiego samo, bez konsultacji z partnerami? Uznało widać, że nie może odpuścić tak symbolicznie ważnego miejsca jak Warszawa. Wycofując się z boju o stolicę walkowerem, PO przyznałaby pośrednio rację swoim najbardziej nieprzejednanym krytykom, oddała narrację na temat ostatnich 12 lat w Warszawie własnym przeciwnikom z lewa i z prawa. Liderzy PO liczą też zapewne na to, że zapas poparcia dla partii w stolicy jest tak duży, że nawet utrata części wyborców pozwoli jej kandydatowi wejść do drugiej tury. A tam siła stołecznego elektoratu „każdy byle nie PiS” załatwi sprawę.

Nie tylko lokatorzy

Na ile te kalkulację zadziałają? Z pewnością PO ma trochę racji, gdy zakłada, że hasło „Trzaskowski to czwarta kadencja HGW” dla części jej wyborców jest bardziej rekomendacją, niż zarzutem. Rdzenia elektoratu PO w stolicy – klasy średniej spłacającej wielkim wysiłkiem kredyty hipoteczne – sprawy reprywatyzacyjno-lokatorskie mogą nie oburzać, aż tak bardzo, by były decydującym czynnikiem przy głosowaniu za rok. Pamiętajmy, że afera reprywatyzacyjna rozszalała się nie po śmierci Jolanty Brzeskiej, ale po ujawnieniu sprawy wątpliwego zwrotu wartej miliony działki pod Pałacem Kultury.

Jeśli PiS będzie chciał reprywatyzacją najbardziej osłabić PO, musi przedstawić ją nie tyle jako dramat lokatorów, co jako wielką aferę korupcyjną. „Za PO ratusz zmienił w skorumpowaną stajnię Augiasza, gdzie grupa na styku mafii, polityków i szemranych przedsiębiorców okradała nas wszystkich na grube miliony” – taki przekaz może odciągnąć od PO część jej wyborców, być może na tyle dużą, by partia dziś rządząca stolicą nie mogła komfortowo myśleć o zwycięstwie.

Afera reprywatyzacyjna rozszalała się nie po śmierci Brzeskiej, ale po ujawnieniu sprawy zwrotu wartej miliony działki pod Pałacem Kultury.

Przy tym sprawy lokatorskie i reprywatyzacyjne to nie jedyne zarzuty wobec stołecznej PO. 12 lat rządów PO to także problemy ze smogiem, dziką dewoleperką, chaosem przestrzennym. Model rozwoju miasta, jaki wydawał się oczywisty przez pierwsze ćwierćwiecze transformacji – oparty o mechanizmy rynkowe, zachęty dla biznesu i dewoleperów, kredyt i ekspansję przestrzenną miasta, komunikację samochodową – na naszych oczach wyczerpał się w stolicy. Stojący w korkach i duszący się w smogu mieszkańcy i mieszkanki Warszawy mają go serdecznie dość.

Czy Trzaskowski będzie potrafił to zauważyć i politycznie ograć? Czy dotrze do nowych , progresywnych mieszczan, którzy wahają się między poparciem liberalnej opozycji, a lewicą i ruchami miejskimi? Jego pierwsze wypowiedzi, jako kandydata na prezydenta Warszawy, pokazują, że nie jest głuchy na problemy tej grupy. „Mnie jako warszawiaka bulwersuje to samo, co większość warszawiaków: oddawanie kamienic w ręce jakiegoś dziwnego układu […], denerwuje mnie to, jak wygląda centrum, denerwuje mnie wszechobecna «szyldoza», denerwują mnie korki” – mówił w czwartek. Trudno jednak orzec, czy dla warszawiaków i warszawianek wiarygodny w tych wszystkich kwestiach będzie kandydat partii, która w ciągu swoich trzech kadencji w warszawskim ratuszu najpierw je ignorowała, a następnie nie potrafiła im skutecznie zaradzić?

Bendyk: To wybory samorządowe pokażą, czy udało się zagospodarować energię lipcowych protestów

Odpowiedź na te pytanie zależy oczywiście od programu i kampanii Trzaskowskiego. Ten zwrot PO ku tematyce podnoszonej do tej pory przez aktywistyczną lewicę miejską może jednak okazać się zbyt późny i zbyt płytki, by przekonać potrzebnych partii wyborców. Tak jak zbyt późny i zbyt płytki był socjalny zwrot PO za Kopacz i późnego Tuska.

Anty-PiS może nie starczyć

Oczywiście, PO wystawiając Trzaskowskiego liczy przede wszystkim na jedno: siłę niechętnego PiS elektoratu w stolicy. Stratedzy Platformy kalkulują, że jako kandydat najsilniejszej partii opozycji, Trzaskowski zmierzy się z kandydatem PiS w drugiej turze. Najpewniej z Patrykiem Jakim. W takiej zaś sytuacji całe nie-PiSowskie mieszczaństwo – jak bardzo nie byłoby wkurzone na Platformę – pójdzie zagłosować na kandydata PO, by ocalić stolicę przed PiSem.

Znów, ta kalkulacja zadziałałaby bezbłędnie cztery lata temu. Może nawet pół roku temu. Ale nie musi zadziałać dziś. Z dwóch powodów. Po pierwsze, wcale nie jest takie pewne, że to Trzaskowski zmierzy się z kandydatem PiS w drugiej turze. Głos liberalny może mu zabrać w pierwszej turze kandydat Nowoczesnej (gdy partie się jednak nie dogadają), swoje zrobi też reprywatyzacja. Jeśli poza Trzaskowski i Jakim pojawi się niezależna kandydatka albo kandydat, zdolny przyciągnąć głosy rozczarowanego PO centrum i lewicy, pierwsza tura może nas bardzo zaskoczyć.

Po drugie, jeśli PO zrobi słabą kampanię, a PiS wyciągnie jeszcze kilka związanych z reprywatyzacją spraw w sposób oczywisty kompromitujących dla warszawskiego ratusza, to także druga tury Trzaskowski-Jaki może mieć niespodziewany przebieg. Z jednej strony stanie zwarty PiSowski beton, lokatorzy przekonani, że to Jaki jest pierwszym słuchającym ich problemów politykiem, zniechęcona do PO klasa średnia, beneficjenci 500+. Z drugiej zaś znajdujący się w odwrocie niegdyś zwycięski blok, uzależniony od głosów wyborców, nieprzekonanych, czy znów warto poprzeć „mniejsze zło”.

Dajcie mi inny wybór!

Zwycięstwo kandydata PiS w stolicy byłoby tragedią. Oznaczałoby przede wszystkim zaoranie stołecznych instytucji kultury. Pod prezydentem Jakim nie byłoby mowy o sensownym teatrze w Warszawie, twórcy i dyrektorzy placówek nieustannie zmagaliby się z politycznymi naciskami i mechanizmami ekonomicznej cenzury. Biorąc pod uwagę wypowiedzi Jakiego o „dyskryminowaniu samochodów”, możemy się spodziewać, że w kwestiach transportu i ekologii miejskiej rządy PiS oznaczać będą peleokorwinizm łupany, nie rozwiązania odpowiednie dla XXI wieku.

Jaki poseł, taki układ

Dlatego, jeśli w drugiej turze stanę przed wyborem między Jakim (czy innym PiSowcem), a Trzaskowskim, wybiorę anty-PiS. Choć ze świadomością, że to fatalny wybór dla polskiej demokracji. Umacniający dysfunkcjonalny duumwirat coraz bardziej odklejonych od rzeczywistości partii. Jeśli rządy Trzaskowskiego w stolicy faktycznie oznaczać będą kontynuację złych praktyk i lekceważenie prawa mieszkańców do miasta, będzie to wiatr w żagle w przyszłych wyborach parlamentarnych dla Nowogrodzkiej.

Bardzo bym nie chciał więc wybierać za rok w Warszawie między PiS, a PO. Apeluję więc do wszystkich potencjalnych kandydatów i kandydatek lewicy i ruchów miejskich, by dali mi realnie inny wybór. Realnie, tzn. wystawiając jedną osobę, zdolną powalczyć o drugą turę. Nie pięciu kandydatów podzielonych przez narcyzm małych różnic, podających POPiSowi stolicę na tacy.

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Lewica z pewnością nie zawiedzie i wystawi nie pięciu, ale z tuzin kandydatów/kandydatek 🙂

Tia, kamienicę z Brzeską w środku sprywatyzowano za rządów PiS, jak 200 innych. Tylko problem w tym, że media tzw głównego ścieku nie chcą o tym pisać i przypominać. Przecież tak fajnie kopać Platformę - na pewno nie odda. Nie to co ten paskudny PiS, który może odebrać koncesję, zrepolonizować, czy po prostu poszczuć kibolami.

Popieram, lewica MUSI wystawić jednego, sensownego kandydata. Razem, Zieloni, Inicjatywa Polska, ruchy miejskie, muszą się dogadać. Według mnie na dzień dzisiejszy największe szanse, właściwie to osobą która jako jedyna miałaby szanse na jakiś wynik jest Nowacka (oczywiście jeszcze lepiej by było jakby to był Biedroń, ale on ma Słupsk), natomiast nie widzę żadnych szans dla Zandberga.
Idąc dalej dzisiaj słucham tok.fm - Lis, Włodyka, Wołek i to jest komedia 🙂 Nie wiem czy oni sobie zdają sprawę, że sprzyjają PiSowi, ale wątpię by mieli takie rozeznanie 🙂 Jak słucham tego co mówią, to tak sobie myślę, że z przyjemnością zagłosowałbym im na złość, a na pewno nie zagłosuję na PO. Gdyby to się odbywało normalnie, czyli każdy głosuje w 1turze na kogo chce i nie ma haseł - głosujcie na PO, bo tylko PO ma szansę wygrać, to pewnie w 2turze poparłbym kandydata PO, natomiast jak słucham tych pseudoekspertów, to powiem szczerze jak będzie druga tura PO-PiS, to oddaję głos nie ważny i mam to gdzieś, że wygra PiS. Może tego trzeba by Polska kompletnie się zawaliła, by niektórzy coś zrozumieli.
I jeśli idzie o Warszawę to przyznam się, że 10000000razy wolę Rabieja niż Trzaskowskiego. Mimo że do Nowoczesnej mi daleko, to Rabieja uważam za w miarę sensownego gościa, zresztą program dla miasta, a program dla całej Polski to różnica i akurat tutaj Rabiej ma kilka sensownych pomysłów, natomiast na Trzaskowskiego w życiu bym nie zagłosował.

Zandberg ma generalnie dużo więcej do zdziałania w zakresie ogólnopolskim, działania swojej partii, a Nowacka, przy całej sympatii do niej, pewnie sobie podaruje, w wyborach zbyt wiele razy dostawała drugi wynik. Ona by była dobrym kandydatem, gdyby lewica na poziomie ogólnopolskim wykręcała dwucyfrowy wynik, a tak na pewno spasuje. W całej reszcie komentarza - mam podobne zdanie 🙂 PiS potrafiło nikomu nieznanego Dudę wprowadzić na prezydenta, a PO widzę dalej ma problemy z doborem naprawdę świeżej twarzy.

Przecież Zandberg i tak by nie wygrał, natomiast miałby szanse się pokazać i o sobie przypomnieć, a dobry wynik choćby 5-7 procent dawałby lewicy jakaś nadzieje przed wyborami parlamentarnymi, w dodatku byłby to pewien mandat do jednoczenia tej lewicy ze wskazaniem jakie środowisko jest dziś liderem. Na moje szczęście rzeczy oczywiste, nie są oczywiste na lewicy. 🙂

5-7% w Warszawie to naprawdę nie jest żaden sukces dla lewicy, to naturalny elektorat w dużych miastach, są organizacje lokalne, Razem powinno współpracować z nimi i skupić się na tym aby wejść do Sejmu. O tym liderowaniu już rozmawialiśmy, podziałów na lewicy nie ma. Jest schodzące SLD (które będzie mieć elektorat do czasu zejścia ze sfery publicznej Kwaśniewskiego, bo to jego dwór głownie trzyma SLD na powierzchni) i są Razemowcy, który jasno komunikują współprace z lokalnymi organizacjami. Sytuacja prosta i klarowna. Proszę na siłę nie szukać Kaczyńskiego lewicy 😉

Nie będzie Kaczyńskiego lewicy, kogoś kto poskłada do kupy małe i słabe środowiska w jakiś większy twór, który na początek da próg wyborczy i jakiś przyczółek, pozwoli normalnie budować struktury, bywać w TV, przemawiać w sejmie i być na tapecie - to nie będzie lewicy wcale. To nie jest tak, że jak nie uda się za 2 lata, to za 6 lat będzie łatwiej - nie - będzie jeszcze trudniej. Nie zgadzam się z tak uproszczoną oceną SLD to kto będzie liderem lewicy i jaka ona będzie jest nadal otwarte. może być i tak, że środowisko SLD tym razem zyska na współpracy z PO, a Partia Razem uzyska gorszy wynik, niż w 2015. Natomiast jeśli lewica miałaby być niezależna i tak iść do wyborów, Partia Razem miałaby fundamentem to konsolidacja jest tym bardziej potrzebna.

Przed chwilą posłuchałem rozmowy Barbary Nowackiej z Lisem i chapeau bas dla pani Basi za cierpliwość. Niech Pan sobie posłucha, opozycja dalej żyje sobie w bańce. Skupia się na strasznej przyszłości zamiast patrzyć w przeszłość i robić odpowiednie korekty. Lis dalej próbuje postawić lewicę pod gilotyną i cały czas się dziwi czemu lewica tak chętnie pod nią idzie. Cały czas zapomina, że to PO regularnie wyrzucało lewe skrzydło ze swoich szeregów, co zaowocowało Palikotowską formacją. Wtedy lewica była potraktowana jako balast, ścieli go i teraz się dziwią czemu lewica nie chce iść znowu z centrum 🙂 Widać przy całej dobrej minie red. Lisa, że nie potrafi zrozumieć zachodzących zmian. Mnie już właściwie najbardziej ciekawi wynik lewicy w następnych wyborach, bo cała reszta jest w tej chwili przewidywalna - co też wybór kandydata na Warszawę pokazuje.

Co do konsolidacji lewicy, dla mnie ma tu żadnych znaków zapytania. A SLD z PO proszę bardzo - jestem za 😀 Skutecznie wejdą do sejmu i skutecznie zmiecie ich przy takich roszadach w następnych wyborach 🙂

Tylko lewica nie tworzy alternatywnego projektu i nie ma tu żadnych prób jednoczenia, choćby części różnych bytów, bo być może Razem nie dogada się z całym SLD, ale choćby Nowicką, Nowacką, Biedroniem - Zielonymi, częścią ruchów miejskich, efekt może być taki, że ludzie wkurzą się w końcu na lewicę i zagłosują na to co zbuduje PO i Nowoczesna - tam, także nie ma sielanki, jest konflikt o kandydatów w Warszawie, ale nawet taka kulawa opozycja lepsza od nibylandii lewicy.

I dodam tutaj jeszcze, że najbliższe wybory samorządowe też są ważne dla lewicy. Pasowałoby żeby gdzieś kandydat lewicowy nie tyle zrobił dobry wynik, co po prostu został prezydentem (nie liczę Biedronia). Aczkolwiek wydaje się to niemożliwe... W radach miast jest szansa na jakieś tam poparcie jeśli będą listy o jakich mówił dziś w wywiadzie Zandberg, czyli np. Razem, Zieloni, IP, ruchy miejskie, to w większych miastach może dać czasem nawet ok.12-15%. Gorzej natomiast z sejmikami, tutaj nie wróżę lewicy nic dobrego, trzeba się szykować na sromotną klęskę, tak więc z punktu wizerunkowego konieczne wydaje się wygranie w jakimś mieście, a następnie sprawne nim zarządzenie.

Wszystkie wybory są ważne, ale też lewica realnie patrzy na swoje szanse i wolę to niedoszacowanie niż dzielenie skóry na niedźwiedziu, w które obecna opozycja czasami lubi wpadać.

Według mnie 5-7% w samej Warszawie kandydata lewicowego, to będzie bardzo mało. Jeśli lewica ma realnie zaznaczyć, że będzie się liczyć w przyszłości, to w Warszawie jej kandydat musi zrobić wynik dwucyfrowy, a marzenie to by było wejście do drugiej tury. Nowacką wymieniłem, bo dla mnie to jest aktualnie najsensowniejsza propozycja. Jak nie ona to kto? Zandberg nie ma szans, Nowacka jest w stanie ukraść trochę głosów liberałom, Zandberg tego nie zrobi.
Co do przyszłości lewicy, to według mnie dla Razem i innych organizacji, stowarzyszeń, partii, świetne będzie jeśli SLD wejdzie w sojusz z PO i Nowoczesną, a na to się zanosi. Zniknie problem SLD, które lewicą oczywiście nie jest, ale chce za nią uchodzić i byłoby sporym problemem gdyby nie weszło w skład liberalnej opozycji, bo wtedy Razem dostawałoby się, że rozbija "lewicę" i nie idzie pod rękę z SLD. Tak więc to moim zdaniem byłoby dobre.
Jeśli idzie o to, że nie ma podziałów na lewicy, to moim zdaniem nie do końca prawda. Raczej można powiedzieć, że jest kilka bardzo małych partii, stowarzyszeń i według mnie, jeśli chcemy myśleć poważnie o lewicy w przyszłym sejmie to koniecznością jest to poskładać w jedną listę. Mimo że widzę różnice między moimi poglądami a np. Nowacką, to uważam, że Razem, Nowacka, Zieloni itp. muszą taką koalicję stworzyć, to by był nawet marketingowo bardzo ważny krok, bo można by pokazać, że lewica jednak potrafi współpracować. Poza tym trzeba już dziś zakładać 10% próg, Razem przy całej mojej sympatii, nie ma szans (jeśli nie będzie jakiegoś trzęsienia ziemi na scenie politycznej) przekroczyć 10% startująca samo, nawet w koalicji z Nowacką może to być za dużo, ale bez takiej koalicji jest to po prostu nierealne. Dlatego tutaj też ważne byłoby szukać poparcia dla takiego ruchu u Biedronia, taki ruch z poparciem Biedronia, naprawdę miałby spory potencjał. Warto też podkreślać, że jeśli za 2lata lewica, Razem, Nowacka nie wejdą do sejmu, to myślę że to będzie śmierć tej "nowej lewicy", która to teraz bardzo mozolnie powstaje.

A tak czysto teoretycznie: wyobraża sobie Pan, żeby red. Lis jawnie optował za kandydaturą Biedronia lub Nowackiej?

Na koalicję i zmiany już jest za późno, to zbyt ryzykowne posunięcie na wybory, gdy nawet te 8% stoi pod znakiem zapytania. Trudno cokolwiek przewidywać, to już pokazały wybory prezydenckie. Jest jak jest, są duże bąble informacyjne i grunt, żeby lewica działała systematycznie nie zrażając się porażkami. Razem ma program dla mas tylko nie ma tuby medialnej docierającej do mas, a te - co tu dużo mówić - to nadal kanały telewizyjne.

Nowacka czy Biedroń mają popularność tylko pamiętaj, że to nie jest tak, że możną ją od razu na konkretne procenty przełożyć, bo nawet media niepubliczne mówią o tych osobach nie w kontekście konkretnych działań i poglądów politycznych, a pojedynczych postulatów. Biedronia media rozgrywają kartą seksualnością a Nowacka cały czas pojawia się w tematach też około-seksualnych, co oczywiście nie jest złe - ale to trochę za mało na szersze otwarcie i popularność. I wcale ich nie winię, bo też jak widać na przykładzie rozmowy, która przytoczyłem powyżej media też swoje grają.

Razem ile by się nie starało tak będzie dostawać memem z bolszewikiem, Stalinem i komuchem, a i telewizji wcale nie zależy na rzetelnym podejściu.

Nie ma co siać defetyzmu, czy lewica odrodzi się teraz czy za 5 lat to nie ma większego znaczenia. Milion osób to twardy elektorat i on nagle nie zniknie.

Trzaskowski to dobry liberalny kandydat dla Warszawy. Lewica powinna również wystawić kogoś równie mocnego. Uważam, że obecnie jedynie dwie osoby mogłyby się liczyć w wyborach: Nowacka i Biedroń. Wybierajcie.

PO być może potrzebny jest kolejny kubeł zimnej wody i przegrana w Warszawie, skoro dwie poprzednie porażki nic w partii nie zmieniły, być może taka porażka byłaby dobra przed wyborami parlamentarnymi i w końcu doprowadziła do opamiętania, jakiejś pracy, a nade wszystko uznania przyczyn tych porażek, że tak dalej funkcjonować się nie da.

Oczywiście nawet Trzaskowski i kulawa PO ma szansę wygrać, lewica takiej szansy nie ma.

O czym wy mówicie. Jaki? A kto na niego zagłosuje? Żulia z Ząbkowskiej?

Dobrze, Zieloni, Razem i inni wystawiają jednego kandydata, a tu Trzaskowski ogłasza, że wiceprezydentem u niego będzie ... ktoś z nowej lewicy, od Zielonych, Razem i innych. Nie znajdzie się taki? Znajdzie, znajdzie ... . Jedna działaczka ruchów miejskich dziś gadała w radiu, że proszę ten Trzaskowski jeździ na rowerze i nie zakłada krawata, dostrzega problem smogu itp., można się więc zastanawiać, czy go nie poprzeć. Platforma ma przetestowane sposoby przekonywania do siebie "radykałów". Elektorat lewicy zostanie uprowadzony przez liberałów, pomoże w tym Gazeta Wyborcza tak jak było to 4 lata temu (patrz próba kompromitowania ówczesnej kandydatki Zielonych na prezydenta Warszawy Joanny Erbel, którą brutalnie potraktowała wcześniej życzliwa Gazeta przy okazji wywiadu, gdy sondaże pokazały, że Zieloni mogą zdobyć 4% i podciąć skrzydła Hannie Gronkiewicz-Waltz.

No tak, bez wątpienia jazda na rowerze oraz niezakładanie krawatu to kluczowe kompetencje dla potencjalnego prezydenta jednego z największych europejskich miast... Czasem po prostu mi się wydaje że głównym zadaniem opozycji jest zacięta i bezkompromisowa walka o 50% dla PiS....

Krzysztof Mazur

Jeśli PiS nie zmieni ordynacji wyborczej i będzie druga tura, to zgłasznie kolejnych kandydatów niczemu nie szkodzi. Nowoczesna proponuje kandydata głównie chyba po to, by móc się targować o jak najwięcej miejsc na wspólnej liście, co miałoby sens. Jeśli PiS zlikwiduje drugą turę, wtedy wszyscy pozostali kandydaci powinni się wycofać, chyba że wolą zwycięstwo PiSu (co też jest możliwe, np. na lewicy). Zwrot socjalny PO był błedem, nie przyniósł wyborców, a uniemożliwił obniżenie podatków, np. poprzez podniesienie kwoty wolnej od podatku, co dałoby dużo lepszy efekt od rozdawania zasiłków, zarówno wyborczy, jak i ekonomiczny. Rządy Jakiego w Warszawie byłyby problemem dla Warszawy (nie wiem czy ‘tragedią’), ale reszta kraju mogłaby zobaczyć, jak PiS się koncentrowo kompromituje w stolicy i to akurat mogłoby być dla kraju korzystne.

Kiedy pan Majmurek wychodzi z roli kumpla Razemków i Orlinoidów i na chwilę wraca do roli dziennikarza, przytrafiają mu się naprawdę dobre i rzetelne artykuły.

Tia, kamienicę z Brzeską w środku sprywatyzowano za rządów PiS, jak 200 innych. Tylko problem w tym, że media tzw głównego ścieku nie chcą o tym pisać i przypominać. Przecież tak fajnie kopać Platformę - na pewno nie odda. Nie to co ten paskudny PiS, który może odebrać koncesję, zrepolonizować, czy po prostu poszczuć kibolami.

A ja w ogole i szczegole nie widze mozliwosci zwyciestwa kaczystow, bo nie uda im sie schowac Kaczynskiego i Macierewicza, a Duda czy zca komendanta strazy pozarnej gominy Brzeszcze czyli pani premier nie nabiora ludu ciemnego na cacanki, chyba ze Putin jak zwykle pomoze.

"Lewicowy" Krypol spekuluje kto jest najlepszym kandydatem PO. Ladne jaja. Piotr Ikonowicz na prezydenta stolicy!