Kraj

Opozycjo, przygotuj się do walki o media

Politycy PiS są przekonani, że to prywatne media przyczyniły się do ich przegranej w sprawie sądów. Grożą, że po wakacjach wezmą się za dziennikarzy. Co mogą im zrobić? Czy Polacy wyjdą na ulicę w obronie Tomasza Lisa lub Adama Michnika? Jak możemy obronić wolne media? Przygotujmy się do tej bitwy.

Ze strony PiS padło już tyle gróźb pod adresem prywatnych mediów, że trudno je wszystkie wyliczyć. „Po wakacjach się za was weźmiemy” — pogroziła posłanka Krystyna Pawłowicz dziennikarzowi Onetu podczas lipcowych protestów. Pawłowicz może nie trzeba traktować poważnie, ale już sam prezes Kaczyński w Telewizji Trwam 27 lipca mówił o potrzebie „dekoncentracji” mediów i stawiał to na równi z potrzebą „reformy” sądów. Wiemy już, co PiS rozumie przez „reformę” sądów, więc jego plany wobec mediów powinny budzić bardzo głęboki niepokój.

Motywacji do tego, żeby coś z mediami zrobić, władzy nie brakuje. Lipcowe protesty tylko ją wzmocniły. „Gazeta Wyborcza” pisała niemal wyłącznie o nich i drukowała protestacyjne jednodniówki. Naczelny „Newsweeka”, Tomasz Lis, wzywał do boju na Twitterze. TVN24 relacjonowała je na bieżąco — oczywiście w zupełnie innym duchu niż państwowa telewizja, której „paski dezinformacyjne” przeszły już do historii dziennikarstwa. „Obrońcy pedofilów i alimenciarzy twarzami oporu przeciw reformie sądownictwa” — ten cytat z TVP Info dobrze pokazuje temperaturę komentarza w telewizji.

W mediach związanych z PiS często pojawiała się opinia, że właściwie „Wyborcza” czy TVN to nie media, ale ugrupowanie polityczne zmierzające do obalenia władzy. „Dobra zmiana musi się zająć wreszcie fejkmediami z taką aktywnością, jak te media zajmują się obaleniem rządu w Polsce” — pokrzykiwał prorządowy satyryk Ryszard Makowski na portalu wPolityce.pl 26 lipca. Makowski, jak Pawłowicz, może mówić to, co politycy PiS myślą, a czego nie wypada im powiedzieć.

Argumentów za „zajęciem się” jest więcej. W przyszłym roku są wybory samorządowe, a prasa lokalna jest w rękach niemieckich koncernów. PiS czuje, że opozycja ma w mediach przewagę. Jest w tym dużo odziedziczonego po latach 90. resentymentu i poczucia wykluczenia z głównego dyskursu polskiego życia publicznego. To wykluczenie uzasadniało brutalne czystki w mediach publicznych: dla zwolenników PiS było to „przywracanie pluralizmu”, o czym pisali i mówili z godnym odnotowania przekonaniem.

Hardkor hardkoru, czyli Pietrzak, Wolski i „Studio Yayo”

Motywacji więc nie brakuje. Sprawa jest jednak z punktu widzenia PiS delikatna, a niezręczność może dużo kosztować. TVN należy do Amerykanów, duża część prasy (w tym „Newsweek”) do Niemców, a w Agorze niedawno kupił udziały fundusz Sorosa — ratując ją, jak głosi plotka, przed próbami wrogiego przejęcia. Zachód w dodatku jest bardzo wrażliwy nie tylko na punkcie własnych inwestycji, ale także wolności mediów. Bezpośredni atak na media może pociągnąć kolejne niemiłe konsekwencje w postaci awantury w Brukseli, interwencji amerykańskiego ambasadora oraz fali krytyki w zachodniej prasie, gdzie liberalni dziennikarze mają wielu przyjaciół. Partia prezesa Kaczyńskiego musi więc postępować ostrożnie.

Władza nie ucieknie się więc raczej np. do próby odebrania koncesji jednemu z prywatnych nadawców. Art. 38 ust. 1 i ust. 2 ustawy o radiofonii i telewizji mówi, że to możliwe m.in. w sytuacji, kiedy „rozpowszechnianie programu powoduje zagrożenie interesów kultury narodowej, bezpieczeństwa i obronności państwa lub narusza normy dobrego obyczaju”. Sformułowanie jest bardzo niejasne i pozostawia duży margines dla kreatywności polityków PiS. Może relacjonowanie protestów pod domem Kaczyńskiego „narusza normy dobrego obyczaju”? Albo relacjonowanie protestów „zagraża interesom bezpieczeństwa”? Sprawa trafiłaby do sądu, ale sądy (z wyjątkiem Sądu Najwyższego) są już w ręku Ziobry. Próba odebrania koncesji skończyłaby się jednak z pewnością dyplomatycznym i międzynarodowym skandalem, na którym władzy — mimo buńczucznych zapowiedzi — zupełnie nie zależy. Pogrozić jednak zawsze można, niech właściciel pójdzie po rozum do głowy.

Wiadomości TVP wg Jana Kapeli

Można więc raczej spodziewać się prób wywierania na media nacisków z różnych stron opanowanego przez PiS aparatu państwa — bardziej niż frontalnego ataku. Jak to może wyglądać?

Podatki

Na początku lipca TVN musiał zapłacić 110 mln zł podatku dochodowego, który należał się państwu zdaniem urzędu skarbowego. TVN odwołał się do sądu, na rozstrzygnięcie jednak poczeka. Rząd pracuje również nad zmianami w naliczaniu podatku CIT dotyczących naliczania kosztów uzyskania przychodu, które mogą bardzo uderzyć w media (pisze o tym szczegółowo portal Money.pl). Media oczywiście powinny płacić podatki tak samo, jak inne firmy, ale nieustające kontrole i kary nakładane przez rząd mogą mieć rolę perswazyjną, zwłaszcza wobec właścicieli komercyjnych stacji. Jesteś niegrzeczny? Zapłać. Potem znowu. I jeszcze raz. TVP i media Karnowskich pokażą ich na dodatek palcem: „proszę, tak walczą o demokrację, a chodzi im tylko o to, że za PO odpuszczano im podatki”.

Kontrole

Podatki nie są jedynym narzędziem władzy. PiS może sięgnąć np. po Państwową Inspekcję Pracy — która sprawdzi, czy np. dziennikarze zatrudnieni na umowę-zlecenie faktycznie nie wykonują pracy etatowej. Praca na śmieciówkach jest powszechna w mediach, tych sprzyjających władzy i tych opozycyjnych. To od tych drugich jednak ZUS upomni się o lata niepłaconych składek, a TVP pokaże wzruszającą historię o wyzyskiwaniu prekariuszy zatrudnionych w „Gazecie Wyborczej” czy naTemat.pl — z komentarzem: „proszę bardzo, o taką demokrację walczą obrońcy III RP. O wolność zatrudniania na śmieciówkach”.

Zastraszanie pojedynczych dziennikarzy

Przykładem takiego działania jest oskarżenie Tomasza Piątka, autora książki o niejasnych powiązaniach Antoniego Macierewicza i jego ludzi z Rosjanami. Macierewicz nie wytoczył Piątkowi cywilnej sprawy o zniesławienie. Zarzucił mu „stosowanie przemocy lub groźby wobec funkcjonariusza publicznego w celu podjęcia lub zaniechania czynności służbowych” (kara: do trzech lat więzienia) oraz „publiczne znieważanie lub poniżanie konstytucyjnego organu RP” (kara: do dwóch lat więzienia, ścigane z urzędu). Od 11 lipca sprawa jest w prokuraturze. Zamykanie dziennikarzy do więzienia nie jest (na razie) w interesie władzy, ale można sobie wyobrazić nakładanie wysokich kar finansowych za takie bliżej nieokreślone przestępstwa jak „znieważenie organu” — na autora i na wydawcę. Takie metody stosowano w Rosji i w Turcji. Okazały się skuteczne. Odstraszą wszystkich od krytyki władzy — poza garstką najbardziej zdeterminowanych. Mało kto będzie chciał podjąć ryzyko bankructwa za napisanie paru niemiłych zdań o Macierewiczu (a nawet książki).

Dekoncentracja

To uderzenie w niemieckie koncerny, które zdominowały rynek mediów lokalnych. PiS — powołując się na regulacje w innych krajach Europy — zmusi Niemców do sprzedaży dużej części tych mediów. Kto je kupi? Tylko inwestorzy związani z władzą. Nikt inny nie będzie tak szalony.

Planom PiS sprzyja niepewna sytuacja i finansowa słabość wielu mediów komercyjnych. TVN jest wystawiona na sprzedaż. Dotychczasowy inwestor, Scripps, zajmował się telewizją bardziej o gotowaniu niż o polityce. Wśród potencjalnych kupców wymienia się koncerny Discovery lub Viacom. Oba mogą dojść do wniosku, że opłaca im się bardziej robić pieniądze, niż stawiać władzy (władza pozwoli im wtedy zarabiać pieniądze). Polsat jest w rękach Zbigniewa Solorza, który ma rozległe interesy poza mediami i któremu na różne sposoby rządzący mogą dać do zrozumienia, żeby się polityczne nie angażował. Spółka Agora nie chce dopłacać do deficytowej i tracącej czytelników „Gazety Wyborczej”: redakcja dziennika ma za sobą blisko dekadę demoralizujących cięć budżetowych i zwolnień. Jej pozycja jest dziś nieskończenie słabsza niż 10 lat temu, kiedy przyczyniła się wydatnie do upadku poprzedniego rządu PiS. Wydający „Newsweeka” Niemcy z koncernu Axel Ringer Springer raczej się nie ugną i mogą stanowić najtrudniejszy orzech do zgryzienia. Zarówno „Newsweek” jak i „Polityka” oddziałują jednak głównie na elity, co jest ważne, ale elity i tak na PiS nie głosują. Tygodniki sprzedają po 100 tys. egzemplarzy papierowego wydania i pewnie kilkadziesiąt tysięcy wydań elektronicznych. Polska ma 38 mln mieszkańców: łatwo policzyć, jaki odsetek to czyta. Prasę opozycyjną można więc gnębić podatkami i kontrolami, szykanować i straszyć, ale zamykać jej nie ma powodu. To się rządzącym po prostu nie opłaca.

Media mają jednak fundamentalne znaczenie nie tylko dla władzy, ale dla opozycji. Bez nich znacznie trudniej będzie mobilizować Polaków do protestu. Bez nich głos opozycji będzie słyszalny — o ile w ogóle — tylko w propagandowej tubie TVP. Media społecznościowe, które tak skutecznie zmobilizowały młodych w lipcu, nie zastąpią tradycyjnego dziennikarstwa i publicystyki.

Gdula: Młodzi zaproponowali nowy pomysł na demokrację

Opozycja ma zapewne parę tygodni na przygotowanie się na atak PiS na media.

Przede wszystkim powinna się przygotować. Projekty PiS w sprawie zmian w sądownictwie zaskoczyły wyraźnie polityków największych partii opozycyjnych. Stracili kilka kluczowych dni, zanim się zmobilizowali: „ulica i zagranica” wyraźnie ich wyprzedziły. Nie mieli gotowych własnych pomysłów reform sądownictwa, które mogliby przeciwstawić pomysłom PiS, chociaż wiadomo było, że PiS będzie wywracał sądownictwo do góry nogami od wielu miesięcy. Politycy opozycji zachowywali się reaktywnie i dali nieść fali społecznego protestu.

Przygotujcie się tym razem! Nie bądźcie tacy beznadziejni, jak ostatnim razem! PiS mówi wyraźnie, co chce zrobić. Trzeba mieć wymyśloną i zaprojektowaną kampanię w mediach społecznościowych w obronie wolnego słowa. Trzeba zatrudnić kilkoro strategów od komunikacji, którzy skutecznie wytłumaczą Polakom, że w ich interesie jest wystąpienie w obronie wolnych mediów. Wielu ludzi może nie lubić Adama Michnika czy Tomasza Lisa: trzeba im wytłumaczyć, że wolno ich nie lubić, ale są ważni dla polskiej wolności. Dziennikarzom często ludzie nie ufają: kojarzą się nierzadko z aroganckim zachowaniem, wysokimi zarobkami i dystansem wobec problemów „zwykłego człowieka”. Gdybym był strategiem PiS, który wymyśla im przekaz uderzający w media, wykorzystałbym właśnie takie stereotypy. Ale na to wszystko można się przygotować!

Polacy wyszli na ulice w obronie wolnych sądów, chociaż tych samych sądów często nie lubili, nie ufali im oraz ich nie szanowali. Zamach na trzecią władzę — sądowniczą — został odparty. PiS zaraz zrobi zamach na wolność i autonomię czwartej władzy. Mówią o tym wprost! Nie dajmy się zaskoczyć.

Szczęśniak, Sutowski: Po protestach nie trzeba budować nowych instytucji

Bio

Adam Leszczyński

| Dziennikarz, publicysta, reporter
Członek zespołu „Krytyki Politycznej”, w latach 1994-2017 współpracownik, dziennikarz, a potem publicysta „Gazety Wyborczej”, współzałożyciel portalu OKO.press. Autor dwóch książek reporterskich: "Naznaczeni. Afryka i AIDS" (2003) oraz "Zbawcy mórz" (2014), dwukrotnie nominowany do Nagrody im. Beaty Pawlak za reportaże. W Wydawnictwie Krytyki Politycznej ukazały się jego książki "Skok w nowoczesność. Polityka wzrostu w krajach peryferyjnych" 1943–1980 (2013) i "Eksperymenty na biednych" (2016).

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Chyba bardziej głupi niż cyniczny tekst w dobrej sprawie. Po pierwsze, chciałbym najpierw poznać, jaki jest ideał Autora dobrych standardów w mediach. Rozumiem, że chce zachować standardy III RP, których Michnik i Lis są symbolami. Autor pisze, że GW przyczyniła się do upadku pierwszego rządu PiS. Czy kreowanie i uwalanie rządów przez media, czyli przywłaszczanie sobie praw obywateli należy do tego ideału? Czy autor broni tak skrajnego upolitycznienia mediów? To czym się różni od PiS? Przecież nawet red.S.Sierakowski po powołaniu Kurskiego pisał, że wcześniejsza nierównowaga w mediach na rzecz opcji liberalnej nie uzasadnia takiego przegięcia mediów publicznych w prawo. Duża czy nieduża niesprawiedliwość, koalicja na rzecz wolnych mediów (wolnych także od presji nie tylko polityków, z czym głównie mają kłopot media publiczne, ale biznesu, z czym mają kłopot media prywatne o czym Autor się nawet nie zająknie) jasno powinna odciąć się od ładu medialnego III RP. Tyle, że teraz przynajmniej dwie największe grupy wyborców mają swoje niedoskonałe rezerwaty w mediach (mniejsze grupy obywateli ani jednych, ani drugich nie obchodzą, to nie jest obywatelski pluralizm), a przed 2015 rokiem wszystko było na jedno kopyto. Tak więc pierwszym krokiem, nim zabrzmią działa, jest rozliczenie się z własnych uwikłań w niesprawiedliwość w mediach z przed 2015. Bo jak nie zrobi tego opozycja, to PiS zrobi to opozycji, a argumentów ma bez liku (począwszy od polityka, który staje na czele TVP - J.Brauna). Owszem, nie cierpię Gazety Wyborczej, uważam, że Polska zawdzięcza jej więcej szkód niż pożytków (ale takie też były), ale jej "praw obywatelskich" mogę na zasadzie wolteriańskiej bronić, gdyby ktoś chciał je odbierać. Natomiast media niemieckie powinny mieć tyle "praw obywatelskich" na rynku polskim ile inwestorzy zagraniczni w mediach na rynku niemieckim - zasadniczo jedna, niszowa gazeta: "Finnancial Times Deutchland". Niemcy nie dopuszczają na swój rynek medialnych inwestorów zagranicznych - dlaczego Polska miałaby mieć inne standardy? Bo Niemcy znają realia i wiedzą, że menedżerowie z nadania zagranicznych inwestorów wysyłaliby instrukcje dziennikarzom, jak to zrobił w swoich mediach w Polsce Axel Springer, w sprawach politycznych. Zmiany w mediach, tak jak w sądach są konieczne by ocalić pluralizm obywatelski. Rozumiem, że są wątpliwości, czy PiS nie nadużyje do większego upolitycznienia mediów (np. przez wystawianie ludzi typu Kurski) tego pragnienia dużej części obywateli. Ale te wątpliwości mogą się dla wielu okazać za słabe, by stanąć za Lisem i Michnikiem przy red.Leszczyńskim w obronie ancien regime w mediach (a w przyszłości, na rzecz restauracji tego, co było za rządów PO). Dla mnie różnica między Lisem a Kurskim w zakresie rezultatu, jakim jest kształt kierowanych przez nich mediów (bo intencji nie oceniam) jest w tym aspekcie niewielka. Jeżeli dobro publiczne w postaci obywatelskich mediów (prywatnych także!) jest bliskie red.Leszczyńskiemu, niech najpierw zaapeluje do Michnika i Lisa, by nie obciążali swoimi uwikłaniami cudzej hipoteki i po angielsku wycofali się na emeryturę.

Oj, chyba red.Leszczyński nie będzie apelować do Michnika, skoro napisał powyższy tekst na jego zlecenie, o czym świadczy równoległe zamieszczenie go na głównej stronie Wyborczej jako własny, nie podpisany, że jest to "przedruk" z Krytyki. Mamy więc "unię personalną" tekstów Krytyki i Wyborczej. Dziwię się Krytyce, że tak rozmienia na drobne swoją wiarygodność. Tu mogą być teksty mniej lub bardziej inspirujące (jest ich dosyć, by tu regularnie zaglądać), ale jeżeli pisane będą na Czerskiej, to trudno będzie uwierzyć, że są autentyczne, nie realizują ukrytych planów politycznych czy biznesowych. No bo jak to wygląda? Wyborcza planuje nową kampanię i już rozdziela role, kto z jej cyngli gdzie napisze teksty pod jej dyktando z Michnikiem w centrum uwagi. Gdyby taki tekst napisał ktoś inny z zespołu, to bym pomyślał, że nawet jeśli nie najtrafniejszy, to z pewnością uczciwy. Teksty z Wyborczej mam za starannie wysterowane.

Oj napisane było, że to przedruk i był odnośnik, dlatego tu weszłam, bo na Wyborczej był to artykuł dla prenumeratorów.

Jedno jest pewne - bez wolnych mediów będzie wszędzie, to co w tvpis.

Gdy ja sprawdzałem, nie było żadnego odesłania. Teraz rzeczywiście jest. Tekst był zamieszczony na czołówce głównej strony Wyborczej. Nie zauważyłem do tej pory, by Wyborcza tak eksponowała "przedruki". Uzupełnienie o odsyłacz do Krytyki, zresztą nadal niejasny, kto jest głównym "sponsorem" artykułu to dostosowanie się do gry.

W Polsce mamy 3 (słownie: trzy) ogólnopolskie gazety bądź czasopisma z dominującym kapitałem zagranicznym: Fakt, Newsweek i Puls Biznesu.

Jest jeszcze niemiecka Polska konsolidująca 20 dzienników regionalnych, gdzie z reguły nie ma konkurentów. W Polsce do obcego kapitału należy 138 gazet i czasopism, natomiast w polskich rękach jest 47 tytułów. Podmioty o kapitale zagranicznym kontrolują 76 proc. udziału w rynku prasy, z czego 75 proc. należy do wydawców niemieckich. Po objęciu pakietu akcji Agory przez Sorosa trudno mówić, że media tej grupy są niezależne od zagranicy. Oczywiście, gdyby kapitał zagraniczny miał zostać zastąpiony przez kapitał spółek Skarbu Państwa (no bo kto inny hurtem wykupi zagranicę przy dekoncentracji?) to owszem, zamienił siekierkę na kijek, z równowagą zabezpieczającą wolność nie będzie to miało wiele wspólnego.

mądrego to miło poczytać. Jedno zdanie tylko dorzucę: nie ma już właściwie niezależnych i w marę obiektywnych dziennikarzy i dzienników, prawie wszytsko to propagandziści i propaganda - ponieważ czytam od prawa do lewa to widze to, widze też że i jedna i druga strona lubi pomijać niewygodne dla siebie fakty i "newsy", a jesli juz je dostrzeże to robi intelektualne wygibasy by uzasadnić coś na swoja modłe.

Nie zgadzam się, to tzw. obiektywni dziennikarze, którzy mówili ''nie straszcie pisem'', ''dajcie mu porządzić, może nie będzie tak źle" przyczynili sie do wygranej pisu.
Trudno być obiektywnym, gdy widzi się jak pis gwałci konstytucję i demoluje kraj. Jeśli to dla ciebie propaganda, to znaczy, że nie rozumiesz co się dzieje albo to ci odpowiada.

Chociaz nie chadzam na wybory z zasady to kibicuję PiSowi. A dlaczego? Tu mamy odpowiedzi:

http://wyborcza.pl/7,155287,21570302,sprzedaz-paliw-bije-rekordy-korzysci-z-ograniczenia-szarej.html
W zeszłym roku oficjalna sprzedaż paliw w Polsce podskoczyła aż o 13 proc. To efekt zmian w prawie, które ukróciły szarą strefę w branży paliwowej.

http://wyborcza.pl/7,155287,22124156,6-mld-zl-nadwyzki-budzetowej.html
Od stycznia do końca czerwca do budżetu wpłynęło aż 25,1 mld zł więcej niż rok wcześniej. To głównie zasługa większych wpływów z podatku VAT. Udało się go zebrać 17,6 mld zł, czyli 28 proc. więcej niż w tym samym czasie w ubiegłym roku.

Uwazam że pierwszy taki program prospołeczny ( oczywiście sa też wady) wdrożony w Polsce i ma efekty:
http://www.bankier.pl/wiadomosc/GUS-200-tys-urodzen-w-I-polroczu-3721682.html

Jesli poprzednie rzady działające zgodnie z konstytucją, w demokratycznym państwie prawa, niezależna prokuraturą i sądami tolerowały przemyt paliw i niekontrolowały w wystarczajacy sposób ściagalnosci podatku vat to albo byli leniuchami, albo głupcami, albo robiły to naumyslnie. DLATEGO NIE CHCE POWROTU OPOZYCJI DO WŁADZY i zgadzam się na "demolkę kraju" przez rządy PiS.

"publiczne znieważanie lub poniżanie konstytucyjnego organu RP" „rozpowszechnianie programu powoduje zagrożenie interesów kultury narodowej, bezpieczeństwa i obronności państwa lub narusza normy dobrego obyczaju”. Serio kuźwa? Jak w "demokratycznym" państwie mogą istnieć takie potworki? Przecież to nie jest zbyt odległe od ustawy o cenzurze z prlu. Jak takie ciołki z PO mogą mówić o obronie demokracji skoro pozwalali na istnienie czegoś takiego. Jeszcze jest to zagrożone więzieniem. Naprawdę aż szkoda słów.

Krzysztof Mazur

Ataki na niezależne media będą ich reklamą. Telewizje, radia i portale prywatne nie przestaną informować o protestach społecznych, bo przyciągają w ten sposób uwagę i reklamy. PiS może najwyżej zlikwidować prasę lokalną, któ©a i tak traci znaczenie. A zamach na sądy nie został zatrzymany, ustawa podporządkowująca sądy poza SN i KRS przeszła, a do podporządkowania KRS i SN PiS pewnie wróci. PiS wszedł w fazę autodestrukcji.

Żartujesz, pis już zabrało w niby zaległym podatku 100 mln zł od tvn, a właściciel zapłacił i w sądzie będzie walczyć o zwrot pieniędzy. Potrwa to lata i są przesłanki, że wygra ale dojdą odsetki, które zapłacimy my podatnicy, bo nie rząd, który nie ma swoich pieniędzy.
Ile gazet czy stacji telewizyjnych stać na takie pieniądze? Ilu dziennikarzy zapłaci, gdy zostaną oskarżeni przez władzę i jej przedstawicieli. Żaden nakład nie da takich pieniędzy. Reklamodawcy też nie będą ryzykować, że władza naśle na nich skarbówkę i CBA. Utrzymają się media, które przeniosa się na zagraniczne serwery.

czyli wychodzi na to że mediom prywatnym najbardziej może zaszkodzić przestrzeganie przez nie prawa. Chyba to trochę świadczy o kondycji "wolnych mediów". Jak to sobie autor wyobraża żeby lewica broniła łamanie prawa pracy (umowy śmieciowe), czy niepłacenia podatków.
Ostatecznie to według tego scenariusza knebel na dziennikarzy nałożą właściciele koncernów medialnych a nie sam PiS, bo będą się bali stracić trochę kasy. to jednak dobitnie pokazuje na czym polega wolność słowa w państwach burżuazyjnych (nawet tych demokratycznych)

Nie, ludzie nie wyjdą protestować, nie w takiej liczbie jak w sprawie sądów. Niestety ale nawet te "nasze" media mają sporo za uszami, śledząc od jakiegoś czasu GW, TVN, trudno mówić że jest tam jakaś obiektywność, jest paru dziennikarzy, którzy faktycznie starają się trzymać jakiś poziom, większość niestety dawno temu już odleciała w kosmos. Sam nie wiem w sumie czy bym protestował... Pewnie tak, ale na pewno nie protestowałbym w obronie Lisa, o którym po ostatnich 2latach mam bardzo złe zdanie, on u mnie tracił sympatię przez lata, a teraz to już zostały tylko jakieś resztki szacunku do jego dziennikarstwa. Właśnie to będzie problemem, jak przedstawić ten protest by można było go wspierać? W przypadku sądów jakoś się to udało, ale była to też inna sytuacja. Natomiast tutaj trudno mi udawać, że popieram np. Tomasza Lisa, a bądźmy szczerzy tak te protesty będą wyglądać, na coś takiego bym się nie pisał. Mogę bronić jakiejś szeroko rozumianej wolności mediów, ale na pewno nie mogę bronić konkretnych dziennikarzy czy konkretnego stylu dziennikarstwa jakie wielu prezentuje w tych stacjach, gazetach. Więc kluczem będzie forma protestu, jeśli ktoś wymyśli coś takiego jak "łańcuch światła", to może się udać, jeśli to będzie tak, że ze sceny będą przemawiać "tuzy" polskiego dziennikarstwa, albo protesty będą się odbywać pod hasłami poparcia dla tej czy innej stacji/gazety, to to się nie uda.
Ogólnie niestety mamy bardzo słabe media, nawet te "nasze", ale co poradzić jak to są jedyne w miarę sensowne media jakie mamy, więc nie można pozwolić by i te media przejął PiS. Pytanie czy do dziennikarzy dotrze jakaś może refleksja czy coś, że może warto coś zmienić w swojej pracy, że może ludzie odpowiedzialni za programy też coś przemyślą? Szczerze to wątpię.

Ale właśnie tak odnośnie jeszcze do tekstu. Fakt Polacy wyszli bronić sądów choć ich nie lubili, nie szanowali, nie mieli zaufania itd. Niby wydaje się, że sytuacja podobna jak z mediami. Jednak jest pewna różnica. W przypadku sądów, ja np. bardziej miałem w głowie kwestię wolnych wyborów, kwestię zmiany ustroju państwa, jakiegoś zamachu na demokrację, nie czułem, ani też specjalnie nie miałem zamiaru bronić konkretnie sędziów czy sądów w takiej formie w jakiej są one w Polsce, bo jednak mam świadomość, że działają źle, a często nawet bardzo źle i wiele ludzi skrzywdziły. Natomiast jednak w przypadku mediów trudniej będzie taką narrację zbudować, ale to będzie właśnie kluczem do sukcesu tych protestów. Trzeba będzie to przekierować tak by nie chodziło o bronienie Tomasza Lisa (niech pan Lis mi wybaczy, że ciągle jego przykład przytaczam, ale najlepiej do tego pasuje 🙂 ) czy innych dziennikarzy, że nie chodzi o bronienie konkretnych gazet, telewizji, którym zdarzało się kłamać, manipulować faktami i nie zawsze były w porządku (czyli znowu mamy podobną sytuację jak z sądami, nie ma co się czarować, że media w Polsce są cudowne i wspaniałe). Czy to się uda? Trzeba by się skupić na takich konkretach jak wolność słowa, pluralizm mediów, zagrożenie dla demokracji itd i za tym ludzie może by poszli, za Tomaszem Lisem nie pójdą. Moim zdaniem (ale ja jestem przeważnie pesymistą), to się nie uda.

Czyli jakie hasła szykować na transparenty? "Media wolne od podatków!" albo "Prawo pracy to opresja!" będą dobre?

Wejdź na tvp info, tam na czerwonych paskach znajdziesz dużo haseł.

TYLKO ZNÓW NIE KASUJCIE, BO WIEM O TYM

Mam pytanie - dlaczego, obok Czech, jesteśmy jedynym krajem postkomunistycznym, a także jedynym krajem Europy, w którym pozwolono na taką kumulację mediów w rękach obcego kapitału? Kto ma media, ten ma władzę w kraju, dlaczego więc 90% mediów w Polsce ma niemieckich/francuskich właścicieli?

Czy Polacy wyjdą na ulicę w obronie Tomasza Lisa lub Adama Michnika?

Akurat w obronie tych dwóch, to ja na pewno - nie, ale np. Cezary Michalski, Marcin Meller, Marek Czyż, Andrzej Stankiewicz, Kinga Dunin, Mariusz Szczygieł, Sławomir Sierakowski, Tomasz Wróblewski i wielu, wielu innych, z pewnością zasługuje na obronę przed zakusami władzy.

Nacjonalizmsmierdzi

Michalskiego radziłbym jednak nie bronić, zważywszy, ile razy zmieniał afiliację polityczną. Zmieni mu się sytuacja towarzyska i zacznie agitować za Wielką Polską Katolicką tak, jak kiedyś za PiSem.
Reszta nazwisk - litości. Nikt nie może być aż tak naiwny, by sądzić, że są to służący li tylko Prawdzie dziennikarze.

Ludzie których wymieniłeś nawet nie stali obok dziennikarzy, to ideolodzy wciskający ludziom swoje bzdury siłą.

Tylko wybory i w przyszłości delegalizacja pis!!!! Innej opcji na to żebyśmy znów zaczęli sie rozwijac nie ma. Tylko na kogo glosowac za dwa lata?? Na PO juz raczej nie zaglosuje. Za bardzo w d... mieli maly business i to co z ludzmi wyrabialy skarbówki było (i wciaz jest) podelstwem. Chory ten nasz kraj... 🙁

Tak,tak Lewico.Protestuj w obronie TOK FM i Wyborczej,bo Pani Wielowieyska już jasno ci powiedziała,że bez PO nie dasz rady. I bez dyskusji,kto nie z nami,ten za PiS-em. Bo tak. Zachciało się wam symetryzmu,co? Nie dorośliście,nie nadajecie się.
A jak bronić wolności słowa w internetach,pokazuje choćby Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych,który wprowadził pojęcie rzetelności na nowy(dla lewicy) poziom:http://natemat.pl/213669,tak-z-rasizmem-i-ksenofobia-sie-nie-wygra-by-napietnowac-skrajna-prawice-z-polski-znana-organizacja-uzyla-manipulacji
I pamiętajcie: fake newsy to tylko oni,nie my. Tylko i wyłącznie oni, a kto się nie zgadza,ten faszysta.
Zbanować,zabronić,usunąć,potępić! I wszyscy na marsz w obronie banowania!

Jesteście zakłamani, drogie KriPO, udajecie, że walczycie o wolność wypowiedzi, a kasujecie moje niewygodne wpisy. Jeśli tak wygląda ta "lewicowa wrażliwość" i "wolne media", to beze mnie.

Wolnosc mediow nie polega na tym, ze kazdy portal ma obowiazek publikowac kazdy wpis. Mi wielokrotnie kasowano wpisy na pewnym prawicowym portalu. No i co z tego? Ich portal i moga sobie na nim robic co chca. Jak sie komus nie podaba jakis portal to niech sobie znajdzie inny.

Tak, właśnie na tym polega wolności wypowiedzi. Jak ktoś opowiada wyssane w wiadomego miejsca bzdury to się mu to wytyka wszędzie i zawsze, do momentu kiedy się nie ukorzy i pójdzie po rozum do głowy.

To w stalinowskiej Rosji tak było, że wytykano ludziom reakcyjne myślenie i trzeba było pójść po rozum do głowy, złożyć samokrytykę, ukorzyć się, przeprosić za swoje poglądy i jeszcze wyprzeć się wrogich klasowo rodziców, wtedy łaskawie pozwalano wrócić na łono Komsomołu. 🙂

A napisałem tylko tyle, że Polska (obok Czech) jest jedynym postkomunistycznym krajem, w którym "transformatorzy" wyprzedali media tak, że ok. 80% jest teraz w niemieckich i innych rękach. I tę niewygodną prawdę skasowało mi Kri-Po.

Właśnie przeczytałem list byłej działaczki Razem w GW na "Osiem Dziewięć". Ci którzy czytają moje wpisy tutaj wiedzą, że staram się też krytycznym okiem patrzeć na Razem, że mimo popierania partii i pewnie tego że zagłosuję na nią za 2lata, nie jestem wyznawcą Razem, a przynajmniej daleko mi do tego. Ale czytając ten list, po prostu ręce opadają. Zero merytorycznych argumentów, jakaś prywatna wojenka i zarzuty często tak chybione jak np. ten z Zandbergiem, że to się w głowie nie mieści. Dlaczego to piszę? Ano właśnie dlatego, że komentuję pod artykułem o obronie mediów. Czy np. dziennikarze Wyborczej, pan Michnik, pan Kurski czy inni wszyscy święci, myślą że właśnie sprawili, że na jesieni z uśmiechem na ustach i zapałem wyjdę bronić GW? Ja rozumiem krytykę, sensowną, merytoryczną, a można z takich pozycji Razem krytykować, ale ten list? To jest poziom brukowców. Oczywiście smród pójdzie w świat, mimo że tam nie ma żadnych mocnych zarzutów. Pytanie do pana Michnika, Kurskiego, czy taki sam list byłego członka PO, Nowoczesnej, zostałby opublikowany? Oczywiście, że NIE, bo teraz trzeba bronić demokracji, a nie zniechęcać ludzi do ostatniej nadziei białych czyli cudownej, wspaniałej PO. Oto hipokryzja polskich mediów i polskiego dziennikarstwa, które na jesieni będzie płakać i apelować bym wyszedł w ich obronie. Ode mnie oczekuje się obrony, a jak od dziennikarzy oczekiwałbym rzetelności, to jakoś tego dostać nie mogę.
Przykre, że partia która ma 2% aż tak przeszkadza wojującym neoliberałom spod znaku GW, że szukają tylko czegoś by ją zniszczyć i jak najbardziej obrzydzić ludziom. No bo jaki będzie wniosek po tym czymś co opublikowali? Że Razem to w sumie taka sama partia jak wszystkie inne, te same układy, układziki, do tego jeszcze dzieciaki oderwane od rzeczywistości, zagłosuję więc na PO... Liberałowie sami chyba nie wiedzą do czego zmierzają, ale osobiście uważam, że bez lewicy liberałom nie uda się wygrać kolejnych wyborów (bo lewica mogłaby odebrać głosy PIS czy Kukiz), a nawet jeśli wygrają, to kolejne skończą się tragedią i powrotem czegoś w stylu PiS, ale ten dzisiejszy będziemy wspominać jako PiSlight.
Śmieszne to trochę, że panowie Lis, Michnik, będą jesienią ode mnie oczekiwać, że stanę w ich obronie, a tymczasem ostatnio coraz częściej od ich środowiska słyszę, że moje poglądy są tak samo niebezpieczne jak PiS, że nie szanują kompletnie poglądów lewicowych i że robią wszystko by zniszczyć jedyną partię na jaką mogę dziś zagłosować. Oczywiście oni wygrają, już wygrali. Ludzie w ich obronie staną, do Razem zniechęcili już sporo ludzi, jeszcze więcej zniechęcą. Ale szczerze? Czasem sobie myślę, gdy tak słucham Lisów etc., że tak samo jak odsunięcia PiSu od władzy, chciałbym zobaczyć miny Lisa i reszty, gdy za 2lata znowu przegrają wybory z PIS. To jest jak bycie między młotem, a kowadłem, bo ani nie chcę oglądać kolejnego zwycięstwa PiS, ani nie mam ochoty patrzeć na uśmiechnięte, zwycięskie twarzy Petru, Schetyny, Lisa...

Pytanie czy Polacy będę bronić Lisa, to tak jakby pytać Niemców w Berlinie w kwietniu 1945 czy Niemcy będą bronić Goebelsa. Poza tym Lis nie jest dziennikarzem tylko pajacem. Próbuje udawać jakiegoś wielkiego znawcę rzeczy wszelkiej, a jest zwykłym osłem. Jego programy nie różniły się niczym od obecnych programów Pani Bugały z tą różnicą, że Ona jest ładniejsza. Stopień Jego szmatławości (taki sam jak redaktorów i większości czytelników tego portaliku) obrazuje sytuacja, kiedy to po wywaleniu z telewizji publicznej pobiegł do ZDF opowiadać jaki to faszyzm w Polsce. Wywalenie kapitału zagranicznego (głównie niemieckiego) z mediów jest konieczne i popieram to z całego serca.

Pytanie czy Polacy będę bronić Lisa, to tak jakby pytać Niemców w Berlinie w kwietniu 1945 czy Niemcy będą bronić Goebelsa. Poza tym Lis nie jest dziennikarzem tylko pajacem. Próbuje udawać jakiegoś wielkiego znawcę rzeczy wszelkiej, a jest zwykłym osłem. Jego programy nie różniły się niczym od obecnych programów Pani Bugały z tą różnicą, że Ona jest ładniejsza. Stopień Jego szmatławości (taki sam jak redaktorów i większości czytelników tego portaliku) obrazuje sytuacja, kiedy to po wywaleniu z telewizji publicznej pobiegł do ZDF opowiadać jaki to faszyzm w Polsce. Wywalenie kapitału zagranicznego (głównie niemieckiego) z mediów jest konieczne i popieram to z całego serca.

Proszę o wskazanie, które przepisy prawa niemieckiego ograniczają działalność na terenie Niemiec mediów z kapitałem spoza Niemiec.

Tu może coś znajdziesz, długi artykuł, trzeba poszukać: http://www.reporterzy.info/40,zagraniczne_systemy_prasowe.html

Czyli, jak rozumiem, nie ma w Niemczech prawnych ograniczeń dla zagranicznego kapitału w mediach.
W Polsce telewizja, radio, tygodniki opinii, a w znacznym stopni i prasa ogólnopolska są "zdekoncentrowane". Są jeszcze kolorowe gazety typu "Życie na gorąco", "Tele Tydzień" - te się nadają do "dekoncentracji. Chyba, że pod hasłem "dekoncentracji" rozumie się "polonizację". Czyżby faszyzm zbliżał się wolnymi krokami.

Niestety sprawa jest znacznie trudniejsza niż się wydaje. Niezależnie od tego, które gazety czytamy - w tym sporze jacykolwiek dziennikarze i dziennikarki będą jedną ze stron konfliktu (bezpośrednio zaangażowaną) i trudno będzie im przekonać społeczeństwo o słuszności protestu.

Nasza działalność jest możliwa dzięki ludziom takim, jak Ty.Wspieraj nas!