Felieton

Bliżej bruku: Islam u bram

Lude z Martyniki cierpi, gdy w ramadan ktoś zjada obok niego pączka, ale nie chce z tego powodu nikomu obcinać głowy.

Brukowce mogą się wydawać najmocniejszym ogniwem w zasilaniu antyislamskich nastrojów. Bez przerwy znaleźć w nich można sceny bestialskich egzekucji dokonywanych przez muzułmańskich terrorystów, historie przemocy wobec kobiet z Afganistanu, Syrii i Iraku albo przykłady barbarzyństwa islamskich bojowników wobec dzieci. Niezdrowa fascynacja przemocą łączyłaby się tutaj ze strachem i oburzeniem, nakręcając spiralę niechęci. Gdy jednak dokładniej wczytać się w treści prezentowane w brukowcach, obraz islamu nie jest w nich wcale tak jednoznaczny.

Oczywiście muzułmanie są prezentowani przede wszystkim w kontekście terroryzmu. To jednak nie różni brukowców od innego typu mediów informujących o licznych aktach terroru. Ważne jest, czy terrorystów silnie się stereotypizuje, wskazując na ich całkowitą obcość będącą wyrazem przynależności do kulturowego kręgu islamu. I tutaj można być zaskoczonym.

Terroryści to oczywiście bestie, ale trudno uznać, że ich bestialstwo jest w tabloidach logiczną konsekwencją islamu.

A przecież takie postawienie sprawy z pewnością byłoby bliskie wielu polskim czytelnikom, o czym świadczą komentarze w Internecie i narastająca islamofobia bez muzułmanów. Brukowce idą jednak nieco inną drogą.

Nie stronią od pokazywania, że islamskim terrorystą człowiek raczej się staje, a nie rodzi z matki muzułmanki. Historie poszczególnych terrorystów to często opowieści o młodych chłopakach, którzy choć pozostawali do pewnego stopnia outsiderami, to jednak prowadzili w miarę normalne życie. Nie zawsze też terroryści są słabo zintegrowanymi imigrantami z Bliskiego Wschodu. Do skrajnych grup islamistycznych skłaniają się także „rdzenni Europejczycy”, jak stało się to choćby w przypadku polskiego terrorysty-samobójcy z Bajdżi Jacka S.

Z jednej strony takie stawianie sprawy może sprzyjać antyislamskiej histerii, wzmacniając poczucie niepewności i podejrzliwości. Z drugiej islamski fundamentalizm jawi się jednak jako problem polityczny, a nie etniczny czy religijny.

W tabloidach można też znaleźć informacje o mordach, jakich dokonują fanatycy wobec osób z ich kręgu kulturowego, które odważyły się na krytykę islamistycznych porządków. Możemy się na przykład dowiedzieć o blogerze Niloyu Chowdhury z Bangladeszu, zabitym niedawno w Dhace za krytykowanie islamskiego terroryzmu. Wskazywanie na tego typu zbrodnie pokazuje, że podziały przebiegają nie tylko między kulturami, ale także wewnątrz nich. Wyraźniej nawet widać to w sposobie pokazywania opresji kobiet.

Choć brukowce częściowo wykorzystują motyw zagrożenia „naszych” kobiet ze strony obcych, to sprawa zdecydowanie so niego się nie ogranicza.

Często opisywana jest opresja kobiet muzułmanek, które nie godzą się na uprzedmiotowienie ze strony mężczyzn, na przykład jeśli idzie o wybór małżonka.

Przez dramatyczne historie obejmujące ukamienowanie, rozstrzelanie lub okaleczanie ukazuje się opór kobiet wobec skrajnych praktyk dominacji uzasadnianych przez odwołanie do Koranu. O muzułmankach nie mówi się tylko w kategoriach biernych ofiar potrzebujących wsparcia od zachodniej cywilizacji. Nawet jeśli kobiety pozostają słabe, to jednak są ujmowane jako aktywne podmioty podejmujące walkę o większą autonomię. Emancypacyjne wątki feministyczne nie służą tu więc wyłącznie podkreślaniu różnicy między kulturami, ale ukazują napięcie występujące także w ramach kultur, gdzie dominują muzułmanie.

W brukowcach można wreszcie trafić na materiały, które nie opowiadają o islamie przez pryzmat terroryzmu i fundamentalizmu. W jednym z filmów zamieszczonych na internetowych stronach Faktu występuje sympatyczny Lude z Martyniki, który cierpi, gdy w ramadan ktoś zjada obok niego pączka, ale nie chce z tego powodu nikomu obcinać głowy. Muzułmanie przedstawieni są jako zwykli ludzie poszukujący lepszego życia, a nie wyznawcy Allaha zaangażowani w dżihad. W filmie obok przeciwników muzułmańskiej imigracji pojawia się też głos, że muzułmanie są różni i nie można ich wrzucać do tego samego worka. To bliskie ludowej mądrości podejście może dziś lepiej przysłużyć się europejskiej cywilizacji niż szerokie zastępy jej samozwańczych obrońców.

 

**Dziennik Opinii nr 225/2015 (1009)

Bio

Maciej Gdula

| Socjolog, publicysta Krytyki Politycznej

Socjolog, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Badał i popularyzował m.in. teorię P. Bourdieu, N. Luhmanna i B. Latoura. Z Przemysławem Sadurą przeprowadził studia nad systemem klasowym, pokazując, jak zastosować można w Polsce teorię klas Pierre’a Bourdieu. Opublikował m.in.: “Trzy dyskursy miłosne” (2009), “Style życia i porządek klasowy w Polsce” (2012, wspólnie z P. Sadurą), “Oprogramowanie rzeczywistości społecznej” (2014, wspólnie z L.M. Nijakowskim) i “Uspołecznienie i kompozycja. Dwie tradycje myśli społecznej a współczesne teorie krytyczne” (2015).

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Pisząc w obronie muzułmanów warto jednak dostrzec, że nie ma kraju, w którym ta religia dominuje a w którym nie byłoby wielkich problemów z prawami człowieka (np. prześladowania homoseksualistów w Czeczenii i krajach bliskiego wschodu). Właśnie ta zmiana żądań i oczekiwań muzułmanów gdy stają się większością jest elementem, który w dużej mierze przemawia na niekorzyść przyjmowania imigrantów wyznających Islam i jest również jednym z głównych straszaków (niepozbawionym racji) prawicy.