Sapieżyńska: Depesza z protektoratu Wenezuela, z płonącym Iranem w tle
Trump chce wenezuelskiego scenariusza dla kolejnego petropaństwa. Czy to początek nowej ery kolonialnej kontroli nad ropą?
Imperium wolności i nierówności.
Trump chce wenezuelskiego scenariusza dla kolejnego petropaństwa. Czy to początek nowej ery kolonialnej kontroli nad ropą?
Hitler identyfikował się jako pacyfista i zapewniał, że nie szykuje się do żadnych wojen. Trump desperacko zabiega o Pokojową Nagrodę Nobla, powołuje Radę Pokoju i chwali się, że zakończył 7 wojen. Między jednym a drugim zachodzi wyraźne podobieństwo.
Obserwacja imperialistów, którzy nie mają krzty wiary w swoje własne imperium, jest osobliwym doświadczeniem.
Jedyny lider europejskiego państwa, który powiedział Trumpowi i jego wojnie w Iranie „No pasarán!”, ryzykując sankcje gospodarcze, a nawet zerwanie relacji handlowych i dyplomatycznych. „Hiszpania jest na to przygotowana” – twierdzi Pedro Sánchez.
Amerykańsko-izraelski atak na Iran Waszyngton tłumaczy jako „uderzenie wyprzedzające”, choć dane wywiadowcze wskazują, że Teheran nie planował zaatakować pierwszy. Skąd więc ta wojna?
Demolując amerykańskie instytucje i sojusze, a nawet wszczynając wojnę z Iranem, Trump nie pyta Kongresu o zgodę – i robi to ostentacyjnie, bez względu na prawo. Jego prezydentura stała się nieobliczalna.
Ofiary wśród osób z doświadczeniem migracji nie są nieszczęśliwymi wypadkami. Stały się regułą, bo nowy reżim migracyjny ściśle wiąże się ze śmiercią i cierpieniem, a rządzącym to odpowiada – tak samo w USA, jak w Europie.
Sztuczna inteligencja może „wyzwolić” elity od konieczności dbania o poziom wykształcenia populacji, przejmując prace, które kiedyś wykonywała wykształcona klasa średnia i prowadząc do jej głębokiej proletaryzacji.
Śmierć religijnego przywódcy Iranu w izraelskim nalocie to koniec pewnej epoki. Ale czy Waszyngton i Tel Awiw planują obalenie republiki islamskiej? A może chodzi o wymuszenie nowych zasad gry w negocjacjach nuklearnych?
W świecie kryzysów i agresywnej polityki Zimowe Igrzyska w Mediolanie przypomniały o przejrzystej rywalizacji i uznaniu zasad. Czy sport międzynarodowy wciąż potrafi rozbrajać plemienną politykę?