Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Po wizycie Trumpa: przyszłość Chin i logika systemu leninowskiego

W wewnętrznej polityce Chin dużo się dzieje, a najbliższy zjazd ogólnokrajowy KPCh przyniesie największe przetasowanie elit partyjnych od zakończenia rewolucji kulturalnej Mao w połowie lat 70. Xi Jinping, wstając rano, nie myśli o relacjach Chin ze Stanami Zjednoczonymi – mówi ekspert ds. chińskiej polityki.

Two men in suits seated on armchairs in an ornate room with a lacquered screen and pink orchid arrangements behind them. Rozmowa
Kontekst

🇨🇳 Xi Jinping koncentruje się dziś bardziej na wewnętrznych czystkach i układaniu lojalności w KPCh niż na bezpośredniej rywalizacji z USA.

⚔️ Masowe usuwanie generałów i urzędników pokazuje, że chiński system działa według „logiki leninowskiej” — żadna frakcja nie może stać się zbyt silna wobec przywódcy.

🌏 Chiny raczej nie zdecydują się na konflikt o Tajwan przed zjazdem KPCh w 2027 roku, choć mogą zaostrzać retorykę i demonstracje militarne.

🤝 Pekin traktuje Rosję jako kluczowego partnera strategicznego przeciw USA, ale jednocześnie stara się utrzymać stabilne relacje gospodarcze z Zachodem.

WTF

1

Michał Sutowski: W pierwszym dniu wizyty Donalda Trumpa w Pekinie partyjna gazeta „China Daily” zamieściła informację na jej temat na trzeciej stronie, za to na pierwszej było spotkanie Xi Jinpinga z prezydentem Tadżykistanu; w wieczornych wiadomościach też nie było za wiele. Czy można na tej podstawie wysnuć jakieś daleko idące wnioski?

Adrian Brona: Niekoniecznie, bo następnego dnia po spotkaniu cała pierwsza strona „Dziennika Ludowego”, czyli naczelnego organu KC rządzącej partii, poświęcona była przyjazdowi prezydenta USA. Choć oczywiście Trump wylądował na jedynce dlatego, że spotkał się z Xi Jinpingiem, a nie – bo przyjechał z wizytą.

Czytaj także Wojna w Iranie i „imperialna prezydentura” Trumpa Jakub Majmurek

W roku 2017 sam Xi osobiście oprowadzał Trumpa z małżonką po Zakazanym Mieście, a tym razem zachodni świat obiegły niekorzystne ujęcia, sugerujące, że prezydent USA występuje w roli tego słabszego.

W obu przypadkach Chińczycy starali się dowartościować gościa. Poprzednio faktycznie było indywidualne oprowadzanie, była wspólna, rodzinna kolacja i oglądanie opery chińskiej – już więcej się nie da, bo nie ma bardziej symbolicznego i prestiżowego miejsca w Chinach niż Zakazane Miasto. Ale tym razem też odwiedzili wspólnie ważną świątynię na terenie Pekinu i odbyli spacer po Zhongnanhai, czyli kompleksie, w którym na co dzień pracują i żyją najważniejsi przywódcy kraju. Poziom celebry był zatem porównywalny. Ale faktycznie, był jeden nowy akcent…

To znaczy?

Tym, czego nie uświadczyliśmy podczas wizyty w 2017 roku, były różne uszczypliwości ze strony Xi Jinpinga. Niezbyt elegancko i małostkowo posadzono Trumpa na siedzeniu niższym niż Xi, co miało podkreślić status gospodarza. Ale było też nawiązanie podczas bankietu do chińskiej koncepcji, iż dokonują się właśnie zmiany „niewidziane na świecie od stu lat”, co w przekładzie z chińskiego na nasze znaczy tyle, że Stany Zjednoczone upadają, a znaczenie Wschodu – utożsamianego tu z Chinami – oczywiście rośnie. A gdy podczas oprowadzania po Zhongnanhai prezydent USA spytał Xi Jinpinga, czy inne osoby też tutaj zaprasza, chiński przywódca wprost oświadczył, że owszem, że był tu kiedyś, między innymi, Władimir Putin.

Rosjanie tu byli – przed wami…

Tak, takie niby drobne szpile, czasami zresztą niezrozumiane przez stronę amerykańską, bo uwagi o upadku Zachodu Trump początkowo nie rozczytał. Dopiero potem, gdy mu to wyjaśniono, skomentował na Truth Social dłuższym i zredagowanym wpisem, że Xi ma właściwie rację, ale odnosi się przecież do czasów Joe Bidena, bo teraz Ameryka jest już great again. To wszystko pokazuje z jednej strony pewność siebie strony chińskiej, a z drugiej ukazuje Xi Jinpinga jako silnego lidera, który może sobie na takie rzeczy pozwolić, a Amerykanie nie zaprotestują. Bo przecież Donald Trump, przynajmniej w retoryce, jest bardzo zadowolony z wizyty.

Powtarzał też, że Xi to jego wielki przyjaciel, a tamten się nie rewanżował.

Nastawienie władz chińskich do takich wydarzeń za czasów Xi Jinpinga zmieniło się, aczkolwiek nie od samego początku – czyli od 2012 roku – tylko gdzieś w okolicach pandemii COVID-19. Do tego czasu jakiekolwiek wizyty przywódców zagranicznych, zwłaszcza prezydenta USA, były w Pekinie uznawane za coś, co legitymizuje władze chińskie: jesteśmy ważni, więc do nas przyjeżdżają. W Zhongnanhai widać było odwrotne nastawienie: to spotkanie chińskim przywódcą legitymizuje innych liderów, to Trump stara się o to spotkanie, żeby pokazać, iż wciąż jest jednym z najważniejszych przywódców na świecie. Xi Jinping nie musi tego okazywać, bo to już oczywiste.

Trump uwikłał USA w wojnę z Iranem, która skutkuje blokadą cieśniny Ormuz. Dla niego samego to oczywiście kłopot, ale czy to jest dla Chin poważny problem?

Nie bezpośrednio dla samych Chin, bo choć ceny paliwa urosły, to oni mają porządną poduszkę bezpieczeństwa w postaci rezerw strategicznych. Nie znamy ich dokładnej skali, ale mówi się o zdolności pokrycia 120 dni zapotrzebowania, a to na pewno dużo więcej niż ma Japonia, Korea Południowa czy Indie. Większym zagrożeniem z perspektywy Pekinu jest to, że przedłużający się kryzys paliwowy doprowadzi do perturbacji gospodarczych na całym świecie. Ich model silnie polega na eksporcie i rozwoju bazy produkcyjnej, ale działa tylko wtedy, kiedy zagranica chce kupować ich produkty. Jeśli paliwa drożeją, to popyt globalny na dobra przemysłowe będzie spadał. W tym sensie pośrednio grozi im globalna dekoniunktura, ale nie bezpośrednie skutki blokady. 

Na blogu Korytarze Pekinu pisze pan o kolejnych falach czystek w tym kraju. Przed końcem kadencji z Biura Politycznego KC wyleciało trzech członków w pół roku, co się nie zdarzyło od dziesiątków lat. Pana opis wydarzeń nasuwa skojarzenia z ZSRR lat 30.: zanim przywódca weźmie się za układanie świata, robi gwałtowne porządki na własnym podwórku…

Polityka chińska, jak w każdym państwie, kieruje się pewnym kalendarzem. W państwach demokratycznych życie toczy się od wyborów do wyborów, a w Chinach od zjazdu do zjazdu KPCh. Tam się nie podejmuje decyzji kluczowych, to wydarzenie raczej zrytualizowane, ale tam się decyzje ogłasza, w tym personalne. Dlatego cały okres przygotowawczy do ogólnokrajowego zjazdu jest niesamowicie ważny.

Xi Jingpin i Donald Trump podczas wizyty amerykańskiego prezydenta w Pekinie (Fot. Official White House/ Daniel Torok, domena publiczna)

Ale to dopiero za 1,5 roku, jesienią 2027.

Przetasowania na niższych szczeblach partyjnych już trwają. Tej jesieni odbędzie się I tura wyborów, a w zasadzie selekcji, na najważniejsze stanowiska kierownicze w prowincjach, kolejną wiosną. Przepychanka o to, kto ma jakie stanowisko dostać, zaczęła się na dobre. A czystki, zarówno w armii, jak i w strukturach cywilnych poszczególnych regionów – ale też w rządzie centralnym, bo ostatnio dwóch ministrów od rolnictwa popadło w tarapaty – pokazują nam, jak bardzo mocno buzuje przed zjazdem.

To normalny cykl? Czystka co pięć lat?

Wygląda na to, że Xi Jinping nie do końca poustawiał sobie partię, jak chciał i zorientował się, że musi wprowadzić drastyczne i szybkie zmiany personalne. I to na dobrą sprawę zajmuje go teraz najbardziej. Jak wstaje rano, tak podejrzewam, to nie myśli o relacjach Chin ze Stanami Zjednoczonymi, tylko o tym, kogo będzie trzeba się jeszcze pozbyć, kogo i gdzie mianować oraz komu w ogóle może zaufać. I taki stan zawieszenia będzie trwał do jesieni 2027 roku.

Czytaj także Potężny jak Mao, zaczytany w Stalinie i skromny. Taki naprawdę jest Xi Jinping [rozmowa] Jakub Majmurek

Z punktu widzenia np. obaw o Tajwan to dobrze, czy źle?

Nie sądzę, aby Xi Jinping miał dziś przekonanie, że może  w pełni zaufać współpracownikom, zwłaszcza wojskowym, którzy byliby przecież kluczowi przy jakimkolwiek kryzysie w Cieśninie Tajwańskiej. Dlatego realnie agresywnych działań przed zjazdem KPCh się nie spodziewam. Co innego retoryka. Bo ta może być w kolejnych miesiącach bardzo gorąca, tak jak przed rokiem 2022, gdy właśnie radykalne wypowiedzi o Stanach Zjednoczonych i Tajwanie pomogły umocnić pozycję Xi Jinpinga i np. przywrócić na wysokie stanowiska część swoich ludzi, których wcześniej musiał odesłać na emeryturę w ramach jakiegoś kompromisu wewnątrzpartyjnego.

Mówi pan o kluczowej roli wojskowych. Bodaj drugi w Chinach najważniejszy organ władzy, czyli Centralna Komisja Wojskowa, liczy 7 osób, w tym Xi – i w ciągu kilku miesięcy na stanowiskach zostały dwie, on sam i człowiek, który wyczyścił pozostałych. Skojarzenie z Moskwą w 1937 r. samo się narzuca, nawet jeśli ci ludzie nie są rozstrzeliwani… Jeśli tylu ludzi odchodzi naraz, to chyba jest trzęsienie ziemi dla armii? Jaka stoi za tym logika?

To jest zdecydowanie radykalne posunięcie, ale nie sądzę, by stało za nią tylko jedno wyjaśnienie. Czystka w wojsku zaczęła się już w 2023 roku, od sił rakietowych i wtedy głównym powodem faktycznie były malwersacje i złe zarządzanie siłami zbrojnymi. Mieliśmy wtedy trochę przecieków do prasy zachodniej i anglojęzycznej prasy chińskiej, na przykład „South China Morning Post”, m.in. o tym, że paliwo do rakiet balistycznych ginęło po drodze, że są problemy z produkcją zbrojeniową. Wydawało się, że Xi rzeczywiście walczy z korupcją, by usprawnić armię – tym bardziej że Chińczycy uważnie przyglądali się wojnie w Ukrainie i porażkom Rosjan, które wynikały między innymi z patologicznej korupcji. Wtedy właśnie rozpoczął gigantyczną czystkę w siłach zbrojnych.

Wcześniej ich nie było?

Były, tuż po dojściu do władzy bardzo szybko ruszył przeciwko starej generalicji, mianowanej jeszcze za czasów Jiang Zemina, w latach 90. Pozbył się Xu Caihou i kilkudziesięciu innych generałów, ale potem nastąpiło kilka lat spokoju, były tylko pojedyncze przypadki dymisji i wyroków dla skorumpowanych dowódców. Najbardziej uderzające jest to, że dziś on czyści własnych ludzi – wsadza do więzień tych, którym sam wręczał nominacje generalskie, których, nawet jeśli sam nie wynalazł w systemie, to na pewno sprawdzał pod kątem lojalności i akceptował. Ścieżka awansu na 2-3 gwiazdkowego generała jest w Chinach bardzo długa i bardzo zhierarchizowana.

Ale go zawiedli?

Jak mówiłem, na początku faktycznie chodziło o korupcję. Ale potem się okazało, że skoro wyczyścił tych wojskowych związanych z siłami rakietowymi, to bardzo mocno wzmocniły się osoby związane z marynarką wojenną, w tym tzw. frakcja Fujian. To też były osoby powiązane z Xi Jinpingiem, bo on przez 17 lat właśnie w Fujian – to prowincja położona nad Cieśniną Tajwańską – pełnił różne stanowiska i stamtąd do elity wojska był duży zaciąg. Ale jeżeli oni się za bardzo wzmocnili, to zaczęli wpływać na awanse, na kierunki wydatków zbrojeniowych, więc logika systemu leninowskiego – a Chiny w dużej mierze nim są – nakazuje wyeliminowanie takiej grupy.

Bo zagraża przywódcy?

Choćby potencjalnie, a więc wyeliminować ich trzeba profilaktycznie, zanim przerodzą się w coś groźnego. Dlatego Xi wyczyścił całą tę frakcję jesienią 2025 roku, odwołał m.in. zastępcę szefa CKW He Weidonga i wyrzucił go z partii. Po czym znowu okazało się, że jak pozbył się ludzi związanych z marynarką, to siły lądowe właściwie mają w Komisji i innych departamentach monopol na nominacje, na transfery funduszy. No to trzeba było z kolei ich pozycję ograniczyć…

W latach 80. w PRL to się nazywało „cięcie po skrzydłach”…

To był chyba ten drugi element, po walce z korupcją, czyli dynamika balansowania pomiędzy poszczególnymi frakcjami. Ale dochodzi trzeci element, czyli kwestia zgody bądź braku przyzwolenia na ewentualny atak na Tajwan lub przynajmniej wywołanie kryzysu w Cieśninie Tajwańskiej. Panuje przekonanie, że to był powód ogłoszenia w styczniu rozstania z generałem Zhang Youxia, ostatnim wiceprzewodniczący CKW, który miał dokonać „poważnych naruszeń prawa”. To o tyle ciekawy przypadek, że już ich ojcowie – jego i Xi – znają się od lat 40. XX wieku, gdy służyli w jednej armii w czasie chińskiej wojny domowej, a takie klanowe więzi znaczą w Chinach bardzo wiele. Tymczasem w oficjalnym komunikacie wprost napisano, że podważał on „system odpowiedzialności przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej”.

Czytaj także Xi Jinping i największa czystka w chińskiej armii od dekad Jakub Majmurek rozmawia z Adrianem Broną

Co to znaczy?

To znaczy, że w CKW o wszystkim decyduje Xi Jinping i należy się z nim zawsze zgadzać. Co było przedmiotem sporu, tego mogą nie wiedzieć nawet członkowie Biura Politycznego, bo z wojska naprawdę mało co wycieka. Niemniej Zhang Youxia to jeden z ostatnich generałów, którzy brali udział w przegranej wojnie z Wietnamem na przełomie lat 70. i 80. Ma realne doświadczenie bojowe, ale ono mogło też go prowadzić do wniosku, że ewentualna wojna z Tajwanem to naprawdę nie jest szczęśliwy pomysł, a jakiś poważny kryzys może wywrócić trwający pół wieku proces chińskiej modernizacji; być może też sprzeciwiał się aż tak głębokim czystkom w siłach zbrojnych.

Obok wojskowych posady i nieraz wolność tracą też technokraci. Kilka lat temu zaciąg do partii menadżerów z branży OZE, produkcji satelitów czy sztucznej inteligencji – a nie, jak kiedyś, tylko od lania betonu i wytopu surówki – dawał nadzieję na większy pragmatyzm i fachowość władzy. Czym zawinili? Jak np. odwołany burmistrz Chongqingu, tego gigantycznego miasta z pociągiem, co wjeżdża do budynku…

Trudno znaleźć generalną zasadę, która organizowałaby czystkę w różnych regionach. Widzimy, że działaczy partii usuwa się dosyć równomiernie w całym kraju, choć oczywiście są regiony, gdzie więcej z nich ląduje w postępowaniach dyscyplinarnych. Tak jest np. w Xinjiangu, gdzie przez wiele lat rządził najważniejszy nowy technokrata, Ma Xingrui czy właśnie we wspomnianym Chongqingu, gdzie załamała się błyskotliwa kariera Hu Henghua. Odwoływani są zarówno ci politycy najwyższego szczebla, których rotuje się między prowincjami, jak i ci niżej, głęboko zakorzenieni w polityce lokalnej. Bo w Chinach do pewnego poziomu polega się na lokalnych działaczach, ale już w stałym komitecie prowincji stanowiska dzieli się mniej więcej pół na pół.

Fot. Official White House/ Daniel Torok, domena publiczna

Jedni stamtąd, drudzy przywiezieni w teczce?

Tak, żeby wprowadzić trochę dynamizmu do tych regionów. Ze stanowisk leci jedna i druga grupa, więc odnoszę wrażenie, że tu nie chodzi o wynajdowanie pojedynczych przypadków nielojalności wobec przywódcy, tylko naprawdę o głęboką czystkę, która prowadzona właściwie w trybie ciągłym. Kiedyś kampanie antykorupcyjne zaczynały się i kończyły, jak np. w aparacie bezpieczeństwa przed poprzednim zjazdem – usuwano wtedy dużo prokuratorów, sędziów czy policjantów. Teraz tnie się na wszystkich szczeblach, bez względu na sektor.

Ale po co?

To stało się sposobem zarządzania partią. Xi Jinping musiał dojść do wniosku, że zamiast tworzyć bardziej efektywne mechanizmy sprawdzania czy kontrolowania podwładnych – jak oświadczenia majątkowe, nie mówiąc już o społeczeństwie obywatelskim – trzeba sterować partią poprzez strach. I odwoływać lub nawet zamykać do więzień osoby, które w jakiś sposób mu się narażą.

Że grają przeciw niemu czy że kradną?

To może być kwestionowanie decyzji Xi, nawet nie jego osobiście, ale np. ludzi, których mianował. To mogą być tradycyjne malwersacje, ale też błędy w polityce gospodarczej. Np. wykorzystywanie regionu, żeby zbudować osobisty prestiż. Były już przypadki polityków, którzy budowali gigantyczne lotniska, dworce kolejowe za 3 miliardy dolarów albo kurorty narciarskie, żeby ich dostrzegli nie tylko przełożeni w prowincji, ale nawet kierownictwo w Pekinie. I potem byli usuwani, bo przeinwestowali.

Krótko mówiąc, dużo się dzieje, a najbliższy zjazd ogólnokrajowy KPCh przyniesie największe przetasowanie elit partyjnych od zakończenia rewolucji kulturalnej Mao w połowie lat 70. Xi najwyraźniej uznał, że tak trzeba postępować, aby partia nie zgnuśniała, nie stała się partią tłustych kotów.

To też nasuwa skojarzenia ze stalinowskim Związkiem Radzieckim…

Na obecną politykę lidera wobec partii mogły wpłynąć wydarzenia z już zamierzchłych czasów okołocovidowych i to, co się działo przed XX zjazdem, w 2022 roku. Wtedy po raz pierwszy, od kiedy doszedł do władzy, widać było pewne oznaki jego słabości. Pojawiała się publiczna krytyka, oczywiście nie w państwowych mediach, ale w społecznościowych już tak – ze strony ważnych osób w państwie, które potem, co prawda, lądowały w więzieniu. Politycy bliscy Xi zaczęli tracić stanowiska, byli przesuwani na funkcje przedemerytalne, np. wiceprzewodniczących komisji parlamentarnych.  

Ale przetrwał na czele partii.

Przetrwał, a pomogła mu bardzo wizyta Nancy Pelosi na Tajwanie w sierpniu 2022 roku, na 3 miesiące przez zjazdem. To dzięki zaostrzeniu kursu wobec Amerykanów wyszedł z niego bardzo wzmocniony, w całym komitecie Biura Politycznego ma już właściwie tylko sojuszników i protegowanych, nie ma tam nikogo, kto awansowałby bez jego wsparcia. Tak naprawdę nikt już nie kwestionuje jego władzy: i w samych Chinach, i poza nimi jedyne, o czym się mówi, to czy Xi Jinping będzie rządził do śmierci, czy do momentu, kiedy sam odda władzę. A jednak tamten moment przejściowej słabości, zachwiania jego dominacji, wyrobić w nim musiał przekonanie, że trzeba tę partię czyścić regularnie i bezwzględnie, żeby po prostu utrzymać władzę.

Fot. Official White House/ Daniel Torok, domena publiczna

Jak takie zarządzanie biurokracją, wojskiem i partią przez strach, poprzez permanentną czystkę, przekłada się na realizację polityk publicznych? Chiny mają do rozwiązania masę gigantycznych problemów i procesów do przeprowadzenia, od demografii przez walkę o przewagi technologiczne z resztą świata aż po transformację energetyczną. Jeśli sekretarze, dyrektorzy ani menadżerowie nie znają dnia ani godziny, to chyba nie ułatwia sprawy?

Na dłuższą metę będzie to problematyczne, co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, Xi Jinping pozbywa się z reguły ludzi na samym szczycie, czyli najbardziej doświadczonych. Za większością pokolenia generałów, którzy byli niewygodni, poleciał cały szereg i protegowanych, też wyższych oficerów. Ludzi z wielkim doświadczeniem, szkolonych kosztem mnóstwa czasu i często pieniędzy, jak w przypadku lotników, specjalistów wojsk rakietowych czy komandosów. Inaczej mówiąc, pozbywają się ludzi, w których wiele zainwestowano i którzy mogliby przynieść Chinom wiele pożytku.

A ci, co zostaną?

Niepewność niekoniecznie dyscyplinuje. Spodziewam się, że poziom centralny władzy może ogarnąć ta sama logika, którą dziś widzimy na szczeblu prowincjonalnym i niższym, gdzie rotacja zawsze była bardzo wysoka. Niekoniecznie chodziło o utratę stanowisk ze względów dyscyplinarnych, tylko tradycję, że np. gubernator powinien porządzić 3-4 lata i przechodzić do innego regionu, żeby tam się sprawdzić. Efektem był wizerunek Chin niespójny z tym, jak polityka chińska rzeczywiście wygląda.

My widzimy na szczycie Xi Jinpinga, który rządzi już prawie 14 lat i kilka osób w Stałym Komitecie Biura Politycznego, które też się rzadko zmieniają. Ale nie widzimy, że pod spodem jest ciągła rotacja ludzi, którzy często przychodzą na stanowisko niezwiązane ani z regionem, z którego pochodzą, ani z branżą, z którą mieli dłużej do czynienia. Nie mają więc ani żadnego emocjonalnego związku z tym miejscem, a często brakuje też kompetencji. Zaczynają więc kombinować: jak się wykazać wobec władz centralnych i jak zachachmęcić na boku, póki jest taka możliwość. Z tego wynikają te projekty na pokaz albo mało praktyczne: rozliczają gubernatora z prowincji z rozwoju OZE, to nastawia mnóstwo wiatraków. Części z nich nie zdoła podłączyć do sieci, ale skoro go za chwilę przeniosą gdzie indziej, to już problem jego następcy. No i trzeba się dorobić, wyprowadzić fundusze w jakieś ukryte miejsce, póki jest taka możliwość. 

Czytaj także Klimatyczny Lewiatan, Behemot, X lub Mao – kto wygra walkę o przyszłość? [rozmowa] Jakub Majmurek

I jak to się ma do tych wielkich projektów?

Są kwestie – transformacja energetyczna do nich należy – które są wyjęte spod walk frakcyjnych. Panuje konsensus, że trzeba mocno inwestować w odnawialne źródła energii, że to jest przyszłość gospodarki, bo pozwala na uniezależnienie się od świata zewnętrznego. A to jest dla Pekinu lejtmotyw: możemy sami wyprodukować panele słoneczne, wiatraki i turbiny, które będą napędzały samochody elektryczne rodzimej produkcji. I nie potrzebujemy wtedy ani Zatoki Perskiej, ani państw afrykańskich, ani Rosji, nie mówiąc o Ameryce. Co nie oznacza, że ta permanentna rotacja nie będzie miała wpływu: mówiłem o przykładach marnotrawstwa funduszy. Ale kierunek na OZE jest jednoznaczny, może nawet przyspieszą transformację energetyczną, choć wydaje się to trudne do wyobrażenia, skoro  w samym ubiegłym roku ilość mocy zainstalowanych w OZE w Chinach była większa niż całkowita moc OZE Stanów Zjednoczonych.

Czy możemy założyć, że co najmniej do jesieni 2027 wojny z Tajwanem nie powinniśmy się obawiać?

Sądzę, że nawet do wiosny 2028 roku, kiedy po zjeździe KPCh wybierane będą władze państwowe. Do tego czasu na poziomie działań będziemy mieli to, co Chińczycy nazywają „strategiczną stabilizacją”, czyli próbami niepogorszenia stosunków z USA przy założeniu, że czas i tak działa na korzyść Chin. Natomiast od strony retorycznej i gestów można się spodziewać wręcz zaostrzenia, od buńczucznych przemówień po kolejne manewry wojskowe i częstsze naruszenia tajwańskiej przestrzeni powietrznej przez samoloty. Bez wątpienia utrzyma się agresywna retoryka wobec Japonii, której premier Sanae Takaichi nie jest dobrze oceniana w Pekinie. No i zobaczymy, co z Unią Europejską, w której trwa przecież intensywna debata o protekcyjnej wobec Chin polityce przemysłowej.

Nie mówiliśmy jeszcze o Rosji – jak na tle wizyty prezydenta USA wypadła wizyta Władimira Putina w Pekinie? Była wspólna deklaracja krytykująca USA za wojnę w Iranie i napaść na Wenezuelę i Unię Europejską za militaryzację. Ale czy to dla Chin coś więcej niż rytuał? A może tak samo jak w przypadku Amerykanów, Xi Jinping intensywnie „sprzątający” wojsko i partię, ma teraz ważniejsze sprawy na głowie niż „sojusze bez granic” i partnerstwa na wysokim poziomie?

Z perspektywy Chin Rosja jest równie ważnym partnerem co USA, przy czym natura tych relacji jest zupełnie inna. USA to istotny partner gospodarczy, ale równocześnie strategiczny rywal. Rywal, który nie tylko stanowi zagrożenie dla interesów Pekinu na arenie międzynarodowej, ale jest także – od czasu do czasu – oskarżany o chęć zmiany reżimu w Chinach. Rosja z kolei jest wyraźnie mniej znaczącym partnerem gospodarczym, ale za to niesamowicie ważnym politycznie. Poza nią Chiny nie mogą liczyć na żadne inne mocarstwo, nawet regionalne, jeśli chodzi o konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi. Budowane od dekad zaufanie pomiędzy Pekinem i Moskwą procentuje, a swoje strategiczne partnerstwo od lat określają „koordynacyjnym”. Nie ma w tym chyba dużej przesady, gdy podliczymy liczbę delegacji politycznych, gospodarczych, wojskowych i innych, udających się w bilateralne wizyty.

Ale czy ta wizyta Rosjan wniosła coś nowego? Gdyby ją zestawić z tą amerykańską?

Mimo że była tylko wizytą roboczą, to Putin został przywitany z porównywalną pompą co Donald Trump. Chińska delegacja biorąca udział w rozmowach dwustronnych z Rosją była wyższej rangi niż w przypadku spotkania z Amerykanami. Pewną wisienką na torcie było zaś podpisanie około 40 umów, podczas gdy Trump wyjechał tylko z ustnymi ustaleniami. Oczywiście możemy kwestionować, w jaki stopniu postanowienia tych dokumentów będą realizowane. Możemy też zwrócić uwagę, że Moskwa nie dostała tego, na czym najbardziej jej zależało – jednoznacznej deklaracji odnośnie realizacji projektu gazowego Siła Syberii 2. Możemy, w końcu, wskazywać na różne problemy w relacjach między oboma państwami, które jak najbardziej istnieją. Nie zmienia to jednak ich strategicznej kalkulacji: wspólnota interesów jest niesamowicie silna, a kwestie sporne to tylko didaskalia.

**
Adrian Brona – pracownik Zakładu Chin Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalizujący się w polityce wewnętrznej i zagranicznej Chin. Prowadzi Substacka „Korytarze Pekinu”.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x