Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Kolonializm zostawia ślady

Choć powieści Louise Erdrich i Bea Vianen dzieli blisko pół wieku i kontekst społeczno-polityczny – „Okrągły dom” rozgrywa się w rezerwacie Odżibwejów, „Surinamie, to ja” w byłej holenderskiej kolonii – obie można czytać w podobnym kluczu.

ObserwujObserwujesz
Side-profile of a woman speaking into a microphone at an event, with a blurred audience in the background
Walka

Louise Erdrich, Okrągły dom, przeł. Agnieszka Walulik, Art Rage 2026

Fundamenty domu moich rodziców zostały zaatakowane przez małe drzewka.

Jest wiosna 1988 roku w rezerwacie Odżibwejów w Dakocie Północnej. Trzynastoletni Joe i jego ojciec usiłują wyplewić drzewka i jest to ostatni dzień, kiedy rodzina chłopca jest szczęśliwa. Tego dnia fundamenty życia rodziny zostaną zaatakowane w dużo bardziej brutalny sposób – jego matka padnie ofiarą gwałtu i cudem uniknie śmierci. Ojciec i syn będą chcieli odnaleźć sprawcę. To wątek kryminalny tej historii, która ostatecznie przerodzi się w opowieść w stylu Zbrodni i kary.

Będzie to także rzecz o dorastaniu chłopców w rezerwacie, w którym wiele osób dotyka bieda, przemoc w rodzinie, uzależniania. Joe i jego najbliżsi koledzy już zetknęli się z alkoholem, papierosami, używkami, pornografią, umieją jeździć samochodami, skombinować prawo jazdy… I nie chodzi o to, że są jakoś szczególnie zdemoralizowani, takie są po prostu realia.

Ojciec Joego jest sędzią plemiennym, wykształconym prawnikiem, wybranym do tej funkcji przez radę plemienia. Zakres spraw, którymi się zajmuje, nie jest zbyt wielki, ale uważa, że jest to ważna część autonomii jego ludu, o którą należy dbać i wzmacniać. Matka jest urzędniczką i jej zadaniem jest ustalanie, kto może być oficjalnie członkiem plemienia. Najczęściej trzeba mieć przynajmniej 1/4 krwi przodków. Autorka (poznaliśmy ją już dzięki powieści Rzeka Czerwona) ma korzenie niemieckie, francuskie oraz odżibwejskie i oficjalnie należy do plemienia Odżibwejów. Jest jedną z najbardziej znanych rdzennych pisarek i laureatką nagrody National Book Award (2012) właśnie za tę powieść.

Czytaj także Vibe, rolnictwo i antropologia drugiej dekady [o książkach Latronico i Erdrich] Kinga Dunin

Okrągły Dom to święte miejsce, stara budowla, gdzie odbywają się zgromadzenia i obrzędy religijne, pochodzi jeszcze z czasów, gdy rdzenne religie były zakazane, a zgromadzenia odbywały się pod płaszczykiem spotkań chrześcijańskich. Poza problemami społecznymi, które dotykają mieszkańców, widzimy więc też wciąż funkcjonujące pozostałości dawnej kultury – mity, ceremonię oczyszczenia, związki klanowe, doroczne tańce powwow, zwierzęta, które są nadal ważnymi symbolami i przewodnikami duchowymi.

Kluczowy w powieści jest jednak problem prawny – nakładanie się na siebie trzech różnych jurysdykcji: prawa plemiennego, federalnego i stanowego. Granice między nimi są niejasne, a to wiąże się też z tym, kto może być sądzony – biali nie podlegają prawu plemiennemu obowiązującemu w rezerwacie. Do tego dochodzi zwyczajowe, tradycyjne prawo plemienne i uniwersalna ludzka etyka – o ile taka istnieje. Ten galimatias norm ma swoje znaczenie dla przebiegu akcji i jednocześnie odbija historyczne, kolonialne zaszłości. Fundamentem prawa amerykańskiego dotyczącego rdzennych mieszkańców jest orzeczenie Sądu Najwyższego z 1823 roku, w którym powoływano się na średniowieczne „prawo odkrywcy”. Dzięki niemu europejski zdobywca zyskiwał prawo posiadania zajętych terytoriów pogańskich i suwerenną władzę nad nimi.

Z kolei tradycyjne prawo, mające oparcie w mitologii, pozwala na wyeliminowanie osoby, która utraciła swoje człowieczeństwo, stała się wcieleniem zła. Jednak nie jest ono nieomylne. Autorka nie daje nam w swojej powieści prostych odpowiedzi, a kwestia funkcjonowania „rezerwatów” (mam problem z tym słowem), rdzennych kultur i języków we współczesnej Ameryce jest naprawdę bardzo złożona.

Czytaj także Głos czy suwerenność? Australia spiera się o dekolonizację Dominik Sipiński

Jeśli zainteresował was ten problem, to polecam bardzo ciekawy reportaż sprzed kilku lat, wydany przez Czarne w serii amerykańskiej: Witajcie w rezerwacie. Indianin w podróży przez ziemie amerykańskich plemion Davida Treuera (także Odżibwej). A także – może widzieliście film Martina Scorsese z Leonardo DiCaprio i Robertem De Niro?inny ciekawy reportaż, Czas krwawego księżyca.

Bea Vianen, Surinamie, to ja, przeł. Bożena Czarnecka, Art Rage 2026

Rozpadający się drewniany mostek. Po obu stronach parę migdałowców o rozłożystych gałęziach, pnie nachylone ku kanałowi. Pasat delikatnie szarpie ciemnozielone owalne liście i kawałek papieru w jej ręce. Dziewczyna czyta adres, numery nędznych chatek przed nią i zaczyna się bać.

O Surinamie wiedziałam niewiele – że była to kolonia holenderska, która uzyskała niepodległość w latach 70. i bardzo wielu Surinamczyków przyjechało do Holandii, co wcale Holendrów nie zachwycało. Teraz, także dzięki posłowiu tłumaczki, wiem więcej, choćby – co to znaczy wielu? Był to exodus ok. 1/3 populacji – co prawda niewielkiej, Surinam jest najmniejszym krajem Ameryki Południowej. I chyba najbardziej wieloetnicznym. W czasach kolonialnych zwożono tam niewolników z Afryki, potem sprowadzano kontraktowych pracowników z Jawy i Indii, traktowanych właściwie jak niewolnicy, przyjeżdżali Chińczycy, była spora populacja Kreolów. Pozostała też niewielka grupa rdzennych mieszkańców. I dzisiaj mieszkańcy identyfikują się przede wszystkim ze swoją grupą etniczną i religijną. Językiem urzędowym jest holenderski, wspólnym dla wszystkich, codziennym jest sranan tongo, kreolska mieszanka holenderskiego i angielskiego, a poza tym funkcjonuje cała masa lokalnych języków.

Bea Vianen jest pisarką surinamską, ale oczywiście pisząca po holendersku, z lokalnymi akcentami językowymi. Urodziła się w rodzinie mieszanej: ojciec pochodzenia afroeuropejskiego, matka Hinduska. Z Surinamu wyjechała na studia do Holandii w latach 50., a powieść, która w Polsce nosi tytuł Surinamie, to ja, ukazała się w roku 1969. Czyli była głosem z kolonii, a teoretycznie z autonomicznej republiki należącej do Korony. Vianen mieszkała później w rożnych krajach, choć głównie w Holandii, nigdy nie tracąc kontaktu z Surinamem, gdzie umarła w roku 2019.

Czytaj także Dekolonizacja stała się alibi dla przemocy Slavoj Žižek

Jej powieść, z wyraźnymi elementami autobiograficznymi, opowiada historię dorastania szesnastoletniej Sity, hinduski, po śmierci matki wychowywanej przez milczącego, niedostępnego i nierozumiejącego jej ojca. Poszukuje informacji o swoim dziadku i babci, ale jest ich tyle co nic. Nieco mitologizowany przez nią dziadek po prostu porzucił rodzinę i wrócił do Indii. Tacy ludzie jak on mieli numery w kartotece robotników kontraktowych, ale nie dane, dzięki którym można by ich odszukać. Ludzie tutejsi nie mają wielopokoleniowych historii rodzinnych, albumów z rodzinnymi zdjęciami, pamiątek. Separują się od innych grup, ustalają własne hierarchie.

Sita wikła się w związek z muzułmańskim młodym mężczyzną, niewiele wartym. Dusi się w społeczeństwie patriarchalnym, kontrolującym kobiety, podzielonym na odseparowane grupy, niedającym perspektyw. Ostatecznie okaże się podobna do dziadka, który chyba po prostu uciekł od kłopotów, nie licząc się z rodziną.

Co łączy te dwie powieści – Erdrich i Vianen? Obie można czytać w szerokim kluczu literatury postkolonialnej, czyli opisującej społeczności ukształtowane przez doświadczenia kolonializmu. Nawet jeśli Vianen opisuje czasy przed uzyskaniem niepodległości, a Eldrich dalekosiężne skutki kolonializmu osiedleńczego. Ostatecznie gdyby nie kolonializm i imperializm europejski, nie istniałaby rezerwaty ani Surinam w jego dzisiejszym kształcie.

A czy potrafiłybyśmy wyobrazić sobie historię alternatywną? Co by było, gdyby Europejczycy zostawili odkryte terytoria i obce ludy w spokoju? Królestwo Beninu pobiłoby Afrykę? A może Afryka wyglądałaby tak jak u Marlona Jamesa? Odżibweje wypaliliby fajkę pokoju z Aztekami? Syberia (jakucka) to byłaby Sacha? Gdybyśmy, zamiast podbojów, nawiązywali pokojowe kontakty, do jakich fenomenów kulturowych by to doprowadziło? To prawdziwa kopalnia pomysłów dla inteligentnej fantastyki.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x