Unia Europejska

Oto Zdeněk Hřib, burmistrz-Pirat, który postawił się Rosji, Chinom i… własnemu rządowi

Fot. rafal.trzaskowski/facebook.com, Wikimedia Commons. Edycja KP.

Bratysława, Budapeszt, Praga i Warszawa podpisały Pakt Wolnych Miast i przeciwstawiły się polityce zagranicznej własnych państw. Teraz negocjują z Brukselą bezpośrednie pozyskiwanie środków unijnych – bez pośrednictwa władz centralnych. „Stolice Wyszehradu nie chcą być karane za to, że władze tego czy innego kraju łamią konstytucję, defraudują unijne dotacje czy nie wierzą w ocieplenie klimatu”, mówi Krytyce Politycznej prezydent Pragi Zdeněk Hřib.

Swoje pierwsze wybory polityczne przegra. Niedoszły radiolog z dyplomem medycznym Uniwersytetu Karola i manager cyfryzacji w sektorze zdrowia Zdeněk Hřib bez powodzenia wystartuje w wyborach samorządowych w 2014 roku.

Zaledwie cztery lata później wygra prawybory w Partii Piratów i zostanie jej kandydatem na prezydenta czeskiej stolicy w wyborach samorządowych w 2018 roku. Hřib zgarnie ponad 75 tysięcy głosów i poparciem koalicyjnych partnerów zostanie prezydentem Pragi, odbijając miasto z rąk dominującej w kraju populistycznej partii ANO premiera Andreja Babiša.

W 2019 roku prezydenci czterech stolic krajów Grupy Wyszehradzkiej – Czech, Słowacji, Polski i Węgier – podpisali tzw. Pakt Wolnych Miast, alternatywny sojusz polityczny w regionie Europy Środkowej. Wolne Miasta deklarują pracę na rzecz wartości demokratycznych i proeuropejskich, wspólną walkę z kryzysem klimatycznym, ekspansją prawicowych populizmów oraz kryzysem liberalnej demokracji.

Krytyka Polityczna zaprasza na rozmowę z prezydentem Pragi z Partii Piratów.

Sławek Blich: Jaka była pana reakcja po ogłoszeniu wyników tegorocznych wyborów prezydenckich w Polsce?

Zdeněk Hřib: Ze zrozumiałych względów byłem rozczarowany.

Udzielił pan poparcia Rafałowi Trzaskowskiemu. Nagrał pan wideo, w którym po czesku i po polsku mówi, że trzyma za niego kciuki.

Rafale, držím palce!

Nastal čas na změnu! V Polsku dnes začaly prezidentské volby a jedním z kandidátů je varšavský primátor Rafał Trzaskowski. Má mou plnou podporu. Sdílíme totiž podobný pohled na svět. To nás také vedlo minulý rok s Rafalem Trzaskowskim a kolegy z Budapeště a Bratislavy k podepsání Paktu svobodných měst, v rámci kterého jsme se mimo jiné přihlásili k hodnotám demokracie a humanismu a vymezili se proti populismu. Demokracie se zrodila v antických polis, městských státech. Města jsou prostorem, kde se i dnes skutečně řeší problémy občanů bez velkých odosobněných ideologií z celostátní politiky. Věřím, že je tento přístup příslibem pro změnu i na úrovni celé společnosti. Rafale, držím palce! 👍

Opublikowany przez Zdeněk Hřib – primátor Prahy Sobota, 27 czerwca 2020

Z Trzaskowskim łączy mnie nie tylko funkcja polityczna, ale i wspólnota wartości i podobne poglądy na świat. Mówiłem, że w Polsce potrzebna jest polityczna zmiana. Niestety z minimalną przewagą wygrały siły antyliberalne, którym obaj się z Rafałem przeciwstawiamy.

Co o polskich wyborach mówiły praskie elity polityczne? Jakie obrazy docierały do liderek i czołowych polityków Czech?

Sporo mówiło się o tym, jak traktowały Trzaskowskiego media państwowe. Nie mogłem uwierzyć, póki nie zobaczyłem na własne oczy, że wasza publiczna telewizja naprawdę wyemitowała materiał pod tytułem Czy Trzaskowski spełni żydowskie żądania. Przecież to kompletnie pomylone.

Docierały też informacje o „strefach wolnych od LGBT”. To wszystko składa się w obraz szaleńczych, antyliberalnych sił rządzących dziś Polską.

Trzaskowski po podpisaniu Paktu Wolnych Miast mówił: „Gdy część rządów podważa fundamenty liberalnej demokracji czy udaje, że kryzysu klimatycznego nie ma, sprawy w swoje ręce musimy brać sami”.

Inicjatorem Paktu i jednocześnie inspiracją dla nas jest Gergely Karácsony, burmistrz Budapesztu. Na Węgrzech sytuacja jest jeszcze gorsza niż w Polsce. Dla zwycięstwa Karácsonya kluczowe było zjednoczenie sił na opozycji. Niełatwy i bolesny proces. Ale rezultat był tego wart. Podobna rozmowa czeka dziś wszystkie kraje Wyszehradu.

Opozycja bierze węgierskie miasta. Pomogło zjednoczenie (i jeden skandal)

Premier Czech Andrej Babiš komentował, że Pakt Wolnych Miast zrobiliście „tylko dla zabawy”. Że to niepoważna inicjatywa.

Od długiego czasu o widoczność w Europie stara się osobliwy sojusz rządów państw Europy Środkowo-Wschodniej: od czeskich postkomunistycznych biznesmenów-oligarchów przez polskich klerofaszystów i słowackich politycznych mafiozów uwikłanych w morderstwo dziennikarza Jána Kuciaka aż po konserwatywnych nacjonalistów z Węgier.

Nam chodziło o to, by pokazać, że stolice, którymi rządzimy, ich obywatele i obywatelki, hołdują innym wartościom i mają w kluczowych sprawach inne zdanie.

W jakich na przykład?

Inaczej patrzymy na demokrację, prawa człowieka, różnorodność kulturową, rządy prawa.

Co konkretnego osiągnęliście przez pół roku od czasu podpisania Paktu?

Ściśle współpracujemy z burmistrzami V4. Uczestniczyliśmy w kilku wspólnych inicjatywach politycznych opartych na zielonych, liberalnych i postępowych wartościach. W czerwcu wysłaliśmy list otwarty do Rady Europejskiej, w którym podkreśliliśmy potrzebę odbudowy gospodarczej po pandemii COVID-19 i zadeklarowaliśmy pełne poparcie dla Europejskiego Zielonego Ładu. W lipcu podobny list wystosowaliśmy do kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Czy Zielony Nowy Ład zbawi Europę?

czytaj także

Wzywacie UE do udostępniania środków waszym miastom – z pominięciem rządów centralnych.

Jeśli chodzi o negocjacje w sprawie ram finansowych UE na lata 20212027, to naszym celem jest zapewnienie miastom narzędzi niezbędnych do realizacji ambitnej polityki klimatycznej. Z naszymi partnerami szukamy sposobów na zapewnienie miastom bezpośredniego dostępu do finansowania z UE z pominięciem narodowych kopert.

To jest legalne? Da się obejść koperty?

Istnieją już mechanizmy i programy skierowane bezpośrednio do regionów. Nasza propozycja wpisuje się w działania największej europejskiej sieci miejskiej EUROCITIES, a także Europejskiego Komitetu Regionów. Koperty narodowe oczywiście pozostaną. Nie zamierzamy ich eliminować. To, co zrobić chcemy, to ulepszyć prawodawstwo i zdecentralizować mechanizmy finansowania w ramach finansowych UE. Pracujemy nad poszerzeniem dostępu miast do środków i zasobów spoza kopert narodowych. Bez zbędnego pośrednictwa.

Od strony formalnej i dyplomatycznej wszystko gra. Ale porozmawiajmy o polityce. Nie chcecie czekać, aż Kaczyński czy Babiš sami zainteresują się katastrofą klimatyczną, prawda?

Domagamy się, żeby na implementację strategicznych projektów rozwojowych w naszych miastach nie wpływało to, że ten czy inny rząd łamie konstytucję, defrauduje unijne dotacje czy nie wierzy w ocieplenie klimatu.

Piraci z Wyszehradu – ostatnia nadzieja antyestablishmentu

A nie jest tak, że zamożniejsi, kosmopolityczni mieszkańcy Warszawy czy Pragi mają po prostu więcej wspólnego z podobnymi sobie klasowo berlińczykami czy paryżanami, a nie z mieszkańcami Ústí nad Labem czy Suwałk? I dlatego łatwiej im się dogadać co do wartości? Wasi krytycy powiedzą, że zamykacie się na krajobraz społeczny poza metropoliami i tylko gadacie o wartościach, a tak naprawdę nie potraficie wygrać wyborów jak Babiš czy Orbán.

Sam nie pochodzę z Pragi, tylko z morawskiego miasteczka Slavičín, liczącego 6500 mieszkańców. Dorastałem w Zlínie. Zdaję sobie sprawę, że między stolicą a resztą kraju istnieją spore różnice. A także że są politycy, którzy uparcie pogłębiają je swoją populistyczną retoryką. W każdym razie nie możemy dopuścić, żeby stolicę przeciwstawiano reszcie kraju.

Jeśli zaś chodzi o Unię Europejską, to jednym z jej podstawowych problemów jest to, że wiele osób nadal nie rozumie, co ona tak naprawdę dla nas robi i do czego służy.

Deficyt wiedzy.

Tak. My chcemy skrócić drogę z Brukseli do zwykłych mieszkańców i mieszkanek europejskich regionów.

Ale co Suwałki i Ústí nad Labem będą miały z tego, że Warszawa i Praga dostaną kasę z Nowego Zielonego Ładu?

To proste – mechanizm solidarystyczny jest wpisany w sukces metropolii. Duże miasta to ośrodki technologiczne, handlowe i intelektualne. Zgoda, występuje w nich większe poparcie dla wartości liberalnych i postępowych, a więc i większa gotowość do wdrażania takich polityk. Dlatego bezpośrednie finansowanie miast z UE może wspierać nowoczesną politykę zrównoważonego rozwoju, zieloną odbudowę gospodarczą po pandemii COVID-19, cyfryzację administracji publicznej i tym podobne.

Stolice łączą zatem nie tylko wartości, ale i pieniądze. Metropolie są motorem gospodarczym państw. Praga tworzy ponad 25 proc. PKB Czech, a z budżetu dostaje około 7 proc. Reszta wartości wraca do regionów i finansuje ich rozwój. Nie jest uwięziona w metropoliach, a inwestycje, nowoczesna polityka i liberalne wartości ostatecznie rozlewają się na regiony i mniejsze miasta. Władzom centralnym nie powinno opłacać się zabijanie kur, które znoszą złote jajka.

Skoro już jesteśmy przy zabijaniu, to przygotowałem listę państw i osób, którzy pana nienawidzą.

Jest długa?

Nieco przerażająca. Ale zacznijmy od premiera Czech Andreja Babiša. Jego zdaniem nie ma pan pojęcia o polityce zagranicznej i powinien się pan skupić na problemach miasta.

Po którymś ze spotkań ze mną premier Babiš powiedział, że Praga nie dostanie już od państwa ani jednej korony. Potem powtarzał w wywiadach, że spotkania ze mną wywołały u niego traumę.

Jego stronnicy zarzucają panu, że poświęca pan zbyt dużo uwagi polityce zagranicznej, co nie leży w pana kompetencjach.

Poza cyfryzacją, informatyką i sprawami wewnętrznymi, polityka i stosunki zagraniczne, z UE i poza nią, należą do oficjalnie wyznaczonych mi obszarów odpowiedzialności. Dlatego mam mandat do zajmowania się tymi sprawami zagranicznymi, które dotyczą interesów Pragi.

W lutym 2020 przegłosowaliście zmianę nazwy placu, przy którym mieściła się rosyjska ambasada w Pradze. Przemianowaliście go na plac Borisa Niemcowa – liberalnego polityka opozycyjnego zamordowanego w centrum Moskwy przez nieznanych sprawców. Czy pan nie wie, czym grozi trollowanie Rosji?

Dotrzymywaliśmy tylko obietnicy przedwyborczej. Mówiliśmy, że miasto będzie bliżej mieszkanek i mieszkańców Pragi. W przypadku Niemcowa otrzymaliśmy petycję obywatelską od domagających się przemianowania placu. Nie znaleźliśmy ku temu żadnych formalnych przeszkód.

I nie wiedzieliście, że Rosja wścieknie się, że jej ambasada będzie teraz miała adres przy placu Niemcowa.

Problem nie polega na tym, kim był Boris Niemcow.

A na czym?

Problem pojawia się, dopiero kiedy na drodze samorządności stają państwa czy ludzie, którzy nie rozumieją, czym jest demokracja lokalna. Niektóre współczesne reżimy funkcjonują jak anachroniczne dyktatury. Rządzi jeden chłop i chce o wszystkim decydować. Państwa jak Chiny czy Rosja organicznie nie są w stanie pojąć i uszanować idei wielopodmiotowości w mieście. Nie rozumieją, że ludzie mogą się dogadać, czy chcą mieć za rogiem taki czy śmaki pomnik.

26 kwietnia tego roku w tygodniku „Respekt” ukazał się artykuł, którego źródła twierdziły, że do Czech przybyć miał mężczyzna z rosyjskim paszportem dyplomatycznym i przemycić do kraju rycynę. Rosyjski dyplomata miał planować otrucie trzech polityków miejskich, w tym pana.

Plotki o zamachu okazały się dyplomatyczną tragifarsą. Sfabrykowane informacje o truciźnie powstawały w ambasadzie Federacji Rosyjskiej w Pradze. Preparowało je dwóch pracowników z paszportami dyplomatycznymi w ramach wewnętrznej walki o wpływy. Czeski rząd wydalił ich potem z kraju.

Między wirusem a rycyną. Jak rosyjski agent nie otruł (jeszcze) burmistrza Pragi

Ale wie pan, jest inna rzecz, która mnie skonsternowała. O sprawie z rzekomym dyplomatą przemycającym truciznę dowiedziałem się z mediów, nie od czeskich służb specjalnych czy dyplomatycznych. Co przedstawia co najmniej wątpliwe referencje niektórym pracownikom.

Dostał pan całodobową ochronę policyjną. Bał się pan o życie?

Choć sprawa z rycyną okazała się farsą, to w tym samym mniej więcej czasie dowiedzieliśmy się, że inny rosyjski dyplomata w Czechach próbował nielegalnie kupić amunicję do karabinów snajperskich. Przed aresztowaniem uchronił go tylko immunitet dyplomatyczny. Pyta pan, czy zagrożenie ze strony tych reżimów jest realne? Jak najbardziej. Jednak tak się składa, że ja nie jestem człowiekiem, który zmienia poglądy pod wpływem gróźb.

Jedźmy dalej. Powiesił pan na ratuszu flagę Tybetu i rozwścieczył tym Chiny. Potem wypowiedział pan umowę partnerską Pekinowi na korzyść Tajpej – stolicy Tajwanu walczącego o autonomię w chińskim imperium. Potępił pan też Chiny publicznie, nazywając je „niewiarygodnym partnerem”.

Wieszanie flagi Tybetu jest długą i piękną tradycją w Czechach. Przez wiele lat także żyliśmy pod kulturową i polityczną hegemonią innych, dlatego solidarność z Tybetem jest elementem naszej tradycji politycznej. Próbowaliśmy dyskutować o tym ze stroną chińską, ale ta nie była zainteresowana równą i opartą na szacunku umową.

Ale pokażę panu coś ciekawszego. To jest list, który napisał do mnie Dalajlama:

List Dalajlamy do Zdenka Hřiba. Fot. KP

Dalajlama pisze: „Wywieszanie flagi tybetańskiej nie powinno Chinom przeszkadzać. […] Pragnę nadmienić, że w latach 1954–1955 kilkukrotnie spotkałem się z przewodniczącym Mao. W czasie jednej z rozmów zapytał mnie, czy mamy w Tybecie narodową flagę. Chwilę się wahałem, ale odpowiedziałem w końcu twierdząco. Mao odpowiedział, że to dobrze. Ważne, żebyśmy ją wywieszali obok czerwonej flagi Chin. A więc może pan przekazać każdemu Chińczykowi, który będzie protestował przeciwko wywieszaniu tybetańskiej flagi, że ja dostałem na to pozwolenie od przewodniczącego Mao”.

Szkoda, że władze Chin nie posłuchały. Najnowsza kontrowersja z pana udziałem to podróż dyplomatyczna na Tajwan. Jako były stażysta medyczny i znany polityczny adwokat Tajwanu, dołączył pan do przewodniczącego Senatu oraz kontyngentu 90 przedstawicieli Republiki Czeskiej i poleciał do Tajpej. Spotkało się to z krytyką zarówno ze strony premiera Babiša, jak i prezydenta Czech Miloša Zemana. Nie wspominając o Chinach.

Bardzo sobie cenię, że przewodniczący Senatu zaprosił mnie do tej zagranicznej podróży. Tajpej to siostrzane miasto Pragi i chciałbym, żebyśmy jeszcze umocnili ten sojusz. Wyznajemy podobne wartości i wierzę, że możemy konstruktywnie współpracować w wielu dziedzinach, takich jak np. inteligentne technologie.

Porozmawiajmy o przyszłości. Stoimy przed pokoleniowym wyzwaniem: jak planować przyszłość, żeby zaspokoić potrzeby zarówno ludzi, jak i planety. To wymaga świeżego myślenia. Amsterdam swój plan oparł na modelu Doughnut Economics brytyjskiej ekonomistki Kate Raworth z Uniwersytetu Oksfordzkiego i współpracy z ekspertami. Czy pan ma w ratuszu jakiś team do spraw przyszłości?

Do 2026 roku zasadzimy milion drzew w Pradze. To realizowany już program i mój osobisty konik. Chcemy sadzić jak najwięcej przy ulicach i placach, żeby oczyszczać powietrze i neutralizować wyspy ciepła. Mamy w ratuszu stanowisko menadżera energetycznego. Zajmuje się on np. rozwojem fotowoltaniki. Kładzie panele słoneczne na dachy szkół i szpitali, pozyskując czystą energię. Prowadzimy pilotażowy program smart city. Dzięki cyfrowym technologiom chcemy kontrolować zapełnienie kontenerów na śmieci i planować ich wywóz.

A jak się pan odwróci, to zobaczy pan mapę Pragi rozciągniętą na całą ścianę. Jest na niej nowa linia metra, dokończenie obwodnicy, ale i wielkie tereny poprzemysłowe do zagospodarowania.

Prezydent Pragi Zdeněk Hřib. Fot. KP

Będziecie budować tam tanie mieszkania na wynajem jak Wiedeń?

Budowa przystępnych cenowo mieszkań na terenach poprzemysłowych w Pradze jest kluczem do rozwiązania kryzysu mieszkaniowego w czeskiej stolicy. I jest to priorytet dla mojej koalicji. Z perspektywy ratusza proces ten powinien przebiegać na trzech płaszczyznach. Po pierwsze, poprzez konstruktywny dialog z sektorem prywatnym. Po drugie, samo miasto powinno jak najszybciej rozpocząć budowę własnych mieszkań socjalnych. Wreszcie musimy odpowiednio zadbać o istniejące już zasoby mieszkaniowe w mieście.

A odpowiadając osobiście, naprawdę bym nie chciał, żeby moje dzieci musiały wyprowadzić się kiedyś z Pragi na przykład do Wiednia w poszukiwaniu dachu nad głową w sensownej cenie.

Na początku roku aktywiści wynajęli mieszkanie w kamienicy przy ulicy Jindřišskiej w Pradze, służące wyłącznie do krótkoterminowego wynajmu przez Airbnb. Na dwa dni zamieniono je w miejsce dyskusji o problemach z dostępnością mieszkań. Odwiedził pan to mieszkanie jako prezydent miasta. Dlaczego?

Bo chodzi o sprawę, którą uważam za jedną z najważniejszych dla miasta. Agresywny wynajem krótkoterminowy i niedostępność mieszkań na rynku mogą zeżreć miasto od środka. Ma to kilka praktycznych konsekwencji. Zabija planowanie. Nie da się w żaden sposób kontrolować przepływu i liczby turystów w mieście. Rosną nakłady związane z overtourismem, czyli brakiem balansu między liczbą odwiedzających a zasobami miasta. Coraz więcej kosztuje utrzymanie porządku i bezpieczeństwa, pogarsza się jakość transportu i infrastruktury miejskiej. Airbnb się oczywiście nie dorzuca.

Redaktorka A2larm.cz Apolena Rychlíková i prezydent Zdeněk Hřib podczas akcji działaczy lokatorskich w Pradze. Fot. Petr Zewlakk Vrabec

Nikt w naszej części Europy nie odważył się na to zamachnąć. Bo święte prawo własności.

Nieuregulowany wynajem krótkoterminowy rujnuje sąsiedzkość. Niszczy zaufanie. Airbnb w mgnieniu oka zmienia mieszkanie za ścianą w hotelowy pokój. Przewalający się tam nieznajomi zainteresowani są głównie imprezowaniem. A Airbnb nie obchodzi, czy twoje dziecko się wyśpi albo czy ty masz na rano do pracy. Eldorado wynajmów krótkoterminowych i spekulacja na rynku nieruchomości windują ceny wynajmów, pustosząc dzielnice w centrum i wypychając z nich mieszkańców.

Jak zatrzymać wirusa Airbnb – lekcje z Europy (spojler: oczywiście nie Wschodniej)

Przyglądamy się możliwościom i ramom prawnym, także na poziomie europejskim, żeby wykorzystać narzędzia i ramy prawne do uregulowania procederu, który zjada nasze miasta od środka.

Według politologa Jiříego Pehe swoją polityczną postawą ożywia pan w polityce wartości Václava Havla. To jest komplement dla Pirata?

Jestem daleki od pozowania na spadkobiercę Václava Havla. Zarówno ja, jak i Partia Piratów widzimy to inaczej: w transformacji lat 90. sporo rzeczy się udało, ale zbyt często okazywało się, że reformatorski zapał zarzucono w połowie drogi, zastępując go triumfalnym podawaniem sobie dłoni. Otóż nie. Transformacja naszej części Europy musi postępować i zmieniać wciąż wewnętrzny sens tego systemu. Krytycznych obszarów jest cała paleta: od zmiany klimatu przez opiekę zdrowotną po demokratyczne wartości, rządy prawa i swobody obywatelskie.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij