Świat

Nie udało się skruszyć naszej trójki. Manifest Nadieżdy Tołokonnikowej z Pussy Riot

Przyznać się do przypisywanej nam winy, to obrazić samego siebie, a prawda jest dla nas droższa od wszystkiego. Nasze działania nie były podyktowane religijną nienawiścią, nasze motywy były wyłącznie polityczne – pisze Nadieżda Tołokonnikowa, członkini punkowej grupy Pussy Riot. Własnie trwa proces artystek.

Od początku tygodnia trwają przesłuchania trzech członkiń zespołu Pussy Riot, które od pięciu miesięcy przebywają w więzieniu za wykonanie punkowej modlitwy "Bogurodzico, przegoń Putina" w soborze Chrystusa Zbawiciela. Jedną z aresztowanych jest autorka poniższego manifestu Nadieżda Tołokonnikowa. W obronie Pussy Riot stanęli między innymi Amnesty International, Faith No More, Red Hot Chili Peppers, Sting, a także rosyjscy ludzie kultury i prawnicy.

Punkowa grupa Pussy Riot, której jestem członkinią, to muzyczny kolektyw wykonujący spontaniczne akcje w różnych miejscach publicznych. Piosenki Pussy Riot poświęcone są aktualnym problemom politycznym. Krąg zainteresowania członkiń grupy to polityczny aktywizm, ekologia, zwalczanie autorytarnych tendencji w systemie państwowym poprzez budowanie społeczeństwa obywatelskiego.

Od powstania w październiku 2011 roku zespół grał koncerty w metrze, na dachu trolejbusu, w areszcie tymczasowym numer 1, w sklepach odzieżowych, na pokazach mody i Łobnom Miestie na placu Czerwonym. Wierzymy, że sztuka powinna być dostępna dla każdego, dlatego występujemy w różnych miejscach publicznych. Działalność Pussy Riot nigdy nie miała na celu okazania braku szacunku naszej publiczności i świadkom punkowych koncertów. Tak było na dachu trolejbusu, tak było na Łobnom Miestie, tak było i w soborze Chrystusa Zbawiciela.

21 lutego 2012 roku grupa Pussy Riot wystąpiła w soborze Chrystusa Zbawiciela z punkową modlitwą Bogurodzico, przegoń Putina. Na początku marca 2012 roku trzy członkinie grupy zostały wsadzone do więzienia za swoją działalność muzyczną i polityczną. Tematy naszych piosenek i występów dyktuje nam czas. Po prostu reagujemy na to, co się dzieje w naszym kraju, i wyrażamy w formie punkowych występów opinię dużej liczby osób. W piosence Bogurodzico, przegoń Putina odzwierciedliłyśmy reakcję wielu Rosjan na wezwania patriarchy do głosowania w wyborach prezydenckich 4 marca 2012 roku na Władimira Władimirowicza Putina.

Dla nas, jak i dla wielu naszych obywateli, nie do przyjęcia są oszustwo, podstęp, przekupstwo, hipokryzja, chciwość i bezprawie, którymi grzeszy obecna władza. Dlatego rozzłościła nas polityczna inicjatywa patriarchy, nie mogłyśmy milczeć. Motywem występu w soborze Chrystusa Zbawiciela nie była wrogość czy nienawiść wobec religii. Tak samo jak nie ma i nie było z naszej strony nienawiści do wierzących prawosławnych. Prawosławni pochwalają to samo, co my: miłosierdzie, przebaczenie, prawość, miłość oraz wolność. Nie jesteśmy wrogami chrześcijaństwa, jest dla nas ważna opinia prawosławnych wierzących i chcemy, żeby wszyscy oni stali po naszej stronie – antyautorytarnych aktywistów społecznych, właśnie dlatego przyszłyśmy do soboru.

Alicja Schock: Pussy Riot – punkfeminizm z Moskwy

Przyszłyśmy z tym, co mamy i co potrafimy robić: z naszym muzycznym występem, w trakcie którego chciałyśmy wyrazić zaniepokojenie tym, że dziekan soboru Chrystusa Zbawiciela, zwierzchnik Kościoła prawosławnego, patriarcha, popiera polityka, który siłowymi metodami stara się zdusić tak drogie nam społeczeństwo obywatelskie.

Chciałabym zwrócić uwagę na fakt, że w soborze w ogóle nie używałyśmy obraźliwych słów pod adresem Kościoła, wierzących czy Boga. Wypowiadane przez nas słowa i cały nasz punkowy występ miały na celu podzielenie się z publicznością dezaprobatą wobec tego konkretnego politycznego wydarzenia – poparcia przez patriarchę Władimira Putina, który obrał kurs autorytarny i antyfeministyczny. W naszym występie nie było żadnej agresji w stosunku do publiczności, ale pełna desperacji chęć zmiany sytuacji politycznej w Rosji na lepszą. Nasza emocjonalność i ekspresyjność wzięła się właśnie stąd. Jeśli nasza pasja wydawała się świadkom punkowego koncertu obraźliwa, to bardzo przepraszamy. Nie miałyśmy zamiaru nikogo obrazić. Chcemy, żeby ten, kto nie może nas zrozumieć, przebaczył nam. Ale przede wszystkim nie chcemy, aby przypisywano nam złe intencje.

Bardzo nie chcemy również, żeby nieprzyznanie się do zarzucanej nam winy z artykułu 213, ustęp 2 Kodeksu karnego [podżeganie do nienawiści religijnej – przyp. tłum.], traktowano jako niechęć czy niezdolność do przyznania się do błędów, jako zuchwałość i bezczelność. Wydawało mi się, że ci, których strapiły nasze piosenki, są skłonni traktować nasze nieprzyznanie się do postawionych nam zarzutów właśnie w taki sposób. Myślę, że wszyscy staliśmy się ofiarami ogromnego nieporozumienia, pomieszania słów i pojęć prawnych.

Kluczowe jest to, że oddzielam ocenę prawną naszego wykonania pieśni Bogurodzico, przegoń Putina od jej oceny etycznej. To bardzo ważne, prawdopodobnie najważniejsze w tym postępowaniu. Nalegam na to, aby nie mieszać strony karno-proceduralnej z etyczną. Chciałabym, żeby każdy – a w pierwszej kolejności poszkodowani – spróbował zrozumieć, że nasze nieprzyznawanie się do zarzucanej nam winy z artykułu 213, ustęp 2, Kodeksu karnego Federacji Rosyjskiej nie oznacza, że nie jesteśmy gotowe tłumaczyć się z naszych działań, przeprosić za problemy, które wywołał nasz występ.

Moja etyczna ocena punkowej modlitwy Pussy Riot jest następująca: nasza etyczny błąd polegał na tym, że pozwoliłyśmy sobie wprowadzić charakterystyczny dla nas gatunek politycznego, spontanicznego występu punkowego do soboru. Ale nawet przez myśl nam nie przeszło, że nasze działania będą dla kogoś obraźliwe. Od października 2011 roku występowałyśmy w różnych miejscach Moskwy i wszędzie (w metrze, sklepach, na dachu aresztu, Łobnom Miestie) nasze akcje były przyjmowane z humorem, radością – przeważnie – z ironią. Zgodnie z naszym doświadczeniem z koncertów nie oczekiwałyśmy, że punkowy występ może kogoś naprawdę zranić lub obrazić. I jeśli ktoś poczuł się obrażony naszym występem w soborze Chrystusa Zbawiciela, to jestem gotowa przyznać, że popełniłam etyczny błąd. Jest to błąd, ponieważ nie miałyśmy zamiaru nikogo obrazić. I nasza etyczna – podkreślam, etyczna, a nie przewidziana w Kodeksie karnym – wina polega na tym, że pozwoliłyśmy sobie odreagować to, co nas rozzłościło, czyli wezwanie patriarchy Cyryla do głosowania na Władimira Władimirowicza Putina, za pomocą występu w soborze, tym samym przedstawiając publice nasze polityczne stanowisko. To jest nasza etyczna wina – podkreślam to i przyznaję się do niej – przepraszam.

Ale etyczne przewinienie, którego się dopuściłyśmy, nie widnieje w żadnym artykule Kodeksu karnego.

Spędziłyśmy w więzieniu już pięć miesięcy, chociaż nasze działania nie są przestępstwem. Naruszenie zasad panujących w Kościele, a przypisanie nam nienawiści i wrogości wobec całej prawosławnej religii i wszystkich wierzących to bardzo, ale to bardzo różne sprawy. Jedno nie wiąże się z drugim. Za każdym razem mam ciarki, gdy czytam w akcie oskarżenia o tym, że przyszłyśmy do soboru z powodu pogardy i nienawiści do wierzących. To okropne, bardzo złe słowa i niesamowicie mocne, straszne oskarżenia. Za nami bowiem stoją wyłącznie motywy polityczne i artystyczne. Zgadzam się – możliwe, że w ogóle nie miałyśmy prawa wchodzić z nimi w rytualną przestrzeń świątyni. Ale nie było w tym żadnej nienawiści.

Nadian Parfan: Ukraińskie feministki solidaryzują się z Pussy Riot

Pomyślcie, czym jest nienawiść i wrogość – nie chodzi tu błąd i nie można czegoś takiego zarzucać ludziom, ot tak, po prostu. To kłamstwo, i tak już pięć miesięcy jesteśmy w ten sposób obmawiane. Nie powiem, że jest mi lekko znosić tak cyniczne i pełnej złej woli przypisywanie mi uczuć, których nie żywiłam w stosunku do żadnej istoty na ziemi. Oskarżyciel mówi, że tak naprawdę ukrywałyśmy swoje prawdziwe motywy (które według nich wiążą się z religijną nienawiścią i wrogością), żeby uciec od kary, ale my nie kłamiemy, ponieważ mamy swoje zasady – jedną z nich jest zawsze mówić prawdę. Nie bacząc na to, że przez długotrwałe umieszczenie naszej trójki w izolatce próbowano zmusić nas do przyznania się do winy z artykułu 213, ustęp 2, nie poszłyśmy na kompromis z własnym sumieniem. Nie udało się skruszyć naszej trójki i zniszczyć nas jako uczciwych ludzi. Mówiono nam niejednokrotnie, mówili to także pracownicy Centrum Przeciwdziałania Ekstremizmowi, że jeśli przyznamy się do winy – zmienią środki zapobiegawcze i wypuszczą nas na wolność. Jednak odmówiłyśmy.

Przyznać się do winy z artykułu 213, to znaczy obrazić samego siebie, a prawda jest dla nas droższa od wszystkiego – nawet od wolności. W związku z tym nie ma podstaw, aby nie dowierzać naszym słowom. Łgać na pewno nie będziemy. Wzięte z naszych laptopów i twardych dysków, dołączonych do akt sprawy, pliki tekstowe świadczą przeciwko wersji głoszonej przez oskarżycieli. Dowodzą, że nasze działania nie były podyktowane religijną nienawiścią i wrogością. Ktokolwiek zajrzy do trzeciego i czwartego tomu akt sprawy, opracowanych przez śledczych oraz pracowników Centrum z plików tekstowych znalezionych na naszych dyskach, z łatwością zobaczy, że nasze motywy były wyłącznie polityczne. Nasze teksty, dołączone do sprawy karnej, zawierają krytykę autorytarnej polityki Putina i rozważania o tym, jak dobre i konstruktywne są protesty oddolne, społeczne i pokojowe. W tym samym trzecim i czwartym tomie akt znajdują się teksty o feminizmie i wywiad z grupą Pussy Riot, w którym nie ma ani jednego słowa o nienawiści religijnej.

Oskarżający nie znajdą na żadnym z wziętych od nas dysków ani jednego tekstu potwierdzającego ten motyw, jednak będą próbować nazwać białe czarnym, a czarne białym oraz wyciągać magiczne i nielogiczne wnioski. W wywiadach przeprowadzonych po występie z 21 lutego 2012 roku niejednokrotnie mówiłyśmy, że odnosimy się do chrześcijaństwa z uwagą i szacunkiem. Oskarżający świetnie rozumieją, że ich problemem jest brak dowodów na naszą nienawiść do religii, dlatego uciekają się do kolejnego kroku – oskarżają nas, że za pomocą oświadczeń o pozytywnym podejściu do chrześcijaństwa ukrywamy swój prawdziwy stosunek do religii, co ma minimalizować negatywną reakcję na nasze bezprawne działania w soborze. Biorąc pod uwagę, że teksty świadczące o naszym pozytywnym stosunku do religii grupa publikowała przed 21 lutego 2012 roku i po nim (także w okresie poprzedzającym pojawienie się informacji o wszczęciu sprawy karnej), mówienie, że mogłyśmy to robić w celu minimalizowania negatywnych reakcji, jest nielogiczne.

Twierdzenie, że jakoby mścimy się za Hypatię, jest na tyle absurdalne, że nawet ten, kto do tej pory miał wątpliwości co do naszych motywów, rozumie, że jeśli oskarżenie decyduje się na podobne kroki, oznacza to, że nie ma żadnych dowodów na naszą religijną nienawiść czy wrogość. To znaczy – nie ma ani motywów, ani przestępstwa.

Brak motywu nienawiści i wrogości potwierdzają także dwie ekspertyzy przeprowadzone na wniosek śledczych, które z jakiegoś dziwnego powodu nie podtrzymują stanowiska oskarżenia. Pokazują one, że w tekstach, działaniach i filmach Pussy Riot nie widać oznak mowy nienawiści, obrażania prawosławnych wierzących chrześcijan, prawosławnych hierarchów czy innych grup. Nie ma oznak wrogości wobec religii prawosławnej, prawosławnych wierzących czy ludzi należących do innych grup. Oprócz tego eksperci zauważają, że w działaniach grupy nie widać przejawów psychologicznej wrogości: dziewczyny nie podejmowały żadnych działań agresywnych i z użyciem siły w stosunku do kogokolwiek.

Tak więc nie można przypisać nam motywów religijnej nienawiści i wrogości, nie popełniłyśmy przestępstwa przewidzianego w artykule 213, ustęp 2, Kodeksu karnego Federacji Rosyjskiej.

Tłum. Paweł Pieniążek
Tekst ukazał się na stronie Echa Moskwy
.

Już 6 sierpnia, w poniedziałek, komentarz Pawła Pieniążka

 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.