Świat

Mitologia Bandery i jej pułapki dla Ukrainy

Niekoniecznie wiedząc o tym, kim był i za co odpowiada Stepan Bandera, wielu ludzi dało się złapać w pułapkę propagandy, której chcieli się sprzeciwić.

Międzynarodowa dyskusja o ukraińskiej polityce historycznej skupia się zazwyczaj na wciąż tych samych pytaniach i argumentach, a ci sami wciąż aktorzy chcą ją zmonopolizować. Zabranie głosu w tej dyskusji – gdy chce się pewne rzeczy osadzić w kontekście, a nie tylko wygłaszać ostre moralne sądy – prowokuje oskarżenia z obu stron sporu: albo się jest „niewystarczająco patriotycznym” albo się „skrycie rehabilituje nacjonalizm”.

Postanowiłem napisać ten tekst nie po to, by dowodzić swej moralnej czy intelektualnej wyższości, a także nie po to, żeby cokolwiek doradzać w sprawach polityki ukraińskiej czy międzynarodowej. Chciałbym za to precyzyjnie i tak jasno, jak to możliwe, przedstawić mój pogląd na sprawę skomplikowaną, wymagającą przekrojowych, interdyscyplinarnych badań, ale też przyznania się niemałej części Ukrainek i Ukraińców do ideologicznej apatii.

Mitologizacje Bandery

25 czerwca 1934 radykalne skrzydło Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), któremu przewodził 25-letni Stepan Bandera, zamordowało (w ich słowniku „dokonało egzekucji”) Iwana Babija, dyrektora Lwowskiego Gimnazjum Akademickiego. Ten były oficer Ukraińskiej Armii Halickiej i zwolennik pokojowego współżycia Polaków z Ukraińcami został przez młodych ekstremistów oskarżony o „czynną kolaborację z polską policją”. Dzisiaj lwowska ulica, przy której stoi budynek Gimnazjum Akademickiego, nosi imię Bandery.

Wybuch wojny w 1939 roku pozwolił Banderze wyjść z więzienia, w którym inaczej spędziłby resztę swojego życia po wyrokach za zabójstwa polityczne. Dwa lata później, 30 czerwca 1941 roku Bandera i inny członek OUN-u, Jarosław Stećko, próbowali ogłosić powołanie nowego państwa ukraińskiego w okupowanym przez nazistów Lwowie, szybko jednak zostali przez Niemców aresztowani i spędzili resztę wojny w odosobnieniu.

Bandera osobiście nie brał udziału w prowadzonej przez UPA walce podziemnej, której częścią były czystki etniczne Polaków mieszkających na Wołyniu oraz mordy na Żydach. Nigdy też ich jednak nie potępił.

Zwolennikiem autorytarnej polityki opartej na przemocy pozostał do końca życia w 1959 roku.

W październiku 1959 roku agent KGB Bohdan Staszynski – który później się powiesił – zastrzelił Banderę w Monachium. Ujawnienie się zabójcy i całego planu – którego częścią była historia miłosna – sprawiło, że cała rzecz stała się politycznym skandalem na wielką skalę. To tylko pomogło późniejszemu mitowi Bandery, zmieniając go w symbol antysowieckiego oporu albo też ukraińskiego faszyzmu i skrajnej prawicy –zależy, jakiej ideologicznej interpretacji dajemy wiarę.

Powszechnie dziś znany rzeczownik „Banderowcy” pojawił się mniej więcej w tamtym czasie, i wówczas oznaczał wszystkich ukraińskich nacjonalistów, ale czasami używano go na określenie mieszkanek i mieszkańców zachodniej Ukrainy, a czasem nawet wszystkich, którzy w ogóle mówią po ukraińsku. Użycie „Banderowca” w debacie publicznej nigdy nie jest niewinne – zawsze używa się go albo z pogardą, albo dumą.

Protesty na kijowskim Majdanie ożywiły i uaktualniły mitologię Bandery.

Obok partii skrajnej prawicy, „Banderowcami” nazywali się przewrotnie zwolennicy Majdanu, którzy chcieli w ten sposób przechwycić, odwrócić i ośmieszyć kremlowską propagandę, opowiadającą o „faszystowskim Majdanie”. Niekoniecznie mając wiedzę o tym, kim był i za co odpowiada Stepan Bandera, wielu ludzi dało się więc złapać w pułapkę propagandy, której chcieli się sprzeciwić.

Budynek Kijowskiej Rady Miejskiej – siedziba sztabu Euromajdanu w Kijowie – z fotografią Bandery nad wejściem, fot. wikipedia

Jeden z symbolicznych efektów Majdanu to również legitymizacja nacjonalistycznego hasła „Chwała Ukrainie”, którym posługiwało się szerokie spektrum zwolenników Majdanu. W czasie tych wydarzeń nabrało ono nowych znaczeń i kontekstów, przeradzając się w deklarację lojalności wobec ukraińskiego państwa.

To samo, niestety, dotyczy też wizerunku samego Bandery. Jak ujął to historyk Serhij Jekielczyk, „można powiedzieć, że w trakcie Euromajdanu wizerunek Bandery nabrał nowego znaczenie jako symbol oporu wobec skorumpowanego, sponsorowanego przez Rosjan reżimu, co dość odbiega od historycznej roli Bandery jako propagatora ekskluzywistycznego etnonacjonalizmu”. Pamiętając o zdolności ruchów masowych do przechwytywania symboli, inny historyk John-Paul Himka pytał z kolei, „czy można przyjąć nacjonalistyczne dziedzictwo jako dziedzictwo narodowe i tak po prostu zapomnieć o jego ciemnej stronie?” [podkreśl. – red.].

Sądzę, że ukraińskie społeczeństwo powinno wiedzieć więcej o antydemokratycznym potencjale kultu Bandery i o zagrożeniach związanych z wyidealizowanym i bezkrytycznym obrazem postaw nacjonalistycznej partyzantki wobec Polaków i Żydów, a także Ukrainek i Ukraińców, których uznawano za „wrogów”.

Dekomunizacja i ideologiczna różnorodność

Ani zwolennicy, ani krytycy upamiętniania Bandery w Ukrainie nie są jednolitą grupą. Podobnie nie każdy zwolennik albo zwolenniczka prowadzonej przez rządy po Majdanie polityki dekomunizacyjnej musi popierać heroizację UPA. Co więcej, gloryfikowanie Bandery jest krytykowane w Ukrainie z wielu perspektyw – demokratycznej, komunistycznej, pro-Putinowskiej i innych. Aby zrozumieć cele danej krytyki i stojące za nią motywacje, powinniśmy uważnie analizować kontekst każdej wypowiedzi. Dalej: w ukraińskiej debacie najmocniejsze wyrazy potępienia nacjonalistycznej wersji historii nie pochodzą wcale od liberałek czy lewicowców, ale raczej od ludzi podpisujących się pod zestawem historycznych poglądów, których źródła można odnaleźć w późno-sowieckiej propagandzie. Innymi słowy, i tak już słaba postawa samokrytyczna, jest rozpięta między dwiema skrajnościami – post- czy neosowiecką oraz nacjonalistyczną.

W tej złożone sytuacji, jak ujmuje to Olesia Chromiejczuk, „zamiast wspierania otwartego i krytycznego podejścia do zbiorowej pamięci narodowej, kolejne rządy Ukrainy podmieniają jeden zestaw gotowych interpretacji na inny, nie zostawiając miejsca na neutralną dyskusję o kontrowersyjnych stronach ukraińskiej historii i jeszcze bardziej komplikując nierozwiązane konflikty odnoszące się przeszłości narodu i tożsamości Ukrainy”.

Ignorowanie ideologicznej apatii

Byłoby wobec tego fundamentalnym błędem podzielić ukraińskie społeczeństwo na zwolenników i przeciwników kultu Bandery. Trzecia grupa jest w tym sporze zupełnie pomijana – ludzie, którzy pozostają raczej obojętni wobec spraw pamięci i tożsamości, którzy nie mają jasnych ideologicznych stanowisk i którzy czują się zdezorientowani bitwami o przeszłość.

Jak pokazać tę ideologiczną apatię? To poważne wyzwanie dla historyków, antropolożek, politologów i socjolożek. To także przestroga przed stosowaniem pochopnie przypisywanych narodowych i geopolitycznych „tożsamości”.

Wymowny jest tutaj niedawny przykład sprzeciwu wobec „dekomunizacji” prowadzonej przez ukraiński rząd. Przeciwnicy proponowanych zmian nazwy Komsomolska, Andrijewki i Dnietropietrowska nie odwołują się do jakiejkolwiek „sowieckiej nostalgii”, ale raczej obaw przed kosztami zmian nazewnictwa, a także brakiem akceptacji dla nowych nazw miejscowości, które zdaniem protestujących miałyby brzmieć zbyt prosto i archaicznie. Również zatem przeciwnicy nazw „zdekomunizowanych” – musimy to zrozumieć – wcale nie muszą tworzyć jednolitej grupy o jasnej orientacji ideologicznej.

A co z demokratyczną alternatywą?

15 maja 2016 roku prezydent Petro Poroszenko ogłosił, że od grudnia 2013 w Ukrainie obalono tysiąc pomników Lenina i zmieniono nazwy siedmiuset miejscowości. Miejsca, gdzie wcześniej były Leniny, dziś zazwyczaj pozostają puste. We wczesnych latach 90. na terenach zachodniej Ukrainy zazwyczaj stawał w ich miejscu Bandera – najbardziej rozpoznawalny symbol antysowieckiego oporu.

Upamiętnianie Bandery pozostawało jednak regionalnym zjawiskiem, powiązanym ze szczególną, tzn. galicyjską i wołyńską, pamięcią o partyzantce i sowieckich represjach, które objęły 10% tamtejszej ludności.

Usunięcie pomnika Lenina w Charkowie

W Ukrainie po Majdanie wcale nie ma zgody co do tego, kto ma wejść w owo miejsce po Leninie. Nazwisko Bandery pada w tym kontekście nieczęsto, aczkolwiek pojawiło się w dyskusjach o nowych patronach ulic w Kijowie i Dniepropietrowsku [ostatecznie Stepan Bandera został patronem ulicy w Kijowie, a decyzja rady miejskiej zapadła w pierwszym tygodniu lipca 2016 i zbiegła się w czasie zobchodami rzezi na Wołyniu – przyp. red.]. Widać zatem, jak upamiętnianie Bandery stopniowo zaczyna przekraczać granice Galicji i Wołynia. Debata o tym, czy słusznie, jest bardzo ważna. Komplikuje ją jednak fakt, że w oczach wielu politycznie zaangażowanych obywatelek i obywateli , jakakolwiek zdecydowana krytyka ukraińskiego nacjonalizmu, wydaje się być „niebezpiecznie bliska narracji rosyjskiego imperializmu”.

W tym właśnie kontekście kluczowe jest ukazywanie historii etnicznego nacjonalizmu i polityki terroru OUN-u, a także antypolskich i antyżydowskich zbrodni UPA – bez przemilczeń i bez ich usprawiedliwiania.

Krytyka ukraińskiego nacjonalizmu z perspektywy praw człowieka bynajmniej nie oznacza (i nie ma na celu) przemilczenia sowieckich zbrodni, ani też nie odmawia Ukrainie historycznej podmiotowości.

Demokratyczna krytyka nacjonalizmu

Skupienie się na ukraińskiej tradycji sprzeciwu wobec nacjonalizmu z demokratycznych pozycji jest równie ważne. W 1932 roku żyjący na emigracji Izaak Mazepa, Olgierd Boczkowski i Panas Fedenko opublikowali broszurę zatytułowaną Budują czy burzą?. Autorzy krytykowali w niej terror OUN-u jako oznakę słabości i wskazywali na tendencje autorytarne w „nacjonalizmie integralnym”.

Pisma wybitnych ukraińskich intelektualistów na emigracji, Iwana Łysiaka-Rudnickiego czy George’a (Jurija) Szewelowa, ukazujące się od lat 60. również wymagają bliższego poznania. Szewelow na przykład dekonstruował propagandową demagogię polemiczną Dmytro Doncowa, ideologa ukraińskiego nacjonalizmu, jak również jego nienawiść do swobodnej dyskusji, określając jego postawę jako bliźniaczą do bolszewizmu.

Demokratyczna krytyka ukraińskiego nacjonalizmu integralnego oraz dzisiejszych grup skrajnej prawicy może być krokiem w stronę szerszego rozumienia ukraińskiej kultury.

Takiej, która może przyjąć, choć nie zawłaszczyć, także Szolema Alejchema – jednego z twórców współczesnej literatury jidysz, który ponad 40 lat życia spędził w Ukrainie; Bruno Schulza, polskiego pisarza żydowskiego pochodzenia, który urodził się i został zabity w Drohobyczu we wschodniej Galicji czy kijowskiego aktywistę na rzecz praw człowieka i pisarza Lwa Kopielewa.

Toksyczny ideał „jednego państwa, jednego narodu”

Po I wojnie Europa w większości wierzyła, że etniczna spójność tworzy fundament pod stabilny rozwój. Mimo tego, popularność sloganu o „samostanowieniu narodów” nie była jednoznaczna z przyznaniem każdemu narodowi własnego państwa. Ukraińska (w Kijowie) i Zachodnioukraińska (we Lwowie) Republika Ludowa, proklamowane po upadku imperiów Rosji i Austro-Węgier, zostały militarnie pokonane i nie udało im się utrzymać niepodległości. Galicja Wschodnia i Wołyń weszły w skład nowo powstałego państwa polskiego, Ukraina naddnieprzańska została zaś jedną z republik sowieckich w ramach ZSRR.

W międzywojennej Polsce nie było klęski głodu ani masowych represji, jednak miliony Ukraińców i Ukrainek żyjących na polskich ziemiach doświadczało dyskryminacji (od niechęci polskich władz do otwarcia uniwersytetu we Lwowie do odmowy zaakceptowania samego terminu „Ukraińcy”).

Rządy w Warszawie obawiały się największej mniejszości w kraju i jej ewentualnych dążeń separatystycznych. II Rzeczpospolita nie poradziła sobie z kwestią narodową i poprzez politykę dyskryminacji w latach 20. zepchnęła dużą część politycznie zaangażowanych Ukrainek i Ukraińców w kierunku sympatii prosowieckich (czym ZSRR doskonale manipulowało) albo skrajnego nacjonalizmu z jego polityką terroru (Stepan Bandera był właśnie jednym z takich młodych terrorystów zafascynowanych przemocą). Nie twierdzę bynajmniej, że to polityka Polski była głównym powodem radykalizacji polityki ukraińskiej – byli jednak polscy publicyści, jak Adolf Bocheński i Stanisław Łoś, którzy otwarcie stawiali takie tezy w latach 30.

Nie możemy też zapominać, na co wskazuje historyk Andrij Zajarniuk, że „mimo powojennej radykalizacji w latach 30. dominującą siłą polityczną wśród galicyjskich Ukraińców było Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne…

Dopiero zniszczenie pluralistycznego systemu politycznego i organizacji społeczeństwa obywatelskiego przez Sowietów w 1939 umożliwiło dominację integralnego nacjonalizmu, która trwała przez całą wojnę.

Historia OUN-u i innych grup nacjonalistycznych jest przestrogą przed tym, co niesie ze sobą ideologia „jednego państwa, jednego narodu”. Terror ukraińskich nacjonalistów był wymierzony w Polaków i innych Ukraińców o umiarkowanych poglądach, którzy opowiadali się za wzajemną współpracą i kompromisem

Większość ofiar OUN-u w latach 30. to zresztą Ukraińcy i Ukrainki. Celem terroru Bandery było eskalowanie konfliktu i rewolucja. Polityka tego rodzaju ukazuje przeciwników jako zdrajców narodu i agentów obcych sił. Jej celem było również wymazanie wszelkich niuansów i półcieni, pozbycie się wszelkiej złożoności i zawężenie ukraińskiej kultury politycznej.

W czasie, gdy Europa znów doświadcza niemal zapomnianego już poczucia, jak krucha jest demokracja, samokrytycyzm, intelektualna odpowiedzialność i polityczna gotowość do kompromisów i pojednania znów są bardzo w cenie.

***

Andrij Portnowdyrektor Berlin Brandenburg Ukrainien Initiative w ramach Forum Transregionale Studien, wykłada na Uniwersytecie Humboldta.

Przypisy do tekstu znajdują się w wersji oryginalnej. Tekst ukazał się w języku angielskim na stronach Open Democracy. Przełożył Jakub Dymek.

Pozdrowienia-Noworosji-Pawel-Pieniazek Wydawnictwo-Krytyki-Politycznej-Promocja-Wakacyjna

**Dziennik Opinii nr 193/2016 (1393)

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij