Świat

Kobieta w różowej koszulce z placu Taksim

Symbolem tureckich protestów stała się kobieta w czerwonej sukience zaatakowana przez policjanta. Lobna Allam raniona na Taksim nie jest tak rozpoznawalna.

28 maja świat obiegło zdjęcie kobiety w czerwonej sukience zaatakowanej przez policjanta gazem łzawiącym, które stało się symbolem protestów na placu Taksim. 31 maja do protestów dołączyła Lobna Allami. Była w drodze do Ankary, gdzie miała odebrać nową wizę na kraje strefy Schengen. Mieszkała już wówczas w Berlinie. Do Ankary nie dojechała – została uderzona w głowę kanistrem. Wcześniej tamtego dnia udzieliła wywiadu Ulusal Kanal, gdzie żywiołowo tłumaczyła, że ta demonstracja nie dotyczy tylko drzew, bo równie dobrze mógłaby dotyczyć planów budowy trzeciego mostu, gentryfikacji Tarlabaşı, wyrzucania biednych ludzi z centrum miasta i osiedlania ich 60 km od Stambułu i innych niesprawiedliwości, nie tylko w odniesieniu do parku Gezi. Kilkadziesiąt minut później zarejestrowano ją leżącą na ziemi z zakrwawioną głową, wstrząsaną przez drgawki. Wizerunek Lobny – kobiety w różowej koszulce – nie stał się tak rozpoznawalny jak czerwona sukienka Ceydai Sungur, jednak tamtego popołudnia wszystko się dla niej zmieniło.

Lobna przyszła na świat w Jordanii, pierwsze 14 lat życia spędziła w Ammanie. W wielu doniesieniach po wydarzeniach w Istambule podkreślano, że jest cudzoziemką, jak gdyby miało to cokolwiek wyjaśniać. Jak tłumaczyła Fatin, siostra Lobny, ich rodzina pochodzi z Turcji, jednak matka obu kobiet jest w połowie Turczynką, a w połowie Palestynką. Wcześnie rozwiodła się z ich jordańskim ojcem, a kiedy dostała pracę w ambasadzie Libii w Ankarze, zarządziła przeprowadzkę. Lobna studiowała filozofię i zarządzanie zasobami ludzkimi na METU w Ankarze. Po ukończeniu studiow zamieszkała w Stambule i zaczęła podróżować. W wieku 34 lat przeniosła się do Berlina, gdzie pracowała jako menadżerka w agencji muzycznej. Mieszkała w dzielnicy Kreuzberg razem ze swoim chłopakiem, Barışem. Połączyła ich wspólna pasja do muzyki. Pochodzący z duńskiego Aarhus Barış jest klarnecistą, koordynował też m.in.: projekt „Det Turkise Telt” w Aarhus, promujący turecką muzykę i będący niejako parasolem dla innych mnejszości narodowych zamieszkujących Danię.

– 31 maja wszystko zastygło – mówi Barış. Lobna trafiła do szpitala i niezwłocznie przeszła operację mózgu. Po 24 godzinach inna część mózgu zaczęła krwawić, Lobnę operowano po raz drugi z powodu bezpośredniego zagrożenia życia. Aby zminimalizować ciśnienie wewnątrzczaszkowe, usunięto fragment kości. Jej szanse na przeżycie szacowano na 20%. Zapadła w śpiączkę na 25 dni. Nikt nie potrafił przewidzieć, w jakim będzie stanie po przebudzeniu.

Początkowo Lobna nie poznawała nikogo oprócz matki. Z powodu paraliżu strun głosowych nie była w stanie mówić i dopiero po pewnym czasie zaczęła wydawać z siebie dźwięki przypominające świst. Obecnie może się komunikować w bardzo ograniczonym zakresie. Cierpi na afazję przewodzeniową. W wyniku uderzenia uszkodzenia doznały włókna nerwowe łączące ośrodek Broki z polem Wernickego. Prawa część ciała Lobny uległa paraliżowi. Pozostaje pod opieką rodziny i chłopaka, przechodząc intensywną rehabilitację. Nie jest w stanie czytać i pisać, nie może korzystać z komputera. Niemożność ekspresji jest dla niej dotkliwa – sama opisuje to jako powrót do możliwości 5-letniego dziecka, przy czym jest całkowicie świadoma swoich ograniczeń. Żeby wzmocnić prawą rękę, maluje, wyrabia z ceramiki drobne przedmioty i dzierga szaliki na drutach. Niedawno przeszła trzecią operację, podczas której kawałek kości czaszki został przywrócony na właściwe miejsce. Głowa Lobny odzyskała dawny kształt. Powoli odrastają jej włosy.

Sytuacja Lobny jest ciężka i konieczna jest kontynuacja żmudnej rehabilitacji. Nie może ona liczyć na wsparcie ze strony państwa, stąd też wszelkie środki finansowe muszą pochodzić od rodziny, przyjaciół i innych ludzi chcących jej pomóc. Jej najbliżsi zrezygnowali z dotychczasowego życia, by być w stanie zapewnić jej opiekę. Barış i Fatin zorganizowali kampanię na rzecz Lobny, aby zebrać pieniądze na dalsze leczenie i pokrycie kosztów związanych z utrzymaniem.

Lobna chciałaby w najbliższej przyszłości wrócić do Berlina. Jej szef zapewnił ją, że w każdej chwili może odzyskać dawne stanowisko, ale nie wiadomo, kiedy będzie to możliwe. Rodzina i Barış nie kwestionowali jej wyborów i wierzą w jak najpełniejszy powrót do zdrowia.

Barış podsumowuje obecną sytuację: „Rząd próbuje marginalizować wszystko, co się wydarzyło (i dzieje się wciąż), i ludzi, którzy brali i biorą udział w protestach. Panuje zakłamanie na temat przeszłości i teraźniejszych wydarzeń, żeby tylko dobrze wypaść w oczach wyborców. (…) Większość głosujących na AKP robi to głównie z pobudek religijnych albo z powodu kawałka chleba i worka węgla. Mainstreamowe media są skorumpowane. Za tak silnym rządem stoją ludzie, wiele sławnych osób, artystów i dziennikarzy albo nie ma pojęcia o niczym, albo otwarcie popiera władze (ze strachu przed utratą pracy itd.). Panuje dezorientacja”.

Kampania na rzecz Lobny potrwa jeszcze przez 9 dni (można wpłacić dowolną kwotę).

Lobna, fot. Emre Yunusoğlu

Korzystałam z informacji udzielonych przez Barışa i z artykułów opublikowanych przez „Hürriyet”.

Czytaj także:

Justyna Chmielewska, Stambuł – obrazy oporu

Justyna Chmielewska, Tęcza a sprawa turecka

Dani Rodrik: Protesty w Turcji to mocny sygnał, ale nie przyniosą demokracji

Agnieszka Ziółkowska: Te protesty nie skończą się z dnia na dzień

Dawid Krawczyk: #OccupyGezi

Max Cegielski: Czy Erdogan spuścił z tonu?

Slavoj Żiżek do protestujących Turków: Witajcie!

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Zamknij