Świat

Jak nasi dziadkowie stali się naszymi wrogami

Wydatki na emerytury czy opiekę zdrowotną nad starszymi postrzegane są coraz częściej jako odchylenie od normalnej logiki ekonomicznej.

Międzynarodowy Dzień Młodzieży – obchodzony jak co roku 12 sierpnia – którego celem jest podnoszenie świadomości na temat problemów dotykających młodych ludzi, to dobra okazja do refleksji na temat wieku, więzi międzypokoleniowych i sprawiedliwości.

Przez kilka ostatnich dekad kraje rozwinięte gospodarczo wyrażały liczne obawy co do zmian demograficznych, których doświadczają. Starzejąca się populacja, integracja odmiennej kulturowo imigranckiej siły roboczej, przeciążone sieci zabezpieczenia społecznego i rozczarowana politycznie młodzież traktowane są jako poważne problemy, które mogą negatywnie wpłynąć na produktywność gospodarki i spójność społeczną. Od czasu do czasu, zwłaszcza w trakcie corocznych debat wokół kwestii fiskalnych, powraca dyskusja o sprawiedliwości międzypokoleniowej, w której starsi prezentowani są zazwyczaj jako „ciężar”. Co stoi za tymi obawami i dlaczego starzenie się traktowane jest jako czynnik napędzający przyszłą niestabilność?

Należałoby zacząć od tego, że w tzw. zachodnich demokracjach dobrobyt wspólnoty postrzegany jest wyłącznie w kategoriach ekonomicznych. A ponieważ rozwój ekonomiczny określa się na podstawie wskaźników wzrostu gospodarczego, kładzie się wielki nacisk na wkład każdej jednostki do ogólnej produktywności społeczeństwa. Tym samym struktura demograficzna kraju zaczyna być postrzegana jako kluczowa dla wyników systemu gospodarczego. W efekcie następuje proces dyskursywnej ekonomizacji wieku, a kwestię więzi międzypokoleniowych rozpatruje się głównie w kontekście pieniężnego wkładu każdej grupy wiekowej. Wydaje się to nieuniknione w obliczu ostrej konkurencji na globalnym rynku, w gospodarce opartej na innowacjach, która wymaga energicznej, wysoko wykwalifikowanej i bardzo produktywnej siły roboczej.

Po drugie, wiek nie jest już postrzegany jako źródło mądrości (rozumianej jako użyteczna, zgromadzona w drodze doświadczenia racjonalność). W tradycyjnych społeczeństwach to starszych się słuchało, ponieważ mogli zapewnić wartościową radę i być przewodnikami, gdy chodziło o kwestie przyszłości wspólnoty. Dziś starsi z trudem dotrzymują kroku gwałtownie zmieniającym się kontekstom społecznym. Doświadczenia starszych pokoleń traktowane są jako nieistotne w obliczu współczesnych zjawisk. Rewolucja technologiczna we wszystkich swych przejawach – technologii informacyjnej, biotechnologii, nanotechnologii, technologii kosmicznej itd. – uczyniła zwyczajny rozdźwięk czasowy między różnymi pokoleniami wyjątkowo głębokim.

Po trzecie, ekonomizowane są również więzi międzypokoleniowe. Do niedawna jeszcze pojęcie sprawiedliwości międzypokoleniowej rozpatrywano przede wszystkim w kategoriach etycznych. Panowało przekonanie, że odnosi się ono do pewnych szczególnych aspektów czasowych odpowiedzialności ponoszonej wobec siebie przez „ludzi w przeszłości”, „ludzi dzisiejszych” i „ludzi przyszłości”. Dziś mówi się o nim jako o uczciwym wyważeniu udziału różnych grup wiekowych w publicznych wydatkach i konsumpcji. Tym samym

pieniądze wydawane na emerytury, opiekę zdrowotną nad starszymi czy zabezpieczenie społeczne postrzegane są przez niektórych jako odchylenie od normalnej logiki ekonomicznej, która najczęściej opiera się na  neoliberalnej interpretacji ekonomii klasycznej.

W tym kontekście zmieniająca się struktura demograficzna stwarza niezwykle poważne wyzwania. Starsi jako większość polityczna – której głosy pozwoliłyby realizować jej interesy ekonomiczne kosztem wszystkich pozostałych grup społecznych – postrzegani są jako zagrożenie dla efektywnego ekonomicznie rozdziału publicznych zasobów, dobrobytu wszystkich i stabilności systemu. To wyjaśnia, dlaczego europejskie i amerykańskie instytucje promują „znaczącą” (tzn. gospodarczo produktywną) partycypację w życiu wspólnot poprzez skierowane do starszych programy szkoleń zawodowych, zdobywania nowych kwalifikacji i umiejętności, późnego przechodzenia na emeryturę, „aktywnego starzenia się” itd.

Po czwarte, wszystkie te niepokoje prowadzą do sytuacji, w której więzi międzypokoleniowych nie rozważa się w odniesieniu do kultury, tradycji czy szacunku. Stają się one relacjami pomiędzy grupami jednostek, opartymi na kalkulacji wnoszonego wkładu pieniężnego i ponoszonych wydatków. Logika rynku skolonizowała to, co kiedyś regulowała moralność, etyka i więzi rodzinne.

Stosunki międzypokoleniowe nie są traktowane w kategoriach specyficznej ciągłości czasowej. Wraz z kryzysem „rodziny nuklearnej”, o którym mówią badacze społeczni, nie myślimy o nich na zasadzie: „co jestem winny moim dziadkom” ani „co moi dziadkowie są winni mnie”. Więzi międzypokoleniowe przesunięto z obszaru wzajemnej rodzinnej troski i odpowiedzialności za nieistniejące pokolenia do sfery sytuacji ekonomicznej każdego człowieka z osobna. Młodzi i starsi we współczesnych społeczeństwach zachodnich zestawiani są ze sobą jako przeciwne stronnictwa homo economicus – pojedynczych, dążących do maksymalizacji zysku i egoistycznych jednostek.

Korzyści dla elity władzy uprawiającej taką czasowo-ekonomiczną strategię „dziel i rządź” są niewątpliwe. Ten sztucznie wykreowany podział odwraca uwagę opinii publicznej od dużo ważniejszej kwestii: że nie chodzi o to, kto powinien dostać uczciwą część publicznych pieniędzy. Ważniejsze jest,

dlaczego dopuszczono do sytuacji, w której mogły powstać tak dramatyczne dysproporcje w podziale bogactwa, i dlaczego najsłabsi – młodzi i starzy – wpędzani są we wzajemny konflikt o ograniczone zasoby publiczne, który naraża na szwank społeczną spójność i stwarza przepaść między pokoleniami.

Przełożył Michał Sutowski

Tekst ukazał się na stronie Social Europe Journal

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać