Świat

Kiedy złodziej poucza rozrzutnika. Nierówne obrady w Brukseli

Pięciodniowe negocjacje dotyczące funduszu odbudowy europejskich gospodarek po pandemii koronawirusa zakończyły się porozumieniem. Nie obyło się jednak bez tarć. Proponowany przez liderów UE podział środków najgłośniej kwestionował premier Holandii. – Czy przy stole negocjacyjnym najważniejsze karty powinien jednak rozdawać kraj, który okrada inne z podatku CIT? – zastanawia się dr Jakub Sawulski.


„Negocjowaliśmy pieniądze, ale oczywiście chodzi o wiele więcej. Chodzi o pracowników, rodziny, ich miejsca pracy, zdrowie i dobrobyt. Wierzę, że to porozumienie będzie postrzegane jako decydujący moment w europejskiej podróży, ale ono przeniesie nas również do przyszłości” – tak spotkanie przywódców i przywódczyń 27 państw europejskich w Brukseli podsumował Charles Michel. Szefowi Rady Europejskiej entuzjazmem i poczuciem podniosłości chwili dorównywała Ursula von der Leyen, mówiąc, że zakończenie obrad na unijnym szczycie to „historyczny moment dla Wspólnoty”.

Rzeczywiście – dopinanie budżetu UE odbywa się w wyjątkowych okolicznościach, bo w obliczu pokoronawirusowego kryzysu, który wiele krajów już dotyka albo niebawem dotknie na niespotykaną od dawna skalę. O ile cel rozmów liderów i liderek państw członkowskich wydaje się jasny – jak najszybsza pomoc gospodarkom w walce z recesją – o tyle solidarność w tej batalii nie jest już tak oczywista.

W puli pakietu naprawczego znalazło się 750 mld euro w formie dotacji i pożyczek. Jak je rozdzielić sprawiedliwie? Ile powinna wynieść bezzwrotna kwota wsparcia? Właśnie te pytania stały się głównym przedmiotem negocjacji.

Nie tak szybko z pożyczaniem

Trudności w osiągnięciu kompromisu były do przewidzenia na długo przed szczytem. Swoje obawy w tej sprawie mocno akcentował premier Holandii Mark Rutte, który wskazywał, że kraje takie jak Hiszpania, Włochy czy Portugalia powinny w pierwszej kolejności zobowiązać się do zreformowania swoich gospodarek i zmniejszenia zadłużenia, a dopiero potem prosić Wspólnotę o pieniądze.

Polityk, pośrednio zarzucając południowcom rozrzutność i niewłaściwe zarządzanie swoimi finansami oraz brak gotowości do stawiania czoła sytuacjom kryzysowym, zażądał, by kraje najpierw przedstawiły własne plany odbudowy. Jeśli te zostałyby zaakceptowane jednomyślnie przez pozostałe państwa członkowskie, wówczas UE otworzyłaby swoją kiesę. „W najbardziej ekstremalnych przypadkach może to oznaczać zaciągnięcie hamulca bezpieczeństwa, jeśli kraje te nie zrobiły wystarczająco dużo” – stwierdził premier Niderlandów.

Wielka prowizorka w Europie

czytaj także

Wielka prowizorka w Europie

Nouriel Roubini, Brunello Rosa

 

Dla mediów Rutte przestał być Misterem Nice Guy, a okazał się Panem „Nie, nie i jeszcze raz nie”, co przypieczętowały obrady w stolicy Belgii, gdzie Holender mocno protestował przeciwko pierwotnym, zaproponowanym przez Charles’a Michela i Komisję Europejską planom gospodarowania unijnymi pieniędzmi.

Projekt umowy zakładał, że w ramach 750 mld euro Wspólnota przeznaczy 500 mld na bezzwrotne granty i 250 mld na pożyczki. To nie spodobało się całej tzw. oszczędnej czwórce, czyli Holandii, Szwecji, Austrii i Danii. Pojawiła się więc kontroferta, w której zmniejszono budżet bezzwrotny o 50 mld euro. Wciąż nie było to satysfakcjonujące dla „skąpców”, którym – według medialnych doniesień – zależało na obniżeniu kwoty o kolejne 100, a nawet 200 mld euro.

Mało tego, Rutte, który okazał się prowodyrem blokowania pożyczek, domagał się wprowadzenia jak najszerszej kontroli Wspólnoty nad wydatkowaniem przyznawanych kwot. „Jesteśmy tu, bo każdy dba o interesy swojego kraju. Nie chcemy chodzić do końca życia na cudze urodziny” – przekonywał polityk. Po drugiej stronie sporu, gdzie oprócz Południa znalazły się m.in. Niemcy i Polska, pojawiły się głosy, że asertywność i stawianie tak restrykcyjnych warunków ocierają się wręcz o nieuzasadniony szantaż.

Handlować i okradać?

Podobnie impas w Brukseli ocenił dr Jakub Sawulski, ekonomista z SGH, pracownik Polskiego Instytutu Ekonomicznego, a także autor książki Pokolenie’89. Młodzi o transformacji.

– „Skąpa czwórka” to grupa, która uformowała się już dosyć dawno, więc nie jest żadnym zaskoczeniem, że bieżący szczyt w Brukseli ujawnił te podziały.

Trudno jednak zrozumieć podejście samej Holandii, w której interesie szczególnie leży przecież szybkie wyjście państw UE, w tym krajów Południa – Włoch i Hiszpanii – z kryzysu gospodarczego – mówi nasz rozmówca, przypominając, że Holandia jest krajem najsilniej związanym ze Wspólnotą z uwagi na intensywne relacje handlowe z niemalże wszystkimi krajami członkowskimi. Eksport to zaś najważniejsza gałąź napędzająca gospodarkę Niderlandów. – Wynosi on ponad połowę PKB tego państwa, osiągającego drugą najwyższą wartość w Europie. Holandia pod względem czerpania korzyści z jednolitego rynku europejskiego znajduje się na czwartym miejscu największych jego beneficjentów. Dlatego też powinna być szczególnie zainteresowana tym, żeby UE jak najszybciej wyszła z kryzysu. Niezwykle zaskakujące jest więc, że stała się jednym z głównych podmiotów, który chciał zablokować Fundusz Odbudowy – dodaje dr Jakub Sawulski.

Jednocześnie nasz rozmówca zwraca uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt całej sprawy. Holandia z jednej strony chętnie korzysta z przywilejów bycia w UE i coraz mocniej ostrzy sobie zęby na zajęcie pozycji Wielkiej Brytanii, która przed opuszczeniem Wspólnoty była w niej najsilniejszym obok Niemiec i Francji międzynarodowym graczem. A z drugiej – Niderlandy od lat pracują na status największego europejskiego „złodzieja” jako raj podatkowy.

– To postawa egoistyczna i wręcz nieetyczna. Postawę Holandii, która wytyka krajom południa Europy rozrzutność i twierdzi, że UE nie powinna bez kontroli dawać im pieniędzy, trzeba nazwać hipokryzją. Niderlandy, jako jeden z największych wewnętrznych rajów podatkowych w Europie, w sztuczny sposób przyciągają do siebie zyski globalnych korporacji, które generują swój kapitał w pozostałych państwach członkowskich. Wprowadzając bardzo specyficzne regulacje prawne, dzięki którym można unikać płacenia podatków, kraj ten wykazuje się ogromną nieuczciwością wobec reszty Wspólnoty – mówi dr Jakub Sawulski.

Komisja Europejska – raj podatkowy 0:1

Efekt? Każdego roku kraje Europy, w tym krytykowane przez premiera Ruttego Włochy i Hiszpania, tracą na rzecz podatkowych ucieczek do Holandii miliardy euro.

– Holandia okrada inne państwa z podatku CIT, a sama chce wskazywać im, co powinny robić z pieniędzmi. Uważam, że takie działania powinny być piętnowane na poziomie politycznym. Ale nie są, co budzi ogromne zdziwienie. Należałoby jednak również zastanowić się, dlaczego Holandia, będąc wewnętrznym rajem podatkowym, w ogóle jest dopuszczona do negocjacji przy unijnym stole. Czyż wśród wartości europejskich solidarność podatkowa nie powinna być tak samo ważna jak np. kwestia praworządności? Tymczasem widzimy, że to Holandia stawia Wspólnocie warunki. Jej zaś nikt – przynajmniej jeśli chodzi o polityków – oficjalnie nie stawia zarzutów o nieuczciwość – dodaje przedstawiciel PIE i wśród powodów owego „milczenia” wymienia m.in. silnie zakorzeniony w samej Holandii, jak i Europie konserwatyzm fiskalny.

W cieniu nexitu?

Same motywacje premiera Ruttego to również pole do wielu spekulacji. Za postawą szefa holenderskiego rządu stoją wewnątrzkrajowe interesy polityczne, w ramach których polityk chce pokazać się jako twardy gracz i ważny aktor na scenie europejskiej. Rutte na swoich plecach czuje przede wszystkim oddech opozycji (prawicowego Forum na rzecz Demokracji), która coraz silniej podsyca nastroje antyunijne i wokół nich gromadzi elektorat.

Komentatorzy unijnej polityki wskazują, że postawa premiera jako polityka, który stawia się UE i mieści się – choćby wizerunkowo – w granicach miękkiego eurosceptycyzmu, łudząco przypomina politykę Davida Camerona w Wielkiej Brytanii. Tę samą, która pośrednio doprowadziła do brexitu.

Inne scenariusze sugerują, że wraz ze stawianiem weta Wspólnocie w kwestii unijnego budżetu Holandia chciała wymusić na szefie Rady Europejskiej szereg korzyści dla siebie. Chodziło o utrzymanie lub zwiększenie rabatów w składkach dla krajów członkowskich najmocniej zasilających konto UE i pobierających z niego najmniej pieniędzy, lub zezwolenia na podniesienie kwoty ceł, które dla Niderlandów – właściciela wielu morskich portów – są na wagę złota. To się udało, ale drastyczne cięcia pożyczek dla państw europejskich już nie.

Ostatecznie stanęło na tym, że przywódcy i przywódczynie krajów osiągnęli kompromis. Wspólnie zobowiązali się do tego, że łączna kwota wydatków krajów unijnej „27” w latach 2021–2027 nie przekroczy 1 bln 74 mld 300 mln euro. Złożą się na nią Wieloletnie Ramy Finansowe Unii Europejskiej (WRF) i Fundusz Odbudowy UE (Next Generation EU), który stanowi główny kanał wdrażania pakietu naprawczego w celu przeciwdziałania recesji i innym skutkom pandemii koronawirusa. Na ten cel Wspólnota przeznaczy 390 mld euro w formie grantów i 360 mld euro na pożyczki.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Paulina Januszewska

| Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.