Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Klasa ludowa nie jest jakimś „innym narodem”. Czego możemy się od niej nauczyć?

Etos klasy ludowej dostarcza inspiracji do poszukiwania społecznie zakorzenionych sposobów życia, stanowiących alternatywę dla dominujących wzorów przeżywania siebie i reformowania instytucji, które można określić jako neoliberalne czy późnokapitalistyczne.

Marsz Równości w Lublinie
Kontekst

📝 Cykl tekstów „Lewica bez ludu?” to pokłosie seminarium „Klasa ludowa i kryzys lewicowej polityki” zorganizowanego przez Instytut Krytyki Politycznej.

💬 W ramach cyklu opublikowaliśmy do tej pory teksty Magdy Szcześniak o aspiracjach klasy ludowej i Katarzyny Dębskiej o samotności mężczyzn oraz analizę kurczenia się klasy ludowej, ekspansji klasy średniej i cichej zmiany pokoleniowej autorstwa Macieja Gduli i Krzysztofa Tymickiego.

Walka

Jakie opcje rysują się przed nami, gdy przypominamy sobie, że klasy istnieją? Zasadniczo dwie. Pierwsza polega na uruchomieniu różnych wspomnień i obrazów przeszłości, żeby zbudować poruszający obraz cierpienia i gniewu ludu, który zdmuchnie istniejący świat. Druga opcja to współczucie dla tych, którzy wykluczeni są z dobrodziejstw współczesności i należy się im pomoc, żeby mogli stać się tacy jak „my”. Czy istnieje jakaś trzecia opcja? Wydaje mi się, że tak i będę starał się ją pokazać.

Na początek musimy jednak zastanowić się, czy racji nie mają ci, którzy pokładają nadzieję w gniewie ludu oraz ci, którzy chcieliby dla klasy ludowej awansu i integracji. W pierwszym przypadku tradycja odsyła nas do Marksa i jego wizji zmiany społecznej. Robotnicy są w kapitalizmie rozrastającą się klasą, której życie sprowadzone jest do wyzysku i alienacji. Ludzie pozbawieni wszelkiego oparcia nie mają do stracenia nic oprócz kajdan. Tworzą klasę osób znajdujących się w opozycji do całego systemu i dlatego mogą go zmienić, znosząc własność, wyzysk i alienację.

Współczesne spojrzenia na klasę ludową bywają mocno zadłużone w tej wizji niezależnie od tego, czy dłużnicy patrzą na lud z nadzieją, czy z obawą. Postrzegają go jako odrębny, gniewny i gotowy do odrzucenia świata, w którym inni wygodnie się urządzili. Za chwilę przyjrzymy się, jak ta wizja ma się do dostępnych danych.

Czytaj także O czym marzy dziś klasa ludowa i dlaczego niewiele o tym wiemy? Magda Szcześniak

Zanim jednak to zrobimy, spójrzmy na opcję, która wiąże się z uznaniem, że przedstawicieli klasy ludowej w całości definiuje niedobór. Wszystkiego mają mniej: pieniędzy, kultury, znajomości. To sprawia, że są w zasadzie niezdolni do zbudowania sprzeciwu, zakwestionowania porządku i samoorganizacji. Należy im się przede wszystkim współczucie i pomoc w wydobyciu się z trudnego położenia.

Do tej wizji skłaniają się osoby, które chciałyby integracji klasy ludowej i wyrównania szans życiowych jej przedstawicieli. Choć nie można odmówić im wrażliwości, to jednak przekonanie, że jedyną opcją dla klasy ludowej jest awans i dołączenie do klasy średniej, ma w sobie mocny ładunek normatywizujący i standaryzujący. Niewyjawianym wyraźnie założeniem jest przekonanie, że ze sposobem życia klasy ludowej nie wiąże się żadna odrębność warta uznania i refleksji. Badając od dwudziestu lat klasę ludową, a przede wszystkim jej młodych przedstawicieli, mam poważne zastrzeżenia co do tego podejścia – pełnego dobrych intencji, ale także odruchów nastawionych na unieważnienie odrębności i wartości, jakie można dostrzec w ludowym etosie.

Klasa ludowa wcale aż tak nie odstaje

Kiedy dalej odwoływał będę się do pojęcia klasy ludowej, to mając na myśli ludzi pracujących fizycznie i w usługach prostych, którzy jednocześnie posiadają niski lub średni kapitał kulturowy, mierzony posiadanym dyplomem szkolnym. To ujęcie zbliżone jest w sensie strukturalnym do podejścia francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu. Nie podzielam jednak jego wyniosłego i w gruncie rzeczy lekceważącego stosunku do stylu życia klasy ludowej, któremu w jego koncepcji nie przynależy się żadna autonomiczna wartość. Ciepło myślę natomiast o Richardzie Hoggarcie i jego pracy o robotnikach przemysłowych, w której pokazał, że trudności życiowe nie zamykają ludzi w świecie konieczności i posiadają oni swój etos, pozwalający na dystans i krytycyzm wobec negatywnych tendencji współczesności.

Na pierwszy ogień w dalszych rozważaniach weźmy wizję rosnącej w siłę, niebezpiecznej i opozycyjnej klasy ludowej.

Kondycję klasy ludowej od kilkudziesięciu lat określają procesy jej strukturalnego kurczenia się, związane z przemianami świata pracy. Prac prostych jest coraz mniej, a powstające miejsca pracy wymagają większych kompetencji i mają większy komponent pracy umysłowej. Bardzo dobrze widać to gdy, stosując dane z Europejskiego Sondażu Społecznego (ESS), przyjrzymy się rozmiarom klas w poszczególnych rocznikach. O ile wśród 70-latków klasa ludowa stanowi około 45 proc., to już wśród 40-latków zaledwie 31 proc. Rozrasta się natomiast klasa średnia, którą ze względu na rozmiary i dynamikę ekspansji należałoby uznać za lud współczesnego kapitalizmu.

Myśląc o klasach, musimy brać pod uwagę różnice pomiędzy nimi, na przykład związane z wykształceniem lub dochodami. Nie powinniśmy też jednak zapominać o zróżnicowaniu, które pojawia się wewnątrz klas, określając dynamikę procesów społecznych. W odniesieniu do klasy ludowej dane pokazują, że po pierwsze wśród jej młodych przedstawicieli duża część osiąga dochody z czterech najwyższych decyli. Wśród 40-latków dotyczy to 36 proc., co pod względem materialnym lokuje te osoby na tym samym poziomie, co 53 proc. 40-latków z klasy średniej. Nie zdziwi to chyba nikogo, kto na przykład robił remont. Wykwalifikowana praca fizyczna nie jest wcale tania. Jeśli ktoś dziś mówi o klasie ludowej, nie mówi więc tylko o najuboższych pracownikach, ale także o osobach, które zarabiają często lepiej niż przedstawiciele klasy średniej, a nawet wyższej (gdy zalicza się do niej pracowników kultury i nauki).

Może jednak klasa ludowa – choć nie rozszerza się i staje się bardziej zróżnicowana pod względem dochodów, upodabniając się do klasy średniej – pod względem nastawienia do świata pozostaje głęboko opozycyjna, a jej poglądy są przeciwieństwem przekonań podzielanych przez inne klasy? Może ma poczucie braku uznania i odrzucenia, które generuje u jej przedstawicieli ciągłą frustrację?

Gdy przyjrzymy się danym z ESS dotyczącym poczucia szacunku, rzeczywiście w klasie ludowej najwięcej osób deklaruje, że nie jest im okazywany w wystarczającym stopniu. Tylko że liczba takich osób w żadnej kohorcie wiekowej klasy ludowej nie przekracza 13 proc., a zazwyczaj oscyluje wokół 6-7 proc. Wysokie poczucie szacunku we wszystkich rocznikach ma natomiast około 75 proc. odpowiadających. Wyniki dla klasy średniej i klasy wyższej pokazują, że subiektywne poczucie szacunku jest u ich przedstawicieli wyższe, sięgając 80 i 90 proc., ale naprawdę nie mamy w tym wypadku do czynienia z żadną przepaścią.

Czytaj także Klasy na chłodno, czyli recepta na rozgrzaną debatę publiczną Maciej Gdula, Krzysztof Tymicki

Może jednak poczucie satysfakcji z życia jest inne w klasie ludowej i pozostałych klasach? Cóż, na satysfakcję z życia większy wpływ niż klasa zdaje się mieć wiek. We wszystkich klasach ponad kilkanaście procent wśród najstarszych kohort wiekowych deklaruje niską satysfakcję z życia. Gdy przyjrzymy się młodszym rocznikom, satysfakcja z życia w klasie ludowej i średniej bardzo się do siebie zbliża. Wśród 40-latków dokładnie 53 proc. badanych odpowiedziało, że jest bardzo zadowolonych z życia. Większe zadowolenie deklaruje tylko klasa wyższa.

Zwyczajowo uważa się, że klasę ludową określają postawy zamknięte i konserwatywne. Gdy spojrzymy na deklaracje w dwóch ważnych wymiarach – stosunku do osób LGBT i migrantów – ciężko utrzymać tę tezę. Przy wyłączeniu najstarszych roczników około 50 proc. przedstawicieli klasy ludowej deklaruje, że osoby LGBT powinny móc żyć tak, jak chcą. W podobno niezwykle tolerancyjnych klasie średniej i wyższej podobnych odpowiedzi udzieliło około 60 proc. badanych. Jeśli chodzi o migrantów, to akceptację dla tezy, że migracja ma pozytywny wpływ na kraj, do którego przybywają ludzie, wyraża około 40 proc. badanych z klasy ludowej, 50 proc. z klasy średniej i około 60 proc. z klasy wyższej. Po raz kolejny widać, że klasa ludowa nie jest jakimś „innym narodem”.

Czy klasa ludowa zagraża demokracji?

Częste poszukiwanie źródeł zagrożeń dla porządku demokratycznego w postawach klasy ludowej jest nie tylko dużym uproszczeniem, ale także sposobem na uniknięcie pytań o zagrożenia mające swoje źródła w klasie średniej, którą uznaje się za naturalnie demokratyczną i odporną na różne rodzaje autorytarnych pokus. Otóż jeśli weźmiemy pod uwagę liczebność poszczególnych klas, rozczarowanie demokracją i udział w wyborach, jasne stanie się, że sama klasa ludowa nie stanowi odpowiedzi na pytanie, dlaczego liberalna demokracja stała się tak niestabilnym porządkiem.

To prawda, że niezadowolonych z demokracji przedstawicieli klasy ludowej jest od 40 proc. do 50 proc., w zależności od kohorty wiekowej. Jednak równie liczna, a w młodszych rocznikach nawet liczniejsza, klasa średnia głosi niezadowolenie z demokracji na poziomie 40 proc. w zasadzie w każdej kohorcie. Różnice są więc kosmetyczne. Do tego dochodzi jeszcze niższy deklarowany udział klasy ludowej w wyborach, w młodszych rocznikach sięgający zaledwie 50 proc., przy ponad 70 proc. w przypadku klasy średniej. Rozmowa o zagrożeniu dla demokracji bez rozmowy o klasie średniej nie ma sensu.

Co mają zrobić ci, którzy chcieliby czegoś innego niż obrony (jakkolwiek koniecznej) lub rozmontowywania (bezwzględnie szkodliwego) demokracji? Czy jest jakiś kierunek, w który można by popychać politykę, żeby wyjść z tego klinczu i czy może to mieć jakikolwiek związek z klasami? Wydaje mi się, że tak, ale na pewno nie przyda się do tego wizja wykluczonej klasy ludowej, którą wciągać trzeba wszystkimi sposobami do „normalnego” świata klasy średniej. Zmiany trzeba szukać, uznając i ucząc się czegoś z istniejącego sposobu życia klasy ludowej.

Klasa ludowa jako inspiracja

Klasa ludowa i jej etos mogą być dla nas inspiracją, jeśli chodzi o stosunek do relacji międzyludzkich, aspiracji albo stosunków między płciami. Nie jesteśmy skazani na wszystkie sprzeczności hegemonii klasy średniej, związane z obietnicą samorealizacji i powiązane z ciągłą niepewnością o osiągnięty status. Albo stosowanie zasady rozliczalności jako podstawy więzi między osobami, które zamieniają stosunki międzyludzkie w kontrakt i przestrzeń kalkulacji.

Etos klasy ludowej dostarcza inspiracji do poszukiwania społecznie zakorzenionych sposobów życia, stanowiących alternatywę dla dominujących wzorów przeżywania siebie i reformowania instytucji, które można określić jako neoliberalne czy późnokapitalistyczne.

Rodziny tworzone przez młode osoby z klasy ludowej, które badam od wielu lat metodami jakościowymi, są w zasadzie niezwykle krzepiącym obrazem tego, jak mogą wyglądać więzi i troska. Najczęściej w związkach panują dość równościowe relacje, a kobiety nierzadko pełnią w nich silną rolę. W relacjach między partnerami panuje spora równość, jeśli idzie o podział obowiązków domowych, wpływ na wychowanie dzieci czy ważne decyzje dotyczące rodziny. W wychowaniu widać pewnego rodzaju swobodę połączoną z troską. Nie występuje tutaj raczej refleksyjna neurotyczność związana z poszukiwaniem najlepszych sposobów rozwijania dzieci, przewyższania innych i budowania CV od przedszkola, tak dobrze znane z opowieści rodziców z klasy średniej.

Czytaj także Szkoły ludowe zamiast elitarnych akademików Jakub Chabik

W historiach dotyczących pracy młodzi z klasy ludowej podkreślają możliwość osiągnięcia autonomii i sprawdzenia się. Czerpią satysfakcję z posiadanych kompetencji i zazwyczaj także z dochodów, które za nie uzyskują, zwłaszcza wtedy, gdy pozwalają one na normalne życie (tu widać dużą zmianę na przestrzeni ostatnich 15 lat). Konfliktowe stosunki mogą dotyczyć relacji z szefami, ale zazwyczaj uznanie i solidarność odnajduje się w relacjach ze współpracownikami. Często można na nich liczyć w budowaniu oporu przeciw nadmiernemu wykorzystywaniu lub opresji ze strony przełożonych. Pracy nie ocenia się raczej z punktu widzenia osobistej kariery, ale środków, jakie dostarcza, by żyć i satysfakcji czerpanej ze stosunków międzyludzkich.

Ciekawe jest to, z jakich zasobów korzystają osoby z klasy ludowej, żeby mierzyć się z problemami występującymi w ich życiu, które wiążą się z napięciami rodzinnymi, konfliktowym sąsiedztwem czy sporami w miejscach pracy. W wywiadach z młodymi osobami pojawiają się wątki zaangażowania w odtwarzanie relacji z innymi, nakierowane na zachowanie ich familiarnego charakteru, poczucia równości i niekontraktowego charakteru zobowiązań międzyludzkich. Tu w klasie ludowej pojawiają się elementy etosu stanowiącego żywe i wartościowe doświadczenie, którego nie należy uznawać ani za kulturę mniejszości, ani kontrkulturę, ale po prostu prąd naszej wspólnej kultury.

Taka perspektywa, która na stałe wpisywałaby klasę ludową w przeżywaną wspólnie współczesność, wydaje mi się najsensowniejsza. To podejście nie oznacza wymazywania różnic, ale buduje wobec nich zainteresowanie oparte na poszukiwaniu zarówno odmienności, jak i podobieństw. Doświadczenie i sposoby życia osób z klasy ludowej są po prostu ważną częścią toczących się procesów. Wobec sprzecznych tendencji współczesności i naruszania witalnych więzi, czego wszyscy doświadczamy, nikt nie ma monopolu na rozwiązania, jednak zdanie sobie sprawy z tego, jak radzą sobie inni, może być dla nas ważną lekcją.

**

Tekst powstał dzięki wsparciu European Climate Foundation. Odpowiedzialność za informacje i opinie w niej przedstawione spoczywa na autorach. European Climate Foundation nie ponosi odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych lub wyrażonych w nim treści.

Logo European Climate Foundation

Socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Autor szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: „Style życia i porządek klasowy w Polsce” (2012, wspólnie z Przemysławem Sadurą), „Nowy autorytaryzm” (2018). Od lat związany z Krytyką Polityczną.

Tagi:
Wydanie: 20260713

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x