Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

To się nie może dobrze skończyć. Remigracja wkracza do mainstreamu

Rządy biorące remigrację na sztandary sprawią, że potomkowie migrantów będą postrzegać państwo jako źródło zagrożenia swoich podstawowych praw, co będzie sprzyjać alienacji społeczności postmigranckich i jeszcze bardziej utrudni proces ich asymilacji.

ObserwujObserwujesz
People wearing masks standing in a crowded bus aisle, metal shelves along the sides, dim lighting, looking forward.
Walka

Okno Overtona w sprawie migracji w całej Europie świecie przesuwa się coraz bardziej na prawo. Idee, które jeszcze na początku poprzedniej dekady funkcjonowały na marginesie debaty politycznej, coraz bardziej przebijają się do głównego nurtu, a głoszące je partie wychodzą na sondażowe prowadzenie.

Wśród takich radykalnych koncepcji znajduje się też remigracja. Co znaczy i jaka jest rola tego hasła w polityce skrajnej i już nie do końca skrajnej prawicy na naszym kontynencie?

Wszystkie znaczenia remigracji

Najkrócej mówiąc, remigracja to polityka, która ma odwrócić migrację, która już się dokonała, zmuszając przebywających w kraju migrantów do wyjazdu – czy to przez system zachęt, czy pozbawienie ich prawa do pobytu lub agresywne deportacje.

Kluczowe pytanie brzmi jednak: kto ma podlegać remigracji? Czy osoby przebywające w kraju nielegalnie? Gdyby chodziło tylko o to, to samo pojęcie remigracji nie miałoby wielkiego sensu, wystarczyłoby mówić o walce z nielegalną migracją i jej skutkami albo o deportacjach nielegalnych migrantów. Czy też ma chodzić o legalnie przebywających w kraju migrantów, których jednak z jakiś powodów uznajemy za na tyle niepożądanych, że chcemy, by wyjechali? A może nawet o obywateli migranckiego pochodzenia?

Czytaj także Abdul był stąd, z Berlina. Po zamachu połączmy wreszcie właściwe kropki Anna Alboth

Hasło to funkcjonuje we wszystkich tych trzech znaczeniach i im bardziej skrajnie prawicowe środowisko, tym bardziej otwarcie podnosi postulaty, by odsyłać nawet obywateli niewłaściwego pochodzenia. Środowiska sięgające po hasło remigracji na ogół w mniejszym lub większym stopniu propagują przy tym teorię o „wielkim zastąpieniu”, jakie ma się rzekomo dokonywać w krajach zachodu, prowadząc do zastąpienia ich rdzennej ludności migrantami z globalnego południa i ich potomkami.

Na stronie skrajnie prawicowej brytyjskiej organizacji Remigration Now znajdziemy zegar odliczający czas do momentu, „gdy staniemy się mniejszością” – w sensie „my, biali Brytyjczycy w swoim kraju”. Także radykalnie prawicowa brytyjska partia Restore Britain przestrzega na swojej stronie, że do 2030 roku tylko 30 proc. dzieci urodzonych w Wielkiej Brytanii będzie miało za rodziców rdzennych Brytyjczyków, a w 2070 rdzenni Brytyjczycy staną się mniejszością w swojej ojczyźnie.

Hasło remigracji odwołuje się do pragnienia, by zachodnim społeczeństwom przywrócić „biały”, a przynajmniej „homogeniczny kulturowo” charakter. Dla jego zwolenników problemem nie jest nielegalna migracja, ale migracja w ogóle, zwłaszcza ta z globalnego południa oraz demograficzne i kulturowe zmiany, jakie przynosi.

Jak przesuwa się okno

Przy tym ciągle nawet partie radykalnej prawicy podchodzą hasła remigracji z pewną ostrożnością. Unika go np. francuskie Zjednoczenie Narodowe, partia Marine Le Pen. W 2024 roku wokół remigracji doszło do konfliktu między Le Pen a liderką Alternatywy dla Niemiec Alice Wiedel. Sprowokowały go informacje o udziale działaczy i darczyńców Alternatywy w konferencji na temat remigracji, organizowanej w Poczdamie przez austriackiego działacza skrajnej prawicy Martina Sellnera. W jej trakcie miano dyskutować plany – choć informacje na temat tego, co tam dokładnie padło, są przedmiotem kontrowersji – deportacji z Niemiec także obywateli tego kraju, którzy się „nie zasymilowali”.

Czytaj także Henry Nowak i „białe życia”: rasizm nie może już zaszkodzić brytyjskiej prawicy Jakub Majmurek

Mniej oporów niż Zjednoczenie Narodowe ma startujący w wyborach w wyborach prezydenckich w 2022 roku na prawo od Marine Le Pen Eric Zemmour, który obiecywał wręcz utworzenie „ministerstwa remigracji”.

W Wielkiej Brytanii hasło to otwarcie głosi zachodząca z prawa Reform UK partia Restore UK. Farage nie używa raczej terminu remigracja, obiecuje za to wielki „reset polityki migracyjnej”. Lider Reform UK zapowiedział, że jeśli jego partia utworzy rząd, to w ciągu jednej kadencji deportuje wszystkich nielegalnych migrantów z Wielkiej Brytanii – co oznaczałoby 600 tysięcy deportacji, czyli ponad 120 tysięcy rocznie.

Farage chce także usunąć z brytyjskiego prawa instytucję pozwolenia na pobyt stały dla migrantów spoza krajów Unii Europejskiej oraz zaostrzyć kryteria dochodowe, umożliwiające migrantom ubieganie się o wizy pozwalające na przedłużenie pobytu – tak, by skłonić jak najwięcej przebywających na razie legalnie w kraju osób do wyjazdu. Innymi słowy, proponuje remigrację bez nazywania tego w ten sposób.

Duża część brytyjskiej prawicy, w tym część Partii Konserwatywnej, jest przekonana, że tzw. Boriswave – fala legalnej migracji z krajów globalnego południa po Brexicie, w okresie rządów Borisa Johnsona – jest dziś poważnym obciążeniem i problemem, który najlepiej byłoby usunąć. Wschodząca gwiazda konserwatystów, Katie Lam zasłynęła w zeszłym roku deklaracją, że także osoby, które przebywają legalnie na terenie Zjednoczonego Królestwa, powinny wrócić do domu, by w Wielkiej Brytanii została „w większości, choć nie całkowicie kulturowo spójna grupa ludności”. Liderka konserwatystów Kemi Badenoch – sama urodzona w Wielkiej Brytanii, ale wychowana w Nigerii – stwierdziła, że wypowiedź jej koleżanki jest „z grubsza zgodna z linią partii”.

W Austrii i Niemczech w sondażach prowadzą partie otwarcie głoszące hasła, remigracji – FPÖ i AfD. Ta pierwsza po wygranych wyborach europejskich do Parlamentu Europejskiego zwróciła się nawet z propozycją do rządu w Wiedniu, by w Brukseli zażądał dla Austrii stanowiska komisarza ds. remigracji.

Jak w lutym pisał „The Economist”, hasło remigracji jest bardzo silnie obecne w komunikacji AfD w sieci, pozwalając partii zmobilizować grupy skrajnej prawicy na ogół nieaktywne w wyborczej polityce. Hasło remigracji daje jednak pozostałym niemieckim partiom kolejny powód, by trzymać Alternatywę za „kordonem sanitarnym” i może być kolejną przyczyną zainteresowania tą formacją Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji.

W Polsce do „powrotu Ukraińców do domu” wzywa dziś bezpartyjny poseł Janusz Kowalski i można się spodziewać, że podobne postulaty nie tylko wobec migrantów z Ukrainy będą głośno wybrzmiewać w kampanii wyborczej.

To się nie może dobrze skończyć

Jak pokazały działania ICE za oceanem, masowe deportacje nawet nielegalnych migrantów to politycznie kosztowne przedsięwzięcie, zdolne zmobilizować potężny opór społeczny i łatwo mogące wyzwolić przemoc skierowaną nie tylko przeciw nielegalnym migrantom, ale także obywatelom pokojowo protestującym przeciw działaniu służb migracyjnych. Próba przeniesienia masowych deportacji w stylu Trumpa na drugą stronę Atlantyku sprawiłaby, że podobnie dramatyczne sceny jak w Minnesocie oglądalibyśmy w Birmingham, Marsylii czy w Hamburgu.

Deportacja nawet nielegalnych migrantów wymagałaby też rozmontowania całego europejskiego systemu ochrony praw człowieka – bo deportacje do państw, gdzie mogłyby ich czekać tortury lub nieludzkie traktowanie, zablokowałyby najpewniej sądy. Dlatego plan Farage’a zakłada między innymi wypowiedzenie przez Wielką Brytanię Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, konwencji dotyczącej statusu uchodźców z 1951 roku oraz konwencji ONZ w sprawie zakazu stosowania tortur. Nietrudno zgadnąć, że wszystkie te posunięcia uderzą w ochronę praw nie tylko migrantów, ale także obywateli Wielkiej Brytanii.

Nawet organizator niesławnej poczdamskiej konferencji Martin Sellner w rozmowie z „The Economist” przyznaje, że remigracja obywateli jest bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa z prawnego punktu widzenia. Zaraz jednak dodaje, że państwo może prowadzić politykę zachęcającą niezasymilowanych obywateli do remigracji.

Z całą pewnością rząd biorący na sztandary remigrację sprawi, że potomkowie migrantów – nawet urodzeni już w Europie – będą czuć się nie tylko obywatelami drugiej kategorii, ale także postrzegać państwo jako źródło zagrożenia swoich podstawowych praw. Co będzie sprzyjać alienacji postmigranckich społeczności i jeszcze bardziej utrudni proces ich asymilacji i pokojowego współistnienia w ramach wielokulturowych społeczeństw.

Skrajna prawica – jak ostatnio Elon Musk w rozmowie z „The Economist” – straszy, że jeśli migracja nie zostanie zatrzymana albo odwrócona, to Europie grozi wojna domowa. Wzrost znaczenia sił biorących na sztandary remigrację – nie mówiąc o ich dojściu do władzy – nie wywoła może na razie wojny domowej, ale jeszcze bardziej będzie destabilizował zachodnie społeczeństwa, rozrywając do reszty społeczną tkankę wzdłuż linii etnicznych, rasowych, kulturowych i politycznych polaryzacji. Nic dobrego nie może wyjść z takich postulatów – niestety, prędzej czy później dotrze ona także i do nas. 

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x