📊 Samotność została uznana przez Światową Organizację Zdrowia za jedno z najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego współczesnych społeczeństw.
👥 Dyskusję o przyczynach tego zjawiska zdominowały dwa konkurencyjne wyjaśnienia: jedni obwiniają emancypację kobiet i feminizm, inni wskazują na przemiany rynku pracy, edukacji i relacji społecznych.
🏭 Autorka proponuje spojrzenie z perspektywy nierówności klasowych.
Cykl tekstów „Lewica bez ludu?” to pokłosie seminarium „Klasa ludowa i kryzys lewicowej polityki” zorganizowanego przez Instytut Krytyki Politycznej.
Rodzina od dziesięcioleci pozostaje w Polsce wartością nadrzędną. W 2025 roku jako ważną w swoim życiu uznało ją 92 proc. młodych osób (CBOS 2025). Wiąże się to z postrzeganiem rodziny jako źródła wsparcia i zobowiązania, ale także przestrzeni, w której zaspokajane są potrzeby emocjonalne i potrzeby przynależności.
Im mocniejsza norma, tym dotkliwsze jej niespełnienie: dla wielu osób brak bliskich więzi rodzinnych oznacza samotność i poczucie wyobcowania. Zwłaszcza że słabnie dziś drugie tradycyjne źródło przynależności – tożsamość zawodowa, kiedy praca, nierzadko dorywcza i niestabilna, niewiążąca się z prestiżem, nie daje poczucia przynależności i solidarności z innymi. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zalicza samotność do najistotniejszych problemów zdrowia publicznego we współczesnych społeczeństwach, w tym także w Polsce.
Problem samotności wiąże się z bardzo intymną sferą życia ludzkiego, jaką są związki romantyczne. Obserwujemy, że ludzie – zwłaszcza osoby młode – wchodzą w coraz mniejszą liczbę związków. Mówi się o tym, że to mężczyznom trudniej jest znaleźć partnerkę, choć w mediach nie brakuje historii kobiet, które pragną stworzyć satysfakcjonujący związek, jednak ponoszą jedną porażkę za drugą. Skąd się więc biorą te problemy, skoro kobiet i mężczyzn w polskim społeczeństwie jest podobna liczba?
Twarzą samotności coraz częściej staje się mężczyzna bez pary. Badania wskazują, że fakt bycia w relacji romantycznej przynosi mężczyznom więcej korzyści w zakresie zdrowia psychicznego i fizycznego niż kobietom, które częściej funkcjonują w rozbudowanych sieciach społecznych, złożonych z członków rodziny i znajomych. To zresztą kobiety częściej niż mężczyźni podejmują się tzw. pracy relacyjnej, która polega na podtrzymywaniu kontaktu między członkami i członkiniami rodziny. Samotność mężczyzn jest realnym problemem, który powinien być traktowany poważnie zarówno przez badaczy społecznych, jak i instytucje publiczne, partie oraz środowiska polityczne – zwłaszcza te, które stawiają sobie za cel równość płci i równość w ogóle.
We współczesnych dyskusjach o męskości pojawiają się różnorodne głosy i stanowiska w kwestii interpretacji przyczyn samotności mężczyzn. To właśnie diagnoza jest tu polem walki politycznej. Refleksja na temat przyczyn i konsekwencji samotności mężczyzn często dziś skręca w prawo i prowadzi do atakowania kobiet i ich rzekomo zbyt wysokich wymagań oraz przywilejów, które uzyskały, prezentując się jako „ofiary”.
Emancypacja kobiet postrzegana jako zagrożenie dla mężczyzn to diagnoza proponowana przez manosferę i środowiska antygenderowe. Samotność mężczyzn z klasy ludowej nie jest produktem feminizmu ani złych wyborów kobiet. Nie należy jednak umniejszać znaczenia nierówności, które wypadają na niekorzyść mężczyzn – np. pod względem stanu zdrowia, przewidywanej długości życia czy poziomu wykształcenia.
Feminizm wniósł niezwykle cenną perspektywę, ponieważ zwrócił uwagę na płeć jako cechę, która kształtuje możliwości jednostki w świecie społecznym. Później, zwłaszcza w okresie drugiej fali feminizmu, szczególnie mocno wybrzmiała obserwacja, że obok płci istnieją również inne cechy jednostek i ich sytuacji społecznej, które należy brać pod uwagę, analizując nierówności, hierarchie i zjawisko wykluczenia. Feministki zdały sobie sprawę, że nie mogą ograniczać swojej agendy do spraw wybranej grupy kobiet. Zresztą refleksji musiały poddać również samą kategorię kobiety i kobiecości.
W ostatnich dekadach pozycja kobiet w świecie społecznym znacząco się umocniła. W większości obszarów trudno wyobrazić sobie „świat bez kobiet”, a wiele z nich zdominowanych zostało liczebnie przez kobiety. Wzmocnieniu pozycji kobiet i wzrostowi ich poziomu wykształcenia towarzyszy podwyższanie się ich oczekiwań wobec potencjalnych partnerów. Kobiety opuszczają wsie i małe miasta, wyjeżdżając na studia do większych ośrodków i często już tam zostając. Podobną sytuację opisywała w latach 90. XX wieku Maria Jarosz, socjolożka znana między innymi ze swoich badań nad samobójstwami rolników.
Jedną z możliwych reakcji na taki stan rzeczy jest obwinianie kobiet za „złe” wybory, skupienie się na sobie i zbyt wygórowane oczekiwania wobec mężczyzn. Takie podejście pomija jednak kwestię zasadniczą: procesów o charakterze strukturalnym nie da się sprowadzić do sumy jednostkowych wyborów i preferencji. Wśród osób z wyższym wykształceniem od lat obserwujemy przewagę kobiet, co potwierdzają wyniki Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań z 2021 roku. W 2021 roku 20,3 proc. mężczyzn legitymowało się wykształceniem wyższym, wśród kobiet ten odsetek wyniósł 28,3 proc. (w liczbach bezwzględnych przewaga kobiet z wyższym wykształceniem nad mężczyznami wyniosła ponad 1,6 mln). Wykształcenie nie jest tylko jednym z wielu elementów biograficznych. W powiązaniu z dochodem i rodzajem pracy wyznacza przynależność klasową, a wraz z nią determinuje możliwości kariery, poziom dochodów, aspiracje przenoszone na dzieci.
Oczywiście, żywioł życia rodzinnego nie daje się sprowadzić do jednego wymiaru. Z pomocą przychodzi tu pojęcie intersekcjonalności rozumiane jako dynamiczne współkształtowanie sytuacji jednostek przez różnorodne czynniki, takie jak pozycja klasowa, płeć, wiek, kolor skóry, seksualność, stan zdrowia czy kwestia obywatelstwa. Nie bez znaczenia dla procesów kształtowania się rodzin są również czynniki pozaspołeczne i takie, na które jednostki nie mają wpływu.
Rodzina stanowi niezwykle istotny element mechanizmu reprodukcji społecznej, wpajając dzieciom określone wzory zachowania, preferencje kulturowe itd. Jednocześnie nie ma tu determinizmu. Świadczą o tym choćby nierzadko bardzo odmienne losy osób wychowywanych przez tych samych rodziców, np. opisane w książce The Pecking Order: Which Siblings Succeed and Why [Kolejność dziobania: kto z rodzeństwa odnosi sukces i dlaczego] autorstwa amerykańskiego psychologa Daltona Conleya.
Wbrew dyskursowi miłości romantycznej, która ma spadać na nas jak grom z jasnego nieba, nie pytając o zasobność portfela czy zdanie matury, posiadane kapitały nie pozostają bez wpływu na to, czy znajdziemy miłość i wejdziemy w satysfakcjonujący obie strony związek. A związki to przecież nie tylko wspólne zainteresowania i inwestycje finansowe.
Uzupełnieniem tego obrazu są kapitały seksualny i emocjonalny. O tym pierwszym piszą Dana Kaplan i Eva Illouz w książce What is Sexual Capital? [Czym jest kapitał seksualny?]. To, jakie cechy wyglądu czy formy zachowania są wysoko cenione, a jakie dyskwalifikują jednostkę społecznie, uwarunkowane jest historycznie i kulturowo. W niektórych epokach i środowiskach taką cechą jest na przykład dziewictwo kobiet (określane przez Kaplan i Illouz mianem domyślnego kapitału seksualnego; w innych – duża liczba partnerek seksualnych (raczej w przypadku mężczyzn)).
W neoliberalizmie kapitał seksualny jest silnie powiązany z jednostkową wolnością, jaką zapewnia dostęp do kapitału ekonomicznego, i od niego zależny. Ucieleśniony kapitał seksualny sprawia, że jednostki czują się i są atrakcyjne dla innych jako partnerzy lub partnerki relacji romantycznych. Dodatkowo, jak zauważają socjolożki, kapitał seksualny zwiększa u jednostek poczucie własnej wartości, co buduje poczucie sprawczości i kontroli nad swoim życiem. W kontekście struktury społecznej szczególnie istotny jest fakt, że kapitał seksualny funkcjonuje na podobnej zasadzie co kapitał kulturowy: preferencje co do partnera seksualnego nie są przypadkowe, ale układają się we wzory, dzięki czemu podobne do siebie osoby uważają za atrakcyjne podobne cechy osób czy ich zachowania.
Kolejnym wymiarem nierówności jest kapitał emocjonalny, będący zasobem wiedzy i umiejętności dotyczących regulowania emocji i ich ekspresji oraz pracy nad nimi. W ujęciu Evy Illouz kapitał emocjonalny operuje na poziomie ciała i emocji, a zatem tego, co jawi się w codziennym doświadczeniu jako „naturalne”, często niezależne od nas. Kapitał emocjonalny kształtuje także relacje w parach i stanowi dziś dla wielu kobiet, zwłaszcza z klasy średniej, niezbędny element związku.
Zdolność do otwartej komunikacji, stawiania i szanowania swoich i cudzych granic jest wysoko wartościowana w kulturze terapeutycznej. Te kompetencje zdobywa się przeważnie w gabinecie psychoterapeutycznym lub poprzez lekturę poradników psychologicznych czy konsumpcję treści psychoedukacyjnych w internecie. Takie umiejętności odgrywają ważną rolę w życiu kobiet wychowywanych w kulturze promującej poświęcenie własnych potrzeb na rzecz rodziny (czego przykładem jest figura Matki Polki), przypisującej kobiecie przede wszystkim tożsamość żony, matki i córki jako odpowiedzialnej za dobro męża, dzieci, rodziców (a także teściów).
Dostęp do takich usług jak psychoterapia jest z kolei uzależniony od pozycji klasowej, gdyż wymaga określonych zasobów finansowych, wolnego czasu i gotowości do introspekcji oraz ujawnienia obcej osobie swoich często najbardziej intymnych spraw. Jak wskazują badania z zakresu socjologii i psychologii, kobietom łatwiej niż mężczyznom przychodzi zwierzanie się sobie nawzajem; kobiece przyjaźnie budowane są raczej w oparciu o rozmowę o sprawach osobistych, zaś męskie – na wspólnym działaniu.
Ten schemat nie ogranicza się tylko do określonej klasy społecznej – moi rozmówcy, mężczyźni z wyższym wykształceniem, wykonujący zawody charakterystyczne dla klasy średniej i wyższej, wielokrotnie wspominali o pragnieniu większej bliskości z innymi mężczyznami, w tym z własnymi ojcami. By odpowiedzieć na pytanie, czy to pragnienie dotyczy też mężczyzn z klasy ludowej, potrzebuję więcej danych, natomiast nie jest tak, że tylko mężczyznom z klasy ludowej może stwarzać trudność spełnienie oczekiwań co do poziomu komunikacji, jaki uznaje się współcześnie za pożądany w związkach intymnych (który może być też wyzwaniem dla kobiet). Jednak nie ulega wątpliwości, że na poziomie języka, jakim współcześnie mówi się w dominującym dyskursie o relacjach między płciami, klasa średnia lepiej radzi sobie z wykazywaniem się tak dziś pożądaną emocjonalną kompetencją.
Przykładu oddziaływania niskiego kapitału seksualnego na możliwości tworzenia relacji romantycznych przez mężczyzn z klasy ludowej dostarcza artykuł He leads a lonely life: single men’s narratives of dating and relationships in the context of transnational migration [Prowadzi samotne życie: historie randkowania i związków samotnych mężczyzn w kontekście migracji transgranicznej] autorstwa Katarzyny Wojnickiej, Andrei Priori, Ulfa Mellströma i Andreasa Henrikssona. Opisano w nim trudności w zawieraniu relacji romantycznych doświadczane przez emigrantów z Polski pracujących w Szwecji.
Na niskie poziomy kapitałów ekonomicznego i kulturowego nakłada się konglomerat męskości, który utrudnia mężczyznom budowanie relacji z kobietami – zarówno z tymi pochodzącymi ze społeczeństwa przyjmującego, jak i innymi imigrantkami, których oczekiwania wobec mężczyzn zmieniają się wskutek oddziaływań norm obowiązujących w nowym miejscu. Mężczyźni ci ze względu na swą pozycję klasową nie mogą realizować męskości hegemonicznej, którą australijska socjolożka Raewyn Connell opisuje jako najbardziej pożądaną w danym społeczeństwie, zwykle wiążącą się z posiadaniem przewagi nie tylko nad kobietami, ale również innymi mężczyznami oraz szacunkiem i uznaniem z ich strony.
Poczucie frustracji wynikające z samotności i braku uznania prowadzi zaś do upatrywania źródeł swojego cierpienia w feminizmie i procesie emancypacji kobiet. Podsycane przez antygenderowe i antykobiece ruchy negatywne przekonania mężczyzn z tej grupy na temat kobiet wzmacniają napięcia między kobietami i mężczyznami.
Badania socjologiczne z różnych krajów pokazują, że osoby z niższym wykształceniem częściej niż te z wyższym wchodzą w następujące po sobie nieformalne związki (seryjna monogamia), a także częściej mają dzieci w takich związkach (Smock, Schwartz, 2020; Mogi, Raymo, Iwasawa, Yoda, 2023). Taki sposób kształtowania się relacji intymnych w klasie ludowej może (choć nie musi) przekładać się na mniejszą stabilność w układach rodzinnych i większe trudności w kumulowaniu kapitału ekonomicznego i emocjonalnego w rodzinie.
Kapitały seksualny i emocjonalny są zatem we współczesnym społeczeństwie kolejnymi źródłami nierówności. Osoby z niższym kapitałem seksualnym mają mniejsze szanse na zaspokojenie swoich potrzeb w zakresie seksualności i intymności z drugim człowiekiem. Refleksja na temat nierówności klasowych jest zatem niezbędna, by zrozumieć napięcia występujące między kobietami i mężczyznami w klasie ludowej i nie tylko.
**
Katarzyna Dębska – socjolożka, badaczka społeczna, feministka, doktorantka na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się nierównościami społecznymi i ich wpływem na różne sfery życia jednostek, w tym relacje z rodziną i związki intymne.





!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)



![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)
Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!