Jak Maja Staśko zwyciężyła Stanowskiego. Lewandowski, charity washing i patodeweloperka
Krytyka celebryckiej filantropii i rynku mieszkań trafia dziś do mainstreamu. Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia.
„Jeśli nie rozumiemy walki klas, nie rozumiemy zupełnie nic” – Ken Loach.
Krytyka celebryckiej filantropii i rynku mieszkań trafia dziś do mainstreamu. Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia.
W nowym wideokaście „Jest inba!” spierają się ze sobą Artur Troost i Jakub Majmurek.
Wzywając do udziału w pierwszomajowych demonstracjach, poseł PPS Antoni Szczerkowski przekonywał, że „w chwili obecnej, kiedy demokracji i ustrojowi republikańskiemu w Polsce zagraża niebezpieczeństwo ze strony zamachowców monarchistycznych i faszystowskich, masy robotnicze winny głośno zaprotestować”.
Skoro coś reklamujesz za pieniądze, to dajesz temu swoją twarz i ułatwiasz temu dotarcie do ludzi. Więc chyba tym bardziej powinieneś prewencyjnie wszystko sprawdzić, a nie tylko skasować za reklamę, a potem udawać, że nic się nie stało?
Brutalna historia radykalnego obniżenia wartości natury nie jest wyłącznie opowieścią o kapitalistycznym walcu, który rozjeżdża i przekształca Ziemię. Co najmniej w równym stopniu jest to historia oporu przeciw temu procesowi.
„Weźmiemy pana fabrykanta i będziemy darli z niego skórę” – mówił Waryński. Potem uspokajał, że nie ma zamiaru nikogo obdzierać ze skóry, ale „trzeba rzucać jaskrawe obrazy przyszłości, by pociągnąć robotnika do walki”.
Inaczej niż społeczeństwa Zachodu, społeczności rdzenne w Ameryce Południowej nie podlegają systemowi nagród i kar, który podtrzymuje posłuszeństwo wobec kapitalizmu. Są samowystarczalne i od początku kolonizacji stawiają opór.
Czy jako pracownicy powinniśmy kurczowo się trzymać odchodzących w przeszłość metod produkcji, by starać się utrzymać swoją pozycję społeczną, jako klasa pracowników umysłowych? Nie jest to ani możliwe, ani tym bardziej sprawiedliwe.
Byłoby absurdem oczekiwać od kawałka kartonu i kilku drewnianych pionków, że przebuduje relacje władzy. Gra może jednak zrobić coś, co jest warunkiem każdej zmiany: obnażyć mechanikę. Uczynić ją widzialną i dać jej nazwę.
Aktualność filmu nie musi być zaletą, bo często jest tylko łapówą dla arbitrów i publiki. Tak było w przypadku tegorocznych Oscarów, gdzie „Jedna bitwa po drugiej” obrabowała ze statuetek „Wielkiego Marty’ego”.