Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Klasy na chłodno, czyli recepta na rozgrzaną debatę publiczną

Z naszych analiz wyłaniają się trzy kluczowe historie: o kurczeniu się klasy ludowej, ekspansji klasy średniej i cichej zmianie pokoleniowej, która zaciera dotychczasowe podziały dochodowe i przesuwa linię społecznego konfliktu w nowe miejsca.

Aktorzy z filmu Ziemia obiecana
Kontekst

🧑‍🏭 W polskiej debacie o klasach często wraca prosty podział na „lud” i „elity”. Dane pokazują jednak bardziej złożony obraz struktury społecznej.

🧑‍💼 W ostatnich dekadach zmienił się rynek pracy: ubywa zawodów kojarzonych z klasą ludową, a rośnie znaczenie pracy umysłowej i klasy średniej.

💸 Różnice klasowe nie znikają, ale w młodszych pokoleniach nie zawsze przekładają się wprost na różnice dochodowe.

🎓 Cykl tekstów „Lewica bez ludu?” to pokłosie seminarium „Klasa ludowa i kryzys lewicowej polityki” zorganizowanego przez Instytut Krytyki Politycznej.

Walka

Dyskusje o klasach w Polsce zbyt często toczą się w oderwaniu od liczb. Karmią je obrazy z Ziemi obiecanej, wspomnienia wakacji u babci na wsi, znajomi z podstawówki, którzy „nie wyszli na ludzi”. Klasy to oczywiście coś więcej niż statystyka – to praktyki, style życia, sposoby patrzenia na świat. Ale bez twardych danych rozmowa o nich swobodnie dryfuje w stronę mitologii. Raz wychodzi z niej Polska podzielona na garstkę bogaczy i przytłaczającą biedę. Innym razem – kraj, w którym wszyscy są już klasą średnią, bo każdy ma samochód i wakacje raz w roku. Żaden z tych obrazów nie ma wiele wspólnego z tym, co pokazują dane.

Sięgnęliśmy więc do połączonej bazy European Social Survey – ponad czternastu tysięcy obserwacji z badań prowadzonych w Polsce między 2002 a 2024 rokiem. Posługujemy się klasycznym podziałem trójdzielnym Pierre’a Bourdieu – na klasę ludową, średnią i wyższą – sprawdzonym już w polskich badaniach. Klasy wyróżniliśmy na podstawie szczegółowej kategoryzacji zatrudnienia, bo to ono lokuje człowieka na rynku pracy, weryfikuje jego wykształcenie i daje rozpoznawalną tożsamość.

Z danych wyłaniają się trzy historie, które warto opowiedzieć osobno: o kurczeniu się klasy ludowej, o ekspansji klasy średniej i o cichej zmianie pokoleniowej, która zaciera dotychczasowe podziały dochodowe i przesuwa linię społecznego konfliktu w nowe miejsca.

Jak duże są klasy?

Klasa ludowa jest klasą liczną, ale nie przytłaczająco. Jeśli weźmiemy pod uwagę całą strukturę społeczną, jej udział wynosi około 40 procent. To jednocześnie i dużo, i mało. Jeśli ktoś sądzi, że przypomnienie sobie o klasach – czyli najczęściej przypomnienie sobie o klasie ludowej – oznacza wzięcie pod uwagę na przykład 80 procent ludzi, rozmija się z rzeczywistością.

Czytaj także Gdula: Obawiam się, że rząd stracił wolę dokonywania zmian [rozmowa] Jakub Majmurek

W dodatku niezwykle istotną kwestią jest to, co dzieje się z klasą ludową: choć wraz z przemianami świata pracy nie znika, to jednak się kurczy. Widać to świetnie w przekrojach pokoleniowych. O ile w rocznikach 70-latków stanowi stabilne czterdzieści kilka procent, to gdy przesuwamy się w stronę młodszych roczników, widzimy jej stałe zmniejszanie się. Wśród osadzonych już dobrze na rynku pracy 40-latków, do klasy ludowej zalicza się już tylko 31 proc. badanych.

Czytaj także Dyrektywa o pracy platformowej – czas na głos pracowników Xavier Woliński rozmawia z Stanisławem Kierwiakiem

Ma to bardzo duże konsekwencje. Zawody związane z klasą ludową i pracą fizyczną są postrzegane jako mniej atrakcyjne. Oznacza to mniejsze zainteresowanie w ich podejmowaniu przez młodych, co przekłada się na uzasadnione przekonanie, że przynależność do tej klasy to łączenie się z tym, co starsze, przeszłe, nierozwojowe. Wizje dobrego życia łączone są z przedstawicielami innych klas, wykształceniem, dynamiką i młodością. Do klasy ludowej nie aspiruje się, nie wybiera się jej, tylko zostaje się w niej lub do niej trafia.

Inaczej jest z klasą średnią. W danych bardzo wyraźnie widać jej ekspansję. Społeczeństwo klasy średniej to nie jest tylko dyskurs – to strukturalne zmiany, polegające na rozroście klasy ludzi wykonujących pracę umysłową, wymagającą lepszego wykształcenia i najczęściej lepiej płatną niż praca fizyczna. W starszych rocznikach do klasy średniej możemy zaliczyć około 40 proc. ludzi. Wśród 40-latków to już powyżej 60 proc. Jeśli gdzieś szukać klasy pęczniejącej, atrakcyjnej, przyciągającej młodych i jednocześnie stanowiącej już liczebną większość, to jest to właśnie klasa średnia.

Praca młodych w usługach nie zmienia trendu

Musimy na chwilę zatrzymać się nad najmłodszymi rocznikami. Widać w nich większy udział klasy ludowej, jednak należy być ostrożnym z interpretacją tych wyników. Gdy mamy do czynienia z najmłodszymi pracownikami, mówimy o początku obecności na rynku pracy i podejmowaniu zatrudnienia o charakterze tymczasowym, często łączonego ze zdobywaniem edukacji. To sprawia, że młodzi pracownicy nierzadko podejmują się zatrudnienia w usługach prostych, takich jak sprzedaż detaliczna albo gastronomia. Nie należy z tych danych wyciągać wniosku o odwróceniu się trendu obserwowanego w dłuższej perspektywie, to znaczy kurczenia się klasy ludowej i rozrostu klasy średniej.

Warto też zauważyć, że jeśli chodzi o najmłodsze roczniki klasy ludowej, to w określonych sektorach zatrudnienia będą one miały w pracy częstszy kontakt zarówno z przedstawicielami klasy średniej, jak i z migrantami niż wcześniejsze roczniki.

Najbardziej stabilną klasą, jeśli idzie o rozmiary, jest klasa wyższa. Przy perspektywie, którą się posługujemy, obejmuje ona (oprócz dyrektorów, kierowników, sędziów czy lekarzy) także osoby z wysokim kapitałem kulturowym, zajmujące pozycje w świecie nauki i kultury. Udział klasy wyższej poza młodszymi rocznikami stanowi około 8 proc. Młodsi pracownicy, nawet jeśli posiadają pewien kapitał kulturowy, potrzebują więcej doświadczenia zawodowego i czasu, żeby objąć stanowiska pracy związane z klasą wyższą. 

Nie tylko różnice międzyklasowe

Niezwykle ważnym wymiarem stosunków klasowych są kwestie różnic w uzyskiwanych dochodach. Na podstawie danych ESS możemy określić, w których decylach dochodowych mieszczą się badani, czyli gdzie lokują się w hierarchii zarobków. Im wyższy decyl, tym wyższe zarobki.

Gdy przyjrzymy się globalnym zależnościom, widać bardzo wyraźnie spodziewaną prawidłowość. Im ktoś wyżej znajduje się klasowo, tym więcej zarabia. Nie jest to specjalnie zaskakujące. Trzeba jednak zaznaczyć, że w ostatnich latach Polska przesunęła się do grupy krajów UE o niskim poziomie zróżnicowania dochodowego. Obecnie ze wskaźnikiem Giniego na poziomie 0,26 (dane Eurostatu za 2024) znajdujemy się w grupie krajów o niskich nierównościach, do której zaliczają się państwa skandynawskie i niektóre środkowoeuropejskie. Mamy niższe nierówności dochodowe niż Francja (0,3), Niemcy (0,29), Włochy (0,32) i oczywiście europejski lider nierówności, Bułgaria (0,38).

Niezwykle ciekawe i ważne z punktu widzenia relacji klasowych kwestie pojawiają się, gdy weźmiemy pod uwagę to, jak dochody kształtują się w grupach wiekowych. Rozkład dochodu pokazuje, że wraz z wiekiem zmniejszają się różnice między klasami. O ile w starszych rocznikach mieliśmy bardzo jasną sytuację, w której przynależność klasowa mocno określała szanse zarobkowe, o tyle w młodszych rocznikach sytuacja jest mniej jednoznaczna.

Gdy porównamy dochody przedstawicieli trzech klas w grupie 50-latków (1970-1974), mamy do czynienia z uderzającą i mocną zależnością. W najwyższych dwóch decylach jest odpowiednio 6 proc. klasy ludowej, 24 proc. klasy średniej i 49 proc. klasy wyższej. Gdy weźmiemy dwa najniższe decyle, zależność lustrzanie się odwraca i przynależy do nich 19 proc. klasy ludowej, 11 proc. klasy średniej i 4 proc. klasy wyższej. Jednocześnie wśród 50-latków w dolnych czterech decylach znajduje się 48 proc. klasy ludowej, 35 proc. klasy średniej i tylko 20 proc. klasy wyższej.

Sytuacja zmienia się wyraźnie, gdy przechodzimy do młodszych roczników. Wśród roczników 1985-1989 rozkład dochodów w klasach jest o wiele bardziej zrównoważony. W górnych dwóch decylach dochodowych mieści się odpowiednio 19 proc. klasy ludowej, 26 proc. klasy średniej i 45 proc. klasy wyższej.

W dolnych dwóch decylach dysproporcja także jest mniejsza niż w starszych rocznikach. Przynależy tu 13 proc. klasy ludowej, 5 proc. klasy średniej i 5 proc. klasy wyższej. Wśród młodszych pracowników zmniejsza się zatem różnica między klasami, jeśli chodzi o dystrybucję dochodu. Jeśli weźmiemy pod uwagę cztery najwyższe decyle, to 36 proc. najlepiej zarabiających przedstawicieli klasy ludowej znajduje się na takim samym poziomie wynagrodzeń, co 53 proc. przedstawicieli klasy średniej.

Być może praca fizyczna postrzegana jest jako mniej atrakcyjna i mniej dochodowa, ale poziom wynagrodzeń pokazuje, że dużo w tym złudzeń. Najbardziej wykwalifikowani i młodsi pracownicy fizyczni są nie tylko bliżej klasy średniej, ale spora ich część zarabia na równi lub nawet więcej niż pracownicy umysłowi. Może i klasa ludowa się kurczy, ale jednocześnie przynależność do niej nie oznacza automatycznie zajmowania najgorzej wynagradzanych stanowisk pracy i upadku na sam dół hierarchii zarobków.

Skrócenie czasu edukacji

Rzut oka na wykształcenie pokazuje wyraźne różnice długości lat nauki pomiędzy klasami, co oznacza też potwierdzone dyplomami różnice w posiadanym kapitale kulturowym. To dość spodziewana zależność, bo system klasowy odtwarza się przez osiągnięcia szkolne i konkurencję edukacyjną. Użycie lat nauki jako miary zaangażowania w system edukacji jest o tyle lepsze niż odnoszenie się do charakteru uzyskanego dyplomu (wykształcenie wyższe, średnie, zawodowe), że pokazuje poziom zaangażowania w system edukacyjny, obejmując także zdobywanie dodatkowych dyplomów tego samego stopnia i ustawiczne kształcenie.

Gdy spojrzymy na lata nauki w kolejnych rocznikach, widać jednak ciekawą zależność. Młodsi pracownicy, zarówno z klasy średniej i ludowej, spędzają w systemie edukacji coraz mniej czasu. Może to być efekt zmniejszającej się od kilkunastu lat konkurencji na rynku pracy. Zapotrzebowanie na pracowników jest tak duże, że szybsze wejście na rynek pracy i zdobywanie praktycznych umiejętności jest ważniejsze niż zdobycie rzadszych dyplomów umożliwiających lepszy start. W przypadku klasy ludowej mniejsza skłonność do zdobywania wykształcenia znajduje potwierdzenie w badaniach jakościowych, gdzie młodzi mówią, że zdobywane dyplomy nie przełożą się na znaczny wzrost ich zarobków i dalsza nauka nie ma dla nich ekonomicznego uzasadnienia.

W wyciąganiu daleko idących wniosków trzeba być jednak tutaj ostrożnym, bo mówimy o rocznikach, które wciąż mogą zdecydować się na kontynuowanie nauki i podnoszenie swoich kompetencji.

Nie tylko lud i elity

W dwóch klasach widać wyraźną dynamikę, która kształtuje i będzie kształtować system klasowy w kolejnych latach. Jest nią rozrost klasy średniej i kurczenie się klasy ludowej. Są to długofalowe, powolne procesy, ale mające konsekwencje także dla codziennych praktyk, wyborów i doświadczeń ludzi. Nie należy lekceważyć tego, że w młodszych rocznikach następuje większy kontakt przedstawicieli klasy ludowej z osobami z klasy średniej i migrantami na rynku pracy.

Zmniejszające się różnice materialne między młodą klasą ludową a młodą klasą średnią mogą – choć nie muszą – prowadzić do większych konfliktów symbolicznych. Zbliżony poziom dochodów może przekładać się na poszukiwanie tożsamościowych różnic, które mogą mobilizować kapitał kulturowy. Może też jednak nastąpić eufemizowanie różnic i uśrednioklasowienie części reprezentantów klasy ludowej. Oba procesy mogą zresztą występować równolegle.

Dane dotyczące edukacji pokazują, że następuje obniżanie zaangażowania w system edukacyjny. Jego rola w reprodukcji systemu klasowego oczywiście pozostaje ważna, ale poziom konkurencji między jednostkami łagodzi się. Dobra sytuacja na rynku pracy w połączeniu ze zmniejszającymi się liczebnie młodszymi rocznikami sprawia, że nastąpiła pragmatyczna korekta stosunku do edukacji i zaczyna być ona postrzegana przede wszystkim przez pryzmat relacji między kosztami a zyskami.

Włączenie klas do rozważań o Polsce musi uwzględniać opisane przemiany. Zwłaszcza w sytuacji ostrych konfliktów symbolicznych i politycznych wzmacnianych przez obecny kształt sfery publicznej warto przywoływać realne dane. Gdy ktoś przekonuje nas, że mamy do czynienia w Polsce wyłącznie z podziałem na lud i elity, warto pamiętać, że klasa średnia rozrasta się, różnice dochodowe globalnie, ale także w ramach klas mają tendencje spadkowe, a konkurencja przez system edukacyjny raczej łagodnieje. Nieco wbrew odruchom przypomnienie sobie o klasach może być elementem wprowadzającym nieco chłodu w rozgrzaną debatę publiczną.

Maciej Gdula – socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW.  Od grudnia 2023 do stycznia 2025 wiceminister nauki w rządzie Donalda Tuska, poseł na Sejm IX kadencji. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Autor szeroko komentowanego badania Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta. Opublikował m.in.: Style życia i porządek klasowy w Polsce (2012, wspólnie z Przemysławem Sadurą), Nowy autorytaryzm (2018).

Krzysztof Tymicki – demograf, socjolog i statystyk, doktor habilitowany nauk społecznych, adiunkt w Instytucie Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Zajmuje się przemianami płodności, rodziną, nierównościami społecznymi oraz konsekwencjami procesów demograficznych dla polityki społecznej. Łączy doświadczenie akademickie z praktyką badań społecznych i rynkowych.

*

Tekst powstał dzięki wsparciu European Climate Foundation. Odpowiedzialność za informacje i opinie w niej przedstawione spoczywa na autorach. European Climate Foundation nie ponosi odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych lub wyrażonych w nim treści.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x