Świat

Wszyscy (okej: niektórzy) ludzie prezydenta

Cher śpiewa dla wyborców duetu Biden-Harris na jednym z kampanijnych wieców. Fot. Gage Skidmore/Flickr.com

Kolegium elektorów ma w poniedziałek ostatecznie zatwierdzić wynik wyborów w USA. Agata Popęda sprawdza, kto razem z Joe Bidenem będzie rządził Ameryką przez najbliższe cztery lata.

Już sporo wiemy o tym, kto czym będzie dowodził w nowym rządzie, który przejmie władzę w Waszyngtonie 20 stycznia. Znamy pierwszą dziesiątkę najważniejszych nazwisk – od pełnego establishmentu (ludzie z administracji Clintona i Obamy) do ostrożnych ukłonów w stronę lewicy/centrum. Dominuje polityka tożsamościowa – czyli mamy sporo kobiet i sporo mniejszości, Afroamerykanów i Latynosów, obranych lub rozważanych na kluczowe stanowiska.

Biden wybiera gabinet zachowawczo, najchętniej spośród wieloletnich współpracowników. Brakuje tam natomiast prawdziwej lewicy. Partia unika przy tym wciągania do administracji obecnych członków Kongresu, bo tam demokraci ledwo się trzymają w izbie niższej – a w Senacie oczywiście nie trzymają się wcale.

Nie tylko Ocasio-Cortez. W Kongresie przybyło młodych demokratów

Z europejskiego punktu widzenia na pewno zwraca uwagę zmiana kursu wobec Unii Europejskiej, a szczególnie Francji – wśród nominacji Bidena znaleźli się francuskojęzyczni sekretarz stanu Antony Blinken i specjalny wysłannik klimatyczny John Kerry.

Blinken to kosmopolita. Pochodzi z rodziny dyplomatycznej; jego ojciec był ambasadorem USA na Węgrzech, a ojczym – Żydem, któremu cudem udało się uciec z Białegostoku. Zagorzały zwolennik ONZ, sporo wie o Europie, uczył się w szkole średniej w Paryżu i jest wyczulony na antysemityzm. Wierzy w budowanie mostów, a nie murów, jak powiedział w wywiadzie z Davidem Axelrodem w The Axe Files i postrzega imigrację jako siłę Ameryki. W administracji Obamy służył jako zastępca sekretarza stanu i zastępca doradcy do bezpieczeństwa narodowego. Słowem – zjadł zęby w gabinetach Bidena i Obamy. Pomagał współtworzyć pakt nuklearny z Iranem podpisany przez Obamę w 2015 roku, a rozmontowany później przez Trumpa. Współkształtował politykę Obamy wobec Afganistanu, Pakistanu i Ukrainy (słowem: umiarkowany izolacjonizm bez wielkich gestów).

Kerry jest dobrze znany obserwatorom amerykańskiej sceny politycznej. Były sekretarz stanu, kandydat na prezydenta (przegrał z Bushem juniorem) i senator reprezentujący Massachusetts przez 28 lat. Jego ostatnim popisowym numerem były negocjacje klimatyczne w Paryżu. Teraz wraca jako bojownik walki o klimat. Stara gwardia waszyngtońskiej elity, duże pieniądze i – nadal – amerykański imperializm z polewą o smaku dyplomatycznym. Podobnie jak Biden – Kerry to starszy jegomość z bogatymi kontaktami. Mitologizuje amerykańską historię i wciąż się ma za młodego aktywistę protestującego przeciw wojnie w Wietnamie.

Jakimś światełkiem w tym zakurzonym tunelu jest Janet Yellen, która będzie pierwszą kobietą zarządzającą Departamentem Skarbu. Yellen mówi sensownie, wierzy w inwestycję rządu w gospodarkę i pomoc finansową dla bezrobotnych i bonów na żywność – zwłaszcza w kontekście pandemii. Zarazem Yellen to jednak osoba, która zarządzała Rezerwą Federalną, związana z tak okopanymi w establishmencie instytucjami jak The Brookings Institution. Jej zrozumienie dla problemu nierówności jest raczej z tych ostrożnych i akademickich.

Ważną rolę w gospodarce odegra Neera Tandem, która jako szefowa Office of Management and Budget będzie zarządzać budżetem. Podobnie jak w przypadku Yellen, nominacja Tandem to pół kroku naprzód. Z jednej strony pochodzi z indyjskiej rodziny imigrantów. Wychowana przez samotną matkę, mówi, że wiele zawdzięcza programom publicznym – szkolnictwu, zasiłkom itd. Niestety, prawie tyle samo zawdzięcza Clintonom, których jest modelową wychowanicą. Pracowała w administracji Obamy, a w ostatnich latach prowadziła jeden z najważniejszych demokratycznych think tanków – Center for American Progress.

Inne nazwiska, które ogłoszono do 10 grudnia, to Susan Rice i Denis McDonough – ludzie z administracji Obamy, tym razem na zaskakujących stanowiskach.

Była ambasadorka USA przy ONZ, która stała się symbolem skandalu w Bengazi w 2012 roku, teraz będzie kierować polityką wewnętrzną kraju, stając na czele Rady Polityki Wewnętrznej (Domestic Policy Council). W rządzie Obamy Rice zajmowała się polityką zagraniczną. Co ciekawe, podobnie jak inni członkowie powstającego rządu, Rice już zetknęła się w Białym Domu z pandemią, walcząc z ebolą w 2014 roku. W ostatnich czterech latach Rice zajmowała się głównie polityką Dystryktu Kolumbii, czyli miasta zwanego potocznie Waszyngtonem, domagając się reprezentacji w Kongresie (której amerykańska konstytucja Waszyngtonowi poskąpiła) i ustanowienia stanu dla 700 tysięcy mieszkańców stolicy. Żeby wejść do nowego rządu, Rice będzie musiała zrezygnować ze stanowiska w radzie zarządzającej Netflixa.

Yellen, musisz!

McDonough był szefem sztabu Obamy od 2013 roku. Nikt się go nie spodziewał na stanowisku sekretarza w Departamencie do spraw Weteranów, na które niejeden sobie zęby ostrzył, w tym prezydencki kandydat w demokratycznych prawyborach Pete Buttigieg. Środowiska LGBTQ są rozczarowane – kwestia traktowania gejów i osób transpłciowych w amerykańskich siłach zbrojnych wciąż wywołuje kontrowersje.

Znanych nazwisk jest więcej, a wszyscy ci ludzie już pracowali razem i się znają. Jake Sullivan, człowiek Hilary Clinton, będzie doradcą Bidena do spraw bezpieczeństwa narodowego, a Avril Haines, która prowadziła dla Obamy program zabijania dronami, zostanie dyrektorką Wywiadu Narodowego.

Świetnym symbolem tej administracji jest również Brian Deese, który będzie kierował Narodową Radą Ekonomiczną (National Economic Council) i uchodzi za prawdziwego wojownika klimatycznego – tylko nie jest do końca jasne, po której walczy stronie. Pracował dla Obamy przez osiem lat; już jako trzydziestolatek zawiadywał pomocą ekonomiczną dla sektora samochodowego i General Motors po krachu w 2008 roku. Od 2016 roku pracuje dla koncernu BlackRock, największego na świecie zarządcy aktywami finansowymi, dla którego niby buduje „zielone” portfolia przyszłości.

USA: Krótka historia walki z dyskryminacją osób LGBTQ+

Dobrą wiadomością dla przyszłości amerykańskiej imigracji jest Alejandro Mayorkas, który będzie pierwszym Latynosem na stanowisku sekretarza Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Department of Homeland Security). Uchodźca z Kuby, Mayorkas prowadził dla Obamy program DACA, umożliwiający „legalną ścieżkę” tym imigrantom, którzy przybyli do USA jako dzieci. Kilka lat temu wzywał Amerykę do przyjęcia uchodźców z Syrii. Inny Latynos, Xavier Becerra, obecny prokurator generalny Kalifornii, będzie sekretarzem Departamentu Zdrowia.

Czarna dyplomatka Linda Thomas-Greenfield zostanie ambasadorką USA przy ONZ, a posłanka z Ohio Marcia Fudge została sekretarką Departamentu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast (Department of Housing and Urban Development), mimo że wielu typowało ją na szefową Departamentu Rolnictwa – to ministerstwo dostało się jednak białemu kolesiowi, który rządził nim już przez osiem lat, Tomowi Vilsackowi.

Umarł król, niech żyje król

czytaj także

Wszyscy sarkają też na wybór emerytowanego generała Lloyda Austina na sekretarza Departamentu Obrony. Austin, który był pierwszym Afroamerykaninem zarządzającym amerykańską obroną, jest modelowym przykładem „obrotowych” drzwi między Pentagonem a tytanami koncernu zbrojeniowego, takimi jak Raytheon Technologies. Do niedawna był aktywnym wojskowym, a jego ostatnią misją była walka z tak zwanym Państwem Islamskim.

Więcej nazwisk – już wkrótce.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agata Popęda
Agata Popęda
Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.
Zamknij