Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Dronowa wojna nerwów i coraz więcej pytań. Kraje bałtyckie nie winią Ukrainy

W ostatnim czasie incydenty z udziałem dronów – ukraińskich, rosyjskich, a także niewiadomego pochodzenia – miały miejsce nad Łotwą, Litwą, Estonią i Finlandią.

ObserwujObserwujesz
Magazyn w obwodzie kijowskim po ostrzale rosyjskim w nocy 24 maja 2026 r..
Walka

Rosja w nocy z soboty na niedzielę dokonała zmasowanego nalotu na Kijów. Łącznie na cele w Ukrainie wysłano 90 rakiet i kilkaset dronów. W ukraińską stolicę Rosjanie uderzyli oriesznikiem, rakietą balistyczną, rzekomo hipersoniczną, którą wprowadzili w 2024 roku.

Relacje z Kijowa są przerażające. Zniszczonych zostało wiele budynków mieszkalnych, niemal w każdej dzielnicy miasta. Zginęły 4 osoby, kilkadziesiąt jest rannych. Ukraińskie źródła twierdzą, że był to największy atak na Kijów od początku pełnoskalowej wojny.

W Polsce jednak więcej wzmożenia wywołuje ukraiński patoinfluencer, który zaparkował nad Morskim Okiem, niż kolejne ofiary rosyjskiej agresji. Co zrobisz. Polskiemu społeczeństwu wojna się opatrzyła, wręcz znudziła, a spora jego część (społeczeństwa) w nią nie wierzy, bo dopóki gdziekolwiek w Ukrainie działają sklepy i kawiarnie, to znaczy, że wojny nie ma.

Litwa ma rzeczy do poprawy

Ale większego wrażenia chyba też na nikim nie zrobiły też kadry z Litwy, gdzie w środę władze wezwały mieszkańców niektórych regionów kraju, by ukryli się w schronach w związku z dronem, który naruszył litewską przestrzeń powietrzną w środę przed południem. Zdjęcia z Wilna, gdzie ludzie przeczekują alarm w podziemnych garażach, przypominają, że – wbrew społecznym nastrojom w Polsce, tak jak je czytam – że wojna wcale nie zbliża się do końca. Wręcz przeciwnie, rozlewa się coraz szerzej.

Litewski alarm trwał krótko, około godziny. Teraz litewskie władze starają się wyciągnąć wnioski z tego, co zaszło. Okazało się na przykład, że część schronów była zamknięta i trudno było ustalić, kto ma do nich klucze. Kontrowersje budziły też schrony dla szkół i przedszkoli, do których personel nie chciał wpuszczać osób postronnych. Zdaniem władz tak powinno być, problem polegał na tym, że te schrony pojawiły się na mapie schronów ogólnodostępnych, co nie powinno mieć miejsca. Podobnie jak rozsyłanie informacji o zagrożeniu do mieszkańców regionów, które nie były objęte alarmem.

Czytaj także Ukraina nie pyta już o prawo do odwetu. Czy uda jej się stać silnym państwem? Paulina Siegień

Alarm odwołano po ok. godzinie. Ta godzina to był prawdziwy stress-test dla państwa litewskiego. Ogólny bilans jest taki, że poszło nieźle, instytucje i odpowiednie mechanizmy zadziały, ale są rzeczy do poprawy, raczej pilnej.

Kraje bałtyckie nie winią Kijowa

Co się stało z dronem, nie wiadomo. Litewska armia ok. 11 zgubiła go z radarów. Litewskie Centrum Zarządzania Kryzysowego przyznało, że nie jest w stanie stwierdzić, czy dron rozbił się na terytorium Litwy, czy opuścił kraj. Poderwane natowskie myśliwce również nie zdołały go zlokalizować. Początkowo sądzono, że bezzałogowiec przyleciał z Białorusi, litewski sztab skorygował potem tę informację, przekazując, że dron przekroczył granicę od strony Łotwy.

Czytaj także Rosyjskie drony mają w poważaniu betonowe jeże Tuska Paulina Siegień

Inną kwestią jest ta, czyj to właściwie był dron. Do niedawna za incydenty z dronami i naruszaniem przestrzeni powietrznej odpowiadała Rosja. Pamiętamy zresztą rosyjskie drony nad Polską we wrześniu 2025 roku. Ale od paru miesięcy coraz śmielej dronami Rosję atakuje Ukraina i część dronów, które spadały ostatnio w państwach bałtyckich, należała do ukraińskiej armii.

7 maja dwa drony, które uważa się za ukraińskie, zboczyły z kursu, wleciały nad Łotwę od strony Rosji i uderzyły w bazę paliwową w Rezekne. Zbiorniki co prawda były puste, nikt nie zginął, ale incydent kosztował posadę łotewskiego ministra obrony.

Z kolei 19 maja dron został zestrzelony przez rumuński myśliwiec F-16 nad Estonią. Państwa bałtyckie nie mają bowiem swoich sił lotniczych, ochronę ich przestrzeni powietrznej zapewniają sojusznicy w ramach misji Baltic Air Policing. Dzień po alarmie w Litwie, czyli 21 maja, mieszkańcy kilku graniczących z Rosją i Białorusią rejonów Łotwy dostali oficjalny komunikat, w którym władze prosiły, by nie opuszczali swoich domów. Także ta sytuacja ma swoje dronowe podłoże. W sobotę rano do jeziora Dridrza w łotewskiej Łatgalii spadł niezidentyfikowany dron.

Do podobnych zdarzeń dochodziło w ostatnim czasie także w Finlandii, która podobnie jak państwa bałtyckie, należy do zadeklarowanych sojuszników Ukrainy w wojnie przeciwko Rosji. Kijów przyznał, że w kilku przypadkach to rzeczywiście ukraińskie drony wlatywały lub spadały na terytorium sojuszniczych państw, za co przeprosił ukraiński minister spraw zagranicznych.

Ukraina stoi jednak na stanowisku, że winna tym incydentom jest Rosja, która za pomocą urządzeń radioelektronicznych specjalnie przekierowuje drony nad Litwę, Łotwę i Estonię, starając się w ten sposób wywierać presję psychologiczną na tamtejsze społeczeństwa.

Rządy państw bałtyckich co do zasady się z tym zgadzają i nie winią Kijowa. Za to Rosja rozsiewa teorię, że drony, które w tym roku efektywnie atakują obiekty w Rosji, np. terminale w rosyjskich portach w Zatoce Fińskiej, startują z terytoriów państw bałtyckich – i grozi odwetem. Co dalej?

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x