Lokalny sprzeciw wobec decyzji o lokalizacji ośrodków dla azylantów coraz częściej zmienia się w spektakl gniewu. Pod ratuszami, przy pustych budynkach komunalnych, przed dawnymi szkołami i posterunkami policji pojawiają się mieszkańcy, lokalni politycy, skrajna prawica, ludzie z flagami, telefony transmitujące wszystko na żywo, fajerwerki, race, czasem kamienie.
W tym samym czasie system azylowy zatyka się w kluczowym miejscu: w Ter Apel. Jak podał dziennik „de Volkskrant”, centrum rejestracyjne jest tak przepełnione, że COA – holenderska agencja odpowiedzialna za zakwaterowanie osób ubiegających się o azyl – musiała wprowadzić „kontrolowany dostęp”. Oznacza to, że pierwszeństwo mają najbardziej potrzebujące osoby: kobiety i dzieci. Ci, którzy nie zostaną wpuszczeni za bramę, muszą szukać noclegu gdzie indziej. We wtorek 20 maja w ośrodku przebywało 2316 osób, czyli o ponad trzysta więcej, niż przewiduje limit. COA przyznało, że w tej sytuacji nie jest już w stanie gwarantować bezpieczeństwa i godnych warunków życia mieszkańcom ani pracownikom. W ośrodku już wcześniej dochodziło do ataków i bójek.
Zestawienie tych obrazków ukazuje podstawowy paradoks holenderskiej debaty na temat prawa do azylu. Z jednej strony rośnie presja, by ograniczać liczbę miejsc zakwaterowania. Z drugiej – jeśli te miejsca nie powstają, ciężar spada na Ter Apel, które od lat stanowi symbol niewydolności państwa.
Loosdrecht: gdy protest zamienia się w zamieszki
W Loosdrecht, miejscowości liczącej około 9300 mieszkańców, położonej między Amsterdamem a Utrechtem, protesty przeciwko tymczasowemu ośrodkowi dla azylantów przerodziły się w regularne starcia. W kierunku budynku, w którym znajdowali się już pierwsi azylanci i pracownicy COA, leciały fajerwerki. Krzaki przy budynku stanęły w ogniu, straż pożarna początkowo była blokowana, policja użyła armatki wodnej. Wprowadzono nadzwyczajne rozporządzenia: zakaz zgromadzeń i strefę kontroli bezpieczeństwa.
Loosdrech nie jest „daleką” prowincją. To nie Groningen, nie Limburgia, nie peryferyjny punkt na mapie, który można potraktować jako lokalną osobliwość. Leży w regionie Randstad, w centrum holenderskiego świata klasy średniej: między Amsterdamem, Utrechtem i Hilversum, gdzie swoje siedziby mają największe media. Kiedy AZC pojawia się tam, gdzie zwykle lokuje się letnie domki, żaglówki i dobre szkoły, antyazylowa panika przestaje być tematem „tamtych ludzi z prowincji”.
Nie wszyscy mieszkańcy regionu odpowiedzieli na AZC w Loosdrecht wrogością. Po podpaleniu przy ośrodku 78-letni Dirk z Hilversum przyjechał tam z żoną i siedemdziesięcioma tabliczkami czekolady – po jednej dla każdego z azylantów, którzy mieli zostać zakwaterowani w budynku. „Chcieliśmy pokazać tym ludziom, że nie są niemile widziani” – tłumaczył. Nazwiska nie chciał ujawniać, bo bał się tych, którzy „lubią zamieszki”.
W Apeldoorn protesty także kończyły się interwencją policji i zatrzymaniami. W Den Bosch doszło do eksplozji przy dawnym komisariacie policji, gdzie gmina planowała zakwaterować około 50 małoletnich azylantów. W Groningen po antyimigracyjnej demonstracji pobito dwóch kontrdemonstrantów niosących tęczową flagę – napastnicy mieli im ją odebrać, kopać ich i bić.
W antyazylowej narracji często pojawiają się hasła „ochrony kobiet”, „ochrony dzieci”, a nawet „ochrony osób LGBT+”. Migrant, zwłaszcza mężczyzna spoza Europy, niebiały, nierzadko muzułmanin, przedstawiany jest jako zagrożenie dla holenderskiego porządku społecznego, płciowego i seksualnego. Ale kiedy przeciwnicy migracji biją ludzi z tęczową flagą, ta retoryka nieco traci na wiarygodności.
Azylanci nie mieszkają w pałacach
Jednym z najbardziej uporczywych mitów występujących w holenderskiej debacie o azylantach jest przekonanie, że osoba ubiegająca się o azyl dostaje od państwa wszystko: mieszkanie, pieniądze, opiekę, pierwszeństwo. Jak jest w rzeczywistości? Najpierw musi zgłosić się do IND, czyli holenderskiej służby imigracyjnej, najczęściej właśnie w Ter Apel. Tam przechodzi identyfikację, rejestrację, rozmowy, kontrolę dokumentów, pobranie odcisków palców, czasem badania medyczne. Następnie czeka na procedurę, zwykle przeniesiona do ośrodka COA w innym mieście.
Dopiero gdy IND uzna, że osoba spełnia kryteria ochrony międzynarodowej, może dostać zezwolenie na pobyt. Jeśli decyzja jest odmowna, powinna opuścić Holandię. W praktyce nie zawsze się to dzieje: deportacje zależą od dokumentów, współpracy z krajem pochodzenia, kolejnych procedur odwoławczych i możliwości organizacyjnych państwa. Dziś samo przebywanie w kraju bez prawa pobytu jest zasadniczo traktowane jako problem administracyjny, a nie automatycznie jako przestępstwo. Rząd próbuje jednak wrócić do pomysłu kryminalizacji nielegalnego pobytu dorosłego cudzoziemca, czyli przesunięcia go z porządku prawa migracyjnego do prawa karnego.
W czasie procedury azylanci mają prawo do zakwaterowania, podstawowego wsparcia i niewielkiego tygodniowego kieszonkowego. COA podaje, że zasiłek na życie wynosi 12,95 euro tygodniowo. Osobno może być wypłacana kwota na jedzenie, zależna od tego, czy ośrodek zapewnia posiłki. To administracyjne minimum egzystencji. Dla porównania: w Holandii od 1 stycznia 2026 roku płaca minimalna dla osoby w wieku 21 lat i starszej wynosi 14,71 euro brutto za godzinę.
W reportażu „de Volkskrant” jeden z Syryjczyków opowiada, że w swoim kraju studiował stomatologię, miał mieszkanie, samochód i planował własną praktykę. W Holandii mieszka w przepełnionym AZC, w pokoju z dwoma łóżkami piętrowymi i trzema współlokatorami, pracując w centrum dystrybucyjnym. Inna rozmówczyni, kobieta z Damaszku, przez dwa i pół roku była przenoszona między Ter Apel, Assen, Deventer, Hoogeveen i Utrechtem. Bała się, że trafi do miejsca, gdzie trwają brutalne protesty. „Myślałam, że tutaj będę bezpieczna” – mówi.
Ter Apel stało się symbolem tej strukturalnej porażki. Formalnie w centrum nie powinno przebywać więcej niż dwa tysiące osób, ale przez ostatnie lata ta granica była wielokrotnie przekraczana. Gmina Westerwolde wygrała w sądzie kilka sporów o maksymalną liczbę osób w ośrodku, a COA musiało płacić wielomilionowe kary za przekraczanie limitu.
Skrajna prawica wchodzi w lokalny lęk
W wielu miejscach sprzeciw zaczyna się od języka lokalnej demokracji: „nikt nas nie zapytał”, „nie było konsultacji”, „boimy się o bezpieczeństwo”, „chcemy rozmawiać z burmistrzem”. Część tych obaw ma podstawy i nie należy ich zbywać. Ludzie mają prawo pytać o decyzje władz, bezpieczeństwo, szkoły, transport, policję, organizację codziennego życia.
Niebezpiecznie robi się, gdy w tę lukę wchodzą grupy takie jak Defend Netherlands i ich lokalne odnogi. Według doniesień holenderskich mediów członkowie organizacji pojawiają się na protestach w różnych miejscowościach, mobilizują swoich zwolenników i podpinają się pod miejscowy lęk, nadając mu militarną estetykę i antyimigracyjną ramę.
Potwierdza to analiza publicznego nadawcy NOS: wśród osób zatrzymanych podczas lokalnych protestów przeciwko ośrodkom dla azylantów co najmniej cztery na dziesięć pochodziły spoza gminy, w której dochodziło do zamieszek. Od 1 stycznia 2025 roku NOS doliczył się co najmniej 34 takich lokalnych protestów i 163 zatrzymań. To osłabia opowieść o czysto lokalnym, spontanicznym gniewie mieszkańców.
Przemoc zaczęła przynosić polityczne efekty. W Loosdrecht planowano początkowo zakwaterowanie 110 samotnych mężczyzn, później liczbę zmniejszono do 70. Burmistrz tłumaczył to rozmowami z mieszkańcami, ale dla radykalnych grup liczy się przede wszystkim obraz: protestowaliśmy, było ostro, liczba spadła. Eksperci cytowani przez holenderskie media ostrzegają przed niebezpiecznym precedensem: jeśli decyzje są cofane lub łagodzone po zamieszkach, demonstranci dostają sygnał, że eskalacja działa.
W tym sensie część antyazylowej mobilizacji jest antydemokratyczna, choć często mówi językiem demokracji. Nie chodzi w niej o deliberację, tylko o wymuszenie. Nie chodzi o kontrolę obywatelską, tylko o zastraszenie.
Jednocześnie największa gazeta w kraju – „De Telegraaf” – i podobne tytuły często nadają społecznemu niepokojowi rytm, słownik i kierunek. Wybór tematów, alarmistyczne nagłówki, opowieść o „zwykłych Holendrach” zdradzonych przez elity oraz uporczywe łączenie azylu z zagrożeniem tworzą atmosferę, w której protest wydaje się nie tylko zrozumiały, ale wręcz konieczny.
Pisarz i prezenter telewizyjny Sander Schimmelpenninck opisał ten mechanizm na przykładzie listu „zaniepokojonego Holendra”, który „De Telegraaf” opublikował po ataku na biuro partii premiera, Demokratów 66. Autor listu, podpisany jako „K. Laheye”, pisał, że kolejny atak „nie jest zaskoczeniem”, bo przy takiej polityce azylowej „kto nie chce słuchać, musi poczuć”. Problem w tym, że – jak zauważa Schimmelpenninck – osoba o takim nazwisku nie figuruje w holenderskich rejestrach. Mimo to „K. Laheye” od lat regularnie pojawia się w gazecie jako głos zwykłego obywatelskiego oburzenia. Figura „zwykłego obywatela” mówi dokładnie to, co redakcja chce usłyszeć i puścić w obieg: o azylu, klimacie, rolnikach, przeprosinach za niewolnictwo, elitach.
Gniew wymierzony w najsłabszych
Holenderskie protesty przeciwko AZC – asielzoekerscentrum, czyli ośrodkom dla osób ubiegających się o azyl – dawno przestały być wyłącznie lokalnym „byle nie u nas”. Coraz częściej przypominają zastępczą rewoltę: mieszczańską namiastkę buntu, który zamiast uderzać w silnych, kieruje gniew na tych, którzy mają najmniej.
Holenderska klasa średnia ma realne powody do niezadowolenia. Mieszkania są drogie, usługi publiczne przeciążone, czynsze rosną, a państwo coraz częściej wygląda na instytucję, która potrafi administrować kryzysem, ale nie go rozwiązać. Jednak ten gniew rzadko trafia w rzeczywiste źródła tej frustracji: rynek nieruchomości, spekulację, politykę cięć, niedobór mieszkań, wieloletnią prywatyzację i bezradność państwa wobec kapitału. Zamiast tego spada na ludzi czekających miesiącami na decyzję urzędnika, mieszkających w przepełnionych ośrodkach, przenoszonych z miejsca na miejsce i żyjących w ciągłym zawieszeniu.







![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)


Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.