Świat

Bendyk: Farmakologia skrajnej prawicy

Za cztery lata Marine Le Pen, szefowa skrajnie prawicowego Frontu Narodowego, wejdzie do rządu. Tak przewiduje filozof Bernard Stiegler.

Właśnie ukazała się jego najnowsza książka zatytułowana Farmakologia Frontu Narodowego. Stało się to w doskonałym momencie – w ubiegłym tygodniu instytut badawczy Pew Research opublikował wyniki porównawcze poparcia dla projektu europejskiego. Już tylko 41% Francuzów uważa Unię Europejską za dobry pomysł, zjazd w ciągu roku o 19 punktów!

Stiegler nie znał jeszcze tych wyników, dla niego cezurą jest 2 maja 2012 r., kiedy badania ujawniły, że 37% Francuzów ma poglądy zgodne z programem Frontu Narodowego. Cztery dni później w drugiej turze wyborów prezydenckich szefem Piątej Republiki został socjalista François Hollande. Co zdaniem filozofa nie zmienia wymowy sondażu z początku maja. Bo w istocie nie chodzi o Front Narodowy jako siłę polityczną. Rozwój tej partii, z pamiętnym epizodem z 2002 r., kiedy Jean-Marie Le Pen wyeliminował z wyborów prezydenckich Lionela Jospina i konkurował o fotel w Pałacu Elizejskim z Jacques’em Chirakiem, diagnozować należy jak symptom.

Front Narodowy jest produktem neoliberalizmu, narodził się w 1972 r. wraz z początkiem postindustrialnej restrukturyzacji francuskiego społeczeństwa i od tamtego czasu zagospodarowuje gniew i cierpienie rosnących rzesz ludzi, którzy zostali wyeliminowani z gry, stali się – jakby to ujął Leszek Balcerowicz – nieuniknionym kosztem transformacji.

Partia założona przez Le Pena jest partią populistyczną, skrajnie prawicową i posługuje się klasycznymi instrumentami prawicowego populizmu – wśród nich najważniejszym, figurą kozła ofiarnego. To imigrant, który kradnie miejsca pracy, rozmnaża się ponad normę i nie chce asymilować się do kultury gospodarzy. To wiadomo, Stiegler w istocie jednak nie pisze o Froncie Narodowym, lecz traktując go jako symptom poważniejszej choroby, stawia tezę, że to właśnie zwolennicy dawniej Jean-Marie Le Pena, a teraz jego córki pełnią funkcję zbiorowego kozła ofiarnego.

Lewicowy i prawicowy establishment głównego nurtu wykorzystuje odrażających, brudnych i złych „frontowców”, by straszyć społeczeństwo przed najgorszym. Nicholas Sarkozy bez poczucia zażenowania konkurował w retoryce z aktywistami FN, gdy jako minister spraw wewnętrznych w 2005 r. tłumił bunty przedmieść. Protestujących wyzywał od racailles, kanalii, co z zadowoleniem witało francuskie drobnomieszczaństwo, a potem głosowało na „małego twardziela”. Ten zaś tłumaczył, że Paryż wart mszy i nie ma zbyt wysokiej ceny, za to by odepchnąć od władzy Front Narodowy i oczywiście samemu sięgnąć po władzę.

Stiegler jednak uprzedza, odwołując się do wcześniejszych swych analiz ewolucji kapitalizmu kognitywnego, że choroba, której produktem jest Front Narodowy, będzie się nasilać. Trwający kryzys to zdaniem filozofa kryzys o dziejowej skali i stawce, bo od jego rozstrzygnięcia zależy, czy jeszcze zostaniemy ludźmi i czy będziemy jeszcze zdolni tworzyć społeczną więź. Póki co stoimy wobec upiornej alternatywy.

Z jednej strony mamy neoliberalny projekt, który logice gospodarczej efektywności podporządkowuje wszystko, z najgłębszymi warstwami intymności, powodując tym samym, że nie potrafimy już pragnąć i kochać. Środkiem produkcji staje się język tracący w procesie postępującej gramatyzacji funkcję narzędzia porozumiewania się. Adwords, system reklamy wymyślony przez Google’a, oznaczał narodziny semiokapitalizmu i powolną śmierć społeczeństwa jako struktury komunikacyjnej. Władzę nad językiem przejęły maszyny.

Z drugiej strony alternatywą dla tej katastrofy jawi się Front Narodowy, choć oczywiście alternatywą nie jest. Ewentualny ratunek, to projekt alternatywny dla neoliberalizmu. Na czym miałby on polegać? Stiegler zamiast dialektyki proponuje podejście farmakologiczne – pharmakon to środek, który w zależności od sposobu użycia, może zabić, może też być lekarstwem. Podobnie ze współczesnym kapitalizmem i jego infrastrukturą. Może służyć radykalnej dehumanizacji, może także posłużyć uspołecznieniu szeroko rozumianej wiedzy i tym samym odzyskaniu podmiotowości.

By tak się stało, trzeba odzyskać szkołę – dlatego Stiegler z nadzieją patrzy na znaczenie, jakie nowy socjalistyczny rząd francuski nadał reformie systemu edukacyjnego. Odzyskana szkoła to ostatnie dostępne w rękach społeczeństwa narzędzie umożliwiające zbiorową indywiduację – tworzenie świadomych siebie, upodmiotowionych i jednocześnie uspołecznionych jednostek. Pisze, jakby przeczytał najnowszy edukacyjny Przewodnik „Krytyki Politycznej”. Bo i analiza Stieglera, choć odnosi się do odmiennej tradycji politycznej i historycznej, da się czytać w polskim kontekście. Problemem polskiej polityki i przyszłości w coraz mniejszym stopniu jest walka o władzę między Platformą Obywatelską i PiS z pogrążającym się w demencji SLD w tle. Z tej walki nie wykluwa się żadna alternatywa. Jej brak jest i będzie paliwem dla skrajnej, antysystemowej prawicy. Wątpliwe jednak, by dała się ona wykorzystać w podobny sposób, jak na Węgrzech przez Viktora Orbána. Drugiego Budapesztu nie będzie. 

Bio

Edwin Bendyk

| Dziennikarz, publicysta, pisarz
Dziennikarz, publicysta, pisarz. Pracuje w tygodniku "Polityka". Autor książek „Zatruta studnia. Rzecz o władzy i wolności” (2002), „Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci” (2004), „Miłość, wojna, rewolucja. Szkice na czas kryzysu” (2009) oraz „Bunt Sieci” (2012). W 2014 r. opublikował wspólnie z Jackiem Santorskim i Witoldem Orłowskim książkę „Jak żyć w świecie, który oszalał”. Na Uniwersytecie Warszawskim prowadzi w ramach DELab Laboratorium Miasta Przyszłości. Wykłada w Collegium Civitas, gdzie kieruje Ośrodkiem badań nad Przyszłością. W Centrum Nauk Społecznych PAN prowadzi seminarium o nowych mediach. Członek Polskiego PEN Clubu.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.