🏚️ W Muzeum Architektury we Wrocławiu dobiegła końca wystawa „Ukryte szczątki. Centralnie planowana architektura mieszkaniowa na wsi”, poświęcona architekturze osiedli popegeerowskich i powojennym eksperymentom urbanistycznym na wsi.
🌾 Państwowe Gospodarstwa Rolne były po wojnie jednym z filarów modernizacji polskiej wsi, szczególnie na ziemiach zachodnich i północnych. Po 1989 roku większość z nich zlikwidowano, co często oznaczało także rozpad lokalnej infrastruktury społecznej i komunikacyjnej.
Xavier Woliński: Skąd pomysł, by opowiedzieć o zapomnianych już nieco Państwowych Gospodarstwach Rolnych?
Barbara Szczepańska: Jesienią 2023 roku Wojciech Mazan z pracowni projektowej PROLOG zaproponował badania terenowe w pasie Ziem Zachodnich i Północnych, które miały mieć swoją konkluzję w formie wystawy i publikacji dotyczącej PGR-owskich osiedli mieszkaniowych. Była to naturalna kontynuacja ich wcześniejszej wystawy Trouble in Paradise o współczesnej polskiej wsi i peryferiach.
Natomiast ja miałam pomysł, żeby zrobić wystawę o wsiach doświadczalnych, czyli projekcie, który funkcjonował w pierwszych trzech–czterech latach po wojnie.
Czym były „wsie doświadczalne”?
BS: Wybrano trzy wsie, które miały stać się poligonem powojennej odbudowy: Piaseczno na Mazowszu, Wilczkowice na Dolnym Śląsku i Warnice na Pomorzu Zachodnim. To właśnie tam planowano przetestować rozwiązania, które później można byłoby zastosować przy odbudowie wsi w całej Polsce.
Pomysł był prosty: odbudować zniszczone miejscowości, ale w nowocześniejszej wersji. Te trzy wsie wybrano nieprzypadkowo. Były niemal całkowicie zrujnowane, dzięki czemu można było projektować je od podstaw. Jednocześnie były na tyle małe, by cały eksperyment dało się przeprowadzić bez ogromnych kosztów, ale wystarczająco duże, żeby sprawdzić różne rozwiązania urbanistyczne.
Choć same projekty architektoniczne były raczej zachowawcze, eksperymentowano z materiałami budowlanymi, które wcześniej na wsi praktycznie nie występowały – używano m.in. gruzobetonu, szlakobetonu czy prefabrykatów. W Warnicach i Wilczkowicach testowano również nowe modele organizacji pracy, zakładające wspólną uprawę ziemi i większą mechanizację rolnictwa.
Ostatecznie opowiedzieliście o wsiach doświadczalnych i PGR-owskich na jednej wystawie.
BS: Kilkukrotnie staraliśmy się o jej zewnętrzne finansowanie. W jednym z rozdań nie dostaliśmy dofinansowania dlatego, że składaliśmy wniosek w module „kultura ludowa i tradycyjna”. Ten temat miał rzekomo nie pasować do kultury ludowej. To pokazuje, że architektura wiejska powstająca po czterdziestym piątym roku trochę funkcjonuje w jakiejś szarej strefie, wymyka się kategoryzacjom. O wiejskości myślimy bardziej w kategoriach ludowości, pisanki, strojów ludowych, tradycji, a nie bloku PGR-owskiego.
Tytułowe szczątki są przed nami ukryte?
BS: „Ukryte szczątki” to termin, który wymyślił Wojciech Mazan właśnie w odniesieniu do osiedli popegeerowskich. Można powiedzieć, że są ukryte przed naszą świadomością. „Szczątkami” nazywamy również powidoki wsi doświadczalnych z pierwszych lat powojennych, które trudno wizualnie wyodrębnić z istniejącej obecnie przestrzeni. Przypomina to ekshumację szczątków tych eksperymentów przestrzennych czy architektonicznych. Na przykład pokazywaliśmy zdjęcia wsi doświadczalnych wykonane dronem, na których bardzo trudno jednoznacznie wskazać, które z zabudowań powstały w ramach eksperymentu w pierwszych latach powojennych, które są przedwojenne, a które pochodzą z lat i dekad późniejszych.
Ale przecież osiedla popegeerowskie nie przestały pełnić swojej pierwotnej funkcji – wiele bloków wciąż stoi i służy mieszkańcom.
BS: Bloki nadal istnieją, mieszkają w nich ludzie. Zazwyczaj są zadbane, stoją między nimi ławeczki, ogródeczki itd. Natomiast zabudowania inwentarskie, obory czy magazyny bardzo często się po prostu rozsypują. Można więc przypuszczać, że za ileś lat bloki pozostaną jedynym reliktem PGR-ów.

Przypomnijmy, że celem powstania w 1949 roku Państwowych Gospodarstw Rolnych było zwiększenie produkcji po zniszczeniach wojennych, ale również poprawa warunków bytowych mieszkańców. Czy to stąd pomysł, by budować bloki w polu? Komuniści wierzyli, że w ten sposób miasto wkroczy na wieś?
BS: Te bloki miały zapewniać skok cywilizacyjny i zbliżać standard życia wiejskiego i miejskiego. Były częścią rewolucji agrarnej, która się wydarzyła na polskiej wsi po wojnie – równolegle dokonano nacjonalizacji ziem rolnych. Wiejskie bloki były mniejsze i niższe, ale pod paroma względami górowały nad blokami miejskimi. Przez kilka lat mieszkałam we wrocławskim bloku, w którym w jednej klatce były 64 mieszkania, po siedem mieszkań na piętro. A w PGR w jednym budynku mieści się zwykle koło dziewięciu mieszkań. To skala, która sprzyja tworzeniu się społeczności i więzi międzyludzkich.
Zaskoczyły nas również kuchnie, które na wsi były znacznie większe od kuchni w blokach miejskich. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych kuchnie w wiejskim bloku miały po 10–12 m². W tym czasie w miastach powstawały bloki wyposażone w wąskie lub ślepe kuchnie, albo w aneksy kuchenne otwarte na salon.
Agnieszka Obal: A jednocześnie o blokach mieszkalnych w PGR nie zachowało się zbyt wiele archiwów. Podczas kwerendy nie znaleźliśmy projektów ani dokumentów dotyczących budynków mieszkalnych, a wyłącznie tych gospodarczych. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy dla PGR-ów ta kwestia miała jakiekolwiek znaczenie, czy chodziło tylko o to, żeby bloki stały i żeby ktoś mógł w nich mieszkać.
I do jakiej konkluzji doszliście?
AO: Trudno dziś jednoznacznie powiedzieć, dlaczego tych projektów zachował się tak mało. Być może część dokumentacji po prostu wyrzucono po likwidacji PGR-ów, a część rozproszyła się podczas prywatyzacji mieszkań i majątku gospodarstw.
Zależało nam jednak, żeby odnaleźć te projekty i pokazać je na wystawie. Chcieliśmy zobaczyć nie tylko same bryły budynków i elewacje, ale też to, jak wyglądało życie w tych blokach – jak projektowano mieszkania, kuchnie czy wspólne przestrzenie.

Jak wyglądało życie codzienne w PGR-ach?
AO: To chyba pytanie bardziej skierowane do osób, które badały temat. Pisali o tym m.in. Ewelina Szpak (Między osiedlem a zagrodą. Życie codzienne mieszkańców PGR-ów) czy Bartosz Panek (Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach). Ich publikacje były dla nas bardzo ważne i cenne w trakcie przygotowań do wystawy.
Przy głównych kombinatach powstawały agromiasteczka, czyli coś w rodzaju miasta na wsi. Chodziło o poprawę dostępu do usług, do ochrony zdrowia, do edukacji, do bibliotek, do kultury.
BS: Założenie było takie, żeby to było w jakimś stopniu samowystarczalne, że mamy w jednym miejscu zamieszkiwanie, miejsce pracy, przedszkole, żłobek, stołówkę, przychodnię, jakiś dom kultury, sklep i tak dalej.
Gdy po 1989 roku PGR zlikwidowano, to razem z tą infrastrukturą towarzyszącą…
AO: Jak powiedział jeden z mieszkańców, których wywiadowaliśmy podczas przygotowań do wystawy: nastąpiła kompletna zapaść. Przyszedł ktoś tam z góry i powiedział, że zamykają PGR, że można sobie co najwyżej wykupić dom czy mieszkanie. W międzyczasie odcinano ludziom dostęp do komunikacji, szkoła została zlikwidowana, mimo że chodziły do niej również dzieci z miejscowości ościennych. Mieszkańcy byłych PGR-ów zostali odcięci od świata.
W okresie transformacji gospodarczej polskie media przedstawiały popegeerowskie bloki jako miejsca degradacji społecznej i rozpaczy. Jednak na wystawie widzimy zadbane mieszkania, rośliny na klatkach schodowych i surową architekturę ekspozycji.
BS: Założenie było takie, że to ma być surowe, żeby było widać „bebechy” konstrukcyjne. Nie było naszym celem, by robić apoteozę PGR-u, tylko je pokazać ze wszystkimi blaskami i cieniami. My sobie możemy na to patrzeć z miejskiej perspektywy i myśleć: Boże, jakie to jest okropne mieszkać w bloku na wsi. Ale niezależnie od tego, jak daleko te miejscowości są od większych ośrodków, tego, że nie ma w nich sklepu i nie dojeżdża autobus, to w tych mieszkaniach toczy się zwykłe życie. Chcieliśmy to pokazać i odwrócić tę jednoznacznie mroczną narrację.
Jak opowiadał mieszkaniec PGR w Henrykowie: „Mieszkałem w bloku na parterze. W tych komórkach, które stoją za nami, mieliśmy możliwość trzymania i świnek, i kurek, i drobiu. Potem powstało nowe osiedle i tam żeśmy się przenieśli, z racji tego, że była nas trójka chłopców, a z rodzicami pięcioro, więc w tym dwupokojowym mieszkanku było nam po prostu ciężko.
Żeby dostać to mieszkanie, trzeba było złożyć podanie do dyrekcji i tam zbierała się komisja. Ta komisja podejmowała decyzję odnośnie tego, kto i jakie otrzyma mieszkanie. Składała się ona z różnych warstw społecznych, także to nie był sam pan dyrektor, który pokazywał palcem, kto się może przenieść, a kto nie. Do tego mieszkania przynależała jeszcze piwnica w budynku, komórka i pięcioarowa działka, z której żeśmy korzystali”.
Podczas wywiadów zmierzyliście się z barierą nieufności. Mieszkańcy popegeerowskich bloków nie byli zbyt chętni do ich udzielania: w latach 90. i dwutysięcznych przyjeżdżali do nich dziennikarze z miasta, by robić sensacyjne materiały o patologiach społecznych.
BS: Likwidacja PGR-ów to była sytuacja na wielu poziomach tragiczna. Ludzie w jednym momencie stracili pracę, zostali społecznie zmarginalizowani czy wykluczeni transportowo.
AO: Jeden z naszych rozmówców powiedział, że nagrywamy ten dokument o 20 lat za późno, że trzeba było wcześniej o tym wszystkim powiedzieć i wcześniej to nagłośnić. Jest to dla nich rodzaj nieprzepracowanej traumy. Transformacja dla wielu mieszkańców PGR kończyła się tragicznie. Jeden z nich opowiadał nam: „W momencie, gdy zlikwidowano komunikację, zakład pracy, a w międzyczasie zlikwidowano też szkołę, ci ludzie nie umieli sobie poradzić. Między 1995 a 2000 rokiem uczestniczyłem osobiście w około dwudziestu pogrzebach moich byłych pracowników. To było straszne”.
W chwili odgórnej likwidacji aż 365 PGR-ów przynosiło zysk, choć w tamtych latach eksponowane były wyłącznie te, które przynoszą straty. Tymczasem kilka dni temu byłem, pod wpływem waszej wystawy, w Kietrzu, gdzie jest kombinat określany jako „ostatni PGR w Polsce”. Miasteczko zadbane, przy Rynku budowane są właśnie nowe bloki, a jedyne zniszczenia, jakie tam zaobserwowałem, wynikają z wojny. Odnoszę wrażenie, że tak dobrze by to nie wyglądało, gdyby kombinat uległ rzekomej „dziejowej konieczności”…
BS: Poradził sobie całkiem nieźle. Przecież jak się tam jedzie, to widać niekończące się pola po horyzont i to wszystko należy do Kombinatu Rolnego Kietrz, który współcześnie jest prężnie działającym przedsiębiorstwem. Kombinat Rolny postrzega samego siebie jako bezpośredniego spadkobiercę Kombinatu PGR, który powstał w 1961 roku jako jeden z pierwszych w kraju. Historia Kietrza zachęca do refleksji nad tym, co by było, gdyby innym gospodarstwom państwowym również dano szansę na przetrwanie i dostosowanie się do realiów potransformacyjnych. Sami mieszkańcy innych byłych PGR-ów mają tego świadomość. Jak powiedziała jedna z osób w trakcie wywiadu: „Pozostał jeden już tylko taki kombinat rolny, w Kietrzu. Dzisiaj się chwalimy tym na całą Europę. A takich Kietrzów było kilkadziesiąt, może kilkaset w Polsce”

Czyli wasza wystawa pokazuje również sukces mieszkańców? Że sobie jednak jakoś poradzili, a nie utonęli w tym błocie i beznadziei z reportaży z lat 90.?
BS: Opowieść o tym, co się wydarzyło na tej polskiej wsi po wojnie, to też opowieść o adaptacjach. Najpierw architektury do lokalizacji, a później adaptacji tego typowego projektu do indywidualnych upodobań. W momencie, w którym mieszkania w tych blokach zaczęły być wykupywane, zaczęły też się zmieniać wizualnie. Zaczęły się termomodernizacje, zamurowywanie okien, wybijanie nowych okien. Ludzie próbowali sobie zindywidualizować tę typowość.
Z drugiej strony jest to opowieść o adaptacjach ludzi, ich przystosowywaniu się do zmieniających się uwarunkowań. W wywiadach, które przeprowadziłyśmy, wybrzmiewa historia ludzkiej odporności. Ludzie byli w stanie szoku wywołanego upadkiem systemu, który funkcjonował przez kilkadziesiąt lat i praktycznie z dnia na dzień przestał istnieć. Gdy państwo ich zawiodło i porzuciło, postanowili pomóc sobie nawzajem. Tak jak na przykład pani Stanisława z Jakuszowa, która w swoim gospodarstwie zatrudniała pracowników PGR zaraz po likwidacji. Robiła wszystko, żeby osoby w kryzysie miały co do przysłowiowego garnka włożyć. Z kolei, jeśli zakład znajdował się w sąsiedztwie większego ośrodka miejskiego, łatwiej było odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jak opowiadał pan Mariusz z Henrykowa, część pracowników z zakładu, w którym mocno zredukowano stanowiska, wyjechała, lecz część nie miała takiej potrzeby, bo znalazła zatrudnienie w fabryce pod miastem.
I po raz kolejny okazało się, że człowieka nie jest tak łatwo wykończyć.
BS: To widać na wielu osiedlach popegeerowskich. Są obiektem dbałości i czułości mieszkańców. Rabatki są pielęgnowane, wokół bloków stoją płotki, ozdoby, ławeczki, przeprowadzane są termomodernizacje. Te tereny żyją – pomimo wszystko.
Barbara Szczepańska – historyczka sztuki i badaczka architektury, doktora nauk humanistycznych w dyscyplinie nauki o sztuce. Od 2019 roku związana zawodowo z Muzeum Architektury we Wrocławiu, gdzie kieruje sekcją architektury współczesnej w Dziale Architektury i Sztuki Współczesnej. W 2025 roku obroniła z wyróżnieniem pracę doktorską zatytułowaną Przypadek miasta „pomiędzy”: architektura i urbanistyka Opola w latach 1945-1980, poświęconą rozwojowi architektonicznemu i przestrzennemu powojennego Opola. Autorka artykułów naukowych i publikacji poświęconych polskiej architekturze powojennej. Współkuratorka wystaw Landscapes of Leisure. Krajobrazy wypoczynku, Tomasz Mańkowski. Architektura jest najważniejsza oraz Ukryte szczątki. Centralnie planowana architektura mieszkaniowa na wsi.
Agnieszka Obal – historyczka sztuki. Pracuje w Muzeum Architektury we Wrocławiu jako adiunktka w sekcji architektury współczesnej w Dziale Architektury i Sztuki Współczesnej. Współautorka książki Czyj sen Wrocław śni? Od Wilhelmstadt do Centrum Południowego. Współkuratorka wystawy Ukryte szczątki. Centralnie planowana architektura mieszkaniowa na wsi.


![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)




!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.