Film

„Gunda”: Świnka, która przyszła za późno

W „Gundzie” Wiktora Kossakowskiego nie usłyszymy muzyki. Nie pada ani jedno słowo, nie występuje w niej żaden człowiek. Bohaterami są zwierzęta, które ani nie są przesadnie milutkie, ani nie umierają na naszych oczach w męczarniach. Po prostu sobie żyją, a ich codzienność przepełniona jest trudnościami, rutyną i zmęczeniem. I dlatego „Gunda” jest filmem rewolucyjnym.

Niech nie zwiedzie was kuriozalny cytat z Paula Thomasa Andersona o tym, że nowy film Kossakowskiego – rosyjskiego dokumentalisty – to „balsam dla duszy”, nie przywiązujcie się też do nazwiska Joaquina Phoenixa (producent wykonawczy), które zobaczycie w zwiastunie. Gunda nie jest ani ckliwą opowieścią o słodkich i miłych zwierzątkach, ani filmem zaangażowanym w walkę o prawa zwierząt w stylu Ziemian.

Kossakowski w wywiadach mówi, że filmy z przesłaniem obrażają jego inteligencję, nakręcił więc film artystyczny, w którym przez wiele minut obserwujemy kurę z wysiłkiem przemieszczającą się po podwórku. Idzie do celu. Jakiego? Tego nigdy się nie dowiemy, zdaje się mówić reżyser. Ale ten cel jest, dodaje.

Gunda to półtorej godziny czarno-białych zdjęć zwierząt, które żyją obok siebie. Mamy więc tytułową świnię matkę i jej dzieci. Widzimy, jak małe ciągle jedzą, kotłują się, śpią, bawią. Kichają i potykają się. Widzimy zmęczenie i zrezygnowanie maciory, jej znudzenie codzienną powtarzalnością. Mamy stado krów nieustannie atakowanych przez kłębowisko much. Nie ma właściwie miejsca na odpoczynek, niby nic się nie dzieje, ale jednak cały czas wypełniony jest zadaniami do wykonania.

W świecie zwierząt, który portretuje rosyjski reżyser, pełno jest obowiązków, rytmu. Kossakowski wprowadza do obrazowania świata zwierząt kategorię czasu. To znaczy, że na coś się czeka, że trzeba się spieszyć, ale można się też spóźnić. A jak spóźnienie, to też stres. Zwierzęta w Gundzie mają swoje sprawy, żaden ich ruch nie jest przypadkowy.

Tematem Kossakowskiego jest osobowość zwierząt i ich emocje. Lęk (ale nie „zwierzęcy” strach) i smutek. Dlatego w długich, monotonnych kadrach oglądamy twarze (tak, właśnie twarze) krów. I każda jest inna, każda wyraża inne cechy charakteru i nastroje. Dlatego reżyser pokazuje nam autentyczną rozpacz maciory, jej samotność i utratę sensu.

Reżyser unika klisz, nie zobaczymy w filmie żadnej sceny, w której dochodziłoby do przemocy, nie zobaczymy (zbyt) dobrze znanych już kadrów z rzeźni, które oswoiły nas z widokiem cierpiących zwierząt i niechcący utrwaliły nierozerwalny związek świni z przemysłem, ciałem, po prostu mięsem.

Portret w rzeźni − fotografia w ruchu prozwierzęcym

czytaj także

Ale o ciele też jest. I możliwe, że to właśnie najciekawszy i najbardziej nowatorski aspekt Gundy. Reżyser przygląda się niepełnosprawnościom zwierząt. Ich ograniczeniom. Ta kura, na której drodze staje ogrodzenie, ma tylko jedną nogę. Wyzwaniem jest dla niej każdy krok. Dosłownie czujemy jej wysiłek, jej walka niczym się nie różni od naszej. Kura z takim samym westchnieniem zatrzymuje się w połowie drogi, odpoczywa, myśli.

Kadr z filmu „Gunda”. Fot. materiały promocyjne dystrybutora

Jedna ze świnek ma coś z nogą. Kuśtyka, nie nadąża. Nie może bawić się z innymi, jest ostatnia do karmienia, spóźnia się, przegrywa. Dzięki Kossakowskiemu zwierzęta przestają być mięsem, a zyskują ciała ze wszystkimi ich ograniczeniami. Ciała, w których możemy się przejrzeć, które znamy, których też często nienawidzimy, które możemy zrozumieć.

I może to jest właśnie droga do radykalnej empatii? Może informacje o tym, że świnie są mądrzejsze od psów, nigdy nie były dla nas wystarczająco istotne? Czy tak naprawdę obchodzi nas czyjaś inteligencja? Może nigdy nie poruszały nas obrazki o tym, że świnie grają w gry komputerowe (i wygrywają), opiekują się kotami itd., itp.

Może współodczuwanie, dostrzeżenie w kimś osoby nie jest kwestią umysłu, tylko właśnie ciała? Może jedynym, co zdoła wprowadzić zmianę w postrzeganiu świata, innych gatunków, czegoś nas nauczyć, jest myśl: wszyscy jesteśmy wykończeni. Ciała nas zawodzą. Nasze życie to męka. I kończy się śmiercią. Mamy takie same problemy – mówi Wiktor Kossakowski i jego Gunda. Boli nas kolano, smuci nas, kiedy drzwi okazują się zamknięte i kiedy ktoś nam umiera. Często mamy dosyć. Wszyscy.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Emilia Konwerska
Emilia Konwerska
Publicystka, kuratorka, poetka
Literaturoznawczyni, publicystka, kuratorka, poetka. Mieszka w Olsztynie.
Zamknij