Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Mniej niebezpieczny jest Trybunał sparaliżowany niż odzyskany

Na ile mogę samemu naruszać moralność, naprawiając niemoralny świat? – zdają się pytać dziś sympatycy liberalnego obozu. I, jak widać, nie ma wśród nich konsensusu.

ObserwujObserwujesz
Two men in business suits in an empty ceremonial chamber with a dais, rows of red and black chairs, and a Polish emblem above the stage. The image appears rotated, with one man upside down in the foreground.
Walka

Wobec postępującej dwubiegunowej polaryzacji polskiego sporu politycznego kłótnia o to, czy premier Tusk powinien wstawiać do Trybunału Konstytucyjnego ministra Berka, jest nawet ożywcza – idzie bowiem w poprzek podziałów politycznych. A konkretnie w poprzek obozu liberalnej demokracji. Nie mamy więc do czynienia z klasyczną i coraz bardziej jałową szarpaniną PiS kontra KO, a ze sporem w samym sercu opozycji. Sporem, który trwa właściwie od początku, ale dopiero teraz zaczyna dzielić obóz liberalny na frakcję „idealistów” i „pragmatyków”. Frakcje, które coraz bardziej skaczą sobie retorycznie do gardeł.

Czytaj także Koalicja Obywatelska jest partią interesu klasowego Galopujący Major

Dla „idealistów” żadna reforma czy naprawa zła, jakie wyrządziły rządy PiS, sama w najmniejszym stopniu nie może stać się owym złym. Jeśli krytykuje się PiS za łamanie praworządności, to samemu trzeba być w stu procentach praworządnym. Jeśli odpolitycznia się Trybunał Konstytucyjny, to nie można go jednocześnie upolityczniać. Na przykład wsadzając tam swoją prawą rękę, bo tym de facto jest minister Berek dla Donalda Tuska. Jeśli w trakcie walki o przywrócenie praworządności sami tę praworządność zniszczymy upolitycznieniem, to o co właściwie walczymy i po co? Przecież stajemy się dokładnie tacy sami, jak nasz przeciwnik. A więc tak naprawdę przegrywamy. Nie każdy cel uświęca środki.

Dla „pragmatyków” w przypadku, gdy przeciwnik stosuje chwyt poniżej pasa, samemu trzeba owe chwyty stosować. Trudno pojedynkować się na pięści, gdy ktoś wyciąga pistolet. A tym właśnie jest bezprawne nieodbieranie przysięgi od nowych sędziów TK przez prezydenta. Wszak przepisy ustawy stanowiące, iż „osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ślubowanie” nie wymagają ślubowania osobistego. A gdyby przepis o obowiązku składania ślubowania upoważniał do odmowy przyjęcia ślubowania przez prezydenta, to analogicznie marszałek Sejmu Szymon Hołownia albo Czarzasty mógłby nie przyjmować ślubowania od posłów, którzy mają obowiązek złożenia go przed Sejmem.

Słowem, skoro prezydent ostentacyjnie łamie prawo, skoro prawo łamał PiS, wsadzając tzw. sędziów dublerów, to czemu strona anty-PiS ma przestrzegać zasad? Wedle tej logiki, jeśli przeciwnik sam jest niehonorowy czy sam narusza przepisy, to tym samym usprawiedliwia analogiczne działanie. Zwłaszcza że kandydatura ministra Berka przecież nie łamie obowiązującego prawa, tylko pewne moralne zasady apolityczności.

Wbrew pozorom nie jest to spór wyłącznie teoretyczny, ale praktyczny, obecny od początku istnienia instytucjonalnej władzy, a być może nawet od początku moralności. Na ile mogę samemu naruszać moralność, naprawiając niemoralny świat? – zdają się pytać dziś sympatycy liberalnego obozu. I, jak widać, nie ma wśród nich konsensusu. Pragmatycy wskazują, że dokładnie tak właśnie została przejęta TVP, i nic się wielkiego nie stało. Praktyka podpowiada więc działanie choćby „po bandzie”. Idealiści wskazują, że siła opozycji liberalnej bierze się właśnie z zasad moralnych. A im bardziej Tusk te zasady łamie, tym bardziej ci mniej politycznie zaangażowani wyborcy zaczynają krzyczeć, że obecny premier od Kaczyńskiego niemal się nie różni. To zaś działa na rzecz partii spoza duopolu PiS-KO. Te łącznie, być może po raz pierwszy od lat, mają dziś większe poparcie niż partie Tuska i Kaczyńskiego razem wzięte.

Czytaj także Czy Morawiecki z Tuskiem obali weta prezydenckie? Galopujący Major

Rzecz jasna sam spór o osobę Berka wpisuje się w szerszą dyskusję o naprawę, tudzież, jak chcą złośliwi, odzyskanie Trybunału Konstytucyjnego. Profesor Sadurski proponuje TK na wychodźstwie, który wydawałby orzeczenia alternatywne do tych trybunału obsadzonego przez PiS. Profesor Matczak pomysł Sadurskiego wyśmiewa. Sam jednak proponuje równie kuriozalne wzywanie byłych (i chyba też obecnych) sędziów TK do prokuratury w celu przesłuchiwania ich na okoliczność spotykania się z politykami PiS. Takie dziecinne zastraszanie z pewnością nie pogrzebie politycznie prokuratury. Bardziej wstrzemięźliwi publicyści zalecają cierpliwość. Od stycznia bowiem przedstawiciele obecnego Sejmu będą mieli w Trybunale większość. Sęk w tym, że to wcale nie oznacza ustąpienia obecnego prezesa Święczkowskiego. Wszak on i cały obóz PiS nie uznają tych sędziów jako niezaprzysiężonych przez prezydenta.

A może najlepszym rozwiązaniem jest nie naprawiać Trybunału i zostawić go wadliwym na lata? Owszem, mianować sędziów, czekać, aż ich znowu prezydent nie zaprzysięgnie i trwać w tym paraliżu. Sparaliżowany Trybunał Konstytucyjny jest mniej szkodliwy niż ten, który działa. Wyobraźmy sobie, że PiS swego czasu dochował staranności w wyborze sędziów i przez dwie kadencje całkowicie wymienił skład na swoich. Skończyłoby się oczywistym paraliżem jakiejkolwiek zmiany. Sędziowie na telefon Kaczyńskiego orzekaliby o niekonstytucyjności każdej ustawy, każdego rozporządzenia, które sobie pan prezes wybierze. I nie byłoby żadnego pola manewru, bo przecież sędziowie zostali wybrani legalnie.

Zresztą podobnie może być teraz. Wyobraźmy sobie, że Tusk przejmuje Trybunał swoimi ludźmi. Czy ktoś naprawdę wierzy, że ci sprzeciwiliby się jakimkolwiek ustawom kluczowym dla rządu Tuska?

Chcąc zatrzymać jakikolwiek postęp, ruchy prawicowe dawno zrozumiały, że piętą achillesową systemu liberalnego jest właśnie sądownictwo konstytucyjne. Robiąc skok na Trybunał można zastopować jakiekolwiek progresywne zmiany. Dawanie takiej władzy kilku wybrańcom jest jak dawanie małpie brzytwy. Dlatego o wiele lepszym, acz nieidealnym rozwiązaniem jest skompromitowany Trybunał, do którego orzeczeń nikt się nie stosuje, zaś o prawach obywateli w kontekście konstytucyjnym orzekają sądy powszechne. Skoro taki sąd może decydować, czy ktoś pójdzie do więzienia albo zapłaci milionowe kary, to może też orzekać, czy łamana jest konstytucja.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x