Rynek literacki jest na tyle niewielki i mało pojemny, że osoby z talentem pisarskim więcej miejsca niż w literaturze znajdą dla siebie choćby w polityce. Jeśli na przykład jest się wiceministrem sportu i turystyki odpowiedzialnym za tworzenie ustawy o najmie krótkoterminowym i jeśli akurat media napiszą, że jest się także beneficjentem rynku najmu krótkoterminowego, to warto opublikować oświadczenie. I warto napisać je odpowiednio biegle, z polotem, swadą, ale i ostrożnie. Tak rzeźbić w materii języka, by osoby postronne odniosły wrażenie, że medialne rewelacje są wyssane z palca.
Dobrze jest na przykład kilkukrotnie ostrzec, że wszelkie insynuacje spotkają się ze zdecydowaną reakcją. Jaka to będzie reakcja? O tym się nie wspomina, a już na pewno nie grozi się pozwem za oszczerstwa, bo przecież nie ma podstaw do żadnego pozwu. Nie liczą się fakty, a tylko to, żeby w dyskusji medialnej mieć ostatnie słowo. Oraz wrażenie, jakie odpowiedni dobór literackich środków wyrazu wywoła u czytających.
Dlatego też oświadczenie wiceministra Ireneusza Rasia opublikowane po tym, jak Wirtualna Polska opisała kupienie przez niego i późniejszą sprzedaż bratu oraz byłej żonie mikroapartamentów przeznaczonych na najem krótkoterminowy, wygląda, jak wygląda. Zgodnie ze sztuką – zero konkretów, dużo wysiłku włożonego w sztukę wywoływania wrażeń.
Na mnie Ireneusz Raś robi głównie wrażenie krętacza i oszusta. Nie mówię, że nim jest. To mogłoby się spotkać ze zdecydowaną reakcją, a ona nie jest mi do niczego potrzebna i nie stać mnie takie rzeczy. Mówię, że takie robi na mnie wrażenie.
Kiedy podczas debaty o najmie krótkoterminowym u Agnieszki Gozdyry Raś oburzał się na samo użycie słowa „lobbying” i z pasją przekonywał o tym, że w tym rządzie nigdy w żadnej sprawie nie było żadnego lobbyingu, to próbowałem sobie przypomnieć, za co też z rady ministrów poleciał swego czasu minister Jacek Tomczak.
Czy poleciał za to, że podczas komisji sejmowych dotyczących kredytu zero procent przekonywał, że mieszkania muszą być drogie, bo niektórzy w nie zainwestowali? Czy poleciał za to, że kiedyś fotografował się na ściance podczas branżowej imprezy deweloperów? Czy może za konflikt interesów związany z tym, że jego własne biuro notarialne współpracuje z branżą budowlaną? Czy może poleciał za kontakty z chińskimi firmami budowlanymi? A może został zdymisjonowany za aktywne sprzeciwianie się wprowadzaniu prawa unijnego, które miało uderzać w interes branży tytoniowej? A może za to, że w tamtym czasie spotykał się z prezesem koncernu tytoniowego Philip Morris?
Rozważając wszystkie te możliwości, musiałem w końcu pacnąć się dłonią w czoło, kiedy tylko sobie przypomniałem. Głupi ja! Przecież Jacek Tomczak nie został z rządu „usunięty”, tylko sam, z własnej inicjatywy, podał się do dymisji z uwagi na atak medialny skierowany w niego i jego rodzinę (ze strony dziennikarzy opisujących wszystkie wymienione wyżej przypadki). Pełen uprzedzeń i złej woli już zakładałem, że Jacek Tomczak to oszust, krętacz i lobbysta. A on tylko robi na mnie takie wrażenie i to ze mną jest problem, nie z nim.
Właśnie dlatego nie mówię, że Ireneusz Raś to kłamca i krętacz, tylko że takie robi na mnie wrażenie. Prawa do własnego wrażenia nie odmówi mi żaden sąd, choćby to odczucie było całkowicie mylne. Mogło w tym rządzie faktycznie nigdy nie być żadnego lobbyingu, choć nie wiem, jaki w takim razie charakter miały wizyty Jacka Olczaka – prezesa tego nieszczęsnego Philipa Morrisa – w budynkach ministerialnych, gdzie oprócz Tomczaka przyjmował go jeszcze wicepremier Kosiniak-Kamysz. Na pewno da się to przekonująco wyjaśnić, a nie poznaliśmy takiego wyjaśnienia wyłącznie dlatego, że akurat nikt nie dopytywał. I nawet jeśli na mnie sprawia to wrażenie lobbyingu widocznego z kosmosu, to wydawanie osądów na podstawie wrażenia lepiej i bezpieczniej sobie darować. Niech każdy wyrobi sobie własny osąd na podstawie swoich wrażeń.
Autopoprawka Ministerstwa Sportu i Turystyki do ustawy o najmie krótkoterminowym usunęła z niego artykuł mówiący o tym, że wspólnoty mieszkaniowe mają prawo decydować, czy w ich budynkach wolno tego rodzaju usługi prowadzić. Jeszcze niedawno sam resort popierał ten artykuł (44b), ale popierać przestał, co dziwnym zbiegiem okoliczności odpowiada temu, co w publicznych konsultacjach postulowało Airbnb, a więc największa platforma najmu krótkoterminowego.
Ten zbieg okoliczności, nie powiem, robi wrażenie. Podobnie jak publiczne wypowiedzi przedstawicieli Polskiego Stowarzyszenia Wynajmu Krótkoterminowego. Najpierw na potrzeby tekstu Wirtualnej Polski o kawalerkach Ireneusza Rasia przyznali, że spotykali się z nim kilkukrotnie w ministerstwie. Później w polsatowskim programie Grzegorza Jankowskiego prezes stowarzyszenia Grzegorz Żurawski przekonywał, że o tej decyzyjności wspólnot mieszkaniowych to nie ma nawet co rozmawiać, ponieważ rząd uznał ją za niekonstytucyjną. Ładnie się to zgrywa z wypowiedzią wiceprzewodniczącego KO Konrada Frysztaka, który perorował niedawno, że oddanie decyzyjności wspólnotom byłoby „dyktatem większości”. Demokracja walcząca w pełnej krasie.
No dobrze, ale kto konkretnie uznał to za niekonstytucyjne? Konstytucjonaliści – odpowiada Grzegorz Żurawski. Jacy konstytucjonaliści? Według pana prezesa Żurawskiego tymi konstytucjonalistami jest Maciej Berek. A to świetnie, bo to jeden z moich ulubionych polskich polityków i uważam, że media poświęcają mu zdecydowanie zbyt mało uwagi.
Obecnie pełni on funkcję ministra nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu, a przed ostatnią rekonstrukcją był ministrem-członkiem Rady Ministrów. Do wesołej drużyny Donalda Tuska trafił tuż po wyborach 2023 prosto ze stanowiska głównego legislatora Pracodawców RP, organizacji, która na swojej stronie wprost podaje, że istotą jej funkcjonowania jest wpływ na tworzenie prawa. Należy do niej szereg większych i mniejszych przedsiębiorstw, o czym na łamach Krytyki Politycznej już pisałem. Funkcja głównego legislatora polega zaś na tym, by w kontakcie z parlamentarzystami czuwać nad kształtem wdrażanych przepisów tak, by były one możliwie jak najbardziej zgodne z wizją Pracodawców RP.
Od jakiegoś czasu Maciej Berek ma nieco łatwiej, bo nad kształtem wdrażanych przepisów czuwa już oficjalnie. A od prezesa Polskiego Stowarzyszenia Wynajmu Krótkoterminowego właśnie dowiedzieliśmy się, że to właśnie on jednoosobowo uznał, że prawo wspólnot mieszkaniowych do decydowania o samych sobie jest niezgodne z Konstytucją. I ponownie zupełnym przypadkiem ta decyzja jest w pełni zgodna z tym, co postulowało Airbnb.
Niczego oczywiście nie przesądzam, ale na mnie robi to jednak wrażenie lobbyingu. No ale ja jestem uprzedzony i do mojego wrażenie proszę nie przywiązywać wagi.
Tym bardziej że przecież premier odstawił już przed kamerami swoje klasyczne szeryfowanie. Powiedział, że jest źle, a ma być dobrze, oraz że Ministerstwo Sportu z Ministerstwem Pełczyńskiej-Nałęcz mają się pogodzić i bardziej postarać. Poprosił nawet (stanowczo!) służby o prześwietlenie Ireneusza Rasia. Na wszelki wypadek, bo oczywiście w kryształowość wiceministra Donald Tusk nie wątpi.
Najważniejsze, że tradycyjny rytuał został odbębniony: o jakimś temacie robi się głośno, zaczyna wokół niego brzydko pachnieć, ludziom się nie podoba, a wtedy przed kamery wychodzi premier i przemawia stanowczo.
I jak, robi wrażenie?










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!