Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Instrukcja odzyskiwania kolei

Gdy Rybnik stracił codzienny pociąg do Krakowa, mieszkańcy zaczęli liczyć pasażerów, zbierać podpisy i naciskać na polityków.

Dziennikarz
Walka

1

Grzegorz Jakubczyk doskonale pamięta tamten moment. O tym, że Rybnik może stracić bezpośrednie, codzienne połączenie z Krakowem, dowiedział się w maju 2025 roku, z publicznie dostępnych przecieków publikowanych na forach internetowych. Większość mieszkańców miasta nie wiedziała jeszcze, że ponad 120-tysięczny Rybnik straci codzienne połączenie ze stolicą Małopolski.

Skutki zmiany mieli odczuć nie tylko mieszkańcy Rybnika. Pociąg zatrzymuje się również w Żorach i Wodzisławiu Śląskim. Oba te miasta razem z Rybnikiem stanowią tak zwany subregion zachodni województwa śląskiego. W sumie mieszka tu około 230 tysięcy osób, więcej niż w Częstochowie i Rzeszowie, nieco mniej niż w Gdyni.

– Myślałem, że to błąd – wspomina Grzegorz Jakubczyk. – Poruszyło mnie to, zwłaszcza że od publikacji nieoficjalnych informacji mijały tygodnie i miesiące, a nikt nie interweniował w tym temacie u lokalnych decydentów.

Niepokojące prognozy się sprawdziły. Kilka miesięcy później w Portalu Pasażera – aplikacji do wyszukiwania połączeń PKP – Jakubczyk zapoznaje się z pierwszym wstępnym rozkładem, który miał wejść w życie w grudniu. Zauważa, że faktycznie nie uwzględniono w nim połączenia między Rybnikiem a Krakowem, realizowanego dotychczas przez międzynarodowy pociąg IC Porta Moravica.

Nie czekając na reakcję władz, postanawia działać sam.

Czytaj także Żądam podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej Łukasz Łachecki

Pociąg znika z rozkładu

Jakubczyk zakłada na platformach społecznościowych profil „Kolejowy Rybnik” i w jednym z pierwszych wpisów informuje o planowanym cięciu. Był 11 września, do wejścia zmiany w życie, która miała zmienić codzienność wielu mieszkańców subregionu, pozostały trzy miesiące.

Profil od razu zyskuje zainteresowanie. Dziś obserwuje go na Facebooku ponad 6 tysięcy osób, a informacje i aktualizacje dotyczące sytuacji kolei w Rybniku i regionie publikowane są na nim nawet kilka razy dziennie. Z komentarzy można wyczytać, że dla mieszkańców możliwość codziennego dojazdu ze Śląska do Krakowa to nie tylko kwestia wygody, ale element organizujący ich codzienne życie. Z połączenia regularnie korzystają zarówno osoby dojeżdżające do pracy w Małopolsce, jak i młodzi ludzie, którzy studiują na krakowskich uczelniach. Dla wielu z nich to jedyny opłacalny ekonomicznie środek transportu. Podróż samochodem jest dużo droższa nie tylko ze względu na ceny paliw, ale też konieczność opłacenia bramki na autostradzie czy strefy parkingowej w Krakowie. Niektórych dotknęłyby też koszty związane z wprowadzoną w tym roku w mieście Strefą Czystego Transportu.

– Gdy połączenie znika i podróż wymaga przesiadek, wydłuża się czas przejazdu, pojawia się ryzyko opóźnień czy utraty skomunikowania – wylicza Jakubczyk. – Tymczasem dobre połączenia kolejowe w praktyce decydują o dostępności wielu życiowych szans i możliwości rozwoju. Dotyczy to szczególnie studentów, osób dojeżdżających do pracy oraz wszystkich tych, którzy regularnie korzystają z oferty edukacyjnej, zawodowej i usługowej dostępnej w największych ośrodkach miejskich.

Czytaj także Za Tuska jeździmy bez biletu Karol Trammer

Mieszkańcy liczą pasażerów i piszą petycje

Kolej to nie tylko stal i tabor, ale też możliwość społecznego awansu. Zwraca na to uwagę Karol Trammer, redaktor naczelny magazynu „Z Biegiem Szyn”, autor popularnych książek o stanie polskiej kolei. – Transport publiczny, w tym kolej, jest najważniejszą usługą publiczną, ponieważ umożliwia korzystanie z pozostałych usług – podkreśla Trammer. – Bez niego trudno mówić o dostępie do pracy, edukacji czy ochrony zdrowia. Przykładowo, decyduje o tym, czy mieszkaniec danej miejscowości ma możliwość zmiany pracy. Jeśli jest skazany na jednego pracodawcę, bo nie ma jak dojechać do innych miejsc, jego sytuacja na rynku staje się dużo gorsza.

Ile osób jeździ koleją z Rybnika do Krakowa? Grzegorz Jakubczyk postanowił to sprawdzić. Wraz z kilkoma innymi mieszkańcami przez siedem listopadowych dni przychodzi o poranku na rybnicką stację i liczy tych, którzy wsiadają do pociągu Porta Moravica. Okazało się, że w ciągu tygodnia z połączenia skorzystało prawie 450 pasażerów. Jakubczyk mówi, że w okolicznych Żorach frekwencja była podobna, a w niektóre dni nawet wyższa. Wliczając jeszcze Wodzisław Śląski, przeciętnie na tych trzech stacjach wsiadało co dzień około 150 podróżujących. Czyli niemało.

– Mimo że połączenie cieszyło się dużą frekwencją, uznano, że korzystniejsze będzie skierowanie go przez liczące niespełna pięć tysięcy mieszkańców Zebrzydowice – mówi Grzegorz Jakubczyk.

Skąd więc decyzja o pominięciu Rybnika na trasie realizowanej przez Porta Moravica? Jednym z argumentów PKP był krótszy czas przejazdu. Jak tłumaczył przewoźnik, pociąg międzynarodowy jadący przez Zebrzydowice skraca dojazd do Krakowa o około 45 minut. – Problem polega na tym, że czas nie powinien być jedynym kryterium oceny atrakcyjności połączenia. Równie ważna jest liczba pasażerów, a pod tym względem trasa przez Rybnik, Żory i Wodzisław Śląski miała znaczący potencjał – mówi Jakubczyk.

Z tygodnia na tydzień coraz więcej Rybniczan angażuje się w walkę o zmianę decyzji dotyczącej likwidacji codziennego połączenia z Krakowem. Jednym z nich jest Sebastian Śmieja, młody rybnicki radny, który inicjuje internetową petycję w sprawie utrzymania połączenia.

Śmieja zna perspektywę osób dojeżdżających z Rybnika do większych ośrodków. Sam jeszcze niedawno studiował we Wrocławiu, do którego regularnie dostawał się koleją. To właśnie jego młodsi znajomi studiujący w Krakowie jako pierwsi podzielili się z nim obawami w związku z planowaną zmianą w rozkładzie.

– Dla mieszkańców Rybnika najważniejszymi ośrodkami akademickimi są dziś Wrocław, Katowice i Kraków. Znam wiele osób studiujących w tym ostatnim mieście i wiem, jak dużym utrudnieniem byłaby dla nich konieczność podróżowania wyłącznie z przesiadkami – mówi.

Na swoim profilu w mediach społecznościowych zaczyna więc publikować informacje o planowanej zmianie. Pod jednym z postów ktoś proponuje zorganizowanie petycji. Śmieja uruchamia ją w listopadzie, a w ciągu kilku tygodni podpisuje ją ponad 3,6 tys. osób. To między innymi dzięki niej temat stał się głośny i medialny. Petycja staje się jednocześnie argumentem w rozmowach z politykami, pokazując, że problem dotyczy tysięcy mieszkańców regionu.

– Spodziewałem się, że odzew będzie spory, bo temat od początku budził duże emocje – przyznaje samorządowiec. Petycję z zebranymi podpisami kieruje do Ministerstwa Infrastruktury.

Mieszkańcy w oczekiwaniu na decyzję nie składają broni. Zamiast tego wysyłają kolejne wnioski – tym razem do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego – o przywrócenie połączeń regionalnych z Krakowem, których Rybnik jest pozbawiony od sześciu lat.

W międzyczasie w życie wchodzi nowy rozkład jazdy PKP. 14 grudnia 2025 roku Rybnik traci całkowicie codzienne pociągi do Krakowa. Pasażerom w zamian zaproponowano tylko weekendowy pociąg TLK Planty, kursujący dwa razy w tygodniu. Dla większości osób stanowi zaledwie protezę rozwiązania problemu.

Zmianę tę odczuło wielu pasażerów. Na przykład Bartosz.

Co oznacza podróż z przesiadką

5.15. O tej godzinie Bartosz wstaje do pracy, by pokonać odległość 120 kilometrów z Rybnika do Krakowa. Najpierw jedzie trzy przystanki autobusem, wsiada do pociągu na dworcu w Rybniku, potem przesiada się w Katowicach (również na pociąg) i po przyjeździe do stolicy Małopolski dojeżdża do biura. Podróż – tylko koleją – trwa czasem dwie i pół godziny, ale gdy przy przesiadaniu pojawiają się opóźnienia, to droga może zająć trzy, a w skrajnych przypadkach nawet trzy i pół godziny.

Tak od grudnia wygląda podróż Bartosza, gdy przez subregion zachodni województwa śląskiego przestał kursować codzienny, bezpośredni pociąg do Krakowa. Alternatywa dla osób regularnie podróżujących w tym kierunku – w postaci połączeń weekendowych – nie wystarczyła.

– Trudno uznać taką ofertę za komfortową, podobnie jak podróż z przesiadkami – przyznaje Bartosz. – Mogłem wybrać samochód, ale nie jest to idealne rozwiązanie. Dochodzą koszty autostrady, paliwa, korki, problemy z parkowaniem. Niektórzy muszą też zapłacić w związku z krakowską Strefą Czystego Transportu.

On sam woli kolej, bo może w czasie podróży pracować, ale też po prostu odpocząć. Pociąg to dla niego wdzięczny środek transportu. Jest masowy, znacznie tańszy niż podróż samochodem czy samolotem, a do tego zrównoważony. W całym unijnym transporcie odpowiada – jak podawała Europejska Agencja Środowiska – za emisję zaledwie 0,4 proc. gazów cieplarnianych do atmosfery. W porównaniu do lotnictwa cywilnego (13 proc.) czy transportu drogowego (prawie 72 proc.) to znikoma wartość.

– Nie każdy chce przeprowadzać się do dużego miasta – kontynuuje Bartosz. – Wielu ludzi woli mieszkać w Rybniku i okolicach, a jednocześnie mieć możliwość wygodnego dojazdu do Krakowa. Dotyczy to zwłaszcza osób – studentów i pracujących – którzy pojawiają się w mieście kilka razy w tygodniu i nie widzą potrzeby przeprowadzki.

Czytaj także Dyżurne miasto memiczne. Kto się śmieje z Radomia? Katarzyna Ludwińska

Tymczasem słyszał już od paru osób, że po likwidacji codziennego połączenia z Rybnika rzadziej jeżdżą do Krakowa albo całkowicie zrezygnowały z dojazdu.

Dane KOLEO pokazują, że liczba podróży koleją zależy przede wszystkim od dostępności połączeń. W województwie pomorskim w 2024 roku przypadało średnio 33,2 przejazdu na mieszkańca, w podlaskim – zaledwie 2,5. Niska frekwencja nie świadczy więc o braku zainteresowania koleją, lecz o zbyt ubogiej ofercie. Mieszkańcy regionów pozbawionych kolei zmuszeni są wybierać inne środki transportu (najczęściej samochód), a jeśli i one są niedostępne, ich mobilność drastycznie spada.

– Przyszłość całego subregionu będzie w dużej mierze zależeć od jakości połączeń z sąsiednimi dużymi miastami – twierdzi Bartosz.

Kolej wraca do polityki

Rybniczan myślących jak on jest więcej. Walczą więc dalej. W ich imieniu lokalny poseł Marek Krząkała składa w styczniu interpelację w sprawie wykluczenia komunikacyjnego południowo-zachodniej części województwa śląskiego. Sprawę nagłaśniają media regionalne, a mieszkańcy swoje niezadowolenie wyrażają w internecie, dzieląc się swoimi doświadczeniami, udostępniając wpisy na temat podejmowanych działań czy opisując uciążliwości związane z przesiadkami i długą podróżą. Chętnie też stają przed kamerami telewizyjnymi czy statywami mikrofonów, opowiadając o znaczeniu kolei dla nich i ich rodzin.

Przełom następuje 30 marca. Ministerstwo Infrastruktury ogłasza, że od czerwca pociąg TLK Planty – do tej pory odjeżdżający z Rybnika dwa razy w tygodniu – będzie kursował codziennie do Krakowa. Wstępne zapisy w Portalu Pasażera wskazują, że podróż potrwa około godziny czterdziestu minut.

Kolejna dobra informacja płynie z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego. Decydenci deklarują dołożenie w rozkładzie jazdy pod koniec roku trzech dodatkowych codziennych pociągów regionalnych z Raciborza i Rybnika do stolicy Małopolski. Powrócą one do regionu po sześciu latach.

Odzyskanie połączenia nie zakończyło jednak walki mieszkańców. Przez tygodnie wywierali oni na decydentów presję, by pociąg TLK Planty kończył bieg na krakowskim dworcu głównym (tak jak pierwotnie deklarowało Ministerstwo Infrastruktury), a nie na oddalonej od niego stacji Płaszów. Tę batalię wygrali w lipcu – pociąg do centrum małopolskiej stolicy będzie dojeżdżał od 30 sierpnia, a podróż potrwa dwie godziny. Rybnik czeka teraz na rozszerzenie oferty kolejowej do Krakowa, w tym uruchomienie zapowiadanych przez śląski urząd marszałkowski bezpośrednich połączeń regionalnych.

Rybniczanie odetchnęli z ulgą. Ich opór i walka o przywrócenie efektywnego połączenia z Krakowem pokazuje głębszą przemianę postrzegania roli kolei w Polsce. Politycy przestali już bowiem patrzeć na kolej jak na transport drugiej kategorii, a społeczeństwo mocno utwierdziło się w przekonaniu, że sprawnym połączeniem dojadą nie tylko do pracy czy szkoły, ale też lepszego życia.

Jak zaznacza Karol Trammer, kluczowe dla tej zmiany podejścia były dwa momenty w historii. Pierwszym było wejście Polski do Unii Europejskiej. Unia zaczęła wymagać, by środki unijne przeznaczać również na kolej. Drugą ważną datą stały się wybory parlamentarne w 2015 roku i idący za tym impuls społeczny.

– Narracja „Polski w ruinie” wykorzystywana przez Prawo i Sprawiedliwość dotyczyła między innymi stanu kolei, która stała się jednym z symboli zaniedbań państwa – przypomina Trammer. – Pokazywano zniszczone dworce i miasta pozbawione połączeń. To stworzyło pewne sprzężenie zwrotne. Społeczeństwo zaczęło postrzegać kolej jako coś ważnego i oczekiwać reaktywacji linii. To na dobre zmieniło polityczne postrzeganie kolei. Po zmianie władzy w 2023 roku jej odtwarzanie także pozostało jednym z kluczowych tematów.

Efekty tej narracji najlepiej widać teraz w prześcigiwaniu się kolejnych rządów w proponowaniu systemowych programów renesansu polskiej kolei – takich jak Kolej Plus, Centralny Port Komunikacyjny (przemianowany na Port Polska) czy, niedawno zaprezentowany przez rząd, plan Zintegrowanej Sieci Kolejowej. Ten ostatni zakłada zbudowanie do 2050 roku prawie 5 tys. kilometrów nowych linii.

Na kolejowej zmianie optyki korzystają więc pasażerowie z mniejszych regionów, którym nie można już ot tak, kierując się logiką opłacalności, zabrać połączenia i liczyć na zamknięcie tematu. W Rybniku społeczeństwo obywatelskie udowodniło, jak skutecznie zabiegać o swoje.

Adrian Burtan – dziennikarz zajmujący się tematyką społeczną. Piszę głównie o nierównościach, wyzwaniach młodego pokolenia oraz relacji człowieka z technologią. Współpracuje m.in. z „Polityką”, magazynem Spider’s Web, „Newsweek Polska”.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x