Kraj

Nadzorować i karać

Parlament rozpoczął rok od ekspresowego uchwalenia prawa spod znaku autorytarnej dyscypliny.Tak jakby polityczny zegar cofnął się o dobre sto lat.

Obowiązkowy, stały monitoring, nawet w miejscach przeznaczonych do czynności intymnych. Niczym nieuwarunkowane prawo do stosowania przymusu – do unieruchomienia, podania na siłę leku, zarządzenia izolacji. To nie szpital psychiatryczny z XX wieku – to polska izba wytrzeźwień, do której może trafić każdy. Instytucja, która zamiast odejść w przeszłość, przeżywa renesans.

Parlament rozpoczął rok od ekspresowego uchwalenia prawa spod znaku autorytarnej dyscypliny. Bez rzetelnych konsultacji, bez debaty publicznej, bez wątpliwości. Tak jakby nie chodziło o podstawowe prawa i wolności człowieka. Tak jakby polityczny zegar cofnął się o dobre sto lat. Statek pijany. 

Ewa Siedlecka w „Gazecie Wyborczej” tak podsumowuje noworoczną wrzutkę w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi: „Pod pretekstem wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego o opłatach za pobyt w izbach wytrzeźwień Sejm poszerzył zakres środków przymusu bezpośredniego, których można używać w izbach. Do tej pory tylko wiązano w pasy. Teraz będzie można nawet strzelać z broni gładkolufowej, szczuć psem czy używać paralizatorów. Do tego podawać leki na siłę, i to bez żadnych warunków, np. tylko w sytuacji zagrożenia życia”.

Krótka historia tej ustawy zaczęła się w kwietniu ubiegłego roku, kiedy Trybunał Konstytucyjny uznał tryb określania wysokości opłat za pobyt w izbach wytrzeźwień za niezgodny z Konstytucją. Wejście w życie wyroku sędziowie odroczyli do 16 stycznia, żeby dać parlamentowi wystarczająco dużo czasu. Ale izby wytrzeźwień to nie budżet ani nie emerytury. Prace legislacyjne nad poprawieniem niekonstytucyjnych przepisów ruszyły w ostatniej chwili, a konkretnie w listopadzie, kiedy Senat przygotował projekt zmian. Ktoś uznał ten pośpiech za dobrą okazję do zaostrzenia przepisów.

Projekt trafił do sejmowej podkomisji 2 stycznia, następnego dnia rano przeszedł przez „debatę” na poziomie komisji, a wieczorem został przyjęty przez Sejm. Organizacje pozarządowe monitorujące prace nad ustawą nie były dopuszczane do głosu, ponieważ przewodniczący podkomisji pozwalał na dyskusję tylko nad konkretnymi poprawkami, a prawo do ich wnoszenia mają wyłącznie posłowie.

Sensu całej nowelizacji nikt nie podważał – wiadomo, nie ma czasu. A jeśli się znowu okaże, że jest niezgodna z Konstytucją, w swoim czasie zajmie się nią Trybunał. Najwyżej zwróci Sejmowi i cały proces zacznie się od początku. Wiadomo, taka robota.

Pretekstem dla ekspresowych prac z pominięciem demokratycznych procedur było to, że 16 stycznia zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny przepisy ustawy z automatu przestałyby obowiązywać. Pretekst wyjątkowo słaby, bo przecież wyrok Trybunału dotyczył wyłącznie opłaty za „nocleg”, nie nakazywał poszerzenia katalogu środków przymusu, jakie mogą stosować pracownicy izb, ani wprowadzenia obowiązkowego monitoringu. To już autorskie pomysły senatorów. Tymczasem Konstytucja nie pozostawia w tym zakresie wątpliwości: wolność człowieka można ograniczyć, tylko jeśli jest to konieczne do ochrony takich wartości, jak porządek publiczny, bezpieczeństwo czy prawa innych osób.

Senatorowie najwyraźniej dali się ponieść poczuciu władzy nad lumpami i pijakami, bo postanowili też zignorować regulamin izby, zgodnie z którym projekt ustawy wykonującej orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie powinien wykraczać poza zmiany konieczne do wykonania takiego orzeczenia. Czy podobna nonszalancja byłaby możliwa, gdyby chodziło o żłobki albo emerytury dla mundurowych?

Ograniczanie praw tym, którzy swoich roszczeń nie mogą głośno wyartykułować, przychodzi najłatwiej. A przecież unieruchomiony pijany człowiek nie stwarza zagrożenia uzasadniającego dalsze użycie przymusu. Jego bezradność i wykluczenie sprawiają jednak, że można posunąć się dalej. Można zdyscyplinować i ukarać go dla zasady.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Avatar
Katarzyna Szymielewicz
Zamknij