Kraj

Mikołaj Bendyk: Nic o nas bez nas!

Uniwersytet to nie firma, a księgowość nie jest królową nauk. Przyjdź w piątek na demonstrację pod UW!

Wszystko zaczęło się od próby przeforsowania szkodliwych zmian w Regulaminie Studiów Uniwersytetu Warszawskiego bez konsultacji ze studentami. Pisano o tym już w wielu miejscach (zobacz linki pod tekstem), więc ograniczę się do krótkiego przypomnienia.

Przede wszystkim chodzi o wprowadzenie opłat za złożenie pracy dyplomowej po terminie zakończenia ostatniego roku danego etapu studiów. Nazywa się to walką z „wiecznymi studentami”, jednak w rzeczywistości będzie walką ze studentami, którzy chcą napisać rzetelnie pracę i z rozmaitych przyczyn potrzebują na to więcej czasu. Zmiany w regulaminie dają władzom Uniwersytetu finansowy bat służący nie jakości, a wydajności.

Kolejnym problemem jest sposób wprowadzania tej nowelizacji – za plecami głównych zainteresowanych. Członkowie Koła Naukowego Socjologii Publicznej dowiedzieli się o sprawie z plotek, ponieważ nie było żadnej oficjalnej akcji informacyjnej. Zaczęli więc sami rozmawiać z innymi studentami, a w końcu postanowili odpowiedzieć protestem. Rozpoczął się on 20 kwietnia na posiedzeniu Parlamentu Studentów. Miało się wówczas odbyć głosowanie parlamentarzystów nad projektem nowego regulaminu, ale z przyczyn technicznych zostało przełożone na 11 maja. Na ten dzień została też zaplanowana kolejna manifestacja studentów.

Między tymi dwoma posiedzeniami Parlamentu powstała nowa inicjatywa – Uniwersytet Zaangażowany. Jej członkowie prowadzili szeroką akcję informacyjną wśród studentów, a także wśród wykładowców, bo i oni często nie byli świadomi, co się dzieje. Zebrali prawie 3 tys. podpisów studentów pod petycją przeciwko wprowadzeniu zmian i około 160 podpisów pracowników naukowych pod listem otwartym. Poparcie wyraziły także osoby publiczne i nauczyciele z innych uniwersytetów.

W ramach akcji informacyjnej przygotowano też ulotki przedstawiające najistotniejsze fakty i zapraszające na protest 11 maja. W ostatnią sobotę, kiedy na UW odbywały się juwenalia, dwóch członków inicjatywy zostało wyrzuconych z terenu Uniwersytetu za ich rozdawanie. Rzekomo za brak zgody kanclerza UW, mgr. inż. Jerzego Pieszczurykowa, na roznoszenie ulotek. Sekretarka kanclerza twierdzi jednak, że nie leży to w jego kompetencjach. Co więcej, nie zna przepisu, który to reguluje. Ba! Nie wie nawet, czy taki istnieje.

Jak na ironię podczas interwencji ochrony dwaj studenci rozdający ulotki stali o krok od tablicy upamiętniającej wydarzenia z marca 1968 roku.

W miarę trwania akcji rektor UW, prof. Marcin Pałys, zaczął dostrzegać siłę studenckiego ruchu. Tydzień po rozpoczęciu protestu rozesłał studentom maila, w którym, jak twierdzi, chciał sprostować informacje rozpowszechniane przez Uniwersytet Zaangażowany. W istocie przedstawiał wielokrotnie już obalone przez protestujących studentów argumenty. Zignorował fakt, że zmiany dotyczące absolutorium i opłat w regulaminie są próbą legalizacji praktyk uznanych za nielegalne. W przypadku „dwói dziekańskiej” nie odniósł się do orzecznictwa i opinii prof. Wojtaszczyka („sprzeczne z jego [Regulaminu Studiów na UW – M.B.] przepisami są tzw. dwóje dziekańskie, czyli oceny stawiane z urzędu przez jednostkę w sytuacji nieobecności studenta na egzaminie/zaliczeniu w wyznaczonym terminie, nieuczęszczania na zajęcia itp.”, 28.08.2008 r., St. 441-146/2008). Chyba tylko z uwagi na pozycję autora można było ten list potraktować poważnie (członkowie Uniwersytetu Zaangażowanego opublikowali odpowiedź).

Później maila otrzymali także pracownicy – ci, którzy wyrazili poparcie dla protestujących, np. prof. Wagner, która broniła studentów w radiu. To nie była już manipulacja, a przywołanie do porządku i – jakby tego było mało – podważenie kompetencje wykładowców. Rektor stwierdził bowiem, że profesorowie nie wiedzą, o czym mówią, i bez namysłu podpisują to, co im podsuwają studenci.

Jednak nie tylko brak informacji o zmianach, ich charakter i tryb ich wprowadzania są tu problemem – członkowie Uniwersytetu Zaangażowanego podkreślają, że stawką protestu jest  dzisiejsza kondycja akademii.

To, że coraz bliżej jej do rynku, że zapomina o swoim etosie, a nawet demokratycznych zasadach, że stawia ilość ponad jakością.

To dlatego grupa na swój sztandar wzięła słowa pochodzące z inauguracyjnej mowy rektora: „Uniwersytet to nie firma, a księgowość nie jest królową nauk”.

***

Nadszedł wreszcie 11 maja. Na posiedzeniu Parlamentu Studentów zebrało się około 200 osób z transparentami i żółtymi kwadracikami przypiętymi do koszulek – symbolem akcji. Ledwo się wszyscy pomieścili w sali obrad.

Kilka godzin wcześniej pojawiła się informacja, że będzie też obecny rektor. Prof. Pałys tłumaczył tę decyzję chęcią rozmowy, która nie odbyła się wcześniej. Wśród studentów zawrzało: to sytuacja wyjątkowa, ponieważ Parlament jest niezawisłym organem władzy uniwersyteckiej. Rektor spędził na mównicy aż dwie godziny; wcale nie był nastawiony na dialog.

Pytania zadawane przez studentów przekręcał, na część w ogóle nie odpowiedział, na inne odpowiadał nie wprost. Najdobitniejszym tego przykładem była chyba jego replika na pytanie członka Uniwersytetu Zaangażowanego, czy Uniwersytet łamał prawo, pobierając wcześniej opłaty za wznowienie studiów na dzień obrony pracy dyplomowej. Zamiast przyznać, że owszem, łamał (tak orzekło MNiSW, list do prorektor prof. Marty Kicińskiej-Habior z dnia 25.08.2015, DSW.ZNU.2014.2.MB), rektor upierał się, że problem polegał tylko na nieprawidłowej procedurze wznawiania.

Najboleśniejsze było jednak to, co zrobił Parlament Studentów po wyjściu rektora. Studenci tłumnie przybyli na posiedzenie liczyli na dyskusję nad regulaminem. Tymczasem został złożony wniosek o zniesienie dyskusji. Gdy zebrani głośno się oburzyli, pojawił się wniosek o utajnienie głosowania nad pozostawieniem dyskusji w porządku obrad. Wniosek ten przyjęto większością głosów, a następnie – już tajnie – zagłosowano przeciwko dyskusji.

Wtedy jedna z parlamentarzystek złożyła wniosek o referendum w sprawie regulaminu. Była to ostatnia deska ratunku dla walczących ze szkodliwymi zmianami – ale też oczywiste rozwiązanie w tak kontrowersyjnej i wywołującej emocje sprawie. Odpowiedź? „Referendum nie ma sensu, bo Parlament jest «reprezentantem ludu», a lud i tak nie przeczyta regulaminu, więc należy decydować o jego losie bez jego udziału”. I tak referendum nie miało nawet szansy zostać odrzucone w głosowaniu – już wniosek o włączenie tego głosowania do porządku obrad został odrzucony.

W tym momencie wyczerpała się cierpliwość studentów. Byli zniesmaczeni politykierstwem i koniunkturalizmem Parlamentu, zawiedzeni ignorowaniem ich głosu i wykalkulowanym posłuszeństwem parlamentarzystów wobec wyższego szczebla władz UW.

Z okrzykiem: „Nic o nas bez nas!”, podkreślającym, że nie zgodzą się na ustalenia zapadające bez ich aktywnego udziału, opuścili salę obrad.

Ostatecznie Parlament Studentów wyraził zgodę na proponowany kształt Regulaminu Studiów. 29 osób zagłosowało za, 26 przeciw, trzy się wstrzymały.

Ale ten przykry finał obrad Parlamentu nie jest końcem walki. To jej początek. Możliwe, że gdyby nie było plotek, regulamin zostałby zmieniony po cichu i w spokoju. Studenci zostaliby postawieni przed faktem dokonanym i przyjęli go ze względną pokorą. Przecież od podstawówki są uczeni posłuszeństwa wobec odgórnych decyzji, wobec widzimisię lub kalkulacji przełożonych i zwierzchników, a z drugiej strony – że ich własny los zależy tylko od nich samych i tylko na nim powinni się koncentrować.

Powszechnie narzeka się na słabość społeczeństwa obywatelskiego, na mizerię kapitału społecznego, na brak zaufania. W dobrze funkcjonującym społeczeństwie demokratycznym takie postawy powinna kształcić akademia. Ale w ostatnich latach ten filar życia społecznego mocno popękał. Szansą na jego odbudowę jest właśnie Uniwersytet Zaangażowany, największy od lat 80. ruch studencki w Polsce.

Wszystkich, którzy chcą się stać jego częścią, zapraszamy w najbliższy piątek, 15 maja, o godzinie 12.30 pod bramę główną Uniwersytetu Warszawskiego. Odbędzie się tam wiec w sprawie demokratyzacji uniwersytetu, przeciwko jego komercjalizacji i ignorowaniu głosu studentów. Bo uniwersytet to nie firma, a księgowość nie jest królową nauk.

Czytaj także:
Borys Jastrzębski: Nie chodzi o wiecznych studentów
Borys Jastrzębski: Jak uchwalić studentom regulamin (bez ich udziału)
Maciej Gdula: Uniwersytet to nie firma!
Sławomir Sierakowski: Piszesz czy płacisz?
Michał Smoleń: Prawo do uniwersytetu

Zobacz całą fotorelację Michała Wende

Czytaj: Uniwersytet zaangażowany. Przewodnik Krytyki Politycznej

 

**Dziennik Opinii nr 134/2015 (918)

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij