Kraj

List do posła Górskiego

Pańskie wypowiedzi są obrazą dla kobiet, wszystkich osób doświadczających przemocy i, szczerze mówiąc, niszczą też reputację chrześcijan.

Panie pośle Górski,

Powiedział pan niedawno publicznie, że zmusiłby pan własną żonę do urodzenia dziecka po gwałcie. Postuluje pan dalsze zaostrzenie polskiej ustawy antyaborcyjnej, tak żeby aborcja była nielegalna nawet dla kobiet zgwałconych. Przepis o prawie kobiet do przerwania ciąży, która jest wynikiem gwałtu, nazwał pan „martwym”.

Najwyraźniej uważa pan, że w Polsce wygłaszanie rygorystycznych poglądów na temat zgwałconych kobiet, więcej, na temat zgwałconej żony, jest łatwą okazją, żeby pokazać się w mediach jako ktoś o nieskazitelnej moralności, zdecydowany i bezkompromisowy. Że jest to sposób na zdobycie politycznych punktów. Że można bezkarnie wygłaszać komentarze na temat przemocy, przemocy seksualnej, niechcianej ciąży, ograniczania dostępu do praw reprodukcyjnych, bo w polskiej polityce w wyniku jakiejś szalonej myślowej gimnastyki taką postawę popiera Jezus. 

Uważa pan, i przyzwyczaiła pana do tego polska polityka, że kobiety to grupa tak słaba, że można się nią bezkarnie pomiatać. To grupa, która nie odda. 

Mam dla pana złą wiadomość. Kobiety, które doznały przemocy, to realne obywatelki, wyborczynie, członkinie rodzin, społeczności, organizacji. Wiele z nas doznaje w przeciągu życia jakiejś formy przemocy, także seksualnej.

Nasza tolerancja dla takich wypowiedzi właśnie się skończyła.

Pańskie komentarze o zmuszaniu żony do rodzenia po gwałcie nie sprawiają, że wygląda pan na mądrego, moralnego czy bezkompromisowego. Sprawiają, że chce nam się rzygać.

Kiedy czytam takie komentarze, po pierwsze, dostaję mdłości. Wspomnienie każdej formy przemocy, która dotknęła mnie lub jedną z drogich mi kobiet, powraca. Po drugie, czuję oburzenie. Jak poseł może wypowiadać się tak lekko o gwałcie? I myślę sobie tak: najwyraźniej nigdy nie był pan zgwałcony. Najwyraźniej nie wie pan, jak to jest, gdy ktoś się panu narzuca, grozi, wygłasza obleśne seksualne komentarze, używa siły, doprowadza do stosunku przemocą fizyczną lub psychiczną, zastrasza, szantażuje, niszczy. Czy potrzebuje pan takiego doświadczenia, żeby nauczyć się empatii?

I czy na pewno nie doświadczył pan nigdy przemocy? Nigdy nie pobili pana koledzy, nigdy nikt nie obrabował? A może nie chodzi o brak doświadczenia przemocy. Może chodzi o mocne postanowienie, że zawsze będzie pan po stronie sprawców.

Jestem oburzona, ale też czuję się zagrożona. Bo wiem, że to mogłabym być ja. I powiem panu, że dla każdej osoby, która doświadczyła przemocy, bardzo ważne jest, aby się od tej przemocy odgrodzić, powiedzieć i usłyszeć, że to nie było w porządku. Doznać sprawiedliwości. Takie komentarze, jak pański są moim zdaniem fantazjami o przemocy, werbalnym współuczestnictwem w gwałcie, popieraniem sprawców. Ich skutkiem jest pogłębianie krzywdy kobiet zgwałconych. Słowny gwałt.

I to boli. To boli, kiedy zdaję sobie sprawę, że Polacy wybierają na posłów grubiańskich mężczyzn, których stać na takie wypowiedzi. Utrudnianie kobietom dostępu do legalnej aborcji z gwałtu zostało już w Polsce osiągnięte: kobiety nie zgłaszają gwałtów, aborcję robią prywatnie. W 2010 roku żadna kobieta nie przerwała legalnie ciąży powstałej w wyniku gwałtu, współżycia z nieletnią, kazirodztwa, molestowania seksualnego, handlu żywym towarem, wykorzystania stosunku zależności…Czy to pana nie zadowala? O co pan chce jeszcze walczyć?

Może nie należy się zresztą skupiać na panu, nasza scena polityczna pełna jest mężczyzn, którzy uważają kobiety za cel łatwy i wygodny. Nie widząc możliwości osiągnięcia czegoś w komisjach zajmujących się gospodarką, polityką zagraniczną czy służbą zdrowia, uciekają na poletko „bezkompromisowego chrześcijańskiego seksizmu” i hasają sobie po prawach kobiet.

Mam dla pana wiadomość: era bezkarności dla takich wypowiedzi minęła. Kobiety są coraz silniejsze, a ich prawa traktowane są coraz poważniej.

Żarty o gwałtach na Ukrainkach Wojewódzkiego i Figurskiego skończyły się skandalem i konsekwencjami ze strony Radia Eska Rock. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji uznała takie żarty za przejaw dyskryminacji.

Pomysły minister Kopacz żeby „monitorować ciążę” zostały parę lat temu uznane za absurdalne, śmieszne. Jej urząd został zasypany kopertami z podpaskami zafarbowanymi na czerwono – pomysł Fundacji Feminoteka. Minister została wyśmiana. Próby jeszcze większego utrudniania dostępu do aborcji to droga, która donikąd nie prowadzi.

Może czas, żeby coś panu wyjaśnić. Mała liczba legalnych aborcji w rządowych sprawozdaniach to nie dane – to część aborcyjnej fikcji. Kobiety nie zgłaszają gwałtów, nie próbują robić legalnej aborcji, bo wiedzą, że to bez sensu.

Co by pomogło kobietom (i innym osobom) zgwałconym? Po pierwsze, wytrenowani funkcjonariusze policji, którzy nie wzmacniają traumy gwałtu, tylko pomagają i informują. Po drugie, zestawy pomocowe, które powinny znajdować się na każdej komendzie: taki zestaw zawiera instrukcje dla funkcjonariusza i lekarza, akcesoria do zbierania dowodów, tabletkę, która zapobiega zapłodnieniu („72 godziny”) i porcję leków przeciwko zakażeniu HIV. Brzmi dość prosto, prawda? Nie jest to sprawa skomplikowana – wymaga tylko politycznej woli. Takie zestawy były gotowe do wprowadzenia kilka lat temu, znalazł się nawet sponsor na pewną ilość pakietów. Sprawa rozbiła się właśnie o tę tabletkę „72 godziny”. Najwyraźniej zapłodnienie w skutek gwałtu jest przez nasze państwo popierane.

Wielką lekcją dla nas wszystkich była sprawa zgwałconej nastolatki z Lublina. Po tym, jak ustała medialna burza i rozwiązano sprawę niechcianej ciąży, matka „Agaty” powiedziała w reportażu, że żałuje, że w ogóle próbowała załatwić dla córki legalną aborcję. Uważa, że powinna była wziąć swoje dziecko na Słowację i tam, w znacznie bardziej godnych warunkach, zapewnić jej zabieg przerwania ciąży, którego potrzebowała.

Problem w tym, że to wymaga pieniędzy. I jest upokarzające, że w ogóle musimy żyć w państwie, które w kluczowych momentach naszego życia okazuje nam pogardę.

Dwa tygodnie temu Agata i jej matka wygrały sprawę przed Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Następny wstyd dla Polski. Następne wielotysięczne odszkodowanie, którego znacznie jest głównie symboliczne, bo przecież nie naprawi wszystkich szkód, jakich doznała Agata.

Co z tym problemem zrobić? Proste! Skoro Trybunał skazuje Polskę za łamanie polskiego prawa – zmieńmy prawo! Jakaż oszczędność dla budżetu. Jakież zwycięstwo polityczne.

Pańskie wypowiedzi są obrazą dla kobiet, wszystkich osób doświadczających przemocy i, szczerze mówiąc, niszczą też reputację chrześcijan. Radziłabym zdobyć się na przeprosiny. I zacząć od żony.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać