Kraj

Liberalne bezkręgowce, czyli o zalotach do skrajnej prawicy

Fot. M. Śmiarowski, MSW, Sławomir Nitras/flickr.com, Minika Bryk. Edycja KP

Tak, zdaję sobie sprawę, że zalecający się do skrajnej prawicy Trzaskowski jest lepszy niż robiący to od dawna i zanim to było modne, Duda. Ale jak tak dalej pójdzie, to prędzej zwymiotuję na kartę wyborczą, niż zaznaczę krzyżyk przy nazwisku któregoś z kandydatów.

Wraz z ogłoszeniem wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich stało się jasne, że czekają nas kolejne dwa tygodnie kampanii wyborczej, w czasie której obaj pozostali na placu boju politycy zawalczą o zebranie elektoratu reszty kandydatów.

O ile nie jest zaskoczeniem próba przyciągnięcia do siebie dodatkowych wyborców, o tyle za rozczarowujące można uznać to, jak daleko PO jest w stanie pójść, by zdobyć przynajmniej część z niecałych siedmiu procent głosów oddanych w pierwszej turze na Krzysztofa Bosaka, reprezentanta środowisk nacjonalistycznych i faszyzujących.

Witaj w obozie demokratycznym, Krzysztof!

Zaczęło się natychmiast po ogłoszeniu wyników. Trzaskowski stwierdził, że łączą go z wyborcami Bosaka wolnorynkowe poglądy i sprzeciw wobec podatków.

Wkrótce potem dalej poszedł szef Platformy Obywatelskiej Borys Budka, odpowiadając na pytanie o Marsz Niepodległości. Delegalizację marszu poparł niegdyś Trzaskowski, uzasadniając, że pojawiają się na nim faszystowskie treści. Po pierwszej turze wyborów prezydenckich Budka na antenie RMF FM marszu już bronił. W rozmowie powiedział, że grupy ekstremistów były w zasadzie bardzo małe, a ich zachowanie „rzutowało na cały Marsz Niepodległości”.

Lider Platformy najwyraźniej zapomniał lub wolał zapomnieć o tym, że organizatorzy Marszu Niepodległości sami są co najmniej faszyzujący. Każdego roku zapraszają do uczestnictwa zagranicznych otwartych faszystów, jak włoska Forza Nuova, a w rasistowskich i ksenofobicznych hasłach nie widzą nic zdrożnego.

11.11. Największy neofaszystowski marsz w Europie [wideo]

Kolejnym popisem był występ posła Frysztaka z PO w programie publicystycznym TVP Minęła 20, oburzonego brakiem zaproszenia dla… reprezentanta Konfederacji. Zwolennicy tego korwinistycznego ugrupowania nieustannie narzekają na dyskryminację w telewizji publicznej. I choć jest to jedna z niewielu godnych pochwały rzeczy w TVP, to obóz liberalny próbuje wykorzystać ją do zapunktowania u skrajnej prawicy. Czy rzecznictwo na rzecz dodatkowej przestrzeni do promowania poglądów antysemickich, seksistowskich i homofobicznych naprawdę jest tego warte?

Odbieranie mównicy Konfederatom krytykuje już nawet „lewe skrzydło” Koalicji Europejskiej w osobie Barbary Nowackiej. To znak, że liberalna opozycja postanowiła świadomie i konsekwentnie iść we flirt z prawicowymi ekstremistami.

Można odnieść wrażenie, że liberalna frakcja każdego dnia posuwa się w tym marszu coraz dalej. Grzegorz Schetyna uznał, że Konfederacja może dołączyć do demokratycznej opozycji, o ile tylko poprze w drugiej turze Trzaskowskiego. „Wyborcy Konfederacji w 2019 a wyborcy Krzysztofa Bosaka w 2020 to nie jest to samo” – mówił były przewodniczący PO w RMF FM Grzegorz Schetyna. „Tam są wyborcy narodowi, tam jest dużo przedsiębiorców, wolnościowy elektorat…” – wyliczał Schetyna.

Nie jest to jednak nic nowego. Już wcześniej można było zobaczyć, jak przy okazji #hot16challenge politycy gratulują Konfederatom wspaniałych rapsów, mimo wersów o wieszaniu socjalistów na drzewach.

Innym razem w sejmowym ferworze poseł Nitras z PO miał nawet rzucić w kierunku Lewicy, że gdy Platforma będzie rządzić z Konfederacją, to PO zajmie się Polską, a Konfederacja lewicą (poseł temu zaprzecza i deklaruje, że miał to mówić ironicznie).

Można by przytoczyć jeszcze dziesiątki wypowiedzi liberalnych polityków o tym, że należy ratować polską demokrację i obalić PiS razem z Konfederatami. I choć nie należy z tego wnioskować, że już zaraz zawiąże się Konfederacja Obywatelska, to widać, że liberalni politycy nie wzdragają się przed współpracą z ugrupowaniem Korwina, Brauna, Winnickiego i Bosaka. Co z tego, że nie ma bardziej antydemokratycznej formacji w polskim parlamencie niż właśnie Konfederacja? Widocznie dla doraźnych korzyści politycznych centryści są gotowi zapomnieć o demokratycznych wartościach.

Antyfaszystowscy liberałowie są możliwi. Tylko że nie w Polsce

Ci, którzy uzasadniają gierki polityczne ze skrajną prawicą twierdzą, rzecz jasna, że tak wygląda Realpolitik. Że niestety tak trzeba, skoro bez wyborców Bosaka nie ma mowy o wyborczym zwycięstwie.

Prezydencki Paryż wart jest konfederackiej mszy

Jednak przykład innych państw pokazuje, że politycy centrowi czy nawet prawicowi wcale nie są zmuszeni do przyjmowania skrajnie prawicowej retoryki i walki o elektorat faszyzujących ugrupowań. We Francji Jean-Marie Le Pen przez lata dostawał po kilkanaście procent głosów w każdych kolejnych wyborach prezydenckich, a jednak pozostali kandydaci nie mieli w zwyczaju zniżać się do jego poziomu. Macron pod wpływem protestów Żółtych Kamizelek przejmował postulaty socjalne, ale nie ksenofobiczny i wykluczający język.

Podobnie dzieje się w Niemczech. W ubiegłym roku w wyborach regionalnych w Turyngii głosami skrajnie prawicowej AfD wybrano na szefa regionalnego rządu kandydata liberalnej FDP. Mimo że było to wsparcie nieoczekiwane, o które FDP nie zabiegała (a przynajmniej oficjalnie), wybuchł wielki skandal polityczny, a dopiero co wybrany rząd podał się szybko do dymisji. Przywódcy liberalnej partii odcięli się od tego wydarzenia i zapowiedzieli, że nigdy nie utworzą rządu przy poparciu AfD. Inne niemieckie partie postępują podobnie, dlatego skrajna prawica jest tam otoczona kordonem sanitarnym, podobnie jak w wielu innych krajach Europy.

Czy wynika to z jakiegoś mocniejszego kręgosłupa moralnego tamtejszych polityków? Być może, tego nie wiem, ale nie musi tak być. Po prostu nawet pod względem czysto politycznym sojusze ze skrajną prawicą na ogół zupełnie się im nie opłacają. Boleśnie przekonali się o tym hiszpańscy liberałowie z partii Ciudadanos. W ostatnim roku weszli oni w sojusz z faszyzującym Voxem, na szczeblu lokalnym powstały nawet wspólne rządy tych partii. Skończyło się tym, że Ciudadanos z pozycji siły liczącej się w walce o zwycięstwo wyborcze w kilka miesięcy niemal spadli pod próg, a w międzyczasie odmawiano im dostępu na wszelkie parady równości lub manify. Właśnie tego brakuje w Polsce: zdecydowanego potępienia ze strony środowisk progresywnych wszelkich flirtów z faszystami i ich sojusznikami.

U nas jednak zaloty do skrajnej prawicy są tolerowane nie tylko przez zwolenników PO, ale nawet przez część lewicy. Chociażby na stronie Krytyki Politycznej pojawiły się teksty sugerujące, że jest to coś, co trzeba zaakceptować, a także krytykujące lewicę za oburzenie na liberałów, którzy robią to, co muszą, by skutecznie zawalczyć o prezydenturę.

Świadczy to o niepokojąco wysokiej w Polsce tolerancji dla skrajnej prawicy. Niestety – nie można liczyć na to, że organizatorzy parady równości odwrócą się od Trzaskowskiego za umizgi do wyborców Bosaka. Nie należy spodziewać się też zdecydowanego potępienia ze strony środowisk progresywnych czy feministycznych. Politycy PO doskonale o tym wiedzą i dlatego pozwalają sobie na publiczne bratanie się z Konfederatami.

Oburza was tweet Trzaskowskiego do Bosaka? Oto dlaczego kandydat PO zatrzyma w Polsce faszyzm

Jak by tu się nie zrzygać nad urną

Sztab i doradcy Trzaskowskiego uznali, że centrolewicowi wyborcy i tak oddadzą mu swój głos, nawet gdyby kandydat PO miał przez następne półtora tygodnia codziennie wykonywać przyjazne gesty w kierunku konfederackich środowisk. Według Platformy centrowi i lewicowi wyborcy zapomną na czas wyborów, że za Bosakiem stoją tacy ludzie jak Grzegorz Braun, widzący wszędzie masonów katolicki fundamentalista, czy seksistowski Janusz Korwin-Mikke.

I najgorsze jest to, że PO prawdopodobnie ma rację.

Już wcześniej można było zobaczyć, jak „walczące o demokrację” czy niezależne media promują Bosaka, zupełnie zapominając o jego kolegach partyjnych oraz o jego własnych antysemickich, ksenofobicznych i homofobicznych poglądach. Schludna prezencja i antypisowskie nastawienie wystarczają, jak widać, by zagościć na liberalnych salonach.

Faszyzujący politycy mogą teraz śmiało wkraczać do mainstreamu przy pomocy PO, a opinia publiczna (nawet jej bardziej progresywna część) nie będzie zbytnio protestować. Czego innego można się spodziewać, skoro nawet na lewicy tak wielu usprawiedliwia uśmiechy Trzaskowskiego do Konfederatów?

I tak, zdaję sobie sprawę, że zalecający się do skrajnej prawicy Trzaskowski jest lepszy niż robiący to, zanim to było modne, Duda. Problem w tym, że jeśli tak dalej pójdzie, to prędzej zwymiotuję na kartę wyborczą, niż zaznaczę krzyżyk przy nazwisku któregoś z kandydatów.

Żałuję tylko, że sprzeciw wobec wysługiwania się narodowcami jest tak nikły, a środowiska liberalne mogą się przymilać do Konfederacji ze świadomością, że ich wyborcy nie odważą się pokazać im żółtej kartki za zdradzanie wartości, legitymizowanie wrogów demokracji i udostępnianie faszyzującym politykom trybuny do głoszenia ich barbarzyńskich poglądów.

__
Artur Troost – student historii i socjologii na UW, członek Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij