Kraj

Lasy Państwowe kontra TSUE: czy UE zafunduje nam apokalipsę?

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej 2 marca orzekł, że Lasy Państwowe powinny przestrzegać prawa. To nie spodobało się polskim władzom – a zwłaszcza politykom Solidarnej Polski.

„TSUE atakuje polskie lasy!”, „kolejny Atak TSUE”, „NGOs kłamią!” – wykrzykuje na Twitterze poseł Solidarnej Polski, sekretarz stanu i pełnomocnik rządu ds. leśnictwa i łowiectwa Edward Siarka. Wtóruje mu Józef Kubica, p.o. dyrektora generalnego Lasów Państwowych.

Z oświadczenia, które wspólnie podpisali, wynika, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej niesie nam apokalipsę: zastępy bezrobotnych, choć doświadczonych leśników, których praca i dorobek zostały właśnie przez TSUE wywalone do kosza, ubóstwo mieszkańców wsi pozbawionych pracy, wreszcie ogólny paraliż, a potem upadek gospodarki leśnej.

Od początku marca trwa w rządowych mediach antyunijna kampania. Powtarzane jest ostrzeżenie przed planami „zniszczenia polskiego leśnictwa” czy „zablokowania polskiego konkurencyjnego przemysłu drzewnego”. Można nawet przeczytać (w sponsorowanym przez Lasy Państwowe wywiadzie w tygodniku „Do Rzeczy” – nie wiadomo czyim z nie wiadomo kim, bo nikt się nie podpisał, choć na zdjęciu jest Edward Siarka), że chodzi o złoża mające znajdować się pod Lasami Państwowymi. A także to, że konsekwencją decyzji TSUE z 2017 roku jest degradacja „pięknego obszaru” Puszczy Białowieskiej.

16 marca politycy Solidarnej Polski i leśnicy zawiązali komitet obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „W obronie polskich lasów”. Projekt ma chronić „kompetencje Polski w zakresie leśnictwa i nie pozwoli na to, żeby te kompetencje były zawłaszczane przez UE”. „Nie ma większej instytucji ochrony przyrody w Polsce niż Lasy Państwowe” – oświadczył w czasie konferencji Michał Woś.

Zbigniew Ziobro przekonywał, że Unia ograniczy mieszkańcom miast wstęp do co trzeciego lasu: „nie będą mieli gdzie chodzić na spacery czy jeździć na rowerze, chodzić na grzyby, zbierać jagód”. Z kolei Krystyna Szyszko cytowała słowa zmarłego męża, Jana Szyszki: „Polskie lasy będą w permanentnym niebezpieczeństwie. Od 1989 roku ciągle o te lasy walczymy i ciągle ich bronimy […] bo nie tylko przyroda na wierzchu, ale też to, co i pod lasami. Mąż ciągle mówił, że jesteśmy potwornie bogatym krajem, że jako społeczeństwo nie mamy tak naprawdę wiedzy, na jakim bogactwie żyjemy”.

Wątek podziemnych bogactw to nowość, ale marzenie Solidarnej Polski o ich eksploatacji wyjaśniałoby niepohamowaną dewastację lasów. W końcu jak inaczej dostać się do tego, co pod nimi? Jest to też spójne z klimatycznym negacjonizmem i niechęcią do wspólnej unijnej polityki dążącej do emisyjnej neutralności.

Nie padło w czasie konferencji ani jedno słowo, które pozwalałoby mieć nadzieję na to, że Solidarna Polska i Lasy Państwowe dostrzegają realne wyzwanie, jakim są katastrofa klimatyczna i wojna w Ukrainie – według nich zagrożeniem jest Unia Europejska, która chce „zabrać” im to, na czym się niemal uwłaszczyli, czyli na jednej trzeciej obszaru Polski. A agentami Unii są aktywistki i aktywiści.

Obywatele mają prawo patrzeć LP na ręce

Czym Unia Europejska tak rozsierdziła Solidarną Polskę? Pracami nad unijną strategią leśną, która jest elementem Zielonego Ładu i zakłada, że 10 proc. terenu Unii wolne będzie od działalności człowieka. A przede wszystkim – ostatnim wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który 2 marca orzekł, że Lasy Państwowe powinny przestrzegać prawa.

Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, WWF Polska i Fundacja Frank Bold wniosły do Komisji Europejskiej skargi dotyczące niezgodności polskiego prawa z prawem środowiskowym UE. KE w lipcu 2021 roku skierowała sprawę do TSUE. Chodziło o nieprzestrzeganie wymogów ścisłej ochrony gatunkowej i siedliskowej roślin i zwierząt, czyli niedopasowanie polskiej ustawy o lasach z unijnymi dyrektywami, ptasią i siedliskową, oraz o nieprzestrzeganie konwencji z Aarhus, która pozwala na zaskarżanie planów urządzania lasu przez organizacje społeczne.

Solastalgia i zima, której nie było

Co do pierwszego zarzutu (nazwanego przez ministra Siarkę „bezprzedmiotowym”), to art. 14b ustawy o lasach rzeczywiście już nie obowiązuje. Po wniesieniu skargi do trybunału przepisy zostały przeniesione do ustawy o ochronie przyrody.

– Znikły też skandaliczne zapisy, które mówiły, że działanie w zgodzie z dobrymi praktykami ustalonymi w rozporządzeniu ministra klimatu i środowiska oznacza automatycznie przestrzeganie zakazów dotyczących ochrony gatunkowej – tłumaczy nam Bartosz Kwiatkowski z fundacji Frank Bold. – Nie zmienia to jednak faktu, że Trybunał, wydając wyrok i odnosząc się do uchylonego już art. 14b, nie popełnił błędu, bo oceniał skargę Komisji Europejskiej, a ta była zasadna, bo w momencie jej wnoszenia przepis obowiązywał i naruszał nie tylko prawo unijne, ale też polską ustawę o ochronie przyrody – dodaje.

Drugi element wyroku uradował wszystkie organizacje aktywistyczne zajmujące się chronieniem lasów przed Lasami Państwowymi. Choć LP utrzymują, że dostęp do sądów jest zapewniony, jest to z ich strony stwierdzenie zmanipulowane.

− Przy okazji próby powstrzymania barbarzyńskiej wycinki w Puszczy Białowieskiej sądy administracyjne przesądziły, że Plany Urządzenia Lasu mają charakter wyłącznie wewnętrzny i to, co robią Lasy Państwowe w lasach należących do skarbu państwa, jest ich wewnętrzną sprawą, a nie sprawą obywateli – opowiada Bartosz Kwiatkowski. – Nie zgodziliśmy się z tym, w 2017 roku w styczniu wnieśliśmy wraz z innymi organizacjami skargę do komisji. Argumentowaliśmy, że tego typu rozstrzygnięcia naruszają konwencję z Aarhus, która mówi jednoznacznie, że dokumenty planistyczne dotyczące tak ważnych przedsięwzięć jak prowadzenie gospodarki leśnej i wycinki w lasach muszą podlegać kontroli sądowej. Obywatele w sprawach środowiskowych muszą mieć prawo skontrolować, czy aby na pewno wszystko się zgadza. Trybunał przesądził, że mamy rację. To oznacza, że Polska jest zobowiązana do jak najszybszego wdrożenia tych przepisów – tłumaczy Kwiatkowski.

A jeżeli nie zechce?

− KE może ponownie wnieść skargę przeciwko Polsce, a to będzie się łączyło z sankcjami finansowymi. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Od marca 2022 roku leży projekt ustawy przygotowany w Senacie przy wsparciu organizacji pozarządowych, który może być punktem wyjścia do tego, by to prawo do sądów wprowadzić.

W obronie Wieliszewa. Co jest nie tak z polską gospodarką wodną?

Komu wolno będzie wnosić sprawę do sądu?

− Decyzję mogliby zaskarżyć obywatele, którzy jednak musieliby wykazywać swój interes prawny, co nie jest proste. Z drugiej strony takie uprawnienie miałyby organizacje ekologiczne, jako wyspecjalizowane w ochronie przyrody podmioty, reprezentujące społeczeństwo. Wyrok Trybunału jasno wskazuje, że właśnie takim organizacjom trzeba zagwarantować dostęp do drogi sądowej – opowiada prawnik Fundacji Frank Bold.

Marta Jagusztyn z Inicjatywy Lasy i Obywatelki zwraca z kolei uwagę na wypowiedzi, które przekonują, że Plany Urządzenia Lasu są konsultowane. Według Józefa Kubicy aż 90 proc. wniosków w konsultacjach jest uwzględniana.

− Chciałabym wiedzieć, skąd pan Kubica ma takie dane. Przebadałyśmy prawie wszystkie wnioski, które wpływały do LP podczas konsultacji PUL w latach 2010−2020. W 466 procesach tylko w 66 przypadkach lokalni interesariusze zgłaszali jakieś wnioski. W tych 66 przypadkach było tylko 525 wniosków, z których zaledwie 16 proc. zostało zaakceptowanych całkowicie, a 5,7 proc. częściowo – mówi Jagusztyn.

− Niski poziom uczestnictwa w konsultacjach wynika z tego, że mało kto o nich wie. W ostatnich dwóch latach, już nieobjętych naszym badaniem wniosków i aktywności społecznej, poziom jest wyższy. Ale tylko dlatego, że ludzie zainteresowali się lasem i dzięki oddolnej mobilizacji upowszechnili informacje o tym, że można brać udział w konsultacjach. Jednak nawet w ostatnich latach poziom 90 proc. akceptowanych wniosków jest niemożliwy. Wnioski społeczne są powszechnie odrzucane na naciąganych i absurdalnych podstawach, na przykład w RDRLP Katowice leśnicy odrzucili wniosek, udając, że nie rozumieją słowa „wycinka”. Gdzie indziej widziałam argumentację, że wielkoobszarowe zręby są pożądane, bo istnieją gatunki zwierząt, które potrzebują otwartych przestrzeni – dodaje.

Do zarzutów uporczywie powtarzanych przez Solidarną Polskę odniosła się też merytorycznie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.

Organizacja przypomniała, że Lasy Państwowe nagminnie prowadzą wycinki w okresie lęgowym ptaków. Także wzrost cen drewna, którym straszą LP, już nastąpił. W 2022 roku średnia cena sprzedaży drewna przez Lasy Państwowe wzrosła o ponad połowę w stosunku do poprzedniego roku, bo nieprzetworzone drewno jest intensywnie eksportowane. Warto dodać, że Zakłady Usług Leśnych zatrudniają do prac leśnych na umowy śmieciowe, nie przestrzegają też zasad BHP.

− Zastanówmy się, co w istocie mówią Lasy Państwowe: że gospodarka leśna musi być niezgodna z prawem, żeby działała. A jeżeli dostosujemy ją do przepisów prawnych, to upadnie. Bo przecież tylko o to chodzi w tym wyroku: możliwość skontrolowania, czy PUL-e są zgodne z prawem. Nikt nie chce urządzać nagonki na leśników. Chcemy, by działali zgodnie z prawem – mówi Jagusztyn.

Wojna podjazdowa o Zielony Pierścień Warszawy

Nie będziemy chodzić na pasku aktywistów

LP i Solidarna Polska zdają się traktować wyrok jako dyskredytujący dorobek i doświadczenie leśników. Sięgają po retoryczne, ale mało wiarygodne w ich ustach hasła, że to oni chcą bronić polskich lasów, którym zagraża Unia razem z aktywistami. Wiceministra klimatu i środowiska Małgorzata Golińska w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” przekonuje, że polskie lasy są w tak dobrej kondycji „dzięki zrównoważonej, wielofunkcyjnej gospodarce leśnej”, prowadzonej od pokoleń.

Jak twierdzi Golińska, Solidarna Polska i LP nie są podatne na wpływy aktywistów, stoją w tej układance po stronie lokalnych mieszkańców, którzy chcą korzystać z terenów leśnych. Aktywiści są zaś narzędziami obcych interesów, korzystają ze środków unijnych, funduszy norweskich. „Pojawia się pytanie, w czyim interesie są te działania. Czy to jest działanie w interesie Polski, czy może w interesie innych państw” – pyta Golińska.

Jest taki kraj, który podobne podejrzenia ubrał całkiem niedawno w ustawę o „zagranicznych agentach”. Myślę tu o kraju, z którego przykład wzięła niedawno Gruzja i który finansował fundamentalistów z Ordo Iuris, o czym nie można mówić głośno. Ten kraj również nie wierzy w ocieplenie klimatu, „ekologizm” uważa za „zachodnią ideologię”, a cały zestaw z „ideologią gender”, według której wszyscy mieliby być sobie równi, uznaje za agendę wrażego Zachodu przeciw „tradycji”.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij