Kraj

Larczyński: Weź urlop, tato!

Ojcowie korzystający z urlopu tacierzyńskiego są lepszymi ludźmi i lepszymi pracownikami.

Elżbieta Rutkowska: Mirek, twój syn, przyszedł na świat w grudniu 2014. Osiem miesięcy po jego urodzeniu rozpocząłeś urlop tacierzyński.

Tomasz Larczyński: Nie chcę robić z siebie herosa tylko dlatego, że wziąłem urlop. Przypuszczalnie było mi łatwiej niż wielu innym ojcom. Zarobki moje i mojej żony są bardzo podobne i nie dusi nas kredyt hipoteczny, bo odziedziczyliśmy mieszkanie. Staram się robić sam to, do czego zachęcam innych ojców. Opieka nad dzieckiem nie jest czymś, co wymaga wielkiej wiedzy, potrzebne jest głównie wyczucie i minimalne pokłady empatii.

A jakie możliwości opieki nad małym rozważaliście? Co oferuje prawo w Polsce?

Prawo pozwala na trzy rozwiązania. Pierwsze to urlop macierzyński, czyli pół roku przyznawane matce, z czego ojciec może wziąć tylko 2 tygodnie. Kolejne to roczny urlop rodzicielski, który jest dowolnie dzielony między rodziców i z tego rozwiązania postanowiliśmy skorzystać. W tym przypadku ZUS wypłaca 80% ostatniej pensji. Można też zrobić tak, że przez pierwsze pół roku bierze się 100%, a przez kolejne 60%, co łącznie daje 80%. Jeśli rodzice dzielą urlop, tak jak ja z żoną Agatą, to dostajemy odpowiednią część swoich zarobków.

Decyzja o rocznym urlopie przeznaczonym na wychowanie Mirka to zamierzony plan wychowawczy czy konieczność? Nie myśleliście o żłobku?

Mirka zapisałem do żłobka od razu po otrzymaniu przez niego numeru pesel. W placówce pierwszego wyboru, gdzie jest 30 miejsc, zakwalifikowano nas na miejsce 350. W kolejnych dwóch żłobkach, które miałem do wyboru, było tylko gorzej – otrzymaliśmy miejsce 650.

W 2014 roku w Polsce 129 tys. osób wzięło urlop ojcowski. Zdecydowałeś się dołączyć do elitarnej grupy 2% mężczyzn rezygnujących z pracy na rzecz opieki nad dzieckiem.

Bardzo prosto byłoby mi potępić wszystkich ojców niedecydujących się na taki krok, ale w dużej mierze jest to kwestia zarobków. W Polsce kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni. Wiele osób ma tak niskie pensje, że 100 czy 200 złotych mniej co miesiąc to jest duża różnica. Chociaż jeśli chodzi o średnią, jak sprawdziłem dane światowe, to różnice w Polsce między zarobkami mężczyzn i kobiet są niewielkie. Rodziny, w których ojcowie nie biorą urlopów, wpadają w błędne koło. Kobiety idą na urlop, a przez to zarabiają mniej. Ale w dużej mierze jest to kwestia kretyńskich nawyków kulturowych.

Czy sądzisz, że jest pod tym względem możliwa zmiana społeczna?

Można mi zarzucić idealizm, ale Polska stoi przed bardzo dużym wyzwaniem demograficznym, które bierze się z różnych przyczyn. A jedną z nich jest to, że kobiety są dyskryminowane na rynku pracy właśnie przez to, że mają dzieci. Znam wiele kobiet, które zostały zwolnione po powrocie z urlopu macierzyńskiego. W takim przypadku kobieta cały czas ma w tyle głowy, że może stracić pracę. O ile ma umowę o pracę, a jeszcze gorzej jest przy umowach śmieciowych. Albo kiedy ma się kredyt.

Jeśli nic nie zostanie zrobione w tej kwestii, to Polskę czeka ogromny kryzys demograficzny. Jednym z pomysłów na zapobieżenie temu jest podzielenie ryzyka między matkę i ojca.

Czy sądzisz w takim razie, że konieczne są zmiany ustawowe?

Tak, w tym przypadku mogę odwołać się do programu Partii Razem, z której kandyduję. Chcemy wprowadzić 16-miesięczny urlop rodzicielski jednolity dzielony dobrowolnie na ojca i matkę. Zmiana jest konieczna po to, aby pracodawca, przyjmując kogoś do pracy, miał świadomość, że urlop rodzicielski dotyczy w takim samym stopniu ojca, jak i matki.

Zastanawiam się, czy głoszony przez ciebie postulat jest bardziej gospodarczy czy feministyczny?

On w trochę okrężny sposób rozwiązuje kwestie, którymi teraz zajmują się sądy pracy czy sądy rodzinne. Pracodawca za każdym razem liczyłby się z tym, że urlop po urodzeniu dziecka weźmie oboje rodziców.

Partia Razem postuluje też podobne mechanizmy, który rozwiązałby kwestię umów śmieciowych – stały się one po prostu nieopłacalne.

Jak rozumiem znikanie z rynku pracy umów śmieciowych jest o tyle istotne, że dzisiaj urlop ojcowski przysługuje tylko przy umowie o pracę?

Tak, i te dwa postulaty należy połączyć. Wszyscy ekonomiści, nawet ci najbardziej liberalni, przyznają, że mamy w Polsce zdziczały rynek pracy, gdzie przedsiębiorcy patrzą krótkowzrocznie tylko na swój zysk. Z takiej perspektywy osoba na urlopie rodzicielskim jest stratą.

Warto dodać, że dzieje się tak nawet pomimo tego, że osoba na urlopie macierzyńskim opłacana jest przez ZUS.

Tak, ale to pracodawca musi szukać nowej osoby na miejsce rodzica zajmującego się opieką nad dzieckiem, a nie ZUS. A osoba z dzieckiem zawsze będzie nieco mniej dyspozycyjna, bo dziecko choruje, trzeba brać zwolnienia itd. Natomiast jako społeczeństwo musimy wymóc, poprzez odpowiednie ustawodawstwo, żeby spojrzeć na dzieci jako na najbardziej podstawową potrzebę społeczną. Żaden system emerytalny nam nie pomoże, jak nie będzie dzieci.

Tymczasem powtarzają się historie zwalniania pracowniczek po urodzeniu dziecka. Ale nasz program nie ma na celu spowodowania, aby pracodawcy zbankrutowali i znaleźli się pod mostem. W dłuższej perspektywie jest to program korzystny dla wszystkich.

Jak rozbudzić w polskim społeczeństwie poczucie dobra wspólnego, jakim są dzieci?

Pokutuje w nas myślenie, że rodzina jest zatomizowaną jednostką oderwaną od społeczeństwa i to w naszych, a zwłaszcza w męskich rękach leży zapewnienie jej bytu.

Jak to powiedział Kukiz: „Państwo ma się odpierdolić od moich dzieci i od moich pieniędzy”. Niestety, jest to kandydat z konkretnym poparciem i, jak sądzę, te poglądy w społeczeństwie mają zwolenników. Wydaje mi się jednak, że odbudowa kategorii wspólnoty, dobra wspólnego jest możliwa. Tutaj ogromną pracę robi na co dzień Krytyka Polityczna czy ogólnie partie lewicowe. Chyba nawet PO ostatnio dostrzegło taką potrzebę. Czy jest to łatwe? Nie, nie jest to łatwe. Czy jest to możliwe? Sądzę, że tak, bo w społeczeństwach zachodnich dokonała się taka przebudowa.

Masz na myśli głównie kraje skandynawskie?

Społeczeństwa, które uważamy za opiekuńcze, nie zawsze takie były. To wymaga pracy. Być może katastrofa demograficzna, z jaką niedługo będziemy mieli do czynienia w Polsce, sprawi, że będziemy musieli spojrzeć na dzieci jak na dobro wspólne. Może poprzez dzieci dostrzeżemy również trudną sytuacje ich rodziców. Uważam, że jest to trudne, ale możliwe, i trzeba zrobić wszystko, aby te zmiany przyśpieszyć.

W Niemczech urlop bierze 20% ojców, a został on wprowadzony w 2007 roku. Początki były podobnie trudne jak w Polsce – po dwóch latach od wprowadzenia takiej możliwości na opiekę na dzieciakiem decydowało się zaledwie 3% ojców. Jak sądzisz, ile lat potrzebuje Polska?

Chyba nie porównywałbym nas do Niemiec, u nas są za niskie płace. U nas każdą złotówkę waży się inaczej niż euro, bo jest ich co miesiąc za mało. W Niemczech urlop padł na lepiej przygotowany grunt społeczny, a w Polsce jest to wciąż podglebie zdziczałego neoliberalizmu i musi on sobie inaczej utorować drogę – chociażby w naszych umysłach. Opieka nad dzieckiem w równym stopniu przynależna ojcu i matce to nie tylko zmiana wzorców kulturowych, ale także ochrona przed wyzyskiem ze strony przedsiębiorców. Przerzucenie ryzyka po równo na ojca i matkę ukróci dyskryminacje kobiet i może również spowodować, że pracodawcy zaczną przychylniej patrzeć na zatrudnianie osób starszych.

Przykład szwedzki, gdzie dąży się do równego podziału w wychowaniu dzieci, przez ostatnie 40 lat pokazał, że spadła liczba rozwodów, kobiety zyskały większe szanse na rynku pracy, a nawet zmniejszyło się spożycie alkoholu wśród ojców. Urlop tacierzyński okazuje się dobrem, z którego musimy chyba zacząć śmielej korzystać.

Niewątpliwie ma on dobry wpływ na ojców, bo na takim urlopie można się wiele nauczyć. Urlop rodzicielski potrafi zdecydowanie zwiększyć poziom empatii i uczy komunikowania treści prostym, zrozumiałym językiem. Ale przede wszystkim uczy cierpliwości. Dziecko ma swoje potrzeby, które komunikuje do skutku. Były badania, które wykazały, że rodzice są o wiele lepszymi pracownikami, bo potrafię lepiej się komunikować, wysłuchują cierpliwie racji innych. Dlatego apeluję do ojców – ojcowie, ten pozornie feministyczny postulat sprawi, że będziecie lepszymi ludźmi!

**

Tomasz Larczyński –  doktor nauk historycznych. Pracownik PAN Biblioteki Gdańskiej. Kandydat partii Razem do sejmu w okręgu 25 – Gdańsk.

**Dziennik Opinii nr 297/2015 (1081)

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.