Kraj

Dziemianowicz-Bąk: Solidarność wymaga zaufania

Najlepszym, co w dniu decyzji o dalszych losach strajku każdy z nas, niezależnie od politycznych sympatii, interesów, sentymentów i marzeń, może zrobić dla nauczycieli, jest po prostu: zaufać strajkującym.

Najprawdopodobniej jeszcze dziś związki zawodowe zdecydują, co dalej ze strajkiem nauczycielek i pracowników oświaty. To trudna decyzja. Strajk trwa już ponad dwa tygodnie, nauczyciele i rodzice są nim zmęczeni, uczniowie – choć pięknie i masowo popierają strajk – również się niepokoją, co z poprawianiem ocen, klasyfikacją maturalną i samymi egzaminami. Strajk to także możliwa (choć niekonieczna) utrata wynagrodzeń przez nauczycieli – a przecież przy tak niskich zarobkach jak obecnie nauczyciele z pewnością nie należą do osób posiadających pokaźne oszczędności, z których mogliby zamortyzować pomniejszoną wypłatę. Do tego każdego dnia muszą się mierzyć z potokiem nienawistnej propagandy płynącym z rządowych mediów, oskarżeniami o „branie dzieci na zakładników” czy „działanie pod dyktando polityków opozycji”. To nie jest łatwy czas. A jednak wciąż, pomimo tych obiektywnych trudności, protestuje około pół miliona nauczycielek, nauczycieli i innych osób pracujących w szkołach i przedszkolach. Kilkanaście tysięcy placówek trwa w strajku, w miastach zawiązują się międzyszkolne komitety strajkowe i łączą się w Ogólnopolski Międzyszkolny Komitet Strajkowy. OMKS staje się właśnie drugą obok ZNP siłą reprezentującą stronę nauczycielską i będzie brać udział w dalszych rozmowach z rządem. Wytrwałość nauczycieli i ich współpracowników jest imponująca. Ostatnie dwa tygodnie pokazały, że w Polsce jest możliwa pracownicza mobilizacja z prawdziwego zdarzenia. I, co nie mniej ważne, że może liczyć na masową solidarność społeczeństwa.

 

Czas decyzji o dalszych losach strajku to dobry moment na podsumowanie jego dotychczasowych osiągnięć. Tak właśnie – osiągnięć. Bo choć oczekiwania nauczycieli nadal spotykają się z oślim uporem strony rządowej, która zamiast oczekiwanych podwyżek zaproponowała pracownikom oświaty obniżki, to nie sposób nie zauważyć, że strajk już przyniósł pozytywne rezultaty.

Już samo to, że nauczyciele zabrali głos i zostali usłyszani, jest pozytywną zmianą, bo dotąd jakakolwiek rozmowa na temat edukacji toczyła się raczej o nauczycielach niż z ich udziałem. Przy okazji tegorocznego protestu opowiedzieli swoje historie, pokazali, jak wygląda ich codzienna praca. Pojawiające się niemal we wszystkich mediach relacje z nauczycielskiego życia przemawiają do wyobraźni bardziej niż statystyki czy międzynarodowe porównania. Dzięki temu nauczycielki i nauczyciele z bycia przedmiotem stereotypów, społecznej zawiści („ach, te dwa miesiące wakacji!”) i pogardy stają się ważnym podmiotem debaty publicznej. Czas pokaże, czy zmiana postaw wobec pedagogów będzie trwała, ale skala wciąż utrzymującego się poparcia dla ich postulatów pozwala żywić taką nadzieję.

Nauczyciele, opowiedzmy naszą historię!

Z „odzyskaniem głosu” przez nauczycieli wiąże się dodatkowo inna ważna kwestia. Otóż nie ma najmniejszych wątpliwości, że ten odzyskany głos to głos pracowniczy. Po raz pierwszy od dawna nauczycielki i nauczyciele tak otwarcie występują publicznie jako przedstawiciele świata pracy. Jeszcze dwa lata temu, podczas poprzedniego strajku nauczycieli, związki zawodowe podkreślały, że postulaty strajkowe dotyczą kwestii pracowniczych głównie dlatego, że takie są wymogi prawa, ale że tak naprawdę to strajk jest po prostu protestem przeciwko reformie edukacji. Ta nieco asekuracyjna postawa była zrozumiała – kiedy walił się system oświaty, koncentrowanie się pedagogów przede wszystkim na własnej sytuacji zawodowej zostałoby zapewne nieprzychylnie odebrane przez opinię publiczną.

Dziś jednak nikt nie ma wątpliwości, że trwający od 8 kwietnia paraliż szkół to walka pracownicza – o godne pensje i godne traktowanie wszystkich zatrudnionych w oświacie. Wszystkich – to znaczy także pracownic i pracowników niepedagogicznych: woźnych, sekretarek i wszystkich pracowników szkół niebędących nauczycielami. Solidarnościowy wymiar strajku i nieograniczanie go do kadry pedagogicznej to także sygnał, że nauczyciele dostrzegają w sobie część świata pracy, tego samego, który dzielą z nisko opłacanymi pracownicami szkolnej administracji. I jako część świata pracy zaczynają być widziani i społecznie akceptowani. Widać to także po reakcjach na rządowe próby dezawuowania protestu nauczycieli. Sięganie przez władzę do narracji o „pracy dla idei” nawet wśród przeciwników strajku nie rezonuje tak, jak można by się było spodziewać jeszcze kilka lat temu, a wśród jego zwolenników budzi powszechne rozbawienie.

Oprócz sukcesów w warstwie symboliczno-dyskursywnej za pomocą strajku szkolnego udało się nauczycielom wywalczyć konkretne zobowiązania ze strony klasy politycznej, do których będą mogli się odwoływać także w przyszłości, gdyby obecny strajk nie przyniósł ostatecznego zwycięstwa. Uzyskanie od największego ugrupowania opozycji – Koalicji Europejskiej – publicznych i pisemnych deklaracji, że w razie objęcia władzy podniesie nauczycielskie wynagrodzenia, to ważne osiągnięcie strajkujących. Nie chodzi o to, że mają oni w obietnice Grzegorza Schetyny bezkrytycznie uwierzyć. Myślę, że jako ludzie inteligentni i świadomi zasad politycznej gry w pełni zdają sobie sprawę, że do przedwyborczych obietnic polityków warto podchodzić ostrożnie. Niemniej złożenie takiej deklaracji przez opozycję – oprócz KE podobne zobowiązanie wyraziła wcześniej Wiosna Roberta Biedronia – to konkret wykraczający poza rytualne wyrazy poparcia dla słusznego protestu, do których początkowo ograniczały się partie opozycyjne.

Program opozycji piszą protestujący

Czy wymienione osiągnięcia wystarczą, by walka nauczycieli mogła zostać uznana za zwycięską? Z pewnością nie – celem tej walki jest uzyskanie podwyżek od rządu, a nie wyłącznie obietnic od opozycji. Jest nią realna poprawa materialnej sytuacji pracownic szkół, a nie wyłącznie zmiana społecznych postaw wobec nauczycieli. Ale są to osiągnięcia, których nie wolno ignorować.

Dlatego tak jak oburzające są sugestie Tomasza Lisa i części obozu liberalnego, że nauczyciele swój strajk powinni zakończyć i poczekać na lepsze czasy po jesiennych wyborach, tak samo nietrafne są głosy płynące z niektórych środowisk lewicy, że ewentualna decyzja ZNP o zawieszeniu strajku oznaczać będzie kapitulację i brak nadziei na powodzenie jakiejkolwiek walki o prawa pracownicze w przyszłości. Żadna z tych diagnoz nie oddaje sytuacji, w jakiej obecnie znajdują się nauczycielki i pracownicy szkół i przedszkoli. Obie więcej mówią o tym, co opłaca się liberałom, a co lewicy, niż o tym, co jest korzystne dla strajkujących pedagogów. I obu brakuje tego, co dziś protestującym jest szczególnie potrzebne – solidarności, wsparcia i przede wszystkim zaufania, że nauczyciele wiedzą, co robią.

Apele o zakończenie strajku są na rękę rządowi

Sugestia, że pracownicy szkół powinni zakończyć strajk, bo przestał on służyć Grzegorzowi Schetynie, to nic więcej, jak podcinanie skrzydeł ludziom, którzy ryzykują bolesne nadwyrężenie domowego budżetu, gniew i niezrozumienie najbliższych, którzy każdego dnia znoszą oszczerstwa i pomówienia, by walczyć o standard zarobków, bez którego polskiej oświaty nie da się postawić na nogi. Z kolei przekonanie, że muszą strajkować do ostatecznego zwycięstwa, bo inaczej cały ich wysiłek pójdzie na marne, a ich rezygnacja przekreśli szanse wszelkich walk pracowniczych, to po prostu szantaż i obarczanie nauczycieli odpowiedzialnością, którą my wszystkie i wszyscy – jako polityczki, aktywiści, rodzice i pracownicy innych sektorów – powinniśmy z nimi współdzielić.

Dlatego najlepszym, co w dniu decyzji o dalszych losach strajku każdy z nas, niezależnie od politycznych sympatii, interesów, sentymentów i marzeń, może zrobić dla nauczycieli, jest po prostu: zaufać strajkującym.

Nauczyciele już zwyciężyli, pokazali swoją siłę [rozmowa]

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.