Kraj

Czy samozatrudnienie zbawi Polskę?

Spośród 3 milionów samodzielnych przedsiębiorców tylko 1/5 stanowią pracodawcy. Reszta zatrudnia wyłącznie siebie.

Według sondażu GfK z 2012 roku młodzi Polacy prezentują najbardziej entuzjastyczne w Europie postawy wobec idei przedsiębiorczości. Wskaźniki samozatrudnienia w Polsce są wysokie – samozatrudnieni stanowią 23 procent wszystkich zatrudnionych, co w porównaniu ze średnią dla wszystkich państw członkowskich, wynoszącą 15 procent jest wartością znaczącą. Pojęcie przedsiębiorczości, wraz z „kreatywnością” i „innowacyjnością” na dobre zagościło w unijnej nowomowie i polskim dyskursie modernizacji. Jednak spośród 3 milionów samodzielnych przedsiębiorców tylko 1/5 stanowią pracodawcy. Pozostałe 2,25 miliona zatrudnia wyłącznie siebie.  

Według Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, struktura rynku mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw jest w Polsce podobna do Unii Europejskiej, jednak wewnętrzne proporcje wyraźnie się różnią. W Polsce dominują mikroprzedsiębiorcy: 92 procent całego sektora to osoby samozatrudnione, a 90 procent wszystkich nowo utworzonych przedsiębiorstw składa się z firm rodzinnych: przedsiębiorców i członków ich rodzin. Mikroprzedsiębiorstwa nie tworzą jednak konkurencyjnego podsektora, ponieważ – w porównaniu z całą Unią Europejską – wypracowują trzy razy niższą wartość dodaną brutto. Po drugie ich szanse na przetrwanie są relatywnie niskie: trzy na cztery firmy utrzymują się przez pierwszych 12 miesięcy, ale z czasem ich szanse spadają – do 54 procent po trzech i do 31 procent po pięciu latach. 

Spośród 3,7 miliona zarejestrowanych firm tylko 2,1 miliona przeprowadza operacje finansowe. Widoczne jest także zróżnicowanie geograficzne – największa aktywność małych i średnich przedsiębiorstw dotyczy przede wszystkim obszarów zurbanizowanych. Jednocześnie, połowa spośród samozatrudnionych to gospodarstwa małorolne. Czy zatem strategia promowania przedsiębiorczości naprawdę działa? 

Niedawno Minister Rozwoju Regionalnego Elżbieta Bieńkowska zapowiedziała przesunięcie w ramach jednego z programów operacyjnych 50 milionów euro na promowanie samozatrudnienia pośród dwóch grup, które mają największe problemy na rynku pracy: ludzi młodych oraz osób z tak zwanej grupy „50+”. Niewątpliwie, promocja samozatrudnienia staje się w Polsce metodą walki z bezrobociem – a jednocześnie sposobem przeniesienia odpowiedzialności za tworzenie miejsc pracy z państwa na jednostkę. Od czasu transformacji ustrojowej nie zostały opracowane żadne skuteczne strategie mające na celu poprawę chłonności rynku pracy. Największy spadek bezrobocia miał miejsce w 2004 roku – kiedy nastąpiła fala emigracji zarobkowej w konsekwencji integracji z UE.

Wiele projektów finansowanych ze środków publicznych oferuje wsparcie dla nowo powstałych firm. Samozatrudnienie jest także promowane przez Pełnomocniczkę Rządu ds. Równego Traktowania jako rozwiązanie problemu wysokiego bezrobocia wśród kobiet oraz forma walki z ich dyskryminacją na rynku pracy. Studentów zachęca się, aby otwierali własne biznesy, wspierani przez tak zwane Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości. Pierwsze doświadczenia samozatrudnienia wydają się teraz uzupełnieniem programów na rzecz zatrudnienia absolwentów, a nawet darmowych staży. 

Co więcej, duża część środków z Europejskiego Funduszu Społecznego na zwiększenie spójności społecznej oraz integracji na rynku pracy jest przeznaczana na granty dla bezrobotnych, mające pomóc im w rozpoczęciu własnej działalności gospodarczej. Ten wzrost przedsiębiorczości jest sztucznie wspierany przez darmowe doradztwo i pożyczki na preferencyjnych warunkach – przez pierwszych 12 miesięcy, które są obowiązkowym okresem kwalifikowalności unijnych funduszy. 

Z jednej strony samozatrudnienie jest oczywiście jakąś formą przeciwdziałania bezrobociu oraz wykluczeniu z systemu zabezpieczenia społecznego, choć na krótką metę. Z drugiej strony, wzrasta liczba świeżo upieczonych przedsiębiorców, którzy są tak naprawdę samozatrudnionymi świadczącymi usługi dla swoich byłych pracodawców. W 2012 roku pozapłacowe koszty pracy w Polsce obejmowały 22 procent wszystkich kosztów zatrudnienia ponoszonych przez pracodawcę, co nie różni się od średniej europejskiej. Mimo to, nieustannie słyszymy, że koszty pracy w Polsce są zbyt wysokie i blokują tworzenie nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym. Dlatego właśnie niektórzy pracodawcy zmuszają pracowników do przechodzenia na działalność gospodarczą. Zwalnia ich to z konieczności ponoszenia pozapłacowych kosztów pracy – przenoszą ten ciężar na samozatrudnionych byłych pracowników, którzy indywidualnie pokrywają koszty składek na ubezpieczenia społeczne. 

Rozpoczęcie działalności biznesowej nie zawsze wynika z kalkulacji ekonomicznej czy psychologicznej motywacji. W Polsce jest to często rezultat selekcji negatywnej – przymusu ekonomicznego lub niemożliwości znalezienia innej pracy. Obecna popularność samozatrudnienia nasuwa skojarzenia z inną rewolucją na rynku pracy, która miała miejsce kilka lat temu, kiedy to trumfy święciło pojęcie elastyczności. Uelastycznianie warunków zatrudnienia postępowała w konsekwencji propagowania przez Unię Europejską koncepcji „work-life balance”. Umowy o pracę zostały częściowo wyparte przez umowy o dzieło albo umowy-zlecenia – które nie podlegają ustawodawstwu kodeksowemu i nie gwarantują bezpieczeństwa socjalnego. Dziś dokonuje się kolejny krok w tym kierunku.

W wyniku postępującego procesu destandaryzacji rynku pracy niszczona jest też solidarność pracujących – ani zatrudnieni na umowach cywilno-prawnych, ani samozatrudnieni nie mają swojej reprezentacji w dialogu społecznym. Ich interesów nie są w stanie oficjalnie bronić związki zawodowe, ponieważ prawo nie nadąża za zmianami na rynku pracy. Tymczasem, pracownicy są poddawani nieustannej presji, by rezygnować z rozmaitych uprawnień, a koronnym argumentem pozostaje ogólny kryzys finansowy. Warto jednak pamiętać, że polityka cięć nigdzie jeszcze nie okazała się skutecznym narzędziem pozwalającym go przezwyciężyć. 

Maria Skóra – doktorantka Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, pracuje w Katedrze Socjologii i Polityki Społecznej.

Tekst ukazał się na stronie Social Europe Journal.

 

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco