Gospodarka

Kornik drukarz vs. minister Szyszko – walka trwa

Czy warto wycinać cenne przyrodniczo rejony Puszczy Białowieskiej, w tym stare drzewa, by zmniejszyć straty jednego z nadleśnictw?

– Jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego minister środowiska, zamiast chronić taki skarb, jakim jest Puszcza Białowieska, woli sprzymierzyć się z grupą interesu, by puszczę niszczyć – mówi prof. Tomasz Wesołowski, kierownik Pracowni Biologii Lasu na Uniwersytecie Wrocławskim, komentując decyzję, by podnieść limit cięć w Nadleśnictwie Białowieża z 63 tys. metrów sześciennych do 188 tys. metrów sześciennych, do 2021 r. – Wyręby cały czas trwają, piły pracują. To nie jest czas przyszły. Teraz leśnicy zyskali podkładkę, by wycinać o wiele więcej – dodaje.

Podpisany przez ministra środowiska, Jana Szyszkę, aneks do Planu Urządzania Lasu dla Nadleśnictwa Białowieża zakłada, że cięcia drzew będą prowadzone poza rezerwatami przyrody, siedliskami bagiennymi i ochronnymi oraz strefami ochrony. Będą one możliwe na obszarze 42 proc. nadleśnictwa, a ich celem ma być zatrzymanie gradacji kornika drukarza. Nie jest jasne, w których dokładnie miejscach są planowane, gdyż takiej informacji do tej pory nie podano. Aneks nie przewiduje cięć przedrębnych oraz rębnych w drzewostanach ponad 100-letnich. Planuje się, że będą w nich możliwe wyłącznie cięcia sanitarne, w celu usunięcia „świerkowego posuszu zasiedlonego”. Są to świerki, w których cały czas obecny jest kornik drukarz.

– Czyli hulaj dusza, piekła nie ma – mówi prof. Tomasz Wesołowski. – Wyrąb sanitarny oznacza, że można wyciąć każde drzewo, bez względu na jego wiek. Nie ma tu żadnych ograniczeń. Najgrubsze drzewa idą do wycięcia w pierwszej kolejności. Będzie można wyciąć nawet świerki, które mają 250 lat. Będzie to bardzo duża szkoda, gdyż poza rezerwatami znikną lasy, które mają dziś cechy pochodzenia naturalnego.

Decyzję o zwiększeniu cięć wspiera z kolei prof. Janusz Sowa, przewodniczący Rady Naukowej Leśnictwa, powołanej przez premier Beatę Szydło. Na niedawnej konferencji prasowej w Kancelarii Premiera wskazywał on, że w Puszczy Białowieskiej nie ma naturalnych drzewostanów. – Nawet w rezerwacie ścisłym nie ma drzewostanów naturalnych. To wszystko są siedliska zbliżone do natury – mówił.

Jego zdaniem Puszcza Białowieska to „cud przyrody powstały na skutek działalności człowieka”, natomiast świerki w puszczy są „pochodzenia alpejskiego”.

Innego zdania jest prof. Tomasz Wesołowski. – Świerki pojawiły się na terenie puszczy już 5-6 tysięcy lat temu, kiedy cofnął się lodowiec i od tego czasu są stałym elementem tutejszej flory – tłumaczy. – Są na to dowody palinologiczne, czyli wyniki badań pyłków drzew. Świerki z Puszczy Białowieskiej mają wspólne ślady genetyczne ze świerkami pochodzenia górskiego, na przykład z Karpat. Jednak badanie mitochondrialnego DNA starych świerków puszczańskich pokazało, że nie mają one wspólnych wzorców ze świerkami z Zachodu Europy, co oznacza, że nie zostały tu przywiezione przez praleśników, lecz są pochodzenia naturalnego. W Puszczy Białowieskiej są nadal fragmenty lasu pochodzenia całkowicie naturalnego. Nie ma takiego drugiego lasu w Europie. Zachodzą tu wszystkie procesy biologiczne, które tworzą naturalny las. Elementem tego całego systemu są na przykład przewrócone drzewa czy drapieżniki. Mamy pełny zestaw małych i dużych drapieżników, takich jak rysie czy wilki, oraz ich ofiar. Z dużych drapieżników brakuje jedynie niedźwiedzia. Podobnie jest z owadami. Są też wielcy roślinożercy, czyli żubry. Usunięcie ich oznacza inny las. Występują także cykle owocowania drzew, gdy w jednym roku jest wiele nasion, zatem w następnym jest wiele gryzoni, a potem wiele ssaków drapieżnych. I tak dalej. Cały ten układ cykli tu występuje i działa.

Na terenie trzech nadleśnictw, które leżą poza parkiem narodowym, nadal są fragmenty, w których rośnie wiele drzew mających ponad 100 lat, co wskazuje na ich naturalne pochodzenie. Łącznie zajmują one około 25 proc. ich powierzchni. Wyrąb drzew na przemysłową skalę zaczął się w Puszczy Białowieskiej w okresie I wojny światowej, a początek sadzenia drzew, w miejsce wyciętego lasu, to lata 30. ubiegłego wieku. Jeżeli więc jakieś świerki mają ponad 100 lat, wówczas można zakładać, że nie zostały posadzone ręką człowieka.

– Do tego należy też dodać 15 proc. drzewostanów w wieku 90 lat, które obsiały się naturalnie po wycinkach z lat 20. XX wieku, gdyż wówczas jeszcze nic nie sadzono – mówi prof. Przemysław Chylarecki, ornitolog z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN. – Są to pół naturalne drzewostany, które obsiewały się same. Pokazują one, jak przyroda odnawia się na dużej powierzchni, bez pomocy leśnika. Powstały w sposób spontaniczny.

Tam również będą mogły być wycinane drzewa, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się kornika drukarza. Na ile będzie to skuteczne?

– Z gradacjami kornika jest jak z katarem – mówi prof. Tomasz Wesołowski. – Leczony trwa 7 dni, a nieleczony tydzień. Nie znam pracy naukowej, która by pokazywała, że cięcia są skuteczniejsze niż samoczynny zanik gradacji, gdy niczego się nie wycina.

– W praktyce, by zatrzymać gradację, trzeba by znaleźć na całym zagrożonym obszarze lasu świerki, które są zasiedlone przez kornika, w czasie nie dłuższym niż dwa miesiące – dodaje – gdyż tyle trwa cykl rozwojowy kornika od jaja do wylotu. Następnie trzeba wyciąć co najmniej 80 proc. z nich i okorować drzewa. A jeżeli park narodowy i rezerwaty zajmują w Puszczy Białowieskiej 35 proc., i cięć się tam i tak nie przeprowadza, to jest to zadanie niewykonalne.

1.

Ministerstwo Środowiska zaznacza, że pracuje „w ścisłym porozumieniu z Komisją Europejską”. Komisja jednak tego nie potwierdza. Co więcej, w liście przesłanym w styczniu do ministerstwa, dyrektor Humberto Delgado Rosa pisze, że „jakiekolwiek znaczące zwiększanie limitów pozyskania drewna na tym obszarze stwarza natomiast duże ryzyko naruszenia prawa ochrony przyrody UE”. Do czasu podpisania aneksu, ministerstwo środowiska nie przesłało Komisji Europejskiej odpowiedzi na ten list, ani też żadnego innego oficjalnego pisma w sprawie puszczy.

Zdaniem ministra środowiska, Jana Szyszki, zwiększenie cięć drzew w Puszczy Białowieskiej jest potrzebne, gdyż „obserwujemy zanikanie siedlisk ważnych dla Unii Europejskiej z punktu widzenia Natury 2000”. Z kolei Komisja Europejska stwierdza, że „zahamowanie gradacji kornika drukarza w Puszczy Białowieskiej wydaje się niemożliwe, biorąc pod uwagę opublikowane wyniki badań”.

– Prawdziwe niebezpieczeństwo dla siedlisk priorytetowych, które chronią unijne dyrektywy, stanowi nie kornik, lecz zwiększony wyrąb drzew – uważa Agata Szafraniuk, prawniczka z Fundacji ClientEarth. – Komisja Europejska interweniowała w sprawie puszczy już w latach 2009-2012. Powodem jej interwencji były właśnie plany podniesienia limitów cięć drzew.

Po zmianie rządu i zmianie na stanowisku ministra środowiska, ustalony został limit, obowiązujący do czasu podpisania aneksu – 63 tys. metrów sześciennych drewna. Limit ten uznano za kompromis, uwzględniający potrzeby lokalnych mieszkańców i ochrony przyrody, i postępowanie zamknięto.

W związku obecną z decyzją Jana Szyszki, która umożliwia zwiększenie cięć do 188 tys. metrów sześciennych, Komisja Europejska może interweniować ponownie.

– Cała Puszcza Białowieska jest objęta ochroną jako obszar Natura 2000 – mówi Agata Szafraniuk. – Planując więc jakiekolwiek działania na tym terenie, potrzebna jest dodatkowa gwarancja, że nie będą one miały istotnego, negatywnego wpływu na tzw. integralność tego obszaru. Dlatego powinna zostać przeprowadzona tzw. ocena siedliskowa, która pokazuje wpływ wycinki na chronione siedliska i gatunki. W przypadku dokumentów przygotowanych na potrzeby aneksu nie wykazano takiej gwarancji. Nie przeanalizowano prawidłowo, jaki wpływ będzie miała wycinka na puszczę, na żyjące w niej i chronione zwierzęta, ptaki i obszary. Tymczasem taka ocena siedliskowa powinna być przeprowadzana zawsze, o ile tylko istnieje podejrzenie, że dane przedsięwzięcie może znacząco oddziaływać na dany obszar Natura 2000.

Na terenie Nadleśnictwa Białowieża cięcia drzew mają być prowadzone maksymalnie na powierzchni ok. 5100 hektarów, co stanowi ok. 8 proc. obszaru Natura 2000. Agata Szafraniuk podkreśla jednak, że przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozpatrywane były już sprawy, które dotyczyły ingerencji w dużo mniejszy fragment obszaru Natura 2000, nawet 0,7 proc. jego powierzchni. Tak było w przypadku budowy drogi w Irlandii, która mogła spowodować trwałą utratę ok. 1,5 hektara chronionych chodników wapiennych.

2.

Minister środowiska oraz dyrektor generalny Lasów Państwowych, Konrad Tomaszewski, twierdzą, że celem działań w Puszczy Białowieskiej jest wyłącznie jej „ratowanie”, a nie zysk ze sprzedaży drewna. Z kolei prof. Janusz Sowa podkreśla, że wszystkie trzy nadleśnictwa na terenie puszczy – Browsk, Hajnówka i Białowieża – są deficytowe i przynoszą straty. Dopłata do nich z Funduszu Leśnego wyniosła łącznie w 2015 r. ponad 21 milionów zł. Jednocześnie z opinii Rady Naukowej Leśnictwa wynika, że cena drewna pochodzącego z uschniętych świerków wynosiła w ubiegłym roku ok. 91,80 zł brutto za jeden metr sześcienny. Koszty pozyskania, wyróbki oraz zrywki to z kolei ok. 64,50 zł brutto. Daje to zatem przychód na poziomie 27,30 zł za każdy metr sześcienny drewna. A zgodnie z przyjętym aneksem może być ich wyciętych dodatkowo jeszcze ok. 125 tys. metrów sześciennych, co daje w sumie ponad 3,4 miliona zł.

Nadleśnictwo Białowieża niemal w całości wykorzystało już swój limit cięć. Gdyby minister nie podpisał aneksu, przez następne lata, do 2021 r., nie mogłoby więc wycinać drzew i nie miałoby z tego źródła żadnych przychodów.

Zatem każdy metr sześcienny więcej, który został przyjęty w aneksie, oznacza dla tego nadleśnictwa przychód. W ogólnym rozrachunku Nadleśnictwo Białowieża może nadal przynosić straty, jednak będą to wówczas straty mniejsze, niż gdyby nie sprzedawano drewna wcale. Pytanie tylko, czy ma to wszystko sens? Czy warto wycinać cenne przyrodniczo rejony Puszczy Białowieskiej, w tym stare drzewa, by zmniejszyć straty jednego z nadleśnictw? Ponadto wywożenie drewna z puszczy oznacza zmniejszenie ilości zawartych w drzewach substancji mineralnych, które w naturalnym obiegu wróciłyby do gleby.

3.

Zaniechanie wycinania świerków ma się wiązać, zdaniem prof. Janusza Sowy, z zagrożeniami dla przyrody. – Z tej części puszczy, gdzie zamierają świerki, wyprowadził się dzięcioł trójpalczasty. Nie ma go – mówił na konferencji prasowej w Kancelarii Premiera. Czy rzeczywiście tak jest?

– Jest dokładnie odwrotnie – mówi prof. Tomasz Wesołowski. – Tam gdzie się usuwa świerki, tam nie ma dzięcioła trójpalczastego. Jest on wyspecjalizowany w żerowaniu pod cieniutką korą świerków. Jest mu potrzebna ciągła dostawa zamierających świerków, w których także wykuwa dziuple. Bez zamierających świerków las jest dla dzięcioła trójpalczastego jak parking przed supermarketem. Dla niego nie ma tam nic.

Tam gdzie się usuwa świerki, tam nie ma dzięcioła trójpalczastego. (fot. Adam Wajrak)

– W tej części puszczy, gdzie ma miejsce gradacja kornika, zwiększyła się populacja zarówno dzięcioła trójpalczastego, jak i białogrzbietego – mówi prof. Przemysław Chylarecki. – Między 2011 a 2015 r. populacja dzięcioła trójpalczastego wzrosła mniej więcej o połowę, co pokazują wyniki badań, które sfinansowały same Lasy Państwowe. Przeprowadzono dwa cykle takich badań. Dzięcioł trójpalczasty żeruje na gatunkach owadów, które występują w martwym drewnie, głównie świerkowym. Są to więc dla niego sprzyjające warunki.

Gradacji kornika sprawiła, że dzięki obfitości pokarmu dzięciołom trójpalczastym jest łatwiej przetrwać zimę. Mają one również pod dostatkiem owadów przez cały rok, a ich pożywieniem są także larwy kornika drukarza. W 2011 r., gdy zaczynała się gradacja kornika, liczebność tego gatunku dzięcioła szacowano w całej Puszczy Białowieskiej na 116–137 par. Natomiast w latach 2014–2015 wynosiła ona już 160–214 par. Wyniki badań pokazują także, że dzięcioł trójpalczasty unika rejonów lasu, w których prowadzi się prace gospodarcze i pielęgnacyjne, nawet wtedy, gdy obejmują one niewielkie obszary i niedużą liczbę drzew. Z obecnością dzięciołów związane jest także występowanie w puszczy sóweczki – rzadkiego gatunku sowy – która zajmuje niemal wyłącznie dziuple wykute przez dzięcioły, często w zamierających świerkach.

Sóweczka zajmuje niemal wyłącznie dziuple wykute przez dzięcioły, często w zamierających świerkach.

Skąd tak duże rozbieżności w ocenie sytuacji dzięcioła trójpalczastego? Mogą one wynikać po części z tego, że prof. Janusz Sowa, który jest przewodniczącym Rady Naukowej Leśnictwa i doradza premier Beacie Szydło w sprawie Puszczy Białowieskiej, jest autorem rozprawy habilitacyjnej na temat „zagrożeń od drgań pilarek w procesie pozyskania drewna”, a także materiału szkoleniowego dla instruktorów operatorów pilarek spalinowych.

Jego spojrzenie na las może być więc nieco inne niż osób, które zajmują się biologią lasu.

4.

Na terenie samego Nadleśnictwa Białowieża, którego dotyczy podpisany przez ministra aneks, drzewostany o charakterze naturalnym, w wieku ponad 100 lat, zajmują ponad 35 proc. powierzchni, a do tego dochodzą drzewostany w wieku 90-100 lat, na kolejnych 8 proc. powierzchni. To między innymi tam mają wejść leśnicy z piłami. Cięcia będą mogły być prowadzone także okresie lęgowym ptaków, gdy w gniazdach będą młode.

– W unijnej dyrektywie ptasiej jest mowa o tym, że zabronione są działania, które prowadzą do umyślnego niszczenia lęgów i płoszenia, szczególnie w okresie lęgowym – wskazuje prof. Przemysław Chylarecki. – Jest to jednak nadal zgodne z polskim prawem, a dokładnie z art. 52a ust.1 i 3 ustawy o ochronie przyrody. Można więc wycinać las w okresie lęgowym i wyciąć drzewo z dziuplą na przykład sowy włochatki. Nie ma tu obostrzenia i konieczności występowania do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska po zgodę na cięcia w okresie lęgowym, choć po interwencjach Komisji Europejskiej miało to obowiązywać od tego roku. PiS zatrzymał w grudniu 2015 r. wejście w życie nowelizacji ustawy i odłożył to o rok. W rezultacie, wycinka w okresie lęgowym, choć niezgodna z dyrektywą ptasią, jest wciąż dozwolona prawem krajowym, prowadząc do zniszczeń siedlisk gniazdowych i samych gniazd dzięcioła trójpalczastego, dzięcioła białogrzbietego, sóweczki, włochatki oraz masy innych gatunków ptaków mniej uzależnionych od zamierających świerków.

Jeszcze w marcu została przekazana premier Beacie Szydło pierwsza część podpisów pod petycją o ochronę całej Puszczy Białowieskiej. Na dziś podpisało się pod nią ponad 134 tysięcy osób i nadal można się pod nią podpisać. Organizacje ekologiczne będą dalej prowadziły kampanię na rzecz obrony puszczy. Reakcji ze strony Komisji Europejskiej można się spodziewać wkrótce. Czy zamiast wydawać co roku wiele milionów złotych na finansowanie deficytowych nadleśnictw, nie byłoby lepiej po prostu poszerzyć park narodowy na obszar całej Puszczy Białowieskiej?

Czytaj także:
Marcin Gerwin, Korniki zjadają świerki. Puszcza nie z takimi rzeczami sobie radziła
Marcin Gerwin, Minister Szyszko kontra rzeczywistość

 

**Dziennik Opinii nr 95/2016 (1245)

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Marcin Gerwin

| Specjalista ds. zrównoważonego rozwoju i partycypacji
Specjalista ds. zrównoważonego rozwoju i demokracji deliberacyjnej. Z wykształcenia politolog, autor przewodnika po panelach obywatelskich oraz książki „Żywność przyjazna dla klimatu”. Współzałożyciel Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej, publicysta Krytyki Politycznej.

Komentarze archiwalne

  1. Kilka prawd;
    Nie można zostawiać suchych świerków. Mogą je zasiedlić inne owady, które przejdą za rok na półżywe słabe żyjące drzewa i wzmoże się gradacja (np. niektóre kózkowate). A także może zacząć się rozwój grzybów korzeniowych które przejdą na drzewa żywe.
    Jak dotąd od 150 lat zawsze usuwano drzewa zaatakowane przez kornika.
    Obecność drzew 100 letnich w lasach wcale nie wskazuje na to ,że powstały te drzewostany drogą naturalną. Odwrotnie–powstały one w rębni częściowej z samosiewu–więc drogą sztuczną=rębnia częściowa to metoda gospodarowania.
    Genotyp jest więc ten sam co zawsze, ale nie wszędzie bo były zakupy nasion w 19 wieku ze strefy alpejskiej.
    Od 1922 roku mieliśmy co najmniej 4 wielkie gradacje drukarza na tych terenach. Zawsze wycinano drzewa tak jak obecnie.
    Nikt nie zgłaszał zastrzeżeń. Jeśli macie forsę na metody inne walki z kornikami ( a istnieją takie) to dajcie te pieniądze a leśnicy zastosują chemosterylanty lub dostarczenie samic kornika innego genotypu , które w tych warunkach są bezpłodne z uwagi na odległość gatunkową.
    Prof. Szyszko robi obecnie to co powinien. Tylko niemcy są niezadowoleni bo sprzedaż ich świerków na rynku drzewnym w UE spadła o połowę jako że polskie drewno jest tańsze. Więc bronią się teoriami ekologizacji środowiska.