Piotr Kuczyński

Rynek sobie poradzi? Ta wiara już dawno umarła

Według redaktora „Dziennika Gazety Prawnej” Piketty jest klasycznym przedstawicielem pesymistów, a z nierównościami rynek sam sobie poradzi. Śmiem twierdzić, że rzeczywiście redaktor ma rację. Rynek sam sobie poradzi doprowadzając do kryzysu.

W „Dzienniku Gazecie Prawnej” Sebastian Stodolak zamieścił tekst pod tytułem Koniec świata już wkrótce. Tytuł był zamierzenie ironiczny, bo w tekście chodziło o skrytykowanie pesymistów. Nie wszystkich – tych ekonomicznych. Tak mocno się z tym artykułem miejscami nie zgadzałem, że postanowiłem go zachować i przy najbliższej okazji napisać krótki tekst polemiczny w Krytyce Politycznej.

Redaktor rozpoczął tekst od „przejechania się” przez Jima Rogersa (znany inwestor, kiedyś partner Georga Sorosa), który niedawno zapowiedział potężny kryzysy, nieporównywalny do tego, co dotychczas widzieliśmy, „w tym lub w przyszłym roku”. Pamiętam, że jak przeczytałem w oryginale tę zapowiedź, to brwi mi się do góry podniosły. I nie dlatego mocno się zdziwiłem, że Rogers jest pesymistą. Z wiekiem wielu ludzi staje się pesymistami (coś o tym wiem i mocno z tym walczę). Może dlatego stają się pesymistami, że ich życie zbliża się do końca, a może dlatego, że doświadczenie życiowe uczy ich rezygnowania z optymistycznego spojrzenia na to, co może się wydarzyć.

To, że świat najpewniej czeka potężny kryzys jest według mnie z wielu powodów pewne (z tego wynika, że też mógłbym być przedmiotem tekstu redaktora Stodolaka), ale czy ten kryzysy uderzy teraz, czy za 20 lat tego nikt nie wie. Nie wie tego również Jim Rogers, ale przestrzega, że świat idzie w tym kierunku. Redaktor Stodolak chyba zdecydowanie przecenia wpływ wypowiedzi Rogersa na świat finansów. Być może Rogers „gra” na rynkach finansowych zgodnie ze swoimi twierdzeniami, ale z pewnością nie ma najmniejszych złudzeń, że jego zapowiedzi kryzysu wystraszą wystarczająco dużo ludzi, żeby miało to wpływ (pozytywny) na jego inwestycje.

W tej sprawie moją reakcją był po prostu uśmiech, ale zacząłem poważnieć, kiedy pojawiła się krytyka „osób odpowiedzialnych za politykę gospodarczą” chętnie słuchających pesymistów, którzy „spowodowali, że światowe rządy w ostatnich dekadach tyle energii poświęcają globalnemu ociepleniu, robotyzacji i nierównościom. Optyka pesymistów każe te zjawiska uznać za śmiertelne zagrożenia”.

Tych pesymistów przeciwstawia redaktor Stodolak optymistom, których „optymistyczna perspektywa każe wiele problemów zwyczajnie zbagatelizować, uznając, że rynek sobie jakoś z nimi poradzi”. Rynek sobie poradzi? Wiara we wszechwładzę rynku i jego działanie niosące ludzkości wszelaką szczęśliwość już dawno umarła. Ale to, jak pisał Rudyard Kipling, „już inna historia” opisywana zresztą przez wielu, również przeze mnie.

Zaczęło mi to, co napisał redaktor Stodolak, wyglądać na przeciwstawianie strategii zapobiegliwej mrówki strategii niefrasobliwego konika polnego. Poważna polemika z osobami lekceważącymi każde z tych zagrożeń zmusiłaby mnie do napisania wielu tysięcy słów, a nie jest to zalecana forma moich felietonów. Ograniczę się więc tylko do „przebiegnięcia” przez wymienione przez redaktora Stodolaka tematy (to nie jest pierwszy tekst tego redaktora na temat pesymistów).

Niestety od dziś kupujemy na zeszyt

czytaj także

Nie napiszę niczego na temat globalnego ocieplenia, bo po prostu na tym się nie znam. Wierzę jednak w naukę, a co za tym idzie w to, co twierdzi olbrzymia większość naukowców – że ocieplenie jest groźne, a człowiek zwiększa to zagrożenie. Dlatego też nie protestuję, kiedy podejmuje się działania mające na celu zmniejszenia wpływu ludzkości na wzrost globalnych temperatur. To z pewnością nie jest działanie szkodliwe.

Na temat nierówności i robotyzacji sam wiele razy pisałem. Również na łamach Krytyki Politycznej, więc nie będę za bardzo się powtarzał. Powiem tylko, że jeśli chodzi o nierówności to nawet neoliberalni ekonomiści zaczęli przyznawać, że problem narasta. I rzeczywiście „światowe rządy”, na przykład podczas Forum w Davos, bardzo się nad nim pochylają.

Można powołać się na Kapitał w XXI wieku Thomasa Piketty’ego, ale jak myślę, a właściwie jestem pewien, to według redaktora Stodolaka Piketty jest klasycznym przedstawicielem pesymistów, a z nierównościami rynek sam sobie poradzi. Śmiem twierdzić, że rzeczywiście redaktor Stodolak ma rację. Rynek sam sobie poradzi doprowadzając do kryzysu, o którym mówi Jim Rogers, albo do rewolucji lub wojny. Tylko czy naprawdę o to nam chodzi?

Podobnie wygląda sprawa robotyzacji. Redaktor powołuje się na Roberta Malthusa, który na przełomie XVIII i XIX wieku przewidywał, że wzrost liczby ludności doprowadzi do głodu. Poza tym zapowiadał, że w Paryżu będzie się brodziło po kolana w odchodach końskich, bo tak dużo będzie dorożek. Jak wiemy postęp techniczny doprowadził do znacznego wzrostu produkcji żywności, a transport koński zastąpiono samochodami. Prognozy Malthusa były drastycznie mylne.

Liniowe rozumowanie każe podobnie podchodzić do robotyzacji, automatyzacji i sztucznej inteligencji. Liniowe, bo jeśli wtedy pojawiły się nowe wynalazki i problemy znikły to liniowo można zakładać, że i teraz tak będzie. Tyle tylko, że tym razem według mnie tak nie będzie.

Z pierwszego zawodu jestem elektronikiem, więc nie jestem całkowitym laikiem, jeśli chodzi o robotyzację i sztuczną inteligencję. Uważam (jak zresztą wielu ludzi, którzy mówili/pisali na ten temat), że kierunek rozwoju, który z czasem doprowadzi nas do sztucznej inteligencji, jest prawdziwym zagrożeniem dla rodzaju ludzkiego. Warto przeczytać choćby Superinteligencję Nicka Bostroma, żeby zacząć się nad tym problemem zastanawiać, a nawet niepokoić.

Zlikwidujmy pracę, nadchodzą roboty

Ludzie w moim wieku być może niespecjalnie będą się przejmowali, ale młodzi? Oni doczekają sytuacji, w której nie tylko nie będzie problemu braku rąk do pracy, czego boją się demografowie, ale nastąpi problem braku pracy dla rąk. I to będzie najmniejszy z problemów, bo pojawienie się Artificial General Intelligence (AGI), czyli prawdziwej sztucznej inteligencji (nie widzę powodu, żeby nie było to możliwe za kilkadziesiąt lat), będzie groźne dla ludzkości – o tym ostrzegają zresztą Stephen Hawking i Bill Gates.

Pierwsze problemy związane z robotyzacją i automatyzacją zobaczymy niedługo. Stałą odpowiedzią na zagrożenia jest przywołanie dorożkarzy, którzy przekwalifikowali się na kierowców samochodów. Owszem, to rozwiązało problem zniknięcia dorożek. Jednak co się stanie z kierowcami, kiedy maszyny będą same prowadziły samochody (już to robią) i wszelkie przyszłe pojazdy? Do każdego zawodu można zastosować ten proces myślowy. Również do dziennikarzy, których już obecnie w wielu czynnościach zastępują maszyny.

I tak na koniec – czy bycie pesymistą jest naprawdę takie złe? Czy rzeczywiście amerykańskie pozytywne myślenie „wszystko się uda” jest takie dobre i niesie same plusy? Zdecydowanie tak nie jest, co znakomicie przedstawia i udowadnia Oliver Burkeman w swojej książce Szczęście. Poradnik dla pesymistów. Autor pisze między innym „Stoicy zalecali «premedytację zła», czyli rozmyślne wyobrażanie sobie najgorszego możliwego scenariusza. Obniża to niepokój względem przyszłości.”.

Uważam, że stoicy mieli rację. A to, że często prognozy pesymistów się nie sprawdzają? Może właśnie dlatego, że powstały? Jeśli pojawia się znane zagrożenie, to ludzie mają czas na przygotowanie antidotum. Śmianie się z nieudanych prognoz pesymistów poprawia humor, ale jest zdecydowanie przeciw skuteczne.

Bożek: Roboty ocaliły pop?

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński
Analityk rynku finansowego
Analityk rynku finansowego, główny analityk firmy Xelion. Współautor, razem z Adamem Cymerem, wydanej nakładem Krytyki Politycznej książki "Dość gry pozorów. Młodzi macie głos(y)". Felietonista Krytyki Politycznej.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco