Felieton

Brak rąk do pracy?

Noblista Paul Krugman twierdzi, że każdego roku z powodu robotyzacji znika 10 milionów miejsc pracy dla ludzi.

W Europie najczęściej mówi się obecnie o dwóch sprawach – o napływie imigrantów (uchodźców i imigrantów zarobkowych) oraz o Volkswagenie, który montował specjalne oprogramowanie w swoich samochodach z silnikiem Diesla, dzięki któremu (oszukując) mogły one przechodzić testy wydzielanych spalin.

Nie wiemy na razie, czy tylko Volkswagen i Skoda oszukiwali. Jeśli robiły to i inne marki, to szczególnie mocno skutki tego kryzysu odczułaby gospodarka niemiecka, a echo tego kryzysu bardzo zaszkodziłoby Polsce. Jeśli zaś gospodarka niemiecka zacznie kuleć, to pojawią się poważne problemy z przygarniętymi, zaproszonymi przez kanclerz Merkel imigrantami. To jest bomba z opóźnionym zapłonem. Nie można bowiem mieć złudzeń – jakiś kryzys na dużą skalę musi się przez to wydarzyć i to najpewniej wydarzy się wcześniej niż później. Ale to jest już jednak inna historia.

Nawiasem mówiąc, z pewnością nastrojów na skalę globalną nie poprawia kolejny skandal w sektorze finansowym. Szwajcarski urząd ds. ochrony konkurencji (COMCO) poinformował o istnieniu przesłanek, że siedem banków (m.in. HSBC, Barclays i Deutsche Bank) zawierało zmowy cenowe prowadzące do ustalania kursów na rynku metali szlachetnych. To już kolejna zmowa po tej dotyczącej manipulacji stopą LIBOR. Czego się jeszcze możemy dowiedzieć? Wygląda na to, że w pogoni za szybkim zyskiem każdy chwyt jest dozwolony. Taka wolna amerykanka wynika przede wszystkim z tego, że zarządy firm wynagradzane są (zbyt hojnie) za osiąganie krótkoterminowych zysków, a nie za sukces długoterminowej strategii.

Wróćmy jednak do kryzysu migracyjnego. Słyszę ciągle, że potrzebujemy imigrantów, bo zabraknie nam rąk do pracy. W Niemczech już w tej chwili ich brakuje.

W Niemczech to być może jest prawda, chociaż dziwić może nieco, że nie zatrudniają młodych Greków czy Hiszpanów (w obu krajach bezrobocie wśród młodych przekracza 50 procent).

Jak rozumiem Niemcom nie tyle brak jest rąk do pracy, ile brak jest bardzo niskopłatnych rąk do pracy.

Cóż, ich problemem jest to, że nie przewidują skutków swojej polityki w sytuacji globalnego kryzysu. Za bardzo przyzwyczaili się do sukcesu wynikającego przede wszystkim z siły ich eksporterów. Nie chcą widzieć tego, że globalny kryzysy mocno uderzy w importerów ich produktów, a wtedy imigranci będą pierwsi do zwolnienia. To doprowadzi do zamieszek, a to z kolei zwiększy poparcie dla sił politycznych, których nie chciałbym widzieć u władzy. I nikt, kto uważa Unię Europejską za dużą wartość, nie chciałby widzieć wzrostu dla nich poparcia.

Spójrzmy jednak poza Niemcy. Na przykład na Polskę. Demografowie twierdzą, że będziemy wymierali, a w 2060 roku będzie nas o 4,5-6 milionów mniej. Z tego ekonomiści wyciągają wniosek, ze zabraknie nam rąk do pracy. Czyżby?

Ja w to bardzo wątpię. Nie dlatego, że liczę na powrót dwóch milionów Polaków pracujących poza granicami naszego kraju. Uważam natomiast, że obecnie w nauce płyną równolegle dwa nurty. Jeden to nurt „demograficzny”. On zapowiada, że tendencji demograficznych nie da się już odwrócić. Teraz dzietność przekracza nieznacznie 1,3 dziecka na kobietę, a dla odtworzenia liczebności społeczeństwa powinna przekraczać 2. Nawet, jeśli Polki nagle zaczną rodzić więcej dzieci, to Polaków będzie mniej.

Drugi nurt nazwałbym roboczo „cybernetycznym”. W nim zaś są dwie odnogi – pierwsza to AGI (Artificial General Intelligence), a druga to ASI (Artificial Super Intelligence). Z tym pierwszym bardzo nam po drodze, bo chodzi o sztuczną inteligencję niższą od człowieczej. Z drugim będzie gorzej – chodzi o sztuczną inteligencje przewyższającą możliwości człowieka.

Jeśli zaczną powstawać roboty ASI, to najprawdopodobniej będą one zagrożeniem dla rodzaju ludzkiego. I proszę nie uważać mnie za fantastę. Na początku tego roku Bill Gates ostrzegał, że nie rozumie ludzi, których nie martwi zbyt potężna sztuczna inteligencja. Podobnie mówi znany brytyjski astrofizyk Stephen Hawking. Ostrzeżenia są, ale postępu nie da się zatrzymać.

Przykładów tej pierwszej sztucznej inteligencji (AGI) mamy już sporo – to różnego rodzaju roboty. Badania i rozwój w tej dziedzinie idą niezwykle szybko. Czytałem, że wyprodukowano już nawet robota ze „śladową samoświadomością” (cokolwiek by to nie znaczyło) – to byłby pierwszy krok do osiągniecia maszyn (czy na pewno maszyn?) klasy ASI.

Co wynika z równoległego płynięcia nurtu „demograficznego” i „cybernetycznego”? Otóż według mnie to, że za 40-50 lat nie będzie za mało rąk do pracy. Będzie ich za dużo. Noblista Paul Krugman twierdzi, że w skali globalnej każdego roku z powodu robotyzacji znika 10 milionów miejsc pracy dla ludzi.

Nie możemy stosować podejścia Thomasa Malthusa, który na przełomie XVIII i XIX wieku ostrzegał, że w wieku XX będziemy po kolana zanurzeni w odchodach końskich, bo będzie tak dużo dorożek.

Nie wziął pod uwagę postępu technicznego i tego, że będziemy jeździli samochodami. Z kolei raport Klubu Rzymskiego pt. „Granice wzrostu” z 1972 roku w jednej z projekcji zakładał wyczerpanie się źródeł energii. Tyle, że postęp techniczny doprowadził do znacznego zwiększenie opłacanych źródeł energii.

Tak będzie i tym razem. Robotyzacja, sztuczna inteligencja doprowadzą do zmniejszenia popytu na pracę ludzi. Czytałem artykuł, w którym jeden z naszych znanych ekonomistów mówił, że nie trzeba się martwić, bo przecież roboty trzeba będzie naprawiać, konserwować, pisać dla nich programy. Widać, że mówił to nie-inżynier (ja nim jestem) – już na poziomie AGI, nie mówiąc nawet o ASI, roboty będą się naprawiały i konserwowały same. Same też będą tworzyły oprogramowanie.

Ostrzegam tych, którzy uważają to, co napisałem, za fantastykę – nie macie racji. A jeśli tak uważacie, to przypomnijcie sobie jak ćwierć wieku temu wyglądał telefon komórkowy:

Albo jak 40 lat temu wyglądał komputer, którego moc obliczeniowa była wiele razy mniejsza niż obecnego smartfona. Ludzie, którzy rodzą się dzisiaj, doczekają czasów, kiedy pracy będzie bardzo mało, a jeśli będzie, to tylko dla najbardziej inteligentnych przedstawicieli społeczeństwa…

 

**Dziennik Opinii nr 278/2015 (1062)

Bio

Piotr Kuczyński

| Analityk rynku finansowego
Analityk rynku finansowego, główny analityk firmy Xelion. Współautor, razem z Adamem Cymerem, wydanej nakładem Krytyki Politycznej książki "Dość gry pozorów. Młodzi macie głos(y)". Felietonista Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.