Felieton

Gdzie diabeł nie może…

Jak firma ma kłopoty, trzeba pracować ciężej, to bierze jakąś kobietę. Z polskim państwem jest podobnie.

Niedawno przez chwilę słuchałam profesora Śpiewaka, który mówił, jak bardzo się cieszy, że tyle kobiet nagle pojawiło się w polityce. Dlaczego? Bo dzięki temu feministki nareszcie dowiedzą się, że polityczki różnią się między sobą – tak samo jak politycy. Cha, cha! (Cytuję z pamięci, ale sens był mniej więcej taki.) Naprawdę, czasem wolę już ks. Oko od tych wszystkich szanownych panów, którzy z nonszalancją pozwalają sobie na niewinne żarciki, które mnie nie śmieszą, ponieważ, jak wiadomo, feministki nie mają poczucia humoru. Myślę natomiast, że to prof. Śpiewak mógłby się wreszcie czegoś dowiedzieć, poczynając od abecadła, że równość płci jest wartością samoistną.

Feministki przez ostatnie dwadzieścia lat naprawdę sporo się nauczyły i przetrenowały na własnej skórze. Starając się o parytety, promując udział kobiet w polityce, przyglądając się rozmaitym mechanizmom blokującym kobietom dostęp do stanowisk politycznych, zawsze chodziło nam o pewną zasadę. Nie musimy dowiadywać się od Śpiewaka, że kobiety maja rozmaite poglądy, zresztą podobnie jak feministki czy działaczki ruchów kobiecych.

Przekonanie, że w społeczeństwie złożonym z kobiet i mężczyzn jego przedstawiciele powinni być obojga płci nie oznacza, iż podpisuje się cyrograf, że zawsze będzie się głosowało na kobiety, bez względu na inne kryteria. Warto jednak mieć wybór.

Zbliżająca się kampania wyborcza rzeczywiście już obrodziła polityczkami. Czy w ogóle warto się tym zajmować? Brak kobiet w polityce jest problemem, natomiast jeśli w niej są – to dobrze, czyli normalnie. A jak jest normalnie, to nie ma o czym mówić. Można się cieszyć, że przez lata udało się stworzyć atmosferę, w której partie nie boją się wystawiać kobiecych kandydatek, oferować im przywództwa, a nawet się tym szczycą.

Świetnie, ale czy można już odetchnąć z ulga i stwierdzić, że płeć nie ma znaczenia?

Pomińmy nawet to, że o kobietach powstają i będą powstawać inne memy, pewno czasem też jakoś powiązane z płcią. Kopacz będzie zbyt kobieca, Szydło za mało, a Barbara Nowacka to ta ładna.

Dwie pierwsze odebrały premię za lojalność. Ewie Kopacz król Tusk zostawił schedę, bo nie mieszała się do partyjnych rozgrywek. Beata Szydło wiernie służyła Jarosławowi Kaczyńskiemu. Nowacka nie opuściła Palikota, chociaż powszechnie ją do tego namawiano, a nagroda w postaci współprzewodnictwa upadającej partii to nawet nie nagroda pocieszenia.

Czyżby kobiety z natury były bardziej lojalne, czy tylko łatwiej się podporządkowują? A może, o czym wielokrotnie mówi się, analizując bariery, na które napotykają w politycznych karierach, są odsuwane od męskich gier. Nieważne, ile ich jest w parlamencie czy rządzie, tam gdzie toczą się zakulisowe rozgrywki dominuje męski klub. Przyjaźnie, wojenki, podchody, czasem niejasne powiązania przydatne do utrzymania pozycji. To przecież nie był przypadek, że na słynnych nagraniach słyszymy głównie panów. Oraz Bieńkowską i czyjąś narzeczoną, ale to akurat nie ma wiele wspólnego z polityką.

Poza tym lojalność to piękna cecha, nawet jeśli nie zawsze opłacalna.

Angela Merkel też długo była lojalna wobec Kohla, który mówił do niej Angie albo dziewczyno, a potem wbiła mu nóż w plecy. Ważne jest zatem, jak bardzo wyemancypują się od swoich protektorów i jak poradzą sobie jako samodzielne polityczki. Barbara Nowacka znów zajęła miejsce „nadziei lewicy”, zyskała szanse na umocnienie swojej pozycji. Chociaż kampanię zdominuje zapewne pojedynek autobusu z koleją.

Mnie jednak niepokoi pewna myśl, podejrzenie. Sytuacja jest dynamiczna, można dużo przegrać lub wiele zyskać. W trudnych sytuacjach zwykle prosi się o pomoc kobiety. Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. I potrzebne są nowe twarze, a kobiety są jakieś nowsze. Jeśli próby zbudowania lewica na wybory skończą się fiaskiem, to czyja to będzie wina? A jeśli coś się uda, ale za dużo tam będzie skompromitowanych eseldowskich wyjadaczy, komu będziemy to wypominać? Jeżeli PO przegra wybory, kto będzie musiał honorowo ustąpić? A jeśli Szydło zostanie premierem, to na jak długo? To dobrze znana taktyka – firma ma kłopoty, trzeba ciężko pracować, weźmy jakąś kobietę. A jak sytuacja się ustabilizuje, to się ją zdejmie.

**Dziennik Opinii nr 184/2015 (968)

Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.