Jaś Kapela

Czy potrzebujemy zabijać więcej zwierząt?

Coraz więcej ludzi się orientuje, że jedzenie mięsa jest niezdrowe i nieetyczne, a jego produkcja jest szkodliwa zarówno dla środowiska, jak i często dla pracujących przy niej ludzi. Oczywiście wciąż są ludzie, którzy na tym procederze zarabiają.

Pomimo tego, że Polska przez tyle lat znajdowała się w ruinie, niektórym udaje się z tej ruiny coś stworzyć. Na przykład wywodzącemu się z biednej rodziny gnieźnieńskiemu radnemu Platformy Obywatelskiej Rajmundowi Gąsiorkowi. Choć na początku 2010 roku w oświadczeniu majątkowym zadeklarował, że nie posiada zgromadzonych środków finansowych powyżej 10 tysięcy złotych, nie przeszkodziło mu to nabyć od Skarbu Państwa spółkę za ponad 20 milionów. Być może jednak radnemu coś się pomyliło w zeznaniach, bo gdzie indziej chwali się, że produkcję norek na futra rozpoczął już w latach 70.: „Wówczas to było istne Eldorado: nie trzeba było zbyt wiele inwestować, a zarabiało się krocie”. Eldorado w tej kwestii panuje w Polsce do dzisiaj. Choć niektórzy nazywają je piekłem. Większość europejskich krajów zakazała produkcji zwierząt na futra albo wprowadziła przepisy, które sprawiły, że przestała być opłacalna. W Polsce jednak dobrostan zwierząt wciąż nie jest priorytetem, dzięki czemu produkcja kwitnie. W liczbie zwierząt zabijanych na futra w Europie wyprzedza nas tylko Dania.

Ten rozkwit jest oczywiście możliwy dzięki taniej sile roboczej, skandalicznym warunkom hodowli oraz zatruwaniu i zasmradzaniu okolicy. Pomimo zapewnień Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt, którego Gąsiorek jest prezesem, dotyczących niesłychanej dbałości o stan pełnego zdrowia psychicznego i fizycznego hodowanych zwierząt, sprawa zdaje się wyglądać zupełnie inaczej. Na filmach nagranych przez Otwarte Klatki na fermie prezesa PZHiPZ widzimy poranione i cierpiące zwierzęta. Niektórym skóra schodzi aż do mięsa i kości. Gąsiorek jednak ma inne zdanie. W wywiadzie udzielonym, gdy został nominowany do tytułu wybitnego agroprzedsiębiorcy, mówił: „Hodowla staje się coraz przyjemniejsza i – dzięki nowym technologiom i urządzeniom – coraz łatwiejsza”. Dla kogo przyjemniejsza, dla tego przyjemniejsza. Na pewno nie dla milionów zwierząt, które rokrocznie zabijane są na futra. Z pewnością jednak jest ona przyjemna dla hodowców, którzy zarabiają na niej krocie. Co prawda w oświadczeniu majątkowym radny wciąż deklaruje, że nie posiada żadnych oszczędności, to jednak w 2014 zarobił ponad półtora miliona na dzierżawie gruntów i nieruchomości. Jego majątek wynosi co najmniej kilkanaście milionów złotych, ma 300-metrowy dom, a w garażu trzy mercedesy. Ostatnio burmistrz Gminy Września ukarał go milionową karą za nielegalną wycinkę drzew, ale to raczej nie stanie na przeszkodzie dalszemu rozwojowi jego działalności. Jak mówi: „apetyt rośnie w miarę jedzenia… Ja zawsze wierzyłem, że warto być rolnikiem”.

Pewnie dlatego w Kawęczynie chce postawić fermę przemysłową na ponad milion brojlerów rzeźnych, dzięki czemu będzie mógł ubijać siedem milionów kur rocznie. Kurniki mają stanąć niedaleko budynków mieszkalnych. O tym, jak uciążliwe dla okolicznych mieszkańców będzie tak bliskie sąsiedztwo fermy, nie trzeba nikogo tam przekonywać. We wsi radny PO posiada już dwie duże fermy norek. Mieszkańcy Kawęczyna, Marzenina i Gulczewa rozpoczęli protest, bo smród jest niemiłosierny, a zagrożenia dla środowiska i zdrowia mieszkańców nie do zignorowania. Badania epidemiologiczne wykazały „bezpośredni związek pomiędzy sąsiedztwem dużej fermy a częstotliwością występowania dolegliwości zdrowotnych (m.in. bólu głowy, kaszlu, piekących i łzawiących oczu) u ludzi mieszkających w jej pobliżu”. Jakby tego było mało „wśród bakterii, jakie mogą przedostawać się do wód lub przemieszczać wraz z powietrzem są: gronkowce, pałeczki z grupy Coli, streptokoki fekalne, laseczki różycy, prątki gruźlicy, chorobotwórcze gronkowce i paciorkowce, wirusy pryszczycy oraz różnorakie grzyby i organizmy pasożytnicze (np. tasiemce)”. Jak przyjemnie. Nic tylko się cieszyć.

Jednak mieszkańcy gminy Września najwyraźniej nie doceniają tych przyjemności, bo wsie wokół fermy się wyludniają. Nawet władzę gminy nie chcą tej inwestycji i próbowały uchwalić plan zagospodarowania przestrzennego, który uniemożliwiłbym powstanie gigantycznej fermy. Jednak starosta Dionizy Jaśniewicz odrzucił projekt, tłumacząc: „że jest to niepotrzebne blokowanie rozwojowego przedsiębiorcy, a sama inwestycja aktywizowałaby lokalną gospodarkę”. Póki co aktywizuje ją tak, że mieszkańcy protestują albo wręcz się wyprowadzają. Wbrew temu co uważa starosta i hodowcy, z powstaniem dużych ferm wiążą się ograniczenia rozwoju gospodarczego gminy. Uciążliwe odory, konieczność zagospodarowania odchodów i zagrożenia mikrobiologiczne sprawiają, że stają się to miejsca, w których nie chce się żyć. Co być może jest w interesie przedsiębiorcy, bo nie będzie komu protestować, ale jednak przeszkadza w rozwoju jakiejkolwiek innej lokalnej gospodarki.

Bojkot konsumencki? Możemy zrobić dla zwierząt dużo więcej

Polska już dziś jest największym producentem drobiu w Europie. I nie wiem, czy potrzebujemy produkować go więcej, zważywszy że już dziś prawie połowę wysyłamy na eksport. Osobiście wolałbym, żeby naszym towarem eksportowym nie były martwe zwierzęta. Tym bardziej, że kury to mądre ptaki. Potrafią być przebiegłe, dysponują umiejętnościami komunikacyjnymi dorównującymi niektórym naczelnym i w wyrafinowany sposób wyrażają swoje intencje. No i najgorzej, że rozumieją, co się wokół nich dzieje. A brojlerom dzieje się tak, że po kilku tygodniach uwięzienia w barakach (20 kurczaków na metr kwadratowy) idą na rzeź. O ile nie padną wcześniej od chorób, czy wad genetycznych. Zmodyfikowane tak, aby przyrost masy mięsniowej był jak największy, czasem nie są w stanie ustać na własnych nogach. Niestety możemy podejrzewać, że aby produkcja była opłacalna, o ich dobrostan dba się podobnie jak w przypadku norek. Jak wygląda życie, cierpienie i umieranie kur hodowanych na mięso możemy łatwo zobaczyć za pomocą kilku kliknięć. Otwarte Klatki robiły też zdjęcia na fermie jednego z największych producentów jaj w Polsce. Widzimy na nich chore kur z wydziobanymi piórami i ranami, zamknięte w klatkach razem z martwymi ptakami. Weterynarz, któremu „Gazeta Wyborcza” pokazała zdjęcia, zadeklarowała, że chyba przestanie jeść drób i jaja. Więc obejrzyjcie sobie też. Czy rzeczywiście kilku panów, którzy cierpią na nieposkromiony apetyt, ma nam smrodzić, szkodzić naszemu środowisku i zdrowiu, aby mogli zarabiać na sprzedawaniu martwych zwierząt do Chin?

Co więcej: jest to ryzykowny pomysł. Rozprzestrzenianie się w Polsce afrykańskiego pomoru świń uniemożliwiło eksport mięsa wieprzowego do Chin oraz na inne rynki pozaunijne. Tymczasem zdaniem ekspertów wirus przenosił się głównie w wyników błędów hodowców. Jedynym sposobem na powstrzymanie rozwoju wirusa jest dbanie o higienę w chlewniach, obejściu oraz… osobistą. Może to być trudne przy jednoczesnym minimalizowaniu kosztów i dość nikłych i ospałych działaniach Inspekcji Weterynaryjnej mającej kontrolować hodowców. Jeszcze okaże się, że nikt naszego mięsa w Chinach nie chce. Czy wtedy będziemy musieli hodowcom wypłacać rekompensaty? Tylko w tym roku wydamy 30 milionów na pomoc hodowcom drobiu, których stada dotknęła ptasia grypa. Przy zmieniającym się klimacie chorób może przybywać.

Duve: Jeść przyzwoicie

czytaj także

Tymczasem nie tylko Rajmunda Gąsiorka apetyt zdaje się rosnąć w miarę jedzenia. Jedna z największych firm branży mięsnej w Polsce „Animexchce wybudować mega ubojnię w Łęgowie pod Wągrowcem. W zakładzie odbywać się ma ubój nawet 15 tysięcy sztuk świń na dobę. Tutaj też mieszkańcy protestują przeciwko inwestycji, która przyniesie im smród, hałas i zanieczyszczenie środowiska. Ubijanie czterech milionów sztuk świń rocznie wpływa znacząco na okolicznych mieszkańców i środowisko, jak pokazuje przykład megubojni Pini Polonia w Kutnie. Przy nie sprzyjających wiatrach śmierdzi w całym mieście. Przy bardziej sprzyjających tylko okolicznym mieszkańcom. Od początku istnienia zakładu na okoliczne pola wylewane są śmierdzące odpady przemysłowe do wykorzystania rolniczego. Od czasu do czasu mieszkańcy skarżą się na świńskie uszy czy ryjki znajdywane na polach. Kontrola WIOŚ wykazał, że okoliczne pola nawożone są gnojowicą, do której dodawany jest płyn do mycia samochodów, chlor i substancje ropopochodne. Nic dziwnego, że rośliny wyrastają czarne. W megaubojni Piniego są też problemy z traktowaniem pracowników. Podobno atmosfera jest jak obozie pracy. Dosyć regularnie pojawiają się też doniesienia o śmierci pracowników przy taśmie. Jakby tego było mało, do zakładu weszło CBŚP, ponieważ okazało się, że 142 obywateli Ukrainy i 244 Polaków pracowało w zakładzie bez umów o pracę. Z kolei to, jak się w Polsce traktuje zwierzęta prowadzone na rzeź, można zobaczyć, dzięki śledztwu przeprowadzonemu przez aktywistów Inicjatywy na Rzecz Zwierząt Basta! oraz Fundacji Viva!. Bicie młotkiem po głowie, kopanie, rażenie prądem we wrażliwe miejsca… To nie sceny z kolejnej część Ludzkiej stonogi, tylko najwyraźniej codzienność dla pracowników Agrofirmy Witkowo.

Gzyra: Przemoc na zlecenie

Być może w megaubojni Łęgowie wszystko odbywać będzie się z poszanowaniem prawa, wszyscy pracownicy będą na etatach, a hektolitrów gnojowicy nie będzie się wylewało na okoliczne pola, jednak tak się składa, że władze chętnie przymykają oko na trucicieli. Zysk jest większy, gdy część kosztów przerzuca się na środowisko, mieszkańców i pracowników.

Choć wydawałoby się, że na produkcji mięsa można zarobić kokosy, to najwyraźniej nie są one aż takie wielkie. Na przestrzeni ostatnich kilku lat obserwowany jest trend spadku rentowności przemysłu mięsnego w Polsce. Eksperci oceniają rentowność branży na trzy procent i twierdzą, że w najbliższym czasie nie należy się spodziewać, żeby się ten trend zmienił. Prawdę mówiąc, nie sądzę, żeby kiedykolwiek się zmienił. Gdyby właściciele zakładów mięsnych nie optymalizowali kosztów kosztem pracowników na śmieciówkach harujących na nadgodzinach i dzięki wylewaniu hektolitrów gnojowicy na pola, być może produkcja mięsa nie byłaby wcale opłacalna.

Ofiary przemysłu mlecznego

Jakby tego było mało, przyszłość branży mięsnej w ogóle zaczyna stać pod znakiem zapytania. Według badania firmy analitycznej Mintel prawie 10 procent respondentów w grupie wiekowej 25–34 deklaruje, że jest na diecie wegetariańskiej lub wegańskiej, a dwa razy tyle mówi o tym, że spożywają obecnie więcej produktów wegetariańskich niż rok temu. Tymczasem koszt burgera z próbówki to obecnie już tylko 11 dolarów i 36 centów, czyli zaledwie 3–4 razy więcej niż koszt hamburgera z martwej krowy. Jego cena spadła 30 tysięcy razy od 2013 roku, a firmy deklarują, że w okolicach 2020 sztuczne mięso będzie mogło wejść do masowej produkcji. Mięso z in vitro może być nie tylko tańsze, ale również bardziej efektywne w produkcji. Nie sra, nie zjada tyle soi, nie potrzebuje zużywać tyle wody. Nie trzeba go zabijać i kijami nakłaniać do wejścia na rampę ubojni. Nie cierpi. Szef firmy prowadzącej badania nad laboratoryjną produkcją mięsa Peter Verstrate jest wręcz przekonany, że konsumenci nie będą mieli wyboru. W pewnym momencie będą zmuszeni do przerzucenia się na laboratoryjne mięso.

Wegańska krew

czytaj także

Tym bardziej więc jest zastanawiające, skąd w Polsce tyle pomysłów na budowanie nowych chlewni i megaubojni. Niedawno nawet CEO Tyson Foods, jednego z największych producentów mięsa na świecie, przewidywał, że przyszłość będzie bezmięsna. Czy polscy przedsiębiorcy tego nie wiedzą? A może podobnie jak górnicy po prostu chcą wyciągnąć, ile mogą z dostępnych zasobów, nie przejmując się kosztami środowiskowymi ani przyszłością? Być może obie odpowiedzi są prawdziwe. Niewątpliwie jeszcze przez jakiś czas będzie można zarabiać na produkcji mięsa. Jednak coraz więcej ludzi się orientuje, że jedzenie mięsa jest niezdrowe i nieetyczne, a jego produkcja jest szkodliwa zarówno dla środowiska, jak i często dla pracujących przy niej ludzi. Oczywiście wciąż są ludzie, którzy na tym procederze zarabiają. Ale stanowią oni jednak jakiś śmieszny promil. Choć wciąż znaczący. Obsługę prawną Rajmundowi Gąsiorkowi, radnemu z PO, zapewnia polityk Nowoczesnej Michał Michajłow. (Czy tak ma wyglądać nowoczesna Polska? Czy wspieranie wielkoprzemysłowej hodowli zwierząt, wbrew protestom lokalnych społeczności, mieści się w strategii partii?) Na otwarciu kolejnego zakładu grupy Pini przemawiał Waldemar Pawlak. To tylko niektóre powiązania biznesu mięsnego i polityki. PiS z ministrem Szyszko oczywiście też ma swoje za uszami, co nie zmienia faktu, że w sejmie trwają obecnie prace nad nowelizacją ustawy o ochronie praw zwierząt, które mogą przyczynić się do zamknięcia polskiego Eldorado dla producentów zwierząt na futra.

Czy tak ma wyglądać nowoczesna Polska?

Choć rządzi obecnie nami partia, która w ramach programu innowacyjności chce produkować samochody elektryczne na węgiel, wciąż jednak wierzę, że stać nas na więcej. A jeśli naprawdę nas nie stać na wymyślenie lepszych pomysłów niż zarabianie na zabijaniu zwierząt, to może po prostu kupmy jakiś start up pracujący nad mięsem z in vitro. Przy okazji zamykania oddziałów kardiologicznych lokalnych szpitali, można by też przeprowadzić jakąś kampanią społeczną, że spożywanie nadmiernej ilości mięsa powoduje otyłość i choroby serca. Naprawdę nie musimy być aż takim zaściankiem, gdzie tylko kiełbasa z grilla & kamieni kupa. Serio.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jaś Kapela
Jaś Kapela
Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor tomików z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i książek non-fiction („Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”, „Polskie mięso”, „Warszawa wciąga”) oraz współautor, razem z Hanną Marią Zagulską, książki dla młodzieży „Odwaga”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun serii z morświnem. Zwyciężył pierwszą polską edycję slamu i kilka kolejnych. W 2015 brał udział w międzynarodowym projekcie Weather Stations, który stawiał literaturę i narrację w centrum dyskusji o zmianach klimatycznych. W 2020 roku w trakcie Obozu dla klimatu uczestniczył w zatrzymaniu działania kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Drzewce.
Zamknij