Felieton

Tęczowa koalicja jednej sprawy

Kto śledzi politykę, wie, że czasem postawienie na jednej scenie przedstawicieli różnych partii jest nie lada wyczynem. Parada stworzyła wielką uliczną scenę, na której stanąć mogą wszyscy ci, którzy zgadzają się z jej dość jasno określoną agendą – serio można sobie znaleźć miejsce dla siebie.

Sprite zrobił limitowaną edycję puszki z tęczowym logo, Levi’s zaprosił organizatorów warszawskiej Parady Równości do sesji zdjęciowej w ciuchach z kolekcji z tęczowymi elementami. Paradę w stolicy wspierają m.in. Google, MTV, Nielsen, IBM, Microsoft, JPMorgan, Goldman Sachs, Johnson&Johnson. W lewicowej bańce ten zestaw firm wywołał pewne poruszenie, no bo jednak są to korporacje, które nie należą do najbardziej empatycznych, szanujących klimat i prawa pracownicze. Wszystkie teksty i filmy dokumentalne o korporacjach, jakie czytaliśmy i oglądaliśmy, które nas poruszały i wkurzały, to opowieści właśnie o nich.

Rzewne pitolenie Coca-Coli

Tymczasem firmy te postanowiły podpisać się pod postulatami Parady Równości i iść w niej w sobotę 8 czerwca przez Warszawę. Co jest w tych postulatach? Walka z dyskryminacją, mową nienawiści, ale też równość małżeńska z prawem do adopcji dzieci, otwartość na uchodźców i obcokrajowców, żądanie nowoczesnej edukacji seksualnej, równość na rynku pracy czy domaganie się lepszej ochrony praw zwierząt (m.in. zakazu chowu zwierząt na futro, występów zwierząt w cyrkach, polowań rekreacyjnych). Postulaty są, jak widać, różnorodne. Parę korporacji uznało, że opłaca im się pokazać obok osób walczących o te dość progresywne kwestie. I nikt nie może powiedzieć, że to tylko obyczajówka (tzn. może ten, kto nie przeczyta postulatów).

Śmierć z dobroczynnej ręki

czytaj także

Razem idzie przed Microsoftem

Kiedy spojrzałam na rozpiskę informującą, jaka platforma i jaka grupa w którym miejscu marszu idzie, pomyślałam, że nie zazdroszczę temu, kto musiał ją wymyślić. Bo przecież w Paradzie idą nie tylko korporacje. Idą też aktywiści, społecznicy, partie polityczne, ruchy społeczne. To oni zaczęli ten marsz wiele lat temu i korporacje się po prostu w pewnym momencie podczepiły. I dobrze, że podczepiają się pod Paradę Równości, a nie Marsz Niepodległości.

Partia Razem idzie przed Microsoftem, SLD tuż za blokiem antyfaszystowskim, a Wiosna za Poliamorią. Pomiędzy nimi Pracownicza Demokracja i Discovery, Greenpeace. Goldman Sachs, a tuż za nim Pracownicy dla Równości. W sumie podobnie było w poprzednich latach. Firmy miały swoje samochody, partie swoje. Było miło i spokojnie.

Zyski z cierpienia i obłudna filantropia

czytaj także

Tegoroczną nowością warszawskiej parady będzie patronat prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Hanna Gronkiewicz-Waltz nigdy się na to nie zdecydowała – odrzuciła wszystkie prośby o patronat, a w roku 2004 ówczesny prezydent Lech Kaczyński Parady zakazał (na nic się to zdało, bo Parada i tak przeszła ulicami miasta).

Parada jest mądra politycznie

Zawsze szanowałam Paradę Równości za umiejętność włączania w wydarzenie tak wielu różnorodnych partnerów. Kto śledzi politykę, wie, że czasem postawienie na jednej scenie przedstawicieli różnych partii jest nie lada wyczynem. Parada stworzyła wielką uliczną scenę, na której stanąć mogą wszyscy ci, którzy zgadzają się z jej dość jasno określoną agendą. Politycy nie muszę sobie podawać ręki, nie trzeba iść obok platform korporacji – serio można sobie znaleźć miejsce dla siebie. Ale koniec końców najważniejsze jest, żebyśmy zobaczyli, że postulaty Parady wspiera wielu i żeby zobaczyli to też inni.

Bendyk: Klimat, środowisko i kapitalizm, czyli tania natura się kończy

Paradę szanowałam i szanuję też za jej zabawowy charakter. Choć na co dzień dyskryminacja, hejt i nietolerancja wobec mniejszości seksualnych może być przyczyną dramatów, to na Paradzie udaje się na jeden dzień skupić przede wszystkim na równości, dumie i tolerancji.

Parada Równości zawsze wydawała mi się i nadal wydaje bardzo mądrą politycznie imprezą. Wykoncypowali, że trzeba budować koalicję na rzecz jakiejś sprawy, zanim wpadł na to Grzegorz Schetyna, stworzyli program pozytywny, choć nie oszukujmy się – wynikający głownie ze sprzeciwu wobec zastanej rzeczywistości.

Parada Równości zawsze wydawała mi się i nadal wydaje bardzo mądrą politycznie imprezą. Wykoncypowali, że trzeba budować koalicję na rzecz jakiejś sprawy, zanim wpadł na to Grzegorz Schetyna.

Na Paradzie w Warszawie nie ma platform przygotowanych przez największe partie polityczne – te nadal chyba sądzą, że pokazanie się na tęczowym marszu zaszkodzi im politycznie. Nadal też stołeczna Parada jest największa w Polsce i najbardziej różnorodna, jeśli weźmie się pod uwagę choćby skład firm i organizacji, która biorą w niej udział. Marsze Równości w innych miastach tak łatwo nie mają – walczą z zakazami, kontrmanifestacjami, brakiem zrozumienia ze strony władz.

W ostatnich dniach słyszeliśmy o kłopotach Marszu Równości w Rzeszowie, którego chce zakazać prezydent miasta. Wcześniej podobne historie wydarzały się w Lublinie i Gnieźnie.

Pierwszy tęczowy marsz na ulicach Lublina

Włodarze miasta zakazują marszu, tłumacząc, że muszą dbać o bezpieczeństwo, a bezpieczeństwu zagraża to, że zgłoszono kontrmanifestacje. Sąd uchyla zakaz. Marsze idą przez miasto. Prezydenci miast i lokalni politycy czują, że mają czyste sumienia. Jest to raczej unikanie przez nich odpowiedzialności niż dbanie o bezpieczeństwo, bo prawo i tak stoi po stronie organizatorów marszów. Jeśli jednak, będąc prezydentem, wydaje się zakaz marszu, to daje się do zrozumienia, że coś jest na rzeczy – że impreza jest podejrzana, że zamieszki jakieś z tego będą.

W kontekście marszów w całej Polsce ten w Warszawie nabiera symbolicznego znaczenia – Parada w stolicy jest największa, pojawiają się na niej różne znane firmy, kilka partii politycznych, a w tym roku nawet prezydent miasta. I dlatego właśnie warszawska Parada ma znaczenie polityczne.

Koalicja jednej sprawy

Czy podoba mi się, że korporacje wycierają sobie gębę równością, a na co dzień trują i wykorzystują pracę najsłabszych? Nie. Nie podoba mi się. Wolałabym żyć w świecie, którym nie rządzi kasa. Chciałabym też żyć w świecie, w którym wszyscy mamy równe prawa, tymczasem wciąż jeszcze dziewczynie kochającej dziewczynę i chłopakowi kochającemu chłopaka grozi poniżanie w szkole, depresja, agresja na ulicy i myśli o samobójstwie. A chcieliby po prostu móc się kochać, wziąć ślub, żyć sobie bez strachu.

Rodzice LGBT do Kaczyńskiego: To nie nasze dzieci są zagrożeniem, tylko narracja, której pan również ulega

Każdy ruch jednej sprawy ma to do siebie, że potrafi tworzyć szeroką koalicję osób i podmiotów zgadzających się w niej, ale oczywiście zdających sobie sprawę, że w wielu innych sprawach porozumienia nie ma i nie będzie.

A na Paradę i tak lepiej wziąć wodę z kranu niż Sprite, bo od Sprite’a chce się tylko bardziej pić.

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna". Współautorka książki "Współpraca. Przewodnik dla dzieci".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.