Felieton

Rzewne pitolenie Coca-Coli

W wysyłaniu śmieci celebrytom nie chodzi wcale o to, żeby zredukować ilość plastiku, tylko o pokazanie, jak dużo firma robi dla środowiska. A że niekoniecznie są to dobre rzeczy?

Zaprawdę nadchodzą rewolucyjne czasy, skoro już nawet PR-owcy Coca-Coli głoszą: „Nie chcemy tylko produkować napojów. Chcemy dokonać realnych zmian”. Czy mamy przez to rozumieć, że Coca-Cola Company się zamknie, a cały swój majątek przeznaczy na doprowadzenie czystej wody dwóm miliardom ludzi, którzy obecnie nie mają do niej dostępu? To byłaby rzeczywiście realna zmiana.

Ale na nią nie mamy oczywiście za bardzo co liczyć. Zamiast tego mamy rzewne pitolenie copywriterów, którzy nie wstydzą się pisać: „Czujemy odpowiedzialność za każde opakowanie, które wprowadzamy na rynek”, na kartkach dołączonych do pustych plastikowych butelek, rozsyłanych w ramach zaproszenia na wydarzenie mające zwrócić uwagę na problem nadmiernej produkcji śmieci. Nie sposób nie zauważyć tutaj żelaznej korporacyjnej logiki: wyprodukujemy jeszcze więcej śmieci, żeby zwrócić uwagę opinii publicznej, że produkujemy za dużo śmieci. Trudno z tym polemizować. Trudno przejść obojętnie obok takiego przekazu.

Coca-cola w każdym kranie

Ale może to właśnie taki marketingowy trolling. Nieważne, co mówią; ważne, że mówią i nie przekręcają nazwy marki. Coca-Cola produkuje śmieci? Coca-Cola czuje odpowiedzialność za śmieci? Coca-Cola śmieci? Z czasem sedno przekazu się rozmywa, ale pamiętamy, że Coca-Cola. Lepsza niż woda. Ale o wodzie się aż tyle nie mówi, bo jest prawie za darmo w prawie każdym kranie. I nie trzeba jej reklamować za pomocą coraz bardziej wymyślnych kampanii.

Klimatyczny holocaust, czyli ostateczny triumf pogoni za wzrostem

A może jednak trzeba? Może już trzeba, skoro niektórzy już to robią. Już nie tylko przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego, jak twórcy akcji Piję wodę z kranu, ale nawet całkiem prywatne spółki zachęcają do picia wody z wodociągu, zamiast z plastiku. Całkiem niedawno firma obsługująca poznańskie wodociągi rozpoczęła kampanię, która ma uświadamiać ludzi, że pijąc wodę z kranu, mogą rocznie zaoszczędzić 700 złotych i nie wyrzucić do kosza 485 butelek, co daje 20 kilo plastiku. Oczywiście firma dostarczająca wodę ma w tym interes. Coca-Cola ma interes głównie w sprzedawaniu sprzedawaniu słodkich napojów, najczęściej w plastikowych butelkach. Oczywiście można sobie wyobrazić, że spółka zmieni model biznesowy i zacznie dostarczać colę wodociągami. Jednak jeśli nie będzie to miasto albo państwo rządzone przez KFC lub McDonald’s, może być trudno taki pomysł wdrożyć, bo jednak większość ludzi może preferować wodę z kranu od coli z kranu. Choćby dlatego, że strumień coli może nie być tym, czego oczekujemy od porannego prysznica.

Cztery miliardy na reklamę

Już dziś zresztą wiemy, że zanieczyszczenie środowiska plastikiem to znacznie szerszy problem niż recykling butelek PET. W zeszłym roku WHO rozpoczęła badania nad wpływem mikrocząsteczek plastiku występujących w butelkowanej wodzie. Testy przeprowadzone na Uniwersytecie Stanowym w Nowym Jorku wykazały obecność cząstek mikroplastiku w każdej z 250 butelek wody różnych marek, zakupionych na terenie dziewięciu krajów. Choć na razie nie ma dowodów, że picie drobinek mikroplastiku jest szkodliwe dla ludzkiego zdrowia, to wiemy, że szkodzi organizmom morskim, na których biologię wpływa na każdym możliwym poziomie. Czy ludzie są bardziej odporni niż ryby? Aby móc to rzetelnie określić, naukowcy potrzebują kolejnych dziesięciu lat badań, w czasie których do oceanów może trafić następne 25 milionów ton plastikowych odpadów.

Jeśli Coca-Cola chciałaby naprawdę realnych zmian, mogłaby – zamiast wydawać miliony na reklamę – wesprzeć na przykład projekt Ocean Cleanup. Wprawdzie koszt uruchomienia technologii, która ma usunąć 90% zawartości Wielkiej Oceanicznej Plamy Śmieci, wyniósł niebagatelne 20 milionów dolarów, ale przy budżetach reklamowych firm sprzedających słodzone napoje w plastikowych butelkach są to drobniaki. W samym tylko 2017 Coca-Cola wydała na reklamę prawie cztery miliardy dolarów. I podobne pieniądze wydaje rokrocznie. Łatwo policzyć, że gdyby te pieniądze wydać na zbieranie wyrzuconych butelek, zamiast produkowanie nowych śmieci, to swobodnie można by sprzątnąć wszystkie plastikowe śmieci świata, a nawet zostałoby trochę na ochronę gatunków, których życie i zdrowie jest zagrożone przez nasz system społeczno-ekonomiczny.

Zmiana klimatu? Nie, zmiana systemu!

czytaj także

Niestety, choć od lat piszę o ekologii, nie dostałem zaproszenia od Coca-Coli na konferencję, na której firma chciała „rozmawiać o rozwiązaniach i działaniach, które podejmujemy w kontekście ważnych dla nas problemów społecznych”, więc nie wiem, co to za działania, ale podejrzewam, że żadne z tych, które tutaj proponuję.

Tortury, uprowadzenia, praca dzieci

Produkowanie nadmiernej ilości plastiku nie jest najgorszym z zarzutów, jakie można wysunąć wobec The Coca-Cola Company. W lipcu 2001 kolumbijski związek zawodowy Sinaltrainal złożył skargę przeciw Coca-Coli i jej partnerom w Kolumbii. Akt oskarżenia zarzucał firmie, że w jej imieniu paramilitarne „szwadrony śmierci” popełniały morderstwa, dopuszczały się uprowadzeń i tortur na członkach związku. Ośmiu związkowców zostało zamordowanych, 65 grożono śmiercią. Sąd jednak nie doszukał się związku między bojówkami a kolumbijskim rządem ani firmą produkującą napoje. Oczywiście nie da się wykluczyć, że „szwadrony śmierci” torturują i zabijają związkowców tylko dlatego, że są przeciwne socjalistycznemu etatyzmowi, i nikt nie musi ich namawiać do dbania w ten sposób o „wolny rynek”. A jednak związkowcy są innego zdania i odpalili witrynę Killer Coke, zachęcającą do bojkotu firmy.

Zapach czekolady i płonących śmieci

czytaj także

W tym samym 2001 roku Coca-Cola została pozwana za dyskryminację rasową przez afroamerykańskich pracowników i pracownice oraz zawarła rekordową ugodę na kwotę 192,5 miliona dolarów. Z kolej w 2003 koncern zanieczyścił duże powierzchnie rolne w Indiach trującymi, rakotwórczymi chemikaliami. Firmie zarzucono też ogromne zużycie wody, co doprowadziło do suszy, na skutek której ucierpieli lokalni rolnicy. Jakby tego było mało, organizacja Human Rights Watch w 2004 oskarżyła Coca-Colę o wykorzystywanie pracy dzieci na plantacjach trzciny cukrowej w Salwadorze. Ale który duży koncern tego nie robi? Gdyby nie słabo opłacana praca nieletnich, prawie wszystko w naszych sklepach byłoby droższe. Dzieci w Salwadorze na szczęście nie potrzebują dużo pieniędzy, dzięki czemu dużo pieniędzy można wydawać na działania marketingowe, agencje reklamowe i bardzo duże billboardy. Albo inne innowacyjne pomysły.

Kto posprząta po globalnym rozwoju?

czytaj także

Kto posprząta po globalnym rozwoju?

Mahmoud Mohieldin, Sameh Wahba, Silpa Kaza

Dobrze pamiętam jeden z nich. W 2014 firma wypuściła wideo Hello Happiness, w którym chwali się, że w jej fabrykach w Dubaju zostały zainstalowane budki telefoniczne, z których można dzwonić, używając kapsli z butelek, zamiast monet. Co prawda pracownicy muszą i tak zapłacić za kapsel, kupując go razem z butelką coli, ale mimo wszystko oszczędzają na rozmowach z rodzinami, często oddalonymi o setki czy tysiące kilometrów (są tam zatrudnieni głównie migranci z krajów biedniejszych od Zjednoczonych Emiratów Arabskich). Oczywiście automatycznie pojawia się pytanie, czy firma po prostu nie mogłaby lepiej płacić swoim pracownikom, żeby mogli częściej cieszyć się rozmowami ze swoimi bliskimi. Ale nie, nie mogłaby. Wtedy inne firmy też musiałyby zacząć lepiej płacić swoim pracownikom i kapitalizm by upadł, bo dobrze opłacanym pracownikom nie chciałoby się pracować.

Weźcie sobie swoje śmieci

Jak sobie pomyślę, ile pożytecznych rzeczy można by zrobić za cztery miliardy dolarów, to trochę trafia mnie szlag. Najwyraźniej same agencje reklamowe nie wiedzą, co z tą kasą robić, skoro wpadają na tak błyskotliwe pomysły jak produkowanie śmieci, żeby zachęcić ludzi do ich wyrzucania. Oczywiście nie można wykluczyć, że jest to jakiś nowy performance Daniela Rycharskiego, bo przesyłki miały być zaproszeniem na wydarzenie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdzie do niedawna można było obejrzeć jego świetną wystawę Strachy. Niestety Coca-Cola dementuje plotki i twierdzi, że intencje firmy zostały źle zrozumiane. Obawiam się jednak, że jest dokładnie przeciwnie. Intencje firmy zostały akurat świetnie zrozumiane. W wysyłaniu śmieci celebrytom nie chodzi wcale o to, żeby zredukować ilość plastiku, tylko o pokazanie, jak dużo firma robi dla środowiska. A że niekoniecznie są to dobre rzeczy? Trudno oczekiwać tego od firmy, która zajmuje się sprzedawaniem słodzonych gazowanych napojów społeczeństwom cierpiącym na plagę otyłości. Nieważne, ile miliardów dolarów firma wyda na reklamę, nie trzeba być dietetykiem ani matematykiem, żeby połączyć sobie w głowie te fakty.

Naomi Klein: Zderzyliśmy się ze ścianą. Z tej planety nie da się więcej wycisnąć

Czy można inaczej? Mądrzej? Oczywiście. Na przykład podczas Maratonu Londyńskiego rozdawano biegaczom jadalne kapsułki z wodą zamiast tysięcy plastikowych butelek. Biodegradowalne opakowania to pieśń przyszłości, ale sam pamiętam czasy, gdy coca-colę można było kupować w butelkach zwrotnych. I to nie tylko takich małych szklanych jak dziś, ale również dużych, plastikowych, półtoralitrowych. I komu to przeszkadzało? Może konsumentom, którzy nie chcieli kupować używanych butelek? A może po prostu firmie taniej wychodzi produkcja nowych butelek niż odbieranie starych ze sklepów? Trochę nie rozumiem, dlaczego ja mam się zajmować śmieciem wyprodukowanym przez jakąś firmę, tylko dlatego, że używałem go przez kilka minut. Jak chcecie dokonać realnych zmian, to weźcie sobie z powrotem swoje śmieci, zamiast nas uczyć, jak mamy je segregować.

Inwazję humanoidów można jeszcze powstrzymać

Tymczasem przypominam, że puszka coli zawiera 5 gramów cukru. Gdybyście spróbowali zjeść taką ilość w krysztale, zamiast w napoju, wzbudziłoby to w was odruch wymiotny. A to niejedyny z przykrych skutków picia tak słodkich napojów dla organizmu człowieka. Generalnie nie potrzebujemy pić niczego poza wodą. Oczywiście najlepiej bez plastiku. Coca-cola, jeśli już, to tylko na kaca.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.