Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Balcerowiczowskie ukąszenie PiS. Co zawarto w nowym programie fiskalnym?

PiS kojarzy się z programami socjalnymi, nieufnością wobec ludzi zamożnych, wyrażoną słynnym zdaniem Lecha Kaczyńskiego: „jeśli ktoś ma pieniądze, to skądś je ma”. Ale balcerowiczowski zwrot tej partii jest powrotem do korzeni.

ObserwujObserwujesz
Szaro-niebieskie tło, na środku mała postać Jarosława Kaczyńskiego przy mikrofonie, za nim ogromny Leszek Balcerowicz
Walka

Prawo i Sprawiedliwość nie ustaje w próbach jak najszybszego odzyskania władzy, nawet jeśli będzie to oznaczać konieczność rżnięcia głupa. Po skutecznym umieszczeniu w pałacu na Krakowskim Przedmieściu skrajnie prawicowego prezydenta Jarosław Kaczyński najwyraźniej zamierza dokonać kolejnych ukłonów w stronę ugrupowań, które są na prawo od niego. A przynajmniej były tam jeszcze w zeszłym roku, gdyż ewolucja PiS przebiega naprawdę dynamicznie i być może nastąpiła już ideowa mijanka z Konfederacją. Do mijanki sondażowej też są na dobrej drodze.

Powrót polskiej Thatcher

Zaostrzeniu i tak już krzykliwej narracji PiS, coraz bardziej eurosceptycznej i paranoicznej, towarzyszy zmiana kursu w sprawach dotyczących gospodarki. Podczas kongresu gospodarczego partii pojawił się szereg propozycji, którym Leszek Balcerowicz niewątpliwie dałby dziesięć na dziesięć. Ugrupowanie, które niegdyś wymyśliło podział na Polskę solidarną i liberalną, sprawia wrażenie, jakby tym razem postanowiło stanąć po stronie tej drugiej.

Chociaż PiS kojarzy się z programami socjalnymi, uszczelnianiem systemu podatkowego oraz nieufnością wobec zamożnych ludzi, co skrystalizowało się w słynnym zdaniu Lecha Kaczyńskiego „jeśli ktoś ma pieniądze, to skądś je ma”, balcerowiczowski zwrot tej partii jest powrotem do korzeni.

Czytaj także 7 błędów polskiej komunikacji strategicznej Piotr Wójcik

W tym celu znaleziono również odpowiedniego człowieka. Nową twarzą PiS w sprawach ekonomii został prof. Mariusz Andrzejewski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Andrzejewski przez kilka miesięcy był wiceministrem finansów w okresie urzędowania Zyty Gilowskiej, czyli krótko współpracował z „polską Margaret Thatcher”. Liberalizm gospodarczy nie jest mu więc obcy, chociaż pieniądze od państwowych przedsiębiorstw mu nie śmierdzą. Profesor zasiadał w radach nadzorczych wielu spółek Skarbu Państwa – przykładowo w okresie 2017-2024 pełnił tę funkcję w PKO BP. Jego dotychczasowe wysiłki w zawodowej polityce nie były jednak szczególnie owocne – w 2009 roku nie dostał się do Parlamentu Europejskiego z listy PiS.

Jednym z głównych postulatów, które przedstawił prof. Andrzejewski podczas kongresu, jest odwrócenie Polskiego Ładu wprowadzonego w 2022 roku przez PiS. Przywrócenie przywileju płacenia niskiej i ryczałtowej składki zdrowotnej miałoby jednak obejmować wyłącznie najbogatszych. Partia Kaczyńskiego chce umożliwić osobom prowadzącym działalność gospodarczą i rozliczającym się liniowym PIT, czyli ludziom niemal w komplecie należącym do 10 proc. najzamożniejszych Polaków, płacenie składki w wysokości 9 proc. od… 60 proc. średniego wynagrodzenia. Według projektu budżetu w przyszłym roku przeciętna pensja w Polsce wyniesie ok. 10 tys. zł, więc najbogatsi płaciliby na NFZ składkę obliczaną od 6 tys. zł, czyli od kwoty niewiele wyższej od płacy minimalnej.

Inaczej mówiąc, etatowiec z pensją 8 tys. zł płaciłby na ochronę zdrowia więcej niż lekarz zarabiający 30 tys. zł miesięcznie. Przedsiębiorcy rozliczający PIT na skali (12-32 proc.) nadal musieliby płacić składkę obliczaną od ich dochodów, więc w wielu przypadkach także dokładaliby się do NFZ w znacznie większym stopniu – i to nominalnie, bo proporcjonalnie nawet nie dałoby się tego porównać. Jest to więc rozwiązanie skierowane wyłącznie do najbogatszych.

„Ktoś na podatku liniowym dzisiaj płaci ponad 14 tysięcy zł rocznie, a będzie płacił nieco ponad 5 tys. zł rocznie. Podobnie na ryczałcie – to będą oszczędności rzędu 330-664 zł miesięcznie. […] Według naszych wyliczeń proponowana zmiana to uszczerbek tylko na poziomie 5,2 mld zł. A 5,2 mld zł, jeżeli w końcu ktoś się weźmie za restrukturyzację przepływów pieniężnych w ochronie zdrowia, można uzyskać tylko z tego” – powiedział Andrzejewski „Rzeczpospolitej”.

Przywileje dla właścicieli

Kolejna bardzo ważna zmiana umieszczona w nowym balcerowiczowskim programie PiS to jednorazowa amortyzacja wydatków inwestycyjnych. Może się to wydawać kwestią techniczną, ale nią nie jest. Mowa o daleko idącym i bardzo obciążającym dla budżetu przywileju, by kosztowne zakupy na rzecz firmy móc wrzucić w koszty w całości w jednym okresie rozliczeniowym, zamiast robić to stopniowo wraz z utratą wartości danego dobra.

„Kupujesz samochód za 300 tysięcy złotych na potrzeby prowadzenia biznesu. Nie amortyzujesz go przez pięć lat, tylko robisz to w roku, w którym wydałeś pieniądze. Cały wydatek od razu staje się kosztem” – perorował Andrzejewski podczas kongresu.

Czytaj także 7 haków głównych: o co jeszcze pokłócą się PiS i Rozwój Plus? Piotr Wójcik

Inaczej mówiąc, przedsiębiorca mógłby nabyć kosztowny pojazd i dzięki temu w całym roku wykazać stratę, czyli nie płacić podatku. Oczywiście w kolejnych latach jego daniny nieco by wzrosły, co teoretycznie powinno się zbilansować, tylko że w rzeczywistości działałoby to jak nieoprocentowana pożyczka od państwa dla firm. Wartość pieniądza z każdym rokiem trochę spada, czyli budżet realnie poniósłby straty. Według obliczeń Andrzejewskiego w pierwszym roku funkcjonowania tego niepozornego rozwiązania budżet państwa straciłby… 40 miliardów złotych. Czyli mniej więcej tyle, ile kosztować miało dwukrotne podniesienie kwoty wolnej od podatku, z czego obecna koalicja jednak się wycofała, gdyż okazało się za drogie.

To nie wszystkie prezenty, jakie PiS zamierza podarować przedsiębiorcom. Partia Kaczyńskiego chce również drastycznie obniżyć podatek od dywidend, czyli od dochodów osiąganych przez właścicieli spółek wypłacających sobie ich zyski. Obecnie wynosi on 19 proc. i jest zasadniczo powiązany z podatkiem od dochodów kapitałowych. Gdyby prawica przejęła władzę, właściciele spółek mogliby płacić jedynie 10 proc. od dywidend nieprzekraczających 120 tys. zł w skali roku, a obecne 19 proc. dopiero od kwot ponad ten próg. Inaczej mówiąc, rentierzy płaciliby mniejszy podatek od podatników PIT, którzy opodatkowani są obecnie na 12 proc. i 32 proc. Z jakiego właściwie powodu? Przecież argumenty w stylu „przedsiębiorcy dzięki temu będą inwestować” w tym przypadku nie działają, gdyż mowa o opodatkowaniu osobistych dochodów właścicieli, a nie zysków ich firm.

Zbilansuje się, ponieważ się zbilansuje

PiS zamierza również uszczuplić państwową kasę na szereg innych, mniej znaczących sposobów. Pisowska prawica chciałaby przywrócić kartę podatkową dla drobnych przedsiębiorców, takich jak taksówkarze czy rzemieślnicy, dzięki czemu płaciliby stały ryczałtowy podatek w wysokości kilkuset złotych miesięcznie, określony nie na podstawie ich dochodu, lecz rodzaju działalności. Próg drugiej stawki podatku PIT zostałby podniesiony do 180 tys. zł z obecnych 120 tys. Przedsiębiorcy mogliby wybierać sposób opodatkowania dopiero na koniec roku, a nie na początku, by dzięki temu sprawniej optymalizować swoje zobowiązania publiczno-prawne. Progi podatkowe miałyby być automatycznie waloryzowane, a straty szybciej rozliczane. Skutki fiskalne tego szeregu mniejszych zmian byłyby pojedynczo do zaakceptowania, ale ziarno do ziarnka…

Cały pakiet tych darów dla przedsiębiorców miałby kosztować budżet państwa około 50 miliardów złotych rocznie. To gigantyczna suma, która wobec ogromnych wydatków zbrojeniowych i nałożonej przez Komisję Europejską na Polskę procedury nadmiernego deficytu byłaby dla budżetu nie do udźwignięcia. Abstrahując od sprawiedliwości tych zmian, ale to autorów obchodzi chyba najmniej. W jaki sposób państwo miałoby zrównoważyć taki uszczerbek w swoich wpływach? Według Andrzejewskiego dzięki podarowaniu przedsiębiorcom tej gigantycznej kwoty nastąpiłby wzrost PKB, a co za tym idzie wyższe wpływy z podatku VAT i większe zatrudnienie, czyli podniesienie wpływów z PIT i składek. Poza tym 20 mld zł miałoby zapewnić zmniejszenie szarej strefy, między innymi dzięki wyżej wymienionej karcie podatkowej – bo korepetytorzy i szewcy wyszliby z ukrycia.

Mówiąc wprost, program fiskalny PiS to jest fiskalny deus ex machina – budżet się zrównoważy, ponieważ się zrównoważy. Wprowadzanie rozwiązań tego typu nie przystoi nawet podczas konstruowania fabuły powieści kryminalnej, a co dopiero budżetu państwa. To kompromitacja na poziomie słynnego projektu reformy składki zdrowotnej autorstwa Ryszarda Petru, który wielokrotnie zaniżył koszty poniesione przez NFZ, co wytknęło mu jego koalicyjne ministerstwo finansów. Jakby tego było mało, Andrzejewski udaje wielce zatroskanego o stan finansów publicznych.

Czytaj także Polska wymiera, a problemy NFZ rosną w ekspresowym tempie Piotr Wójcik

„Rząd musi się też zabrać za deficyt – dotychczas nie było deficytu budżetowego na poziomie 280 mld zł, poprzednicy z czasów rządu PiS mieli najwyższe poziomy deficytu na poziomie 80-90 mld zł” – mówił zaniepokojony profesor w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Trzeba niebywałej bezczelności, by wytykać rządowi wysoki deficyt, równocześnie proponując uszczuplenie dochodów państwa o 50 mld zł. Te rozwiązania przesunęłyby dziesiątki miliardów złotych do kieszeni najzamożniejszych przedsiębiorców, nie gwarantując w zamian niczego przytłaczającej większości społeczeństwa. Autorzy tych zmian liczą chyba, że elektorat się nie zorientuje – skoro na czasie są rozwiązania wolnorynkowe, to zaproponujmy jak najwięcej zmian tego typu, powinno się spodobać. Jak to wcielić w życie? Pomyśli się po wyborach. Najwyżej schowa się Andrzejewskiego do szafy albo w ogóle będzie rżnąć głupa, że to nie nasz człowiek. To ostatnie PiS ma już zresztą przetestowane, tylko że na kimś innym.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x