Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

7 błędów polskiej komunikacji strategicznej

Im mniej poważnie politycy nas traktują, tym trudniej brać na serio ich alarmistyczne ostrzeżenia. Szczególnie, gdy alarmizm komunikatów władzy nie współgra z jej działaniami.

ObserwujObserwujesz
Walka

W sytuacji rosnącego zagrożenia działaniami hybrydowymi i zaczepnymi poniżej progu wojny (oby tylko) ogromnego znaczenia nabierają kompetencje, których politycy znad Wisły najwyraźniej nigdy dobrze nie przyswoili. A właściwie nigdy nie chcieli tego zrobić.

Komunikacja strategiczna – bo o niej mowa – służy nie tylko wyjaśnianiu sojusznikom swoich zamiarów i przestrzeganiu wrogów przed ewentualną reakcją, ale też przygotowywaniu społeczeństwa na nadchodzące zdarzenia. Musi być więc nie tylko nowoczesna, wykorzystując w tym celu współczesne narzędzia i media, ale też przejrzysta i logiczna.

Szczególnie z tym ostatnim polscy decydenci mają ogromne problemy, co może okazać się równie groźne jak grasujący po kraju dywersanci. Oto siedem najczęściej popełnianych przez polskich polityków błędów w komunikowaniu strategicznych interesów i działań państwa w obliczu wyzwań i zagrożeń.

Czytaj także Straszenie wojną nie ma w przypadku Polski większego sensu Paulina Siegień

1. Brak spójności przekazu z działaniami

Trudno chyba o większy błąd w komunikacji strategicznej niż ten, gdy podejmowane działania nie są adekwatne do alarmistycznego tonu. Pod koniec 2021 roku, gdy sojusznicy z Waszyngtonu trąbili o zbliżającej się pełnoskalowej wojnie nad Dnieprem, rządzące Polską PiS zorganizowało w Warszawie zlot prorosyjskich polityków z UE. Oczywiście nie dlatego, że byli prorosyjscy, tylko eurosceptyczni, to jednak nie ma w tym kontekście żadnego znaczenia. Liczył się sam fakt, że działania rządu nie korespondowały ani z przestrogami głównego gwaranta obrony kraju, ani z późniejszymi reakcjami Warszawy, która ledwie dwa miesiące później oskarżała Europę Zachodnią o zamiar jak najszybszego wznowienia współpracy z Moskwą i niechęć do niesienia wystarczającej pomocy dla Kijowa.

Trudno też doszukać się spójności w przekazie obecnego rządu, który nieustannie trąbi o zagrożeniu być może nawet gorącym konfliktem z Rosją, podczas gdy wciąż nie zadbał o fundamenty obrony cywilnej, w tym o sieć schronów, których lokalizację znałby każdy obywatel. Ta niekonsekwencja przynosi wiele szkód, z których największą jest znieczulanie społeczeństwa na płynące ze strony państwa alarmy i przestrogi. Skoro wojną już straszyli 2137 razy, to pewnie teraz też nie ma sensu się przejmować.

2. Nieprecyzyjny przekaz

Polscy politycy dość swobodnie podchodzą do słów, które wypowiadają. Najlepszym przykładem z ostatnich tygodni było poinformowanie przez premiera, że otrzymał raport od szefa CIA, chociaż wnet się okazało, że żadnego raportu nie było – po prostu Amerykanin ustnie opisał sytuację. W rezultacie zamiast dyskutować o powadze zagrożenia i konkretach opozycja mogła rozpocząć kilkudniową awanturę o nieprecyzyjne informacje wysyłane ze strony rządu i celowe wyolbrzymianie powagi sytuacji. W ten sposób powstało kompletnie niepotrzebne zamieszanie i ponownie straciliśmy okazję do poważnej dyskusji natury strategicznej.

3. Wciągnięcie spraw bezpieczeństwa w konflikt polityczny

Jeszcze niedawno wydawało się, że kwestie dla kraju fundamentalne zostały wyjęte poza bieżący spór polityczny i panuje w tych obszarach zasadniczy konsensus. Na marginesie polityki zdarzały się oczywiście partie podważające główne kierunki polityki międzynarodowej państwa, jednak ich znaczenie było zwykle homeopatyczne.

Niestety, od czasu drugiej kadencji rządów PiS wszystko się zaczęło sypać. Ze strony środowiska Jarosława Kaczyńskiego regularnie zaczęły napływać tezy o tym, że należy opuścić programy unijne takie jak polityka klimatyczna. Koalicja Obywatelska natomiast postanowiła spróbować zablokować przyjęcie ustawy związanej z KPO wyłącznie po to, żeby zaszkodzić rządzącym – nie udało się to tylko dzięki odpowiedzialnej postawie posłów lewicowych.

W obecnej kadencji najbardziej skandalicznym przejawem zniszczenia konsensusu strategicznego był sprzeciw PiS i pałacu prezydenckiego wobec unijnego programu SAFE. Gdy nawet politycy głównego nurtu zaczynają podważać dotychczasowe pewniki, w społeczeństwie następuje całkowita dezorientacja.

Czytaj także Politycy nowej (de)kadencji mówią wprost: będzie wojna Katarzyna Przyborska

4. Poglądy jak chorągiewki na wietrze

Polityka zawsze byłą przestrzenią hipokryzji, ale to, co obserwujemy od mniej więcej dekady, stało się już zupełnie nieznośne. Politycy kompletnie przestali się przywiązywać do swojego zdania, zmieniając je jak rękawiczki – a nawet znacznie częściej. W ten sposób wytwarzają kompletne zamieszanie.

Nasi sojusznicy przestają rozumieć dążenia i postawę Polski, a nasi wrogowie zdobywają możliwości oddziaływania na politykę Warszawy. Wystarczy tylko lekko wywrzeć wpływ na sytuację w kraju w pożądanym kierunku.

Epickich wolt polityków mieliśmy w ostatnich latach nieskończenie wiele. Największe dwie to zmiana podejścia PiS do Ukrainy z entuzjazmu w kierunku pełnego sceptycyzmu oraz obrót na pięcie obecnej koalicji w kwestii granicy z Białorusią – od wyśmiewania pisowskiego „płotu” i udawanej troski o przestrzeganie praw człowieka do umacniania granicy, zawieszenia prawa do azylu i uruchomienia bezwzględnych deportacji.

Czytaj także Tusk szczujący na Ukraińców zmniejsza bezpieczeństwo Polaków Wojtek Żubr Boliński

5. Nieprzestrzeganie tajemnic państwa i klauzul tajności

Spór polityczny osiągnął już taką temperaturę, że nawet powaga tajemnic państwa schodzi na drugi plan, jeśli tylko ich zdradzenie może w jakimś stopniu zaszkodzić przeciwnikom. Najgłośniejszym przykładem było ujawnienie przez ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka wraz z ówczesną TVP Info planów ewentualnościowych obrony Polski, z których jeden zakładał opcję obrony na linii Wisły, co pisowcy szybko wykorzystali jako paliwo narracji o Tusku, który rzekomo chciał oddać połowę Polski Moskwie.

W ostatnich tygodniach natomiast szef rządu ujawnił z mównicy sejmowej informacje ze śledztwa dotyczącego Zondacrypto, co postępowaniu w niczym nie pomoże, wręcz przeciwnie, za to odpowiednio podgrzało jego elektorat. Polska staje się dla przeciwników niczym otwarta księga, dzięki czemu nie muszą oni tutaj nawet szukać kontaktów operacyjnych, bo wystarczy, że obejrzą dowolny program informacyjny.

6. Szerzenie domysłów i niesprawdzonych teorii

W tropieniu spisków jak zwykle bezwzględnie przodują pisowcy. Tutaj partia Kaczyńskiego jest nie tylko mistrzem Polski, ale może nawet Europy. Specjalizuje się w tym już od czasu słynnej likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, które miały być siedliskiem postkomunistycznych złogów. Likwidacja służby się udała, chociaż raport Antoniego Macierewicza najwyraźniej nie był aż tak przełomowy, skoro kluczowy aneks utajnił prezydent Lech Kaczyński.

Następnie oglądaliśmy rozciągniętą na lata epopeję z „wyjaśnianiem” katastrofy smoleńskiej, która według polityków PiS miała być zamachem. Przy tej okazji działały nawet dwa organy – zespół i komisja – które byłyby nawet śmieszne i żałosne, gdyby nie zajmowały się dochodzeniem do prawdy o narodowej tragedii. W tym przypadku ostateczny raport był chyba nawet gorszy niż poprzedni, gdyż z ustaleniami komisji problem miał nawet Macierewicz, a PiS postanowiło zbyć go milczeniem.

Pewne osiągnięcia na tym polu ma też aktualna władza. Mowa chociażby o doniesieniach premiera Tuska, że za Zondacrypto stoją rosyjskie pieniądze. Prawda okazuje się niewiele mniej nieprzyjemna, więc nie trzeba było wyciągać tradycyjnego Ruska z szafy.

7. Uderzanie w bezstronność i powagę służb

Trudno wybaczyć polskim politykom, że kluczowe instytucje stojące na straży bezpieczeństwa kraju wciągnęli do partyjnej wojenki. Wykorzystywanie wojska przez Macierewicza, żeby on i jego ludzie (m.in. niesławny Misiewicz) mogli się ogrzać w jego świetle, było tak skandaliczne, że nawet na standardy pisowskie okazało się za grube.

Pikniki MON w czasach Błaszczaka były niewiele lepsze. W 2023 roku na pikniku policyjnym wypadek miał śmigłowiec Black Hawk, bo oczywiście trzeba było się nim pochwalić.

Czytaj także Polska jak w 1938: blady strach, głupia polityka i modły do najświętszej panienki Łukasz Łachecki

Za czasów Kosiniaka-Kamysza te fatalne praktyki wykorzystywania wojska do celów politycznych zostały znacząco ograniczone, ale nie zanikły całkowicie: w zeszłorocznej kampanii wyborczej prezydent stolicy Rafał Trzaskowski postanowił dokonać osobistego odbioru wozów policyjnych. No i nic nie przebije występów premiera Tuska w sztabach kryzysowych podczas powodzi z 2024 roku, które przypominały najlepsze wzorce – szkoda, że ze wschodu.

W tym miejscu oczywiście nie można nie wspomnieć o wielkich zasługach dla wrogów Polski, jakie ma już na koncie prezydent Nawrocki, odmawiający awansów oficerskich w służbach czy nominacji ambasadorskich, dzięki czemu polskie placówki w tak kluczowych miejscach jak Waszyngton, Tel Awiw, Rzym czy New Delhi są prowadzone przez dyplomatów w randze jedynie chargé d’affaires.

Niewątpliwie bardzo to pomaga zabiegać o polskie interesy w tych niezwykle ważnych miejscach, bo dzięki temu polscy dyplomaci mogą startować z pozycji underdoga, a przecież dobrze być niedocenianym przez rywali. Stawiam jednak dolary przeciw orzechom, że nie jest to wynik przyjętej strategii, ale jej braku.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x