Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Niewidzialne: śmierć woźnej przypomina, że szkoła to nie tylko dzieci i nauczyciele

Być może nagminne wbijanie poprzez język do głowy, że istnieją „niewidzialni” pracownicy, pozwoli wreszcie przełamać im zaklęty krąg symbolicznego wykluczenia, które potem przekłada się na wykluczenie ekonomiczne.

ObserwujObserwujesz
Celnie!

1

Podczas ostatniej serii ataków w szkołach zginęła 37-letnia pani Daria – woźna w szkole. W mediach, wśród polityków i przede wszystkim w sieci rozpoczęła się fala apeli o zwiększenie bezpieczeństwa w szkołach. Tyle że głównie „dzieci i nauczycieli”, ale już nie woźnych. Podobnie było, gdy student na UW zabił portierkę na terenie uczelni. Też głośno było o potrzebie bezpieczeństwa – dla studentów i wykładowców. Uczelnianych portierów czy ochroniarzy (jeden został ciężko ranny) nagłe przebudzenie świadomości nie objęło.

Czytaj także Co inba o dietę planetarną mówi o naszym społeczeństwie? Galopujący Major

Tak jest niemal za każdym razem. Osoby wykonujące pracę ochroniarską, stróżującą, sprzątającą są dla mediów, ba, dla całej opinii publicznej, całkowicie niewidzialni. Tak jak niewidzialna jest praca salowych (w ogromnej mierze są to kobiety) w szpitalach.

Niewidzialne w walce o prace i płace

Zresztą nie tylko praca fizyczna, ale także praca umysłowa osób na „mniej eksponowanych stanowiskach” jest pracą mało zauważalną. Nienauczycielski personel szkolny (praca w sekretariacie), niesędziowska praca w sądach (administracja, pracownicy sądów) są także mało dostrzegalne.

Od kilku miesięcy mówi się o tym, że na skutek sporu o Trybunał Konstytucyjny sędziowie TK zostaną pozbawieni wynagrodzenia przez wadliwie złożony przez Bogdana Święczkowskiego budżet. Ale rzadziej się mówi, że będzie to dotyczyło także losu wszystkich pracowników Trybunału. A więc od ochroniarzy, przez pracowników firm sprzątających, aż po pracowników administracji. Ich los jest wobec głównych aktorów, to jest sędziów, „wtórny” i niebudzący zainteresowania. Nie mają oni w polskiej debacie żadnej podmiotowości.

Rzecz jasna ów brak podmiotowości jak najbardziej skutkuje brakiem praw i stopniowym spychaniem płac i warunków pracy (czy może formalnoprawnie warunków „zlecenia”) coraz niżej. W pewnym sensie mamy do czynienia ze swoistym sprzężeniem zwrotnym: „niskostatusowe” w społeczeństwie prace fizyczne wzmacniają relatywnie niskie płace, które z kolei pogłębiają niski status odbioru tych prac w społeczeństwie.

Czytaj także Nie da się uczynić szkoły wolną od polityki – i nie uważam, by było to potrzebne Łukasz Łachecki rozmawia z Aleksandrą Korczak

Brak podmiotowości oznacza także, że osoby stróżujące, sprzątające czy woźne w szkole (to również najczęściej kobiety) nie są adresatami postulatów poprawy warunków pracy i płacy. Zauważmy, że gdy mowa o reformie sądownictwa, rzadko mówi się o tym, żeby wzmocnić płace personelu pomocniczego, i to nie tylko prawników niebędących sędziami, pracujących merytorycznie przy orzekaniu. Rzadko mówi się o woźnych przy reformie szkolnictwa, o kucharzach i kucharkach, którzy przy okazji awantury o dietę planetarną zostali dodatkowo upokorzeni uwagami, jak to nie potrafią niczego ugotować. Która z głośnych dyskusji o reformie zdrowia dotyczy pracy salowych i ochroniarzy na szpitalnych parkingach?

Gender, migracja, klasa i śmieciówki

Ale jest jeszcze gorzej. Konflikty przebiegają nie tylko między klasami czy grupami zawodowymi, ale także wewnątrz nich. Historycznie robotnik wykwalifikowany zarabia inaczej niż robotnik niewykwalifikowany, a bogaty chłop różnił się od biednego chłopa morgowego czy od parobka – co znamy (choć nie tylko) z lektur szkolnych. Owe historyczne podziały, skutkujące tym, że jedni wygrywają kosztem drugich w bardziej lub mniej milczącej walce o zasoby, istnieją do dzisiaj.

Czytaj także To nie smartfony są groźne dla uczniów. Prawdziwym zagrożeniem jest lenistwo MEN Piotr Wójcik

Podwyżka dla pielęgniarek czy lekarzy skutkuje często także wypychaniem reszty personelu na śmieciówki przez szpital, bo tak się zaoszczędzi w budżecie. Personel stróżujący to zwykle osoby z niepełnosprawnościami na śmieciówkach, które w celu redukcji kosztów zatrudnia się po minimalnej cenie jako ochroniarzy (co jest znowuż powszechnie wyśmiewane) ze względu na możliwości uzyskania zwrotów z PFRON-u przez firmy ochroniarskie.

Dla pracodawcy to tanie i wygodne „outsourcowanie” problemu kosztów. Inna sprawa, że praca dla byłego, a obecnie niepełnosprawnego pracownika fizycznego jest rzadko dostępna. Nietrudno więc zgadnąć, dlaczego akurat oni opanowali te branże.

Na wszystko nakłada się jeszcze kwestia genderowa, związana z kobietami, które pracują w bardzo wielu niskopłatnych, wymagających harówki zawodach. A także kwestia imigrancka, gdzie z kolei uzupełnia się lukę, płacąc jak najmniej imigrantom ekonomicznym, którzy w zamierzeniu o nic mają nie pytać. I o nic nie walczyć.

Co można zrobić, skoro system się nie zmieni 

W tym momencie powinien paść typowy zestaw prawd o wadach systemu, potrzebie ich zmiany, o tym, jak zły jest kapitalizm w neoliberalnym wydaniu. Co wszystko jest tyleż prawdziwe, co oczywiste. Póki co jednak nic, a już na pewno nie w Polsce, nie wskazuje na załamanie się wolnorynkowego porządku.

Wręcz przeciwnie: wzrosty sondażowe opowiadających się za skrajnymi rozwiązaniami prokapitalistycznymi Konfederacji i Korony Polskiej, pełne wolnorynkowej nowomowy weta Nawrockiego czy słabnięcie niechętnych neoliberalizmowi tonów, które jeszcze 10 lat temu były na porządku dziennym w wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego sprawiają, iż system tylko się umacnia. Wszelka poprawa losu najmniej zarabiających kosztem podnoszenia płac przez pracodawców bądź wyższego opodatkowania jest z definicji przez nich bezwzględnie odrzucana.

Czytaj także Jak likwidacja gimnazjów zwiększyła nierówności w polskiej szkole Michał Sutowski rozmawia z Pawłem Bukowskim

Być może więc zamiast snuć wizje o alternatywnych systemach i przyszłych katastrofach, warto zacząć od kilku małych kroków. Na przykład, tak jak swego czasu do wzmianek o protestujących lekarzach obowiązkowo dostawiano człon „i pielęgniarek”, zacząć dodawać „i salowych”. Być może do postulatów o poprawę nie tylko bezpieczeństwa, ale i płac w szkołach dostawiać człon „i pracowników szkolnych, w tym woźnych”. Być może nagminne wbijanie do głowy, właśnie poprzez język, że istnieją jeszcze właśnie owi niewidzialni pracownicy, pozwoli wreszcie przełamać ów zaklęty krąg symbolicznego wykluczenia, które potem przekłada się na wykluczenie ekonomiczne.

Tym bardziej że przy obecnym rozproszeniu, prekaryzacji pracy i coraz większym ciśnieniu na generowanie zysków, bo „nas przegonią Chińczycy” albo „AI zabierze pracę”, warunki będą jeśli nie coraz gorsze, to na pewno coraz bardziej nierówne. W końcu trudno wywalczyć swoje, jeśli nawet w momencie zamordowania woźnej jej prawa, status i płace są całkowicie pomijane w dyskusji publicznej.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x