Edukacja jest trudna do opowiedzenia. Zawsze taka była, ale w czasach, w których liczą się natychmiastowość i dopasowanie do algorytmów, sprzedanie jej jako nośnego tematu wydaje się niemal niewykonalne. Politycy zaś coraz częściej reagują na afekty podsycane przez te algorytmy, zamiast kierować się przekonaniami lub – co jeszcze rzadsze – badaniami.
Prace domowe i powrót do gimnazjum
Jeśli zestawimy ze sobą dwie zupełnie różne decyzje: zakaz zadawania prac domowych jako ukłon w stronę progresywnej edukacji oraz powrót do ośmioklasowej podstawówki jako zwrot w stronę konserwatywnych sentymentów, zobaczymy podobne mechanizmy (choć porównanie tych działań może wydać się niesprawiedliwe, bo przecież ten drugi ruch miał dużo poważniejsze konsekwencje i nie da się go łatwo i bez ofiar cofnąć).
Likwidacja prac domowych miała być zapewne wyjściem naprzeciw zwolennikom poskramiania opresji wobec dzieci, ekwiwalentem otwartej i nowoczesnej szkoły. Przyszły premier Donald Tusk został o to zagadnięty przez ucznia podczas kampanii wyborczej 2023 roku i akurat tę jedną obietnicę postarał się potraktować poważnie (z innymi bywało gorzej). Wydano zatem rozporządzenie o nieobowiązkowości zadań domowych w szkołach podstawowych.
Niestety decyzji tej nie poprzedzono wnikliwą analizą istniejących badań na temat tego, w jakich przedziałach wiekowych się to sprawdza, jakiego typu prace mają sens, czy i kiedy służą wyrównywaniu szans i tym podobne. Z kolei gimnazja długo były, słusznie czy nie, symbolem demoralizacji i przemocy, a ich likwidacja miała być wyrazem protestu przeciwko patologiom. Również i ta reforma została przeprowadzona bez przeanalizowania, czemu na przykład miał służyć ten typ szkół, jakie konsekwencje w zarządzaniu oświatą spowoduje ta ustrojowa zmiana i kto na tym zyska, a kto straci.
„Dowożenie” niekoniecznie służy rozwojowi
Wciąż tęsknimy za nowoczesnością, ale nie dociekamy, czym właściwie jest rozwój w określonym kontekście. A on nie zawsze jest tym, czym się wydaje: kiedyś rozwój mógł się kojarzyć z cyfryzacją, ale teraz, w czasach deficytu uwagi głębokiej, bardziej progresywne mogą okazać się czytanie i analiza dziewiętnastowiecznej powieści. Politycy gonią za wszystkim, co można łatwo sprowadzić do jednej decyzji, do tego, co wydaje się atrakcyjnym hasłem, symbolem sprawczości i „dowożenia” obietnic, nie zastanawiając się nad tym, co faktycznie służy rozwojowi.
To oczywiście mechanizm stosowany we wszystkich obszarach polityki, szczególnie istotne jest jednak, by przyjrzeć się mu krytycznie w obszarze edukacji, gdyż zjawiska zachodzące w szkole to niezwykle wieloaspektowy, delikatny i skomplikowany, organiczny, trudno uchwytny proces – coś jak przemiany całych ekosystemów.
Szkoła to system naczyń połączonych, w którym nie ma szybkich efektów, namacalnych wyników, którymi czasem nas mamią filmy pokroju Młodych gniewnych. W tym filmie główna bohaterka, nauczycielka angielskiego i była komandoska, mierzy się z niepokorną klasą: choć początkowo młodzi ludzie z trudem radzą sobie z czytaniem, niedługo później wspólnie z nauczycielką interpretują (niełatwego poetę) Dylana Thomasa.
W rzeczywistości proces edukacji nigdy nie dzieje się tak szybko i spektakularnie. Trzeba przy tym pamiętać, że faktyczna edukacja rozgrywa się „pomiędzy”: nie tyle istotna jest ocena wyrażona stopniem, ile komentarz rzucony na marginesie; od tabelki o tym, czy Wokulski był romantykiem czy pozytywistą, ważniejsza jest rozmowa o książce, którą przeprowadzasz z spotkaną na korytarzu uczennicą, biegnąc po zimną kawę; od końcowej oceny bardziej liczy się to, że ktoś zaczął częściej uczęszczać na lekcje i zyskał motywację do nauki.
Czasem jakiekolwiek efekty pracy zwanej wychowawczą, która też przecież rozgrywa się między wierszami podstawy programowej, widać dopiero po wielu latach – kiedy na przykład dostaje się przez media społecznościowe list z przeprosinami za zachowanie z gimnazjum.
Wszystko na odwrót
Dlatego właśnie szkoły nie da się opowiedzieć za pomocą chwytliwych haseł i nie jest możliwe, aby ją zreformować w czasie jednej kadencji, w dodatku bez dyskusji uwzględniającej porozumienie wielu aktorów, kładącej nacisk na zdanie nauczycieli i na badania naprawdę bezstronnych ekspertów.
Idealna reforma szkoły musiałaby powstawać w poprzek politycznych podziałów, być długotrwała i uwzględniać fakt, że szkoła to delikatny organizm wymagający uważności, dokładności i pieczołowitego zbadania. Jak na razie, niezależnie od tego, kto jest u władzy, robimy wszystko dokładnie odwrotnie, ulegając chwilowości, a jednocześnie uparcie wdrażając reformy w oderwaniu od świata, w jakim się znajdujemy.
**
Fragment książki Justyny Drath Szkoła przetrwania [o edukacji], która ukazuje się w Wydawnictwie Krytyki Politycznej.
*
Jaka jest dzisiaj polska szkoła? Dokąd zmierza? Zapraszamy na spotkanie z Justyną Drath, które poprowadzi Aleksandra Korczak. 20 października, we wtorek, o godz. 19.00, Łoskot x Prześniona, Jasna 10, Warszawa.
Zapraszamy!










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!